FANDOM



Rozdział I Nadzwyczajne przygody pana Antifera • Część I • Rozdział II • Juliusz Verne Rozdział III
Rozdział I Nadzwyczajne przygody pana Antifera
Część I
Rozdział II
Juliusz Verne
Rozdział III
Uwaga! Tekst wydano w 1894 r. i jego słownictwo pochodzi z tamtej epoki. Proszę nie nanosić poprawek!

Niech się czytelnik nie ździwi zbytecznie, jeśli Mehemet-Ali ukaże się na scenie zaraz na wstępie tego rozdziału. Chociaż sławny ten pasza odgrywał ważną rolę w historyi Wschodu, zjawi się jednak na chwilę w tem opowiadaniu z powodu stosunków, nieprzyjemnych zresztą, jakie nieznajomy, płynący na statku, miał z założycielem współczesnego Egiptu.

Mehemet-Ali w owej epoce nie myślał jeszcze o zdobyciu Palestyny i Syryi, które należały do sułtana Mahmuda, władcy obydwóch Turcyi, Azyatyckiej i Europejskiej.

Przeciwnie sułtan i pasza byli dobrymi przyjaciółmi, gdyż ten ostatni służył sułtanowi w sprawie zawojowania Morei i utrzymania pod swoją władzą tego małego kraiku należącego do Grecyi.

Przez kilka lat Mehemet-Ali i Ibrahim siedzieli spokojnie w swoim paszaliku. Ale zapewne ten rodzaj lennictwa, który robił ich najzwyczajniejszymi poddanymi Porty, upokarzał ich ambicyę czekali, gdyż tylko sposobności, która mogłaby im dopomódz do zerwania więzów, tak mocno zadzierzgniętych przez tyle wieków.

W Egipcie żył wtedy człowiek, który przez majątek zaliczał się do rzędu najznakomitszych osób w kraju. Fortuna wielu pokoleń drogą dziedzictwa spłynęła na jego głowę. Człowiek ów mieszkał w Kairze, a nazywał się Kamylk-Pasza. Jego to właśnie kapitan statku czcił tytułem ekscelencyi.

Kamylk-Pasza był człowiekiem mężnym i niezmiernie przywiązanym do ludów wschodnich. Urodzony w Egipcie sercem należał do państwa Ottomańskiego, bo czuł, że opór przeciwko naciskowi z Zachodu będzie bardziej silny i skuteczny ze strony sułtana Mahmuda, niż ze strony Mehemet-Alego. To też przylgnąwszy duszą do sprawy i osobę swoją oddał na jej usługi. Urodzony w roku 1780 z rodziny słynącej z wojowniczości ducha, miał zaledwo lat dwadzieścia, gdy wstąpił do wojska Dżezara, gdzie wkrótce przez swoje męstwo uzyskał tytuł i stopień paszy. W roku 1799 naraził sto razy swoją wolność, majątek i życie, bijąc się przeciwko Francuzom, którymi dowodził Napoleon Bonaparte wspomagany przez generałów takich jak Kleber, Regnier, Lannes i Murat. Po bitwie pod El-Arisch został więźniem razem z Turkami, lecz mógł był odzyskać wolność, gdyby chciał był podpisać zobowiązanie, że nigdy nie będzie walczył przeciwko żołnierzom francuskim. Ale mając postanowienie walczyć do końca i rachując na jakąś nadzwyczajną łaskę losu, Kamylk-Pasza uparty tak w swoich pojęciach, jak w swoich czynach, odmówił podpisu żądanego zobowiązania. Wreszcie zdołał uciec z niewoli i z większą jeszcze niż przedtem zaciętością walczył w bitwach z nieprzyjaciółmi. Postanowił bowiem do końca życia bronić całości Ottomańskiego terytoryum.

Po poddaniu się Jaffy dnia szóstego marca, należał do liczby tych, których warunki kapitulacyi oddały nieprzyjajaciołom, pod obietnicą jednakże, że życie będzie im darowane. Gdy więźniowie, w liczbie czterech tysięcy, po większej części Albańczycy lub Arnauci, przywiedzeni zostali przed oblicze Bonapartego, ten okazał się niezadowolony ze swej zdobyczy i powiedział sobie, że jeżeli wypuści z niewoli tych strasznych żołnierzy, pójdą oni bez wątpienia powiększyć garnizon paszy w Saint-Jean-d’Acre. To też chcąc pokazać, że należy do tych zdobywców, których nic nie zdoła powstrzymać, wydał rozkaz rozstrzelania ich.

Teraz nie ofiarowywano im życia, tak jak niewolnikom w El-Arisch, w zamian za to, że nie będą służyli w wojsku, nie, po prostu skazywano ich na śmierć. Zginęli więc na wybrzeżu morskiem, a ci, których kule nie dosięgły i którzy mniemali, że ich ułaskawiono, zginęli również, gdy się zwrócili w stronę zwycięzcy.

'The Wonderful Adventures of Captain Antifer' by George Roux 06

Lecz zginąć w ten sposób nie było widać przeznaczeniem Kamylk-Paszy. Pomiędzy Francuzami znaleźli się ludzie z sercem i honorem, dla których rzeź była wsrętną, choć może była nieuniknioną podług wymagań wojennych. Ci zacni ludzie ocalili wielu więźniów. Jeden z nich, majtek z marynarki kupieckiej, błądząc w nocy wpośród skał nadbrzeżnych, gdzie spodziewał się napotkać nieszczęśliwych, znalazł Kamylk-Paszę niebezpiecznie rannego. Przeniósł go więc w bezpieczne miejsce i pielęgnował troskliwie, dopóki ranny nie wyzdrowiał. Czyżby Kamylk-Pasza mógł kiedykolwiek zapomnieć o podobnej przysłudze?

W jaki jednak sposób go poznał i wśród jakich nastąpiło to okoliczności, to właśnie przedmiotem tej ciekawej i prawdziwej opowieści.

Kamylk-Pasza wyleczył się z ran po upływie trzech miesięcy.

Kampania Bonapartego skończyła się pod murami Saint-Jean-d’Acre. Pod dowództwem paszy Damaszku armia turecka przeprawiła się przez Jordan dnia 4 kwietnia, a z innej strony eskadra angielska z Sidney-Smith krążyła w okolicach Syryi. To też chociaż Bonaparte wysłał dywizyę Klebera z Junotem, chociaż sam znajdował się na polu walki, chociaż zwyciężył Turków w bitwie pod górą Tabor, było już zapóźno, gdy nadbiegł grozić znowu fortecy Saint-Jean-d’Acre. Nadeszły tam już posiłki wynoszące dwanaście tysięcy żołnierzy. Na domiar złego ukazała się zaraza i 20 maja Bonaparte zdecydował się odstąpić od oblężenia.

Kamylk-Pasza mniemał, że może wtedy odważyć się powrócić do Syryi. Powracać do Egiptu, w którym ciągłe trwały zamieszki i niepokoje, byłoby największą z jego strony nieostrożnością. Należało więc czekać sposobnej do tego pory i Kamylk-Pasza czekał lat pięć. Dzięki olbrzymiej fortunie mógł żyć dostatnio w rozmaitych prowincyach, do których nie dosięgała jeszcze chciwość egipska.

W tym samym czasie na widowni świata ukazał się syn agi, którego męstwo zwróciło już na siebie uwagę podczas bitwy pod Aboukir w roku 1799. Był to Mehmet-Ali, którego wpływ stał się tak potężnym, że zdołał nakłonić Mameluków do powstania przeciwko gubernatorowi Khoszew-Paszy, do wypowiedzenia posłuszeństwa wodzowi, do pozbawienia władzy Khowischida, następcy Khoszewa, i wreszcie do obwołania siebie wice-królem w roku 1806 za zezwoleniem wszechwładnej Porty.

Na dwa lata przedtem umarł Dżezar, opiekun Kamylk-Paszy. Osamotniony Kamylk-Pasza mniemał, że może już bez niebezpieczeństwa wrócić do Kairu.

Miał wtedy lat dwadzieścia siedm i dzięki świeżo otrzymanym spadkom stał się jednym z najbogatszych ludzi w Egipcie. Z usposobienia zamknięty w sobie, lubił życie samotne i miał wielkie upodobanie do zawodu wojskowego. Czekając zatem, aż się zdarzy sposobność zużytkowania wrodzonych zdolności, chciał siły swoje zużyć na dalekie podróże.

Nieraz zastanawiał się nad tem Kamylk-Pasza komu się dostanie po jego śmierci taki olbrzymi majątek, i czy nie ma gdzie krewnych z linii dalszej, którzyby ten majątek odziedziczyli?

Miał wprawdzie kuzyna o sześć lat młodszego od siebie, niejakiego Murada, urodzonego w roku 1786. Chociaż obydwaj krewni mieszkali w Kairze, nie widywali się jednak ze sobą, gdyż dzieliły ich opinie polityczne. Kamylk-Pasza był stronnikiem potęgi ottomańskiej i dowody tego składał całem swojem postępowaniem, Murad zaś walczył przeciwko wpływowi Ottomanów, zarówno słowami, jak i czynami, i stał się wkrótce najgorliwszym doradzcą Mehemet-Alego w czasie jego zatargów z sułtanem Machmudem.

Murad, chociaż był jedynym krewnym Kamylk-Paszy i człowiekiem zupełnie ubogim, nie mógł jednak liczyć na majątek krewnego, chyba w takim razie, gdyby się pogodzili, czego trudno się było spodziewać. Przeciwnie, niechęć, a nawet coraz gwałtowniejszą nienawiść, miała wytworzyć jeszcze głębszą przepaść pomiędzy dwoma ostatnimi członkami dogasającego rodu.

Ośmnaście lat upłynęło od roku 1806 do 1824, a przez ten czas panowanie Mehemet-Alego nie zakłóciła żadna zewnętrzna wojna; musiał jednakże walczyć ze wzrastającą potęgą i niepokojem, jaki rozsiewali Mamelucy, stronnicy jego, którym tron zawdzięczał. Ogólna rzeź, jaka miała miejsce w całym Egipcie, uwolniła go od tej niemiłej milicyi. To zapewniło te długie lata spokoju poddanym wice-króla, którego stosunki z dywanem były jak najlepsze, przynajmniej na pozór, gdyż sułtan w rzeczywistości nie dowierzał swemu wasalowi i miał słuszność.

Kamylk-Pasza często narażony bywał na przykrości, wypływające ze złej woli Murada, który korzystając z dowodów sympatyi, jakich mu nie szczędził wice-król, podniecał ciągle swego pana przeciwko bogatemu Egipcyaninowi. Przypominał mu, że był to stronnik Mahmuda, przyjaciel Turków, że krew swą za nich przelewał…. Podług jego mniemania był to człowiek niebezpieczny, którego należało pilnować… szpieg może… Taki wielki majątek, zgromadzony w jednej dłoni, także groził niebezpieczeństwem… Jednem słowem powtarzał wszystko, co tylko mogło podniecić chciwość możnowładcy, nie posiadającego ani zasad, ani skrupułów.

Kamylk-Pasza nie chciał zwracać uwagi na te podżegania. W Kairze wiódł życie samotne i trudno byłoby wciągnąć go w jakąkolwiek zasadzkę. Opuszczał nieraz Egipt i i udawał się w dalekie podróże. Płynął wtedy na własnym statku, którym dowodził kapitan Zo, o pięć lat młodszy od swego pana i niezmiernie do niego przywiązany. W ten sposób pan błąkał się po morzach Azyi i Europy, wiodąc bezcelowe życie, odznaczające się pogardliwą obojętnością dla całej ludzkości.

Czy Kamylk-Pasza zapomniał już o marynarzu francuskim, który go ocalił od kuli Bonapartego? Nie, zapomnieć nie mógł, gdyż takiej przysługi nie zapomina się nigdy; ale zdaje się, że jeszcze nie odpłacił za nią niczem.

Czy Kamylk-Pasza odkładał na później okazanie swej wdzięczności i czekał tylko na sposobność, gdy jaka podróż morska zaprowadzi go na terytoryum wód francuskich?… Trudno byłoby odpowiedzieć na to pytanie.

Zresztą w roku 1822 bogaty Egipcyanin przekonał się, że był pod ścisłym nadzorem, skoro tylko znajdował się w Kairze. Z rozkazu wice-króla nie dozwolono mu przedsięwziąć kilku podróży, do których poczynił już przygotowania.

Dzięki nieustającym podżeganiom krewnego, Kamylk-Pasza czuł że nawet jego wolność jest zagrożona.

Murad miał wtedy lat trzydzieści siedem i będąc z natury złym człowiekiem, pragnął bardzo skompromitować stanowisko Kamylk-Paszy i zagarnąć jego majątek. Nieustraszenie dążył do niegodziwego celu i wyzyskiwał na swoją korzyść wpływ, jaki posiadał nad Mehemet-Alim i nad jego synem Ibrahimem.

Zresztą Egipt miał wkrótce rozpocząć okres wypraw wojennych, w którym sława jego świetnym zajaśniała blaskiem. Było to w roku 1824. Grecya burzyła się przeciw sułtanowi Mahmudowi i tenże wezwał swego wasala na pomoc przeciw zbuntowanym. Ibrahim na czele floty liczącej sto dwadzieścia żagli skierował się ku Morei i wylądował tamże.

Zdarzyła się więc sposobność dla Kamylk-Paszy, że mógł znaleźć jakiś cel w życiu i nabrać hartu wśród niebezpiecznych wypraw, których już od lat dwudziestu zaniechał. Teraz z jeszcze większym zapałem Kamylk-Pasza rzucił się w wir wypadków skoro szło o poparcie praw Porty, zagrożonej przez zaburzenia w Peloponezie. Ofiarował się zatem, że chce służyć w armii Ibrahima, lecz odmówiono mu.

Chciał następnie służyć jako oficer w wojsku sułtańskiem, lecz i tego mu odmówiono. Czyż to nie były następstwa złowrogiego wpływu tych, którzy mieli wyrachowanie w tem, aby nie tracić z oczu krewniaka–milionera?

Walka Greków w obronie praw swoich miała się na ten raz skończyć na korzyść tego bohaterskiego narodu. Po trzech latach walki wojsk Ibrahima, połączone floty francuska, angielska i ruska zniweczyły marynarkę ottomańską w bitwie pod Nawarinem w roku 1827 i zmusiły wice-króla do tego, że odwołał do Egiptu swoich wasali i swoją armię. Ibrahim wrócił zatem do Kairu razem z Muradem, który również odbywał kompanię Peloponezką.

Od tej chwili położenie Kamylk-Paszy pogorszyło się jeszcze bardziej. Nienawiść Murada objawiała się coraz gwałtowniej. Na każdym kroku prześladował krewnego, ufny w poparcie i pomoc wice-króla. Podobne kombinacye zdarzały się i zdarzają nie tylko w Egipcie, ale nawet w bardziej ucywilizowanych krajach.

Murad miał już wtedy małego synka imieniem Saonk.

Wobec takiego składu rzeczy Kamylk-Pasza zrozumiał, że pozostał mu tylko jedyny punkt wyjścia: zgromadzić majątek, którego większą część stanowiły brylanty i kosztowne kamienie i wywieźć go z Egiptu. Zamiaru tego dokonał Kamylk-Pasza oględnie i przezornie, dzięki pomocy kilku cudzoziemców, mieszkających w Aleksandryi, którym nie wahał się zaufać. I zaufanie to nie zawiodło go. W największej tajemnicy dokonano trudnego zadania. Kim byli owi cudzoziemcy i do jakiej należeli narodowości? O tem wiedział tylko sam Kamylk-Pasza.

Zresztą trzy beczułki okute żelazem, które podobne były do beczek, używanych w Hiszpanii na wino, były dostateczne do zawarcia tych wszystkich bogactw. Beczułki umieszczono potajemnie na neapolitańskim statku, a ich właściciel w towarzystwie kapitana Zo zdołał także umieścić się wpośród jego załogi, chociaż groziły mu tysiączne niebezpieczeństwa, gdyż Murad czuwał nad nim potajemnie i kazał go ścigać w drodze z Kairu do Aleksandryi.

W pięć dni później Kamylk-Pasza wylądował w porcie Latakie i stamtąd dostał się do Alepu, który wybrał jako nową dla siebie siedzibę. Teraz już, znalazłszy się w Syryi, nie potrzebował obawiać się Murada, gdyż był pod opieką dawnego swego generała Abdalli, który został paszą Saint-Jean-d’Acre. Jakimżeby więc sposobem Mehemet-Ali, pomimo swego zuchwalstwa, mógł go dosięgnąć w prowincyi, nad którą wszechwładna Porta rozciągała potężne swoje ramię?

A jednak i to stało się możliwem. W ciągu tego samego roku 1830 Mehemet-Ali zerwał stosunki z sułtanem. Zerwać więzy lennictwa, wiążące go z Machmudem, przyłączyć Syryę do swoich posiadłości w Egipcie, a może stać się cesarzem ottomańskim, wszystko to nie wydawało się niemożliwem dla dumnych widoków ambitnego wice-króla.

Nie trudno było znaleźć powód, któryby usprawiedliwił zerwanie przyjaznych stosunków.

Fellahowie uciskani przez agentów Mehemeta-Alego, szukali schronienia w Syryi, gdzie Abdallach obiecał im swoją opiekę. Wice-król zażądał wydania tych zbiegów, lecz pasza z Saint-Jean-d’Acre odmówił zadosyć uczynienia jego żądaniu. Mehemet-Ali żądał wtedy od sułtana, aby orężem zmusił do posłuszeństwa Abdallę. Mahmud odpowiedział najpierw, że ponieważ Fellahowie są poddanymi Turcyi, nie miał potrzeby poddawać ich Egiptowi. Ale wkrótce chcąc sobie zapewnić pomoc Mehemet-Alego, albo przynajmniej jego neutralność w przeddzień buntu paszy Skutari, spełnił jego żądanie i zwrócił mu Fellahów.

Rozmaite wypadki a między innymi ukazanie się cholery na Wschodzie, opóźniły pochód Ibrahima na czele armii, składającej się z trzydziestu dwóch tysięcy ludzi i dwudziestu dwóch statków wojennych. Kamylk-Pasza miał więc czas zastanowić się nad niebezpieczeństwem, na jakie narażało go ukazanie się Egipcyan w Syryi.

Miał on już wówczas lat pięćdziesiąt jeden i był zmęczony burzliwem życiem, można więc powiedzieć, że znajdował się na progu starości. Zniechęcony i rozczarowany do świata, wzdychał już tylko do spoczynku, który miał nadzieję, że znajdzie w spokojnem mieście Alepie. Tymczasem los nieprzyjazny znów zaczął go prześladować.

Czyżby to bowiem było przezornie z jego strony, gdyby pozostał w Alepie, w chwili, gdy Ibrahim gotował się do najścia na Syryę? Wprawdzie występował on tylko przeciwko paszy z Saint-Jean-d’Acre, ale zwyciężywszy Abdallę, czyżby wice-król chciał powstrzymać pochód swej zwycięskiej armii? Duma jego nie zadowolniłaby się tylko ukaraniem winowajcy, on pragnąłby jeszcze skorzystać ze sposobności, aby spróbować zawojowania całej Syryi, będącej przedmiotem jego nieustannej pożądliwości. Po zdobyciu Saint-Jean-d’Acre żołnierze Ibrahima pociągnęliby do innych miast, zdobywając kolejno Damaszek, Sidon i Alep. Wszystko to można było przypuszczać i obawiać się tego.

Kamylk-Pasza powziął zatem nieodwołalne postanowienie. Wiedział że Murad nie tyle nienawidził jego, o ile pożądał jego majątku. Chciał mu wydrzeć pieniądze, choćby mu się przyszło podzielić niemi z wice-królem. Należało zatem ukryć tę olbrzymią fortunę, schować ją w takiem tajemniczem miejscu, aby nikt nie mógł jej odnaleźć.

Zabezpieczywszy się w ten sposób, mógł Kamylk-Pasza spokojnie oczekiwać biegu wypadków, które zmusiłyby go albo uciekać z krainy wschodniej, do której tak był przywiązany, albo osiedlić się bezpiecznie w Syryi, uwolnionej od wojsk wice-króla. Wtedy mógłby zabrać swój skarb z miejsca, gdzie go ukrył.

Kapitan Zo pochwalił zamiary Kamylk-Paszy i oświadczył swoją gotowość do wypełnienia ich w ten sposób, aby tajemnica nigdy nie mogła wyjść na jaw. Pasza kupił statek; kapitan dobrał załogę w ten sposób, że każdy marynarz pochodził nie tylko z innego okrętu, ale nawet z innej narodowości; nie łączyły ich zatem żadne węzły. Beczułki umieszczono na statku z taką przezornością, że nikt się nie domyślił co zawierały. Dnia 13 kwietnia okręt bogatego Egipcyanina wypłynął na morze z portu Latakie.

Jak wiemy, stanowczem pragnieniem Kamylk-Paszy było odkryć wysepkę, o której istnieniu wiedziałby tylko on i kapitan. Dlatego też chcieli, aby cała załoga była w błędzie i nie mogła sobie zdać sprawy z kierunku drogi, jaką przebywał statek. Kapitan Zo pracował nad tem przez piętnaście miesięcy, zmieniając ciągle kierunek statku w rozmaite strony. Czy wypłynęli z morza Śródziemnego, czy się na nim znajdowali lub nań powrócili? Czy przebywali inne morza starego lądu? Czy żeglowali w pobliżu Europy, gdy dostrzegli tę nową wysepkę? – nikt z załogi nie umiałby na to odpowiedzieć. To tylko nie ulegało wątpliwości, że statek przebywał kolejno w najrozmaitszych klimatach i strefach; Ponad to spostrzeżenie najlepszy marynarz nie powiedziałby nic więcej. Statek zaopatrzony był w zapasy żywności, mogące wystarczyć na lat wiele, a jeśli przybijał do lądu, to jedynie dlatego, aby zaczerpnąć świeżej wody; potem oddalał się od ziemi i znowu błądził bez końca po wodnych przestworzach, a tajemnicę jego kierunku znał tylko jeden kapitan Zo.

Powiedzieliśmy na początku tego opowiadania, że Kamylk-Pasza długo żeglował, nie mogąc znaleźć pożądanej wysepki i że już chciał zatopić w morzu swe bogactwo, gdy wysepka, z taką niecierpliwością poszukiwana, ukazała się właśnie wpośród fal morskich.

Takie były mniej więcej wypadki, mające związek z historyą Egiptu i Syryi, o których należało wspomnieć. Teraz nie będą już one odgrywały tak wielkiej roli, opowiadanie bowiem niniejsze snuć się będzie na tle mniej poważnem, a więcej zaciekawiającem.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.