FANDOM


Rozdział VI Z ziemi na księżyc, podróż odbyta w 87 godzinach
Rozdział VII
Juliusz Verne
Rozdział VIII
Uwaga! Tekst wydano w 1875 r. i jego słownictwo pochodzi z tamtej epoki. Proszę nie nanosić poprawek!

Kwestya kuli.

Obserwatoryum w Cambridge rozebrało w swym pamiętnym liście z d. 7. października kwestyę astronomiczną: teraz chodziło już tylko o rozwiązanie kwestyi mechanicznej, która w każdym innym kraju natrafiłaby na różne niezwyciężone trudności wykonania, ale dla Ameryki było to tylko zabawką.

Prezydent Barbicane nie tracąc czasu, ustanowił z grona Gun-klubu komitet wykonawczy, który miał w trzech tygodniach zdać sprawozdanie o trzech ważnych kwestyach, mianowicie: o armacie, kuli i prochu. Komitet składał się z czterech członków, w tym fachu bardzo biegłych; w skład jego wchodził więc Barbicane, w razie potrzeby z głosem rozstrzygającym; jenerał Morgan, major Elphiston i niezbędny J. T. Maston, któremu powierzono urząd sekretarza-sprawozdawcy.

Dnia 8go października zebrał się komitet w domu prezydenta Barbicane pod l. 3, przy ulicy Republikańskiej; ażeby zaś zgłodniały żołądek nie przerywał mruczeniem ważnej dyskusyi, zasiedli czterej członkowie Gun-klubu około stołu, zastawionego sandwiksami i potężnymi czajnikami. Naturalnie p. J. T. Maston założył pióro w żelazną rączkę, i posiedzenie rozpoczęto.

'From the Earth to the Moon' by Henri de Montaut 09

Barbicane zabrał głos.

– Kochani koledzy! Przychodzi zastanowić się nam nad jednem z najtrudniejszych zadań balistyki, tej uprzywilejowanej nauki, która traktuje o ruchu kul czyli ciał, rzuconych w przestrzeń siłą dowolną i zostawionych losowi własnemu.

– O, balistyko, balistyko! – wykrzyknął J. T. Maston wzruszonym głosem.

– Byłoby tedy może najstosowniej, gdybyśmy dzisiejsze posiedzenie – ciągnął dalej prezes – poświecili dyskusji o armacie.

– W istocie – potwierdził jenerał Morgan.

Po dłuższym namyśle mówił znowu Barbicane:

– Zdaje mi się jednak, że kwestya kuli zająć powinna pierwsze miejsce, nawet przed armatą, bowiem działa muszą odpowiadać objętości kuli.

– Proszę o głos! – zawołał J. T. Maston.

Udzielono mu głosu bez wahania – świetna przeszłość jego na to zasługiwała. On tedy mówił głosem pełnym natchnienia:

– Zacni koledzy! Przewodniczący nasz stawia słusznie kwestyę kuli przed wszystkiemi innemi. Ta kula, którą mamy rzucić ku księżycowi, to nasz poseł, nasz ambasador; dlatego proszę o pozwolenie zastanowienia się nad nią pod względem czysto moralnym.

Z tego stanowiska nikt jeszcze na kulę nie patrzył; było to całkiem coś nowego, podsyciło więc tylko ciekawość członków komitetu, którzy z coraz żywszą uwagą oczekiwali dalszych słów J. T. Mastona.

– Drodzy koledzy! – ciągnął dalej – w krótkości zajmę się tylko kulą matematyczną, kulą moralną, pozostawiając na uboczu kulę fizyczną, która ze świata zgładza. Kula, podług mego zdania, stanowi najszczytniejszy objaw władzy ludzkiej; człowiek robiąc ją, najbardziej do Stwórcy się zbliża.

– Bardzo dobrze! – przerwał major Elphiston.

– Zaiste! – zawołał mowca – tak jak Bóg stworzył gwiazdy i planety, tak człowiek zrobił kulę, to criterium chyżości ziemskiej, to zmniejszenie gwiazd, błądzących w przestrzeni, które, prawdę powiedziawszy, niczem innem nie są, jak kulami. Do Boga należy chyżość iskry elektrycznej, światła, gwiazd, kometów, płanet, satellitów, głosu i wiatru, ale do nas należy chyżość kuli, która sto razy przewyższa szybkość pociągów, parą pędzonych, i najdzielniejszych rumaków.

J. T. Maston był w uniesieniu, głos jego stawał się dźwięcznym, metalicznym, wygłaszając hymn uwielbienia kuli.

– Żądacie cyfr! podam je dokładnie. Weźmy kulę mierną, dwudziesto-cztero-funtową; ta wolniej bieży 800.000 razy od elektryczności, 640.000 razy od światła, 616 razy wolniej od ziemi w ruchu około słońca, a wyrzucona z armaty, wyprzedza chyżość głosu, robiąc na sekundę 200 sążni, w 10 sekundach 2000 sążni, 14 mil w 1 minucie, 840 mil w godzinie, a 20.1000 mil na dzień. Z tego wynika, że chyżość jej na punktach równikowych podczas ruchu wirowego świata, wyniosłaby w jednym roku 7,336.500 mil. Do osiągnięcia księżyca potrzebowałaby więc 11 dni, do słońca doszłaby po 11 latach, a Neptuna dosięgłaby w granicach świata solarnego po 360 latach.

Tyle dokaże mała kulka, dzieło rąk naszych. Cóż będzie, gdy przy rzucie nadamy jej chyżość 7 mil na sekundę? A, dzielna kulo! pyszna kulo! miło mi pomyśleć, jak cię przyjmą tam wysoko z honorami, należnymi ambasadorowi ziemskiemu.

Głośne „hura!” zakończyło te szumną przemowę, a J. T. Maston wzruszony usiadł wśród koleżeńskich gratulacji.

– A teraz – rzekł Barbicane – kiedyśmy przeszli stronę praktyczną, przystąpmy do właściwej kwestyi.

– Słuchamy! – zawołali zgodnie członkowie komitetu, wychylając dymiące filiżanki.

– Wiecie panowie – mówił prezydent – jakie zadanie mamy do rozwiązania. Idzie o nadanie kuli chyżości dwunastu tysięcy yardów na sekundę. Odważam się przypuszczać, że nam się to uda, najpierw jednak rozbierzmy uzyskaną dotychczas chyżość; jenerał Morgan poda nam bliższe szczegóły w tym względzie.

– Zadanie to – rozpoczął jenerał – będzie dla mnie tem łatwiejszem, że podczas wojny byłem członkiem komisyi obserwacyjnej. Działa Dahlgreena, które niosą do 2500 sążni, nadają swej kuli początkową chyżość 500 yardów.

– Tak, a Columbiada[1] Rodman?– przerwał prezydent.

'From the Earth to the Moon' by Henri de Montaut 10

– Columbiada Rodman, ustawiona w twierdzy Hamilton, koło Nowego Jorku, rzucała kulę w odległości sześciu mil, z chyżością 800 yardów na sekundę; jest to rezultat, jakiego nigdy nie osiągnął Armstrong i Paliser w Anglii.

– O, Anglicy! – przerwał J. T. Maston, zwracając ku wschodowi swe straszne berło.

– Zatem tych 800 yardów stanowią maximum chyżości, dotąd uzyskanej? – zapytał Barbicane.

– Tak – odparł Morgan.

– Powiem tylko – zaczął J. T. Maston – że gdyby był mój moździerz nie pękł…

– Tak, ale pękł – przerwał Barbicane uprzejmie. Weźmy więc początkowa chyżość 800 yardów; trzeba ją dwadzieścia razy powiększyć. Odkładając na inne posiedzenie rozprawę o powiększeniu chyżości, zwrócę waszą uwagę, szanowni koledzy, na objętość, jaką mamy nadać kuli, do ekspedycyi przeznaczonej. Pojmiecie dobrze, że tu mam na myśli tylko półtonny.[2]

– Dlaczego? – zapytał major.

– Bo – odparł szybko J. T. Maston – kula musi być dosyć wielką, ażeby mogła zwrócić uwagę mieszkańców księżyca, jeżeli tam są jacy.

– Tak – podchwycił Barbicane – ale prócz tego dla innego, jeszcze ważniejszego powodu.

– Cóż chcesz przez to powiedzieć? – zapytał major.

– Chcę powiedzieć, ze nie dosyć rzucić kulę na opatrzność boską, ale trzeba ją śledzić aż do chwili osiągnięcia celu.

– Hm! – wykrzyknęli razem jenerał i major.

– Bez wątpienia – ciągnął dalej Barbicane, pewny będąc swego – bez wątpienia, albo wyprawa nasza nie przyniesie najmniejszych owoców.

– W takim razie myślisz pan o kuli ogromnych rozmiarów?

– Wcale nie; chciejcie mię tylko uważnie posłuchać. Wiecie, że przyrządy optyczne doszły do wielkiego wydoskonalenia; mamy już teleskopy, które sześć tysięcy razy powiększają i księżyc prawie na 40.000 mil ang. zbliżają. W tej odległości możemy rozróżniać przedmioty sześćdziesięciostopowe. Że tej siły teleskopu dotychczas bardziej nie wydoskonalono, należy szukać przyczyny w tem, iż siła zawisła od załamywania się światła, a księżyc, jako błyszczące zwierciadło, nie daje dość silnego światła, żeby przekroczyć wymienioną granicę.

– Cóż więc zamyślasz uczynić? – zapytał jenerał – nadaszże twojej kuli objętość 60-stopową?

– Wcale nie.

– Potrafisz uwydatnić światło księżyca?

– Naturalnie.

– Co to, to za wiele! – zawołał J. T. Maston.

– Rzecz całkiem pojedyńcza – dowodził dalej Barbicane – jeżeli zdołam zmniejszyć gęstość atmosfery, którą światło księżyca przedziera, nie będzież to światło silniejsze, wyraźniejsze?

– Oczywiście!

– A więc żeby dojść do tego rezultatu, umieszczę teleskop na szczycie wysokiej góry. Tak uczynimy.

– Poddaję się, poddaję! – zawołał major – posiadasz prawdziwy dar załatwiania spraw; ale jakież powiększenie myślisz przez to uzyskać?

– Powiększenie 40-tysięczne, które zbliży księżyc na 5000 mil, w skutek czego możebnem będzie rozróżniać przedmioty o 9 stopach średnicy.

– Wybornie! – krzyknął J. T. Maston – a więc kula nasza będzie objętości dziewięciu stóp średnicy?

– Rozumie się.

– Pozwólże mi zrobić ci uwagę – zagadnął major – że kula zaważy tyle, iż…

– Ależ majorze! – przerwał Barbicane – nim zaczniemy nad ciężkością kuli dysputować, pozwól sobie powiedzieć, że ojcowie nasi w tym względzie dokonywali cudów. Nie chcę wcale przez to powiedzieć, że balistyka od czasów pradziadów naszych nie zrobiła żadnych postępów, owszem, chcę tylko powiedzieć, że w średnich wiekach zadziwiające wyprowadzono rezultaty, większe może, jak nasze.

– Naprzykład – zagadnął Morgan. Wytłómacz się ze słów twoich – dodał żywo J. T. Maston.

– Nic łatwiejszego – odparł Barbicane. Mam przykłady na poparcie mego twierdzenia. W roku 1543, podczas oblężenia Konstantynopola przez Mahomeda II, rzucano kamienne kule 1900 funtowe, które wcale nie musiały być małemi.

– O, o! – zawołał major – 1900 funtów! to cyfra nie mała!

'From the Earth to the Moon' by Henri de Montaut 11

– W Malcie rzucała za czasów rycerskich jedna armata twierdzy St Elwe kulami 2500 funtowemi.

– Niepodobna!

– Nakoniec podług twierdzenia pewnego historyka francuzkiego, strzelano za czasów Ludwika XI kulami 500 funtowemi tylko, ale kula taka wystrzelona w Bastylli, gdzie głupcy opanowali mądrych, padła na Charenton, gdzie znów mądrzy zamykają waryatów.

– Doskonale! – odezwał się J. T. Maston.

– Cóżeśmy więcej od tego czasu widzieli? Armaty Armstronga, które strzelają kulami 500-funtowemi, i Columbiady Rodman o półtonnowych kulach. Że zaś kula rzucona, zyskując na chyżości, traci na ciężarze, wypada nam podwoić starania, ażeby z postępem nauki w dwójnasób prześcignąć kulę Mahomeda II i maltańskich rycerzy.

– To jeszcze, ale jakiegoż metalu chcesz użyć na kulę? zapytał major.

– Lane żelazo, całkiem naturalnie – odrzekł jenerał.

– Co? lane żelazo?! – zawołał J. T. Maston – to za podły kruszec na kulę, przeznaczona do zwiedzenia księżyca.

– Nie przesadzajmy, szanowny przyjacielu, żelazo wystarczy – odparł Morgan.

– A więc – zaczął major Elphiston – kiedy ciężar kuli stosuje się do objętości, kula 9 stóp średnicy z lanego żelaza zaważy nader wiele.

– Naturalnie, jeżeli będzie pełna, a nie, kiedy będzie wydrążona – odrzekł Barbicane.

– Próżną, wydrążoną, to rozumiem. Do wnętrza będziemy mogli włożyć depesze i rysy naszych planów ziemskich, zagadnął J. T. Maston.

– Tak być musi – odrzekł Barbicane – kula niewydrążona o więcej jak 108 cali średnicy, ważyłaby nad 200 tysięty funtów, zatem zanadto wiele; ale ponieważ trzeba w każdym razie nadać pewną wagę kuli, sądzę, że trzeba jej 20.000 funtów.

– Jakaż wypadnie grubość ścian w tym razie? – zapytał major.

– Stosunkowo do średnicy 108 cali – odparł Morgan – wypadnie grubość ścian najmniej 2 stopy.

– To za wiele – zaczął Barbicane. Tu nie chodzi o kulę do przebijania murów; wystarczą jej ściany, któreby wytrzymały tylko ciśnienie powietrza. A pytanie, jaką grubość mają mieć ściany kuli próżnej z lanego żelaza, któraby nie ważyła 20.000 funtów, rozwiąże nam nasz biegły rachmistrz Maston po posiedzeniu.

– Nic łatwiejszego – odrzekł szanowny sekretarz komitetu, i w tej chwili napisał na papierze kilka formułek algebraicznych, w których same π i x dziesiątej potęgi figurowały, i rzekł:

– Ściany będą zaledwie dwa cale grube.

– Wystarczy to? – zapytał major.

– O nie – rzekł Barbicane.

– A więc cóż czynić? – dodał Elphiston zafrasowany.

– Użyć innego metalu, nie żelazo lane.

– Mosiądzu? – zapytał Morgan.

– Nie, to jeszcze za ciężkie; mam co lepszego na myśli.

– Cóż takiego?

– Aluminium – odrzekł Barbicane.

– Aluminium! – zawołali trzej koledzy prezydenta.

– Bez wątpienia, zacni koledzy. Wiecie dobrze, że słynny chemik francuzki, Henryk Sainte-Claire-Deville, zdołał w r. 1854 pierwszy uzyskać aluminium w masie stałej. Ten drogocenny kruszec posiada białość srebra, nieskazitelność złota, trwałość żelaza, topnistość mosiądzu a lekkość szkła, obrabia się łatwo i łatwo go dostarczyć, ponieważ z aluminium składają się niższe warstwy skał; jest trzykroć lżejszym od żelaza i zdaje się jedynie na to stworzonym, by nam dostarczyć materyału na naszą kulę.

– Hura aluminium! – krzyknął sekretarz komitetu, zawsze najgłośniejszy w chwilach zachwytu.

– Tylko, drogi prezesie, nie wyniesież za drogo kula aluminiowa? – zapytał major.

– Byłaby za drogą, kiedy aluminium odkryto, płacono bowiem wtedy za jeden funt do 280 dolarów, później spadła cena na 25 dolarów, a dziś można je po 9 dolarów dostać.

– Ależ po 9 dolarów funt to jeszcze za drogo – rzekł major Elphiston.

– Pewnie, kochany majorze, ale przecież nie tak nad miarę wygórowanie.

– Ileż więc zaważy kula? – zapytał Morgan.

– Obliczeniem doszedłem następujących rezultatów – rzekł Barbicane: Kula 108 cali średnicy ważyłaby z lanego żelaza 67.440 funtów, a ulana z aluminium, nie miałaby więcej nad 19.250 funtów wagi.

– Doskonale! – zawołał Maston – to więc zostaje w naszym programie.

– Dobrze, dobrze – odezwał się major – ale ileż będzie kosztować ta kula, po 9 dolarów za funt?

– Stosiedmdziesiąttrzy tysiące, dwieściepięćdziesąt dolarów, to wiem dokładnie, ale nie sądźcie kochani przyjaciele, że pieniądze zrobią nam jaką różnicę w naszem przedsięwzięciu, zapewniam, że nie.

– Wpłyną one do naszych kas – zauważył Moston.

– A zatem jakie wasze zdanie o aluminium? – zapytał przewodniczący.

– Przyjmujemy – odpowiedzieli trzej członkowie komitetu.

– Na formie kuli – rzekł Barbicane – mało zależy, ponieważ po przebyciu atmosfery dostanie się kula w przestrzeń próżną; dlatego proponuję kulę okrągłą, która może wirować około siebie, jeżeli jej się podoba, i zachować się podług własnej fantazyi.

Na tem zakończyło się pierwsze posiedzenie komitetu. Kwestya kuli została stanowczo rozstrzygnięta, a J. T. Maston cieszył się niezmiernie myślą wysłania kuli mieszkańcom księżyca, którzy po niej poznają mieszkańców ziemi.




Przypisy

  1. Columbiada, machina do burzenia twierdz.
  2. Kula, ważąca pół tonny.
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.