FANDOM



Macierzyństwo • Wiersz • Bronisława Ostrowska
Macierzyństwo
Wiersz
Bronisława Ostrowska


O boskie okrucieństwo nowego żywota!
Blady kwiatku, wykwitły z mogiły olbrzyma!
Siło rozwoju ziarna, której nic nie wstrzyma!
Plonem dosytnych łanów tajemnico złota!
Dziecko! Niewiedna w łonie bezpłodnym tęsknota:
Niemoc bruzd rozoranych, gdy skuwa je zima;
Ta niemoc, co nad siebie wybiega oczyma,
Instynkt larwy motylej, gdy w przędzę się mota.
Żądza samozatraty w wielkiej życia pieśni!
Nadzieja, co o śmierci w imię jutra roi
Jako kwiecie więdnące owocnej czereśni!
Sen kniei padłej, która sił ostatkiem poi
Młody gaj, wybujały z jej próchna i pleśni,
I słucha w jego szumie końca pieśni swojej.

I
Czasem wróżby żywota dla ciebie
Szukam wkoło i nękam się trwogą:
Że me oczy na grozę paść mogą
I że szczęście twe sama pogrzebię.
Czasem boję się łuny na niebie,
Gdy zachodnią się pali pożogą...
Czasem boję się czerwia pod nogą
I ziół zwiędłych, gdy wiatr je kolebie.
Szukać pragnę krynicy zaklętej,
By, jak mistrz w dzieła złotą pożogę,
W ciebie zakląć wszech światów ponęty.
I śmiertelny ból czuję, i trwogę,
Że przed tobą, coś we mnie poczęty,
Ran swych własnych utaić nie mogę.

II
Lecz ta męka mym szczęściem jedynem,
Że w mym dziecku powstanie od nowa
Cała własnej mej duszy osnowa -
I ostanie, gdy ja już przeminę.
Zmartwychwstanie mój sen - moim synem!
Baśń bezsennych mych nocy tęczowa,
Która w złoty dzwon mocy przekowa
Ból mój wszelki, milczenie i winę.
Patrzę w wielkie rozwarte źrenice
Mego dziecka, jak topią się we mnie,
Śniąc, że duszy nić własnej uchwycę...
I lęk nagły pogrąża mię w ciemnie:
Bowiem widzę w nich już - tajemnicę,
Którą przejrzeć pożądam daremnie.

III
Nowy żywot niech nową pieśń śpiewa!
Odlatują pszczół letnich wyroje,
Kwietnych puchów kołyszą się zwoje:
Jak najdalej los siewy zasiewa.
Słabość wiąże owoce do drzewa.
Nową pieśnią mi bądź, dziecko moje!
Już się twoich odlotów nie boję,
Choć słoneczna cię porwie ulewa.
Otom w duchu swym siebie straciła:
I bezmierniem tą stratą bogata,
Bowiem wszystkim mię czyni jej siła.
Jestem twoja tęsknota skrzydlata,
Jestem żywot i sen, i mogiła,
I ten liść, co pod nogi ci zlata...

IV
Czyż nie dosyć, że krew ze krwi mojej?
Czyż nie dosyć, że kość z mojej kości,
Ciało z ciała i miłość z miłości?
Czyż tej jednej za mało ostoi?
Oto z mego żywota podwoi
Wzniosłam zamek zwycięskiej wieczności,
Lecz już nowy sen w dziele mym gości,
Już nie moją potęgą gmach stoi.
Przeminęłam jak skarga daleka
Fali mrącej wśród rzecznych komyszy;
Rzeka życia ucieka... ucieka...
Cóż, że morze jej skarg nie usłyszy?
Morzem w ujściu swym staje się rzeka.
Ciszej, duszo... ciszej... ciszej... ciszej...




Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.