FANDOM


Rozdział III Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach
Rozdział IV
Juliusz Verne
Rozdział V
Uwaga! Tekst wydano w 1917 r. i jego słownictwo pochodzi z tamtej epoki. Proszę nie nanosić poprawek!


Rozdział IV

Obieżyświat przeraża się.

O godzinie siódmej minut 25 pan Fogg z wygraną 20 gwinei w kieszeni pożegnał swych szanownych kolegów i opuścił Reform-Club. O siódmej zaś minut 50 wszedł do swego mieszkania. Wyobraźmy sobie zdziwienie Obieżyświata, znającego już dokładnie przyzwyczajenia swego pana, gdy go ujrzał o tak niezwykłej porze w domu. Podług programu, mieszkaniec domu przy ulicy Saville-row powinien był powrócić do siebie dopiero o północy. Wszedłszy do siwego pokoju, pan Fogg zawołał:

— Obieżyświecie!

Obieżyświat nie odzywał się. Wołanie o niewłaściwej godzinie mogło się do kogo i innego odnosić.

— Obieżyświecie! — powtórzył pan Fogg, nie podnosząc głosu.

Obieżyświat ukazał się we drzwiach.

— Wołałem cię dwa razy — rzekł pan Fogg.

— Wszak niema jeszcze dwunastej — wyjmując zegarek, odpowiedział sługa.

— Wiem o tem — odparł pan Fogg, nie robię ci też wyrzutów. Za dziesięć minut wyjeżdżamy do Dovru i Calais.

Francuz skrzywił się nieznacznie. Zdawało mu się, iż się przesłyszał.

— Pan wyjeżdża? — spytał.

— Tak — odrzekł pan Fogg. — Udamy się w podróż naokoło świata.

Na te słowa Obieżyświat wytrzeszczył oczy, opuścił ramiona i cała postać jego wyrażała najwyższe zdumienie.

— Podróż naokoło świata — wyszeptał.

— Którą odbędziemy w 80 dniach, nie mamy więc chwili do stracenia.

— A kufry? — spytał Obieżyświat, prawie nieprzytomnie.

— Żadnych kufrów. Włożysz w torbę podróżną po dwie płócienne koszule i trzy pary pończoch dla każdego z nas. Resztę kupimy w drodze. Przynieś mój płaszcz podróżny i pled. Zabierz mocne obuwie. Zresztą chodzić będziemy mało, lub wcale nic. Spiesz się!

Obieżyświat chciał coś odpowiedzieć, lecz zdumienie odebrało mu mowę. Znalazłszy się w swoim pokoju, upadł na krzesło i jęknął.

— Otóż masz. I mnie to spotkało, mnie?... którym tak pragnął spokoju. Machinalnie zabrał się do pakowania, lecz to, co przed chwilą usłyszał, pomieścić mu się w głowie nie mogło. Podróż naokoło świata, myślał w 80 dniach. Czyż miałby do czynienia z szaleńcem? Nie, to żart chyba. Pojadą do Dovru, do Calais, a może wstąpią do Paryża, a to byłoby nawet wcale nie złe; z przyjemnością przywitałby swą ojczyznę, której od pięciu lat nie oglądał. Lecz cóż się stało jego panu, dotychczas tak miłującemu dom i spokój. Pogrążony w podobnych rozmyślaniach, Obieżyświat zapełniał torbę podróżną rzeczami swego pana i własnemi. Punktualnie o ósmej wszedł do pokoju swego pana, którego zastał z bedekerem w ręku, zupełnie gotowego do podróży. Wziąwszy torbę z rąk swego sługi, pan Fogg wsunął w nią spora paczkę banknotów.

— Czyś aby czego nie zapomniał? — spytał.

— Nie, panie.

— A płaszcz i pled?

— Oto są.

— Dobrze. Weź torbę i pilnuj jej, gdyż zawiera 20.000 funtów sterlingów.

Pan i sługa zeszli ze schodów i, opuszczając dom, zamknęli bramę na klucz.

'Around the World in Eighty Days' by Neuville and Benett 07

Doszedłszy do końca ulicy Saville-row pan Fogg i sługa wsiedli do doróżki, która ich zawiozła na stacyę kolei żelaznej Charing-Cross. W chwili wysiadania z doróżki pan Fogg zauważył kobietę w łachmanach, która, trzymając mizerne dziecko za rękę, żebrała.

Zbliżywszy się do niej, wyjął z kieszeni 20 gwinei i oddał jej ze słowami: »Weź je poczciwa kobieto, cieszę się, że cię spotkałem«. Obieżyświat, obecny tej scenie, uczuł się ogromnie wzruszonym, pan Fogg wiele zyskał w jego oczach. Gdy weszli do dużej sali dworca, pan rozkazał słudze kupić dwa bilety pierwszej klasy do Paryża. Odwróciwszy się, ujrzał pięciu kolegów z Reform-Clubu.

— Panowie — rzekł — wyjeżdżam. Mój paszport, który w każdem przezemnie przejeżdżanem mieście poświadczonym będzie, da wam możność sprawdzenia marszruty podróży.

— O panie — odrzekł uprzejmie Gauthier Ralph — to zbyteczne. Zdajemy się zupełnie na honor dżentelmana.

— Tak będzie lepiej — rzekł pan Fogg.

— A zatem pan wraca?... — zauważył Andrew Stuart.

— Za ośmdziesiąt dni — odparł pan Fogg, w sobotę 21 grudnia 1872 roku, o godzinie 8 minut 45 wieczorem. Do widzenia, panowie!

O ósmej minut 40 pan Fogg i sługa wsiedli do wagonu. O ósmej, zaś minut 45 rozległ się świst i pociąg ruszył.

Noc była ciemna, padał drobny deszcz. Pan Fogg, oparty o poduszki wagonu, nie odzywał się wcale. Obieżyświat, jeszcze nie mogący zdać sobie sprawy z tego, co zaszło, machinalnie przyciskał do siebie torbę z banknotami.

Nie przejechano jeszcze Sydenhamu, gdy z piersi lokaja wydarł się krzyk rozpaczy.

— Co ci się stało? — spytał pan Fogg.

— Ach, mój Boże! w pośpiechu... zamieszaniu, zapomniałem...

— Co takiego?

— Zakręcić gaz w pokoju.

— To nic, mój chłopcze — odparł chłodno pan Fogg — będzie się więc palił na twój koszt.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.