FANDOM



Poza mit • Wiersz • Marcin Tarnowski
Poza mit
Wiersz
Marcin Tarnowski

Do Ciebie ciągnęli na służbę,
Twoich, i Tych wojsk niedrużbę;
Tobie co wyżej stawiali,
Dymy snuli i szkarłaty lali
Zwykłe i cne w ich zamiarze,
(Nie o takich dziś marzę, –
Lecz nigdzie żeś im kazał
Skargą Ci imienia nikt nie zmazał,
Choć może Cię to radowało
Gdy Ci najcenniejsze przypadało)
Pod drzewami i wśród gór.
Muskali i kochali na wzór,
(Ale znów Twego rozkazu,
U nikogo nie widzę ni razu).
Szli z i za Tobą, na Cię przysięgali
Ciebie pytali i o pomoc błagali
(To wierzę żeś chętnie przyjmował
I niby brylanty w sejf chował).
                           Lecz;
Ci co kolan nie gięli i nie muskali
Próbom Cię poddawali,
Twe miejsca skalali za karę…
(Łatwe – bo sobie też! Dasz wiarę?)
Imiona Twe z ust pousuwano,
By z nadzieją ich nie wymawiano.
                           Więc;
Kimżeś był w swojej sławie?
Takim pytaniem się bawię
W wieczór jesienny ponury –
Tak wiem: „powiedzą, że bzdury”.
Zechciej nie karać, i nie bądź w złości;
Żeś mi się zdał rządcą – panem domu,
W blasku łask jak po kryjomu;
Potem, na ten wzór posłańcem Wielkości
W trudne miejsca, w ciemne ludy –
Podjąłeś misji, przyjąłeś trudy,
Lecz twą potęgę one wypaczyły,
Twe imię na ustach własnych splamiły
Za co Cię Wielkość w gniewie odwołała
I pusta skorupa w Twe miejsce została.
Czy się mylę? Możliwe jam głupi…
Niech się za to gniew na mnie nie skupi!
Bo chcę Twą dojrzeć dawną jasną stronę, –
Wiem, to mi nie dane; więc w domyśle tonę…
                               *
Wtem, na brzeg mnie wyrzuca zwykłość dnia;
Dobrze – nie tonę, – powszedniość myśli zła!



Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.