FANDOM



Rozdział I Nadzwyczajne przygody pana Antifera • Część II • Rozdział II • Juliusz Verne Rozdział III
Rozdział I Nadzwyczajne przygody pana Antifera
Część II
Rozdział II
Juliusz Verne
Rozdział III
Uwaga! Tekst wydano w 1894 r. i jego słownictwo pochodzi z tamtej epoki. Proszę nie nanosić poprawek!

Przybywszy do Tunisu morzem, pan Antifer i jego towarzysze, jak również Ben-Omar i Nazim, każdy z walizą w ręku, skierowali się ku dworcowi kolei żelaznej. Sauk myślał o tem, że teraz będzie miał do czynienia z dwoma spadkobiercami, zamiast z jednym.

'The Wonderful Adventures of Captain Antifer' by George Roux 42

Wsiadłszy na kolej, w czterdzieści minut byli już w mieście Tunisie i przez aleję de la Marine doszli do hotelu francuskiego. Miasto w tej dzielnicy miało wielki pozór miasta europejskiego. Pokoje wewnątrz tem się tylko różniły, że łóżka osłonięte były siatkami z gaży dla ochrony od komarów.

Pan Antifer wybrał się natychmiast na poszukiwanie bankiera.

– Czekajcie tu na mnie, rzekł do towarzyszy.

– Idź, mój przyjacielu, odpowiedział Trégomain, i postaraj się prędko załatwić tę sprawę.

Wyszedłszy, pan Antifer zaczął układać plan postępowania. Będąc człowiekiem uczciwym i prawym, nie chciał bankierowi wydzierać podstępem tajemnicy, tak jak Ben-Omar chciał z nim uczynić. Postanowił więc rzec do bankiera:

– Ofiaruję ci to a to… powiedz, co mi dasz w zamian i dalej w drogę!

Zapewne Zambuco był już uprzedzony o tem, że niejaki Antifer ma się zjawić do niego i powiadomić go o długości geograficznej, potrzebnej do określenia położenia wysepki, gdzie były ukryte skarby; nie powinien zatem być ździwiony ukazaniem się Francuza.

Pan Antifer lękał się tylko tego, że Zambuco może nie umie po francusku; gdyby rozumiał choć po angielsku, Julian mógłby się z nim rozmówić. Ale jeśli nie rozumie ani po francusku, ani po angielsku, trzeba się będzie udać do pośrednictwa tłómacza i wtajemniczyć obcego w taką ważną kwestyę.

'The Wonderful Adventures of Captain Antifer' by George Roux 43

Wyszedłszy z hotelu, pan Antifer wziął przewodnika i kazał się poprowadzić do bankiera Zambuco.

– Ponieważ Antifer nas nie potrzebuje… zaczął Trégomain.

– Chodźmy się przejść i wrzucić list do skrzynki pocztowej, skończył Julian.

Mówiąc to, wyszli po za obręb miasta.

Tymczasem pan Antifer pytał swego przewodnika:

– Czy znasz bankiera Zambuco?

– Wszyscy go tu znają.

– Gdzież on mieszka?

– W dolnem mieście, w dzielnicy Maltańskiej.

– Prowadź mnie do niego.

– Według rozkazu, ekscelencyo!

We wschodnich krajach mówią każdemu ekscelencyo, tak, jak u nas panie.

'The Wonderful Adventures of Captain Antifer' by George Roux 44

Pan Antifer szedł zamyślony, nie zwracając uwagi na meczety, ozdobione eleganckimi minaretami, na szczątki ruin pozostałe z budowli rzymskich lub saraceńskich, na place ocienione palmami i drzewami figowemi, na ciasne i wązkie ulice, przy których piętrzyły się wysokie domy, mające na dole szeregi sklepów, w których można było dostać łakoci, rozmaitych materyi i fraszek. Pan Antifer myślał tylko o bankierze Zambuco i o przyjęciu, jakiego od niego dozna. Nie wątpił, że bankier przyjmie go dobrze, wszakże przynosił mu niejako w darze pięćdziesiąt milionów, a to nie bagatela.

Wkrótce doszli do dzielnicy, nieodznaczającej się nadzwyczajną czystością.

'The Wonderful Adventures of Captain Antifer' by George Roux 45

Przewodnik zatrzymał się na rogu uliczki, przed domem dość nędznie wyglądającym z pozoru. Była to czworokątna budowla, ozdobiona tarasami; okien zewnętrznych nie było wcale; tak, jak we wszystkich domach tunetańskich, wychodziły one jedynie na duży dziedziniec, znajdujący się wpośrodku budowli.

Pozór tego domu nie nasuwał przypuszczania, aby jego właściciel mógł być człowiekiem bogatym.

– Tem lepiej dla mnie, powiedział sobie w duchu pan Antifer, będzie z nim łatwiejsza sprawa.

– A więc to tu mieszka bankier Zambuco? zapytał pan Antifer swego przewodnika.

– Tu, ekscelencyo!

– Czy tu mieści się również jego dom bankowy?

– Tak, ekscelencyo!

– I bankier nie ma innego mieszkania?

– Nie, ekscelencyo!

– Czy on uchodzi za człowieka bogatego?

– To milioner.

– Do licha! zawołał pan Antifer.

– Ale jest to człowiek równie skąpy, jak bogaty, dodał przewodnik.

– Do licha! powtórzył pan Antifer i odprawił swego przewodnika.

Sauk szedł za nimi, ale tak, aby pan Antifer nie mógł go widzieć. Tym sposobem dowiedział się, gdzie mieszkał bankier Zambuco, ale czy zdoła osiągnąć jaką z tego korzyść dla siebie? Czy znajdzie sposobność porozumienia się z bankierem w ten sposób, aby wyzuć ze spadku pana Antifera? Mogłoby to nastąpić tylko wtedy, jeśliby pan Antifer posprzeczał się z bankierem.

– Trzeba nieszczęścia, że pan Antifer nie zdradził się ze swą tajemnicą na wysepce, powtarzał sobie w duchu Sauk; gdyby był wtedy wypowiedział te upragnione cyfry, jużbym się teraz nie potrzebował nikogo prosić. Ale prawda, że dokument naznacza spadkobiercą pana Antifera, bez niego nie można więc odebrać spadku, dopiero gdy Antifer weźmie do ręki pieniądze, trzeba się starać pozbawić go skarbu.

Gdy nasz poszukiwacz spadku wszedł do domu bankiera, Sauk czekał na ulicy.

Lewa strona budynku przeznaczona była na biura; na dziedzińcu nie widać było nikogo, zdawało się, że dom bankowy opustoszał zupełnie. Ale tak źle nie było.

'The Wonderful Adventures of Captain Antifer' by George Roux 46

Bankier Zambuco był to człowiek szczupły i niezbyt wysoki, mógł mieć lat sześćdziesiąt. Oczy jego żywe i bystre, lecz biegające niespokojnie na wszystkie strony, oświecały twarz bladą, pożółkłą jak pergamin i zupełnie pozbawioną zarostu; włosy miał siwe, postać nieco przygarbioną, a ręce opatrzone długimi i zakrzywionymi palcami. Na panu Antiferze zrobił on dość nieprzyjemne wrażenie.

Człowiek ten dumnym był ze swych bogactw. Chociaż był milionowym panem, dom utrzymywał na stopie bardzo skromnej i ten pozór niewielkiej zamożności wprowadził w błąd pana Antifera.

Zambuco był niesłychanie skąpym, jedyną jego namiętnością było zbieranie pieniędzy. Nie miał on krewnych ani przyjaciół, tylko jedną siostrę, która nie mieszkała w Tunisie; żył więc samotnie, obywając się jedną tylko starą służącą, której życie i zasługi nie kosztowały go wiele. Patrząc na bankiera, trudno się było domyśleć, jakiego rodzaju przysługę mógł on oddać Kamylk-Paszy, jeśli zasłużył sobie na tak wielką z jego strony wdzięczność?

Należy jednak wyjaśnić tę kwestyę.

Zambuco, gdy miał lat dwadzieścia siedem i był już sierotą, mieszkał podówczas w Aleksandryi i pośredniczył wtedy w rozmaitych interesach, nie będąc w możności otworzenia domu handlowego na swoją rękę.

Było to w roku 1829; wtedy to właśnie przyszła do głowy Kamylk-Paszy myśl, aby spieniężyć swoje bogactwa i przewieźć je do Syryi, gdzie, jak mniemał, będą bezpieczniejsze, niż w Egipcie.

Jak wiemy, Kamylk-Pasza chciał, aby jego majątek nie dostał się w ręce krewnego Murada.

Chcąc doprowadzić do skutku taką operacyę handlową, potrzebował kilku agentów; chciał jednak odwołać się do ludzi godnych zaufania. Zresztą ci agenci narażali się bardzo, pomagając bogatemu Egipcyaninowi wbrew woli wicekróla. Młody Zambuco należał do ich liczby. W tym celu jeździł nawet kilka razy do Alepu i przyczynił się po spieniężeniu do przewiezienia w bezpieczne miejsce majątku Kamylk-Paszy.

Mehemet-Ali dowiedział się o współudziale Zambuco i innych agentów i kazał ich wszystkich uwięzić. Uwolniono ich jednak dla braku dowodów.

Tak więc ojciec pana Antifera oddał wielką przysługę Kamylk-Paszy, gdy w roku 1799 znalazł go nawpół żywego na skałach Jaffy, a w trzydzieści lat później Zambuco nabył także prawa do jego wdzięczności. Kamylk-Pasza nie zapomniał o tem. Dlatego też Tomasz Antifer i Zambuco odebrali wiadomości o skarbach ukrytych na wysepce. Ma się rozumieć, że taka wiadomość wywarła na bankierze Zambuco niesłychane wrażenie; ukrył starannie list, zawierający cyfry szerokości geograficznej i wciąż oczekiwał zjawienia się pana Antifera, o którym mu wspomniał Kamylk-Pasza. O dalszych losach Kamylk-Paszy Zambuco nic już nie słyszał; nie wiedział nawet, że pasza umarł w roku 1851, przesiedziawszy ośmnaście lat w więzieniu.

Teraz był już rok 1862; Zambuco przed dwudziestu laty otrzymał list Kamylk-Paszy z wiadomością o szerokości geograficznej, pod którą znajdowała się wysepka; lecz dotychczas nikt się nie zjawił z listem, zawierającym cyfrę geograficznej długości. Zambuco nie wątpił jednak, że ta wiadomość nadejdzie, żałował tylko, że musi się skarbem podzielić z kim innym. Od lat wielu myślał o tem, w jaki sposób zagarnąć te pieniądze dla siebie samego. Ale nie mógł wymyślić nic stanowczego, to tylko rozumiał, że tak samo, jak on, nie może znaleźć wysepki bez pomocy Antifera, tak Antifer nie może jej znaleźć bez niego.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.