FANDOM



XXVIII Pollyanna • Rozdział XXIX • Eleanor H. Porter XXX
XXVIII Pollyanna
Rozdział XXIX
Eleanor H. Porter
XXX
Uwaga! Tekst wydano w ok. 1932 r. i jego słownictwo pochodzi z tamtej epoki. Proszę nie nanosić poprawek!


Rozdział XXIX.

Nowy wuj.

Gdy następnym razem doktór Warren wchodził do pokoju Pollyanny, szedł za nim drugi, wysoki, barczysty mężczyzna.

— Doktór Chilton, ach, doktór Chilton! Boże, jak się cieszę, że pana widzę! — zawołała Pollyanna ze łzami wzruszenia w głosie. — Ale przecież ciocia Polly nie życzyła sobie...

— Wszystko jest w porządku, kochanie, — przerwała panna Polly, która, wchodząc za nimi, usłyszała ostatnie słowa Pollyanny. — Chciałam, żeby doktór Chilton zbadał cię dziś razem z doktorem Warrenem.

— Więc ciocia prosiła go o przybycie?

— Owszem, kochanie, prosiłam... to znaczy...

Ale już było za późno: uszczęśliwiony wzrok, jakim doktór Chilton po tych słowach spojrzał na pannę Polly, mógł mieć tylko jedno znaczenie. Panna Polly zrozumiała go dobrze i zarumieniwszy się, wyszła z pokoju.

Podczas gdy doktór Warren, stojąc przy oknie, rozmawiał z pielęgniarką, doktór Chilton podszedł do Pollyanny i wyciągnął do niej ręce.

— Najlepszy uczynek, jaki kiedy zrobiłaś w życiu — zrobiłaś dziś, kochanie! — powiedział wzruszonym głosem.

A gdy tegoż dnia o zmroku, podczas gdy pielęgniarka jadła na dole kolację, ciocia Polly jakaś inna, jakby odmieniona, usiadłszy przy łóżku Pollyanny, powiedziała jej drżącym ze wzruszenia głosem:

— Pollyanno, dziecino kochana, chcę ci coś powiedzieć.... tobie pierwszej... Otóż w tych dniach będziesz miała nowego wuja, a wujem tym będzie.... doktór Chilton! I żebyś wiedziała, dziecinko, że jest to twoja zasługa, że jestem w tej chwili szczęśliwa i zadowolona!

Pollyanna na chwilę zaniemówiła — tak niespodziewanie zaskoczyła ją ta nowina.

— Ciociu — powiedziała po chwili — czyżby to ciocia była tą, której serce doktór Chilton tak oddawna pragnął posiadać? O tak, to ciocia, na pewno ciocia! Rozumiem teraz dlaczego powiedział mi, że dziś zrobiłam najlepszy uczynek w życiu! Ciociu kochana, tak mi dobrze, tak się cieszę, że nawet nie myślę o moich nóżkach!

Panna Polly wstrzymała łkanie.

— Niewiadomo, kochanie, może pewnego dnia.... — lecz nie dokończyła, gdyż nie śmiała jeszcze mówić o tej nadziei, którą dał jej doktór Chilton. Po chwili jednak powiedziała coś, co już było wystarczającem dla Pollyanny:

— Pollyanno! W przyszłym tygodniu udasz się w podróż. W wygodnem małem łóżeczku przeniosą cię do wagonu i zawiozą daleko stąd, do lecznicy pewnego doktora, który leczy podobne wypadki bezwładu nóg. Jest to przyjaciel doktora Chiltona. Zobaczymy, co potrafi dla ciebie zrobić.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.