FANDOM


Rozdział XIV Z ziemi na księżyc, podróż odbyta w 87 godzinach
Rozdział XV
Juliusz Verne
Rozdział XVI
Uwaga! Tekst wydano w 1875 r. i jego słownictwo pochodzi z tamtej epoki. Proszę nie nanosić poprawek!

Święto lania.

Podczas tych ośmiu miesięcy, w których roboty ziemne wykonywano, postępowały także przygotowania do lania kolumbiady z nadzwyczajną szybkością. Cudzoziemiec przybyły do Stones-Hill, byłby niemało się zadziwił widokiem, jakiby mu się przedstawił.

Sześć set yardów od studni wznosiło się dwanaście set pieców do palenia, każdy sześć stóp szeroki i pół sążnia od drugiego odległy. Linia, utworzona z tych dwunastu set pieców, zajmywała dwie mile długości. Wszystkie w jeden sposób zbudowane, z kominami kwadratowymi, przedstawiały szczególny widok. J. T. Maston zachwycał się ich architekturą. Przypominały mu one pomniki Washingtona. Dla niego nie było nic piękniejszego nawet i w Grecyi, gdzie wprawdzie jak sam się przyznawał, nigdy nie był.

Przypomnijmy sobie, że postanowiono na trzeciem posiedzeniu komitetu, użyć spiżu do kolumbiady z metalu popielatego. Kruszec ten jest w rzeczywistości wytrwalszy, gęstszy, łatwiejszy do obrobienia od żelaza, znajduje się w węglu ziemnym, najstosowniejszy do sztuk wielkich rozmiarów, jak armat, cylindrów maszynowych, pras hydraulicznych i t. p.

Spiż jednorazowego topienia jest rzadko kiedy czysty, dopiero drugi raz przetopiony traci ostatki obcych przymieszek i jednorodnym się staje.

Dlatego przed wysłaniem go z Tampa-Town, zmieszano w hutach Goldspringa wydobyte rudy żelazne z węglem i silicium, ogrzywano razem w wysokiej temperaturze, aż spiż uzyskano. Po tej pierwszej operacyi, miał dopiero spiż dostać się do Stones-Hill. Było 136 milionów funtów spiżu, ilość za wielka do transportowania koleją dla samych kosztów; cena transportu bowiem podwoiłaby koszt materyału. Nie wypadało więc nic innego, jak nająć okręta w Nowym Yorku do przewozu spiżu; niemniej jak 68 okrętów tysiąc-tonowych, prawdziwa flota, puściła się więc z Nowego Yorku na otwarty Ocean, trzymając się brzegów Ameryki, przebyła cieśninę Bahama i zarzuciła kotwicę w porcie Tampa-Town 10go tegoż miesiąca. Tu zastąpiono okręta wagonami kolei Stones-Hill, i w połowie stycznia była już ta ogromna masa kruszcu na miejscu przeznaczenia.

Każdy pojmie, że wcale niewiele było 12 set pieców do stopienia tych 68 tysięcy ton spiżu w jednym czasie. Każdy piec mógł pomieścić około sto czternaście tysięcy funtów kruszcu; urządzono je podług modelu pieców, które służyły do lania armaty Rodman, o formie trapizoidalnej i bardzo pochyłej. Przyrząd do ogrzewania i kominy były w dwu końcach, tak, że cała rozległość pieca równo ogrzewaną była. Te piece zbudowane z trwałej cegły, składały się tylko z jednego rusztu do palenia węgla i z jednego przypiecka, na który spiż do topienia składać się miał.

Taki przypiecek, nachylony pod 25tym stopniem, ułatwiał odpływ spiżu do zbiorników, od których 12 set rynewek prowadziło do centralnej studni.

Na drugi dzień po ukończeniu robót ziemnych i murarskich, przystąpił Barbicane do wykończenia budowy wewnętrznej; trzeba było bowiem podnieść jeszcze środek studni i ustawić około jej osi cylinder na 900 stóp wysoki a 9 stóp szeroki, który miał przeznaczenie zająć przestrzeń odpowiadającą wnętrzu kolumbiady. Cylinder ten miał się składać z gliny i piasku, zmieszanej z sianem i słoma. Przestrzeń wolna między ścianami muru i cylindra, przeznaczoną była do zlewu spiżu, który miał utworzyć w ten sposób ściany armatnie, sześć stóp grube. Ażeby zaś ten cylinder mógł się utrzymać w równowadze, trzeba go było podeprzeć żelaznemi belkami, łączącemi go w pewnych odstępach z murem. Potem te podpory rozpłyną się w masie gorącego spiżu, a temsamem wcale przeszkodą nie będą.

Tę całą operacyę ukończono 8go lipca.

– Będziemy mieli piękną uroczystość lania – rzekł J. T. Maston do swego przyjaciela Barbicana.

– Bez wątpienia – odpowiedział Barbicane – ale nie będzie to uroczystość publiczna.

– Jak to? nie każesz otwierać bram wchodowych dla każdego przybysza?

– Ani myślę, Mastonie; lanie kolumbiady jest operacyą delikatną, jeżeli nie niebezpieczną, dlatego jestem za tem, aby się odbyło bez współudziału publiczności. Przy wystrzale kuli może być obecny, kto chce, ale teraz nie.

Prezydent miał słuszność; podczas operacyi mogło powstać jakie nieprzewidziane niebezpieczeństwo, którego usunięciu właśnie napływ widzów mógłby przeszkadzać. Trzeba zachować swobodę podczas ruchu roboty. Nikt nie miał być przypuszczonym do obchodu, z wyjątkiem delegacyi członków Gun-klubu, która z Tampa-Town przybywała. Widziano pomiędzy innymi wesołego Bilsby, Tom Hunter, Blomsberry, majora Elphistona, jenerała Morgana i tutti guanti, dla których lanie kolumbiady osobisty interes miało. J. T. Maston zastępywał im Cicerona; nie opuścił najmniejszej drobnostki bez wytłómaczenia; oprowadzał ich wszędzie: po magazynach, warstatach, a nawet zmuszał do zwiedzenia wszystkich dwunastu set pieców, jednego po drugim.

'From the Earth to the Moon' by Henri de Montaut 24

Przy dwunastosetnej wizycie ostygli trochę w zapale. Lanie miało się rozpocząć w samo południe; każdy piec naładowano po 114 tysięcy funtów kruszcu, w stosy z pojedynczych sztuk w krzyż ułożonego, aby ogrzane powietrze wszystkie części swobodnie okalać mogło. Od samego rana wyrzucały 12 set kominów straszny płomień w powietrze, aż słońce zaćmiewało. Ilości kruszcu do topienia przeznaczonego odpowiednią masę kamiennego węgla do palenia użyto. Sześćdziesiąt ośm tysięcy tonów węgla zatem dymiąc, zasłoniły tarczę słoneczną grubą powłoką czarnych kłębów.

Około pieców zaczęło się rozszerzać gorąco nie do zniesienia; hałas i turkot był dokoła, jakby grzmiało, silne miechy łączyły jednostajne tchnienia, wpędzając kwasoród w te żarzące ogniska.

Ażeby zaś operacya lania dobrze się udała, trzeba było szybko i równocześnie na wszystkich punktach działać. Dlatego też miano do wypuszczania płynnego już spiżu i do zupełnego wypróżnienia pieców, dać sygnał wystrzałem armatnim.

Postanowienie ogłoszone; każdy przełożony i robotnicy oczekiwali naznaczonej chwili z niecierpliwością, zmieszaną z pewną dozą wzruszenia. Nie było nikogo obcego, a każdy stał na swojem stanowisku przy otworach odpływowych.

Barbicane i jego koledzy zajęli przyległy pagórek, i ztamtąd przypatrywali się operacyi. Przed nimi stała armata, która miała dać ognia na znak inżyniera.

Dwunasta wybiła. Wystrzał armatni rozszedł się do koła. Dwanaście set utworów odpływowych naraz się otwarło i dwanaście set wężów ognistych zwróciło się do głównej studni. Tu spadały ze strasznym łoskotem w dół 900 stóp głęboki. Był to wzruszający, prześliczny widok. Ziemia drżała, a z bałwanów spiżu roztopionego wznosiły się kłęby pary. Te sztuczne chmury piętrzyły się ku niebu aż do wysokości pięciuset sążni. Kilku błądzących w okolicy dzikich mogło przyjść do przekonania, że nowy wulkan powstaje na ziemi Florydy, bo nie było to ani wtargnięciem nieprzyjacielskiem, ani burzą, ani walką żywiołów, ani żadnem strasznem zjawiskiem, jakie natura wydać zdoła.

Nie! sam człowiek stworzył te czerwonawe chmury, te silne płomienie, godne wulkanu, to drżenie huczące, podobne trzęsieniu ziemi, i to zlanie prawdziwej Niagary z płynącego kruszcu, w otchłań własną ręką zbudowaną.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.