FANDOM



Rozdział XI Nadzwyczajne przygody pana Antifera • Część I • Rozdział XII • Juliusz Verne Rozdział XIII
Rozdział XI Nadzwyczajne przygody pana Antifera
Część I
Rozdział XII
Juliusz Verne
Rozdział XIII
Uwaga! Tekst wydano w 1894 r. i jego słownictwo pochodzi z tamtej epoki. Proszę nie nanosić poprawek!

'The Wonderful Adventures of Captain Antifer' by George Roux 29

W dwa dni później, dwudziestego drugiego marca, Oxus wpłynął do portu w Maskacie, a marynarze wynieśli na ląd nawpół żywego Ben-Omara, który w istocie bardziej był podobny do zasuszonej mumii, niż do żyjącego człowieka.

Gdy Gildas Trégomain prosił Juliana, aby mu wskazał dokładnie na mapie punkt, w którym znajdował się Maskat, poczciwy ten człowiek nie chciał wierzyć własnym oczom, że los zagnał go aż tak daleko!

– A zatem, mój Julianie, znajdujemy się na krańcu Arabii, zapytał, przykładając do oczu binokle.

– Tak, panie Trégomain, na południowo-wschodnim jej krańcu.

– A jakaż jest ta zatoka, która się kończy nakształt lejka?

– To zatoka Oman.

– A ta druga zatoka?

– To zatoka Perska.

– A ta cieśnina, która je łączy?

– Jest to cieśnina Ormudzka.

– A gdzież się znajduje wysepka naszego przyjaciela?

– Musi być w zatoce Oman.

– Jeżeli istnieje w rzeczywistości, dodał Trégomain, przekonawszy się wprzódy, że pan Antifer nie może go słyszyć.

Imanat Maskatu, znajdujący się pomiędzy 53 a 57 południkiem i pomiędzy 22 i 27 linią równoległą, zajmuje długości 540 kilometrów, a szerokości 280. Trzeba tu dodać jeszcze pierwszą strefę wybrzeża perskiego od Larystanu do Moghistanu, a drugą na wybrzeżu Ormudzkiem i Kistrim; oprócz tego w Afryce całą przestrzeń, która ciągnie się od równika do przylądka Delgado, obejmując Zanzibar, Jubę, Molindę i Sofalę. Obliczywszy dokładnie, przestrzeń ta wynosi pięćset tysięcy kwadratowych kilometrów, czyli prawie tyle, co powierzchnia Francyi i ma dziesięć milionów mieszkańców, licząc w to Arabów, Persów, Indusów, Żydów i Murzynów. Iman zatem jest władcą, który zasługuje na pewne poważanie.

Płynąc w górę zatoki Oman w stronę Maskatu, Oxus mijał wybrzeże puste i nieurodzajne, na którem wznosiły się niewielkie prostopadłe wzgórza, jak gdyby ruiny feodalnych budynków. Nic dziwnego, że grunt w tym kraju jest skalisty, gdyż nie zasila go żaden większy bieg wody. Jednakże bliższe okolice zdołają wyżywić 60,000 mieszkańców stolicy. Nie zbywa tam głównie na owocach: winogrona, mango, brzoskwinie, figi, granaty, kawony, cytryny kwaśne i słodkie, a nadewszystko daktyle znajdują się tu w wielkiej obfitości Drzewa daktylowe rozwijają się w Arabii doskonale. Względnie do liczby tych drzew szacują wartość posiadłości ziemskich i mówią, że obejmuje trzy lub cztery tysiące drzew daktylowych, tak, jak we Francyi obliczają, na dwieście lub trzysta hektarów. Handel rozwija się tu pomyślnie, gdyż iman jest nie tylko władcą prowincyi i najstarszym kapłanem religii, ale także pierwszym kupcem w kraju. W jego królestwie jest co najmniej dwa tysiące okrętów, z których każdy może przewieść trzydzieści siedem tysięcy beczek. Marynarka wojenna składa się ze stu okrętów i tyluż armat. Armia jego liczy dwadzieścia pięć tysięcy żołnierzy, a dochody wynoszą około dwudziestu trzech milionów franków. Iman jest właścicielem pięciu statków i oprócz tego wolno mu używać w razie potrzeby okrętów swoich podwładnych. Ma się rozumieć, że dzięki tym dogodnościom, interesa jego znajdują się zawsze w stanie kwitnącym.

Zresztą iman jest nieograniczonym władcą w swoim imanacie, który zdobyty najpierw przez Albukierka w roku 1507, wydobył się z pod władzy portugalskiej. Odzyskawszy przed stuleciem swoją niepodległość, popierany jest bardzo przez Anglików.

Czy pan Antifer i jego towarzysze opuszczając Francyę i dążąc do Maskatu, mieli na celu jakie względy, dotyczące polityki, przemysłu i handlu? Bynajmniej. Kraj ten nie zaciekawiał ich wcale, gdyż uwagę mieli wyłącznie zwróconą na jedną z wysepek, znajdujących się w zatoce.

Od traktatu, zawartego w roku 1841 pomiędzy imanem a rządem francuskim, w Maskacie osiadł agent francuski, głównie w tym celu, aby udzielać objaśnień swoim współrodakom, których interesa przywiodły aż na wybrzeże oceanu Indyjskiego.

Pan Antifer uważał za właściwe porozumieć się z tym agentem. Policya bowiem doskonale zorganizowana w tym kraju, a przytem bardzo podejrzliwa, mogłaby była zwrócić uwagę na przyjazd trzech cudzoziemców do Maskatu i śledzić ich, gdyby nie wyjaśnili, jaki powód skłaniał ich do podróży. Łatwo się można domyślić, że podróżni nasi nie chcieli właśnie wyjawić prawdziwego celu swej podróży.

Oxus po czterdziestoośmio godzinnym odpoczynku miał płynąć dalej do Bombay; pan Antifer zatem, Trégomain i Julian wysiedli natychmiast na ląd, nie zatroszczywszy się bynajmniej o Ben-Omara i Nazima.

Pan Antifer i jego towarzysze udali się za przewodnikiem do angielskiego hotelu. Zwolna mijali place i ulice tego nowożytnego Babilonu. Pakunki niesiono za nimi, ale podróżni nasi pilnowali głównie sextanu i chronometru, który niósł pan Antifer, nie chcąc go powierzyć nikomu.

I nic dziwnego, wszak to był instrument, który miał oznaczyć dokładnie położenie wysepki. Z jakąż dokładnością nastawiano go codzień! Jakżeż troskliwie strzeżono od wstrząśnień, które mogły mieć zły wpływ na jego ruchy.

Podróżni nasi wybrali sobie pokoje w hotelu, poczem udali się do biura agenta, który zdziwił się, ujrzawszy swoich ziomków.

Był to bowiem pan Bard, Francuz, który grzecznie zapytał podróżnych o cel ich podróży.

– Tak rzadko widuję moich współrodaków, rzekł pan Bard, że spotkanie z nimi zaliczam zawsze do chwil bardzo przyjemnych w życiu. Oddaję się też w zupełności na usługi panów.

– Będziemy panu za to bardzo wdzięczni, odpowiedział pan Antifer, gdyż objaśnienia pana mogą być dla nas bardzo pożyteczne.

– Czy panowie podróżują tylko dla przyjemności?

– I tak i nie, panie Bard. Jesteśmy wszyscy trzej marynarzami, ja, mój siostrzeniec i mój przyjaciel Gildas Trégomain, dawny dowódzca statku Piękna Amelia!

Trégomain uczuł się bardzo zadowolonym, że go nazwano dowódzcą, jak gdyby rzeczywiście dowodził fregatą albo statkiem wojennym.

– Ja także zarządzałem statkiem kupieckim, mówił dalej pan Antifer. Jesteśmy upoważnieni przez bogaty dom handlowy w Saint-Malo do założenia takiegoż domu handlowego w Maskacie, lub też w innem mieście portowem nad zatoką Oman lub zatoką Perską.

– Pochwalam pańskie zamiary, odparł pan Bard, który przypuszczał, że zdoła coś zarobić na tym interesie, i ofiaruję panom moje usługi.

– W takim razie niech nas pan zechce objaśnić, czy lepiej założyć dom handlowy w Maskacie, czy w jakiem innem mieście wybrzeża?

– Najlepiej w Maskacie, odpowiedział agent. Ten port z każdym dniem nabiera więcej znaczenia pod względem handlowym, gdyż utrzymuje stosunki z Persyą, Indyami, Zanzibarem i Afryką.

– A jakież towary są głównym przedmiotem handlu? zapytał Gildas Trégomain.

– Daktyle, rodzynki, siarka, ryby, guma wonna, guma arabska, szyldkret, rogi nosorożców, olej, orzechy kokosowe, ryż, proso, kawa i konfitury.

– Konfitury? powtórzył Trégomain, łykając ślinkę.

– Tak, panie, konfitury!

– Musimy spróbować tych konfitur….

– Bardzo chętnie, przerwał mu pan Antifer, ale przedewszystkiem musimy się zająć ważniejszą kwestyą. Nie dlatego przyjechaliśmy do Maskatu, aby zjadać konfitury. Pan Bard powiedział nam, jakimi towarami tutaj handlować można….

– Muszę jeszcze dodać, że najważniejszym przedmiotem handlu są perły, poławiające się w zatoce Perskiej, mówił dalej Bard. Połów ten przynosi corocznie około ośmiu milionów franków.

Pan Antifer uśmiechnął się pogardliwie; cóż bowiem za wartość mogły mieć perły, choćby nawet przedstawiały wartość ośmiu milionów dla człowieka, który posiadał za sto milionów kosztownych kamieni.

– Wprawdzie handel perłami, podjął znowu pan Bard, znajduje się prawie wyłącznie w ręku Indusów lub banianów, z którymi trudne byłoby współzawodnictwo.

– Cóż to są baniany? zapytał Julian.

– Są to bogaci kupcy i finansiści w kraju, osoby, posiadające wielki wpływ szczególniej w Maskacie, a które niechętnem okiem spoglądałyby na cudzoziemców.

Na tem skończyła się rozmowa.

Julian powiedział sobie w duchu, że wysepka powinna się znajdować poza Maskatem, a głośno dodał, że zanim się osiedlą w Maskacie, należałoby zwiedzić jeszcze inne miasta położone na wybrzeżu i zapytał o ich nazwy i położenie geograficzne.

– Najpierw leży miasto Oman, odpowiedział Bard.

– Na północ Maskatu?

– Nie, w południowo-wschodniej stronie.

– A na północ albo północo-zachód czy jest jakie miasto?

– Najznaczniejsze w tamtej stronie jest miasto Rostak.

– Czy leży nad zatoką?

– Nie, w głębi imanatu.

– A na wybrzeżu jest w tamtej stronie jakie większe miasto?

– Jest, nazywa się Sohar.

– Czy to daleko stąd?

– Około dwustu kilometrów odległości.

Julian nieznacznem mrugnięciem oznajmił wujowi o ważności wymienionego przez agenta punktu.

– Czy Sohar jest miastem handlowem?

– Bardzo handlowem. Iman mieszka tam niekiedy, skoro jego wysokości przyjdzie fantazya tam przebywać. Teraz iman przebywa w Maskacie, to też gdy panowie wybiorą sobie miejsce, w którem będą chcieli zamieszkać i założyć dom handlowy, sądzę, że należałoby prosić imana o upoważnienie do tego.

– Sądzę, że jego wysokość nie odmówi nam zezwolenia? zapytał pan Antifer zadowolony ze swej przebiegłości z jaką przeprowadził całą sprawę.

– Naturalnie, że nie, odpowiedział agent, iman udzieli zezwolenia względnie do pańskich finansów.

Pan Antifer uczynił gest dający do zrozumienia, że zapłaci po królewsku.

– W jaki sposób można się dostać do Sohar? zapytał Julian.

– Podróżuje się karawaną.

– Karawaną? powtórzył z niepokojem Trégomain.

– Nie mamy jeszcze w imanacie kolei żelaznych ani tramwajów, ani nawet dyliżansów, drogi więc odbywać trzeba na wozach, albo na grzbiecie mułów; chyba że ktoś woli iść pieszo.

– Zapewne karawany podobne rzadko wyruszają w drogę? pytał Julian.

– Przeciwnie, panie, odpowiedział agent, handel pomiędzy Maskatem a Soharem jest bardzo ożywiony i właśnie jutro…

– Jutro? podchwycił pan Antifer. No to jutro ruszamy w drogę.

Trégomain nie zdawał się być zadowolony z tego rodzaju podróży, ale wiedział, że nie zdoła się opierać woli pana Antifera. Ośmielił się jednak uczynić jedną uwagę.

– Wszak jesteśmy wszyscy trzej marynarzami? zapytał.

– Nie inaczej, mój przyjacielu, odparł pan Antifer.

– Dlaczegóż więc nie moglibyśmy popłynąć morzem do Sohar? Dwieście kilometrów to nie tak wielka przestrzeń.

– W istocie masz słuszność, byłoby to może lepiej, odpowiedział pan Antifer. Zyskalibyśmy na czasie i nie zmęczylibyśmy się…

– Nie, nie byłoby to lepiej. Gdyby podróż morska była łatwiejszą, od razu byłbym ją panom doradzał, rzekł Bard. Ale właśnie przeprawa morska naraziłaby panów na gorsze niebezpieczeństwa.

– Na jakie mianowicie? zapytał Julian.

– Zatoka Oman nie jest bardzo bezpieczną miejscowością. Płynąc na statku handlowym, z dobrą i odważną załogą, mniej możnaby się obawiać…

– Obawiać? Czego? zawołał pan Antifer. Wichrów czy burz morskich?

– Nie, tylko piratów, to jest rozbójników morskich, z którymi spotkać się można dość często w pobliżu cieśniny Ormudzkiej.

– Do licha! zawołał pan Antifer.

Pan Antifer obawiał się piratów gdy mu wracać przyjdzie ze swymi skarbami. Nie było więc innej rady, jak pojechać i wrócić z karawaną, bo taka podróż nie narażała na niebezpieczeństwa.

Podróżni nasi pożegnali się z panem Bardem, obiecując się zobaczyć z nim po powrocie z Soharu. Agent ze swej strony obiecał im wyrobić audyencyę u imana.

Tymczasem w innym pokoju tego samego hotelu Ben-Omar i Nazim naradzali się wspólnie. Obydwaj nie wiedzieli, czy Maskat był ostatecznym celem ich podróży.

– Powinieneś to lepiej wiedzieć ode mnie, mówił z gniewem Nazim. Ale ty zamiast się czegoś dowiedzieć, chorowałeś całą drogę. Czy nie lepiej, żebyś był zdrów?

Ben-Omar był tego samego zdania.

– Niech wasza ekscelencya raczy się uspokoić, odpowiedział wreszcie Ben-Omar. Ja jeszcze dziś się zobaczę z panem Antiferem i dowiem się wszystkiego. Ah! gdyby tylko nie płynąć już morzem.

Nie ulegało wątpliwości, że Ben-Omar musi być świadkiem wydobycia skarbu, lecz skoro trzy beczułki dostaną się w posiadanie pana Antifera, w jaki sposób Sauk zdoła je odebrać prawemu spadkobiercy?

Sauk sam nie umiał na to znaleźć odpowiedzi; wiedział tylko, że nie cofnąłby się przed niczem, chcąc odebrać majątek, który Kamylk-Pasza przekazał człowiekowi obcemu.

Ben-Omar lękał się gwałtowności Sauka, bo wiedział, że dla niego życie ludzkie znaczy bardzo mało. Nie chciał więc już myślić o tem, zdając się jedynie na łaskę losu.

Rozgniewany Sauk rozkazał Ben-Omarowi, aby pilnował powrotu pana Antifera do hotelu i starał się dowiedzieć czegoś pewniejszego.

'The Wonderful Adventures of Captain Antifer' by George Roux 30

Ale podróżni nasi wrócili do hotelu już późnym wieczorem, chodzili bowiem długo po ulicach Maskatu; pan Antifer jak zwykle, obojętny i zamyślony, nie zwracał uwagi na ulice i sklepy, ani na ludność, składającą się z Arabów, Indyan i Persów, którzy stanowili tak odrębne od Europejczyków typy. Ale Julian i Trégomain z ciekawością zwiedzali wschodnie miasto i zatrzymywali się przed wystawami sklepowemi przyglądając się turbanom, pasom, płaszczom z materyałów wełnianych i bawełnianych. Podziwiali również emaliowane naczynia i klejnoty artystycznie opracowane.

– Muszę kupić jaki upominek dla Elizy, rzekł Julian.

– Kup dla niej ten pierścionek, odpowiedział Trégomain, patrz jaki ładny, choć skromny. Albo lepiej kup jej konfitur, o których mówił nam pan Bard.

– Najlepiej jedno i drugie! zawołał śmiejąc się Julian.

'The Wonderful Adventures of Captain Antifer' by George Roux 31

Przechadzając się po ulicach Maskatu, Julian zauważył, że policya bacznie ich pilnowała, chociaż nie zaczepiała ich ani jednem słówkiem.

Na szczęście pan Antifer nie dostrzegł, że są tak pilnowani, gdyż byłoby go to przejęło obawą o miliony, które miał wydobyć z wysepki. Kto wie czy iman zezwoliłby na zabranie skarbu.

Gdy pan Antifer wrócił do hotelu, Ben-Omar uchylił drzwi do jego pokoju i zapytał słodziutkim głosem:

– Czy mógłbym się dowiedzieć?

– O czem?

– W jaką stronę udamy się teraz…

– Najpierw ulicą na prawo, potem na lewo, a następnie prosto…

Rzekłszy to pan Antifer zamknął mu drzwi przed nosem.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.