FANDOM




Ulice i sny Poematy znad Jeziora Eden Mills • Wiersz ze zbioru Poeta w Nowym Jorku • Federico García Lorca • przeł. Azahar W gospodarstwie Farmera
Ulice i sny Poematy znad Jeziora Eden Mills
Wiersz ze zbioru Poeta w Nowym Jorku
Federico García Lorcaprzeł. Azahar
W gospodarstwie Farmera


Poematy znad Jeziora Eden Mills

(tytuł oryginału - hiszp. "Poemas del lago Eden Mills")

Dla Eduarda Ugarte


Pasą się nasze trzody, zewsząd wiatru tchnienie (Garcilaso)


PODWÓJNY POEMAT ZNAD JEZIORA EDEN MILLS

To był mój głos dawny
nie znający gęstych, gorzkich soków.
Teraz go czuję, jak me stopy liże,
pośród kruchych, wilgotnych paproci.

Ach, głosie dawny mojej miłości,
głosie mej prawdy,
głosie mego otwartego boku,
kiedy wszystkie róże z mych ust pochodziły,
a trawa nie znała końskich zębów bezlitosnych.

Tutaj właśnie oto ty krew moją pijesz,
a wraz z nią smutnego dziecka humor jakże gorzki,
kiedy się na wietrze moje oczy łamią,
skruszone przez aluminium i głosy pijaków.
Pozwólże mi bramę przekroczyć,
za którą Adam zapładnia ryby połyskliwe
i Ewa karmi się mrówkami.

Pozwólże mi przejść, człowieczku rogaty,
ku lasom słodkiego odpoczynku
i radosnych skoków.

Wiem do czego służy
pokryta rdzą szpilka
i znam przestrach oczu na twardej
powierzchni talerza otwartych

Lecz ja nie chcę świata ni snu, o głosie boski,
ale wolności i mej własnej, ludzkiej miłości pragnę
w kąciku najciemniejszym, gdzie najcichszy powiew.
Mojej ludzkiej miłości!

A tutaj foki ścigają jedna drugą,
wiatr chwyta w ramiona drzewa nieuważne.
Och, głosie prastary, spalże twym językiem
ten głos pogiętej blachy i suchego talku!

Płakać chcę, bo właśnie na to mam ochotę,
tak jak płacze dziecko skryte w ostatniej ławce,
bo nie jestem człowiekiem, ni poetą, ni liściem,
ale zranionym pulsem, co tętni w rzeczach stamtąd.

Chcę płakać mówiąc me imię,
słowo jodła czy róża na brzegu wypowiadając,
by wyrzec swoją prawdę człowieka z krwi i kości,
zabiwszy w sobie kpinę i słów zdradliwe kłamstwo.

Nie, ja nie proszę, ja gorąco pragnę,
głosie mój swobodny co liżesz mi dłonie.
W labiryncie zasłon ma nagość się ukrywa,
pod księżycem kary i zegara popiołem.

Tak mówiłem ja.
Tak właśnie mówiłem, kiedy Saturn zatrzymał pociągi,
a mgła, i Sen, i Śmierć mnie poszukiwały.
Mnie poszukiwały,
w miejscu gdzie ryczą krowy na słomianych nogach,
gdzie płynęło me ciało w rozchwianej równowadze.


NIEBO ŻYWE

Nie będę mógł się skarżyć,
jeśli tego, czego szukałem, nie odnajdę.
Wśród bezkrwistych kamieni i wyschniętych owadów
nie zobaczę jak żar słońca walczy z żywymi istotami.

Ale pójdę ku pierwszemu pejzażowi,
co tętni szumem, stukotem i wodą,
który nowonarodzone dziecko na wskroś przenika,
gdzie nawet powierzchni braknie,
aby pojąć, że to, czego szukam, będzie miało swą biel radości,
gdy ulecę, zmieszawszy się z miłością i piaskiem.

Tam nie sięga szron zagasłych oczu
ni jęk drzewa toczonego przez zarazę.
Tam wszystkie kształty ze sobą splecione
strzegą szaleńczego kroku naprzód.

Nie możesz postąpić przez tłum koron kwiatów,
bo twe zęby z cukru wiatr rozpuści zaraz,
nie czując lęku skamielin z kości słoniowej,
ulotnej paproci nie możesz pogłaskać.

Tam, pośród korzeni i w esencji wiatru
pojmuje się prawdę rzeczy, co zmyliły swą drogę.
Niklowana blacha najmniejszą falę dręczy
osacza ciemną nocą krowy o czerwonych nóżkach kobiet.

Nie będę mógł się skarżyć,
jeśli tego, czego szukałem, nie odnajdę.
Ale pójdę ku pierwszemu pejzażowi, co tętni szumem, stukotem i wodą,
aby pojąć, że to, czego szukam, będzie miało swą biel radości,
gdy ulecę, zmieszawszy się z miłością i piaskiem.

W locie czystym, świeżym, nad pustymi łożami,
nad gromadą wiatrów i łodzi, co na dnie osiadły.
Potykam się w chwiejnym kroku przez nieugiętą wieczność,
i miłość, wreszcie – bez poranka. Miłość namacalną!


Eden Mills, Vermont, 24 sierpnia 1929.







Zobacz też ten tekst w innych językach:

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.