FANDOM



Wiatr • Wiersz • Oskar Miłosz • przeł. Bronisława Ostrowska
Wiatr
Wiersz
Oskar Miłoszprzeł. Bronisława Ostrowska


Jam jest radosny wiatr, daleka, śmiała złuda
O licu złotych pustyń i o płaszczu słońca.
Kiedy mię z mych dalekich władztw wypłoszy nuda,
Tedy uciekam w dal, — a stopa moja trąca
Ciężkiego oceanu pierś, — co śni bez końca.
 
I wnet się starzec budzi i przeciąga w gniewie,
Powstając głuchą klątwą w groźnym fal oddechu
Na tego, który wiecznie rzuca mu w przewiewie
W oczy, łzawe od soli, — szyd drwiącego śmiechu.
A ja, — jakbym śmiertelny był, — lecę w pośpiechu.
 
Rozkuwam szały wód i tedy głowę nurzę,
Zarką jeszcze od słońca, w zimnej morza toni
I ujmuję uściskiem moją córkę burzę, —
Potem uciekam. — Długo skarga wód mię goni:
Czy to był sen? — Nie, to był wiatr, — to ja w pogoni.
 
Tu kusi mię daremnie modra grota morza,
Tam zatoka zaprasza na bezchwiejne tonie...
Lecz, poeto, — o, jakże nie kochać przestworza!
Zbiega, co nam wieczyście znika w nieboskłonie
I pieni tęsknot naszych oszalałe konie.
 
Gdzież rzecz, któraby warta wstrzymać lot! Któż powie ?
I przełom wichr, co wieje w coraz dalsze dale,
I wicher w twojem sercu i wicher w twej głowie...
Czujesz, jak pędzę w wierszy twych rytmicznym cwale,
Unosząc swoje żądze, i złudy, i żale...

Obowiązki, miłości, pragnienia, zwyczaje, —
To są więzienni stróże. Za mną leć, — tułaczem,
W samotności szczęśliwej nieskalane raje...
Poprzez morza leć za mną: tam społem obaczym
Nieba tak piękne, ie je witać będziesz — płaczem.
 
I zmarłych, których tuli piana morza biała,
I wyspy miłowania w brzeżnej fali rosach,
Które są jak harmonja młodzieńczego ciała,
I dziewczyny, jak złota kukurudza w kłosach,
I wieże, co śpiewają mistycznie w niebiosach.
 
Nie zaprzestaniesz nigdy twej dzikiej pogoni:
Będziesz biegł wiecznie naprzód, choćby drogą błędną.
Życie to kwiat, co ginie od dotknięcia dłoni,
I te tylko są drogie, co zbyt szybko więdną,
Tknięte w zachwycie naszą dłonią nieoględną.
 
Tutaj zagaszę niebo, indziej je rozpalę, —
A kiedy świat chwilowy traci czar, — w tę porę
Przewiewam.Tedy jawa niknie w mgieł oddali,
A twym olśnionym oczom jawi się nad borem
Tęcza młoda, grająca siedmiu barw kolorem.
 
Przyjdzie dzień, gdy mi rzeczesz: Dość żyć tem zwodniczem
Życiem, co mrze i wstaje znów; wolałbym raczej
Na czyjemś łonie płodnem, szlachetnem, dziewiczem,
Uśpić na długie wieki ten żywot tułaczy,
Pijany winem burzy i męką rozpaczy.
 
A wtenczas, ja na twarz ci tchnę z cichych odmętów
Czystem słońcem jesieni, a potem zawichrzę
Barkę, w dreszcz purpurowy tonących okrętów...
I świt ujrzy już tylko sny twoje najcichsze,
Ukołysane morzem, błyszczącem na wichrze.



Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.