FANDOM



Rozdział I Wyspa błądząca • Rozdział II • Juliusz Verne Rozdział III
Rozdział I Wyspa błądząca
Rozdział II
Juliusz Verne
Rozdział III
Uwaga! Tekst wydano w 1934 r. i jego słownictwo pochodzi z tamtej epoki. Proszę nie nanosić poprawek!


Rozdział II.

Sierżant Long przybiegłszy do drzwi frontonowych, zawołał:

— Kto tam? Kto dobija się o tak spóźnionej porze? Hej!

— Otwierać! proszę otwierać! Idzie o życie ludzkie! Prędzej! prędzej!

Long otworzył bramę, ale zaledwie drzwi się rozwarły upadł, rzucony gwałtownie na podłogę.

Zdziwiony, porwał się z ziemi i spostrzegł sanie zaprzężone w sześć psów, lecące z szalonym impetem przez podwórze. Otworzył dalsze drzwi, dopuszczając do ostatnich, w których stali podróżni, zaciekawieni tem niezwykłem dobijaniem się do fortecy.

Tymczasem z sań wyszedł człowiek, od stóp do głów przyodziany w futra, zakrywające mu nawet oczy.

— Czy to składnica Zjednoczenia? — spytał.

— Tak jest. — Odparł kapitan.

— Czy mam przed sobą kapitana Craventy?

— Tak. A z kim mam przyjemność?

— Jestem kurjerem z Kompanji.

— Czy pan sam przyjechał?

— Nie, przywiozłem podróżnego.

— Podróżnego? Jakiż on ma do nas interes?

— Chce zobaczyć księżyc.

— Co? księżyc?

Kapitanowi przyszło do głowy, iż ma do czynienia z obłąkanym, ale nie było czasu na rozważanie.

Przybyły wyciągnął z sań jakąś nieruchomą bryłę coś w rodzaju worka pokrytego śniegiem i zabrał się do wnoszenia jej wewnątrz izby.

'The Fur Country' by Férat and Beaurepaire 006

— Cóżto za wór? — spytał go kapitan.

— To mój podróżny, — odrzekł spokojnie zapytany.

— Któż to taki?

— Astronom Tomasz Black.

— Ależ on zmarznięty!

— To też niosę, żeby go odmrozić...

Złożono nieszczęsnego astronoma w pokoju na pierwszem piętrze, gdzie temperatura była jeszcze możliwa do przetrzymania, z powodu rozpalonego do czerwoności pieca. Zdjęto kalosze i futra ze zmarzniętego, który zdawał się być już martwy i rozpoczęto przywracanie do życia.

Tomasz Black mógł mieć lat pięćdziesiąt, tęgi, nizki, o posiwiałych włosach, oczach i ustach zaciśniętych, jakby były sklejone gumą, nie wydawał ani głosu, ani oddechu, leżąc przed ratującym go, jak nieruchoma bryła.

Kapral Zolif obracał nim ma wszystkie strony, tarł, potrząsał i mówił:

— Proszę pana, bardzo pana proszę! Cóżto? Nie myśli pan powrócić do przytomności?

'The Fur Country' by Férat and Beaurepaire 007

Gdy nawoływania te nie pomogły, porucznik Hobson kazał przynieść śniegu i wspólnemi siłami rozcierać pacjenta, na którym ukazujące się białe piętna, świadczyły o ciężkiem przemrożeniu i odbierały nadzieję uratowania astronoma.

W pół godziny po zastosowaniu tych środków Tomasz Black poruszył się nerwowo, co wywołało wybuchy radości u zebranych przy łóżku podróżnych.

— Żyje! żyje! — zawołał uradowany porucznik.

Rozgrzewano go ponczem, wlewano, szklankami, potrząsając nim jednocześnie, aż rumieńce ukazały się na policzkach, oczy rozwarły a usta poruszyły się powoli.

Zdołał nawet unieść się zlekka i głosem bardzo słabym, zapytać:

'The Fur Country' by Férat and Beaurepaire 008

— Czy to forteca Zjednoczenia?

— Tak jest, — odrzekł kapitan.

— A pan jest kapitanem Craventy?

— Tak, panie. A czy mogę wiedzieć, w jakim celu pan tu przyjechał?

— Aby zobaczyć księżyc! — odpowiedział za niego kurjer.

Astronom nie zaprzeczył, ale pomijając zapytanie kapitana, badał w dalszym ciągu:

— Czy to porucznik Hobson?

— We własnej osobie! — odpowiedział zapytany.

— Jeszcze pan nie wyjechał?

— Jak pan widzi.

— A więc, — odrzekł Tomasz Black, — nie pozostaje mi nic innego, jak podziękować panom za ratunek i przespać się do jutra rano.

Kapitan wraz z towarzyszącemi mu osobami odszedł pośpiesznie, pozostawiając tę oryginalną osobę w spokoju.

Nazajutrz, gdy Tomasz Black przyszedł zupełnie do zdrowia, dowiedział się kapitan o nim wszystkiego. Był to słynny astronom z Greenwich, z obserwatorjum najlepszego na całym świecie. Studjował on przyrodę od lat 20-u, oddając wiedzy wielkie przysługi.

Nie potrafił o niczem rozmawiać, jak tylko o gwiazdach i niebie, poza tem nie obchodziło go nic.

Miało być zaćmienie słońca, a wiadomo, że w takich razach księżyc otoczony jest substancją świetlaną w formie wieńca. Z czego więc składa się owo światło, czy nie jest to tylko złudzenie lub odbicie promieni sąsiednich świateł — to zbadać miał Tomasz Black i poto przyjechał.

Przebył Atlantyk, wylądował w Nowym Jorku, przeprawił się przez jeziora rzeki Czerwonej, z fortu do fortu, przewożony saniami pod opieką kurjera z Kompanji, pomimo zimy groźnej, pomimo mrozów straszliwych i niebezpieczeństw, aż znalazł się u kapitana Craventy w postaci zlodowaciałej bryły.

Naturalnie przyjęto go już jako żywego entuzjastycznie.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.