FANDOM



Inwokacja do lauru Rytm jesieni • Wiersz ze zbioru Książka wierszy • Federico García Lorca • przeł. Azahar Wietrzny nokturn
Inwokacja do lauru Rytm jesieni
Wiersz ze zbioru Książka wierszy
Federico García Lorcaprzeł. Azahar
Wietrzny nokturn

Rytm jesieni

(tytuł oryginału - hiszp. "Ritmo de otoño")

1920

Dla Manuela Angeles


W pejzażu gorycz złota.
Serce zaczęło słuchać.

W smutnej wilgoci
wiatr tako rzecze:
"Jam cały jest z gwiazd roztopionych,
jam krwią nieskończoności.
Odkrywam kolory ocierając się o rzeczy,
budzę głębie uśpione.
Ranią mnie tylko mistyczne spojrzenia,
wzdychania z sobą unoszę
w banieczkach krwi niewidzialnej,
ku sławnym triumfom
nieśmiertelnej miłości, pełnej Nocy.
Znają mnie dzieci,
gdy w smutku zastygam
w baśniach o zamkach i księżniczkach,
pucharem jestem światła. Kadzielnicą
pieśni rozsypanych,
co mgłą błękitną rytmu otoczone
swobodnie opadają.
To w mojej duszy się zatraciły
dusza i ciało Chrystusa,
to ja smutki wieczoru wykuwam,
melancholijne i chłodne.
Jestem wieczystą harmonią Ziemi,
lasem niepoliczonym.

Ku nieznanemu na swoich falach,
snów karawele niosę.
W głębi mej skryta samotna gorycz,
bo nie znam mego kresu i losu."

Tak delikatne były wiatru słowa,
jak głębie kwitnących irysów.
I w smutku zmierzchu, co nadszedł właśnie,
zasnęło serce moje.

Na ciemnej ziemi rozległych stepów
zaczęły się żalić robaczki.
"Znosimy przykrości
na drogi skraju.
Wiemy o kwiatach, co w lesie rosną,
śpiew jednostrunny świerszczy też znamy,
a nasza lira strun nie ma żadnych,
ciemną ścieżynę przemierzamy.
 I nie dosięga gwiazd nasz ideał,
prosty jest i zwyczajny:
pragniemy robić miód, tak jak pszczoły,
albo głos silny mieć, krzyk donośny,
albo z łatwością chodzić po trawie,
lub piersi posiadać i dzieci z nich poić.

Szczęśliwy, kto się motylem urodził,
lub w szatach ma światło księżyca.
Szczęśliwy, kto róże mocen jest ścinać
i zbierać plony pszenicy!
Szczęśliwy, który w śmierć powątpiewa,
czekając na życie w Raju,
i wiatr szczęśliwy, bo gdzie chce, pędzi,
w bezkresie ma zaufanie!
Szczęśliwi silni i pełni chwały,
których żałować nie trzeba,
co brat Franciszek im błogosławił
i dumnie się do nich uśmiechał.
A my w tej drodze
trudzimy się bardzo,
usłyszeć nam się marzy, jak topole znad rzeki
do nas przemawiają."

W milczącym smutku wieczoru tak do nich
przemówił kurz z wiejskiej drogi:
"O wy, robaczki, jakieście szczęśliwe
mając uczucia i formę;
życia świadomość macie, i domki
światełkiem rozjaśnione.
Ja się rozpraszam
w ślad za pielgrzymem,
i gdy mam nadzieję w świetle pozostać,
znowu opadam na drogę."

Płakały robaczki i wtedy drzewa
w zadumie chyląc gałęzie,
tak mówią: "Błękit jest niemożliwy.
Marzyłyśmy o nim będąc dziećmi.
Chciałyśmy wszystkie być tak jak orły;
dziś gromem stoimy zranione.
Do orłów bowiem błękit należy."
Z daleka rzekł na to orzeł:
"Ach, mój on nie jest!
Bo błękit gwiazdy
mają pośrodku swych blasków."
A gwiazdy: "My go także nie mamy:
on gdzieś się kryje za nami."
Dal czarna rzecze: "Błękit posiada
nadzieja w swym domu własnym."
Nadzieja cicho tak odpowiada
ze swego królestwa cieni:
"Ach, serca, wy mnie wymyśliłyście."
"Mój Boże!"
- na to serce...

Jesień bez liści już zostawiła
rosnące nad rzeką topole.
Woda uśpiła w swym starym srebrze
pył leżący na drodze.
Śpiące robaczki kryją się także
w swych domkach nieogrzanych.
Orzeł pomiędzy góry uleciał.
Wiatr mówi: "Rytmem jestem zawsze."
Owieczki słychać, jak beczą w zagrodach,
w ubogich chatach - kołysanki.

Wilgotny smutek pejzażu,
pokazuje, podobny do księgi,
ileż surowych zmarszczek
zostawiły zamyślone oczy wieków.

I kiedy odpoczywają gwiazdy,
pośród sennego błękitu,
me serce ideał swój widzi
i pyta:
"Mój Boże!"
Mój Boże, ale do kogo?
Któż jest moim Bogiem?
Dlaczego nasza nadzieja zasypia,
i czujemy rozczarowanie liryczne,
i zamykają się oczy, kiedy pojmiemy
cały przestwór błękitu?

Nad dymiącą chatą i starym pejzażem
dzisiaj krzyk mój wznieść pragnę.
Płacząc nad sobą, tak jak wciąż szlocha
nad swoim losem robaczek.
O to, co ludzkie prosząc, o Miłość wielką,
błękitną, jak nad rzeką topole.
Błękitną od serca, ode mnie samego
i od siły, by w dłoni
klucz wielki mi złożyła,
co bramy nieskończoności otworzy.
Bez strachu i bez obaw przed śmiercią,
klucz miłością i liryzmem oszroniony,
nawet gdyby jak drzewo miał mnie piorun zranić,
gdybym bez liści pozostał i krzyku.

Teraz me czoło wieńczą białe róże,
kielich obfituje w wino.





Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.