FANDOM



Krzyk starego Izraela • Wiersz • Teofil Lenartowicz
Krzyk starego Izraela
Wiersz
Teofil Lenartowicz

Niewola nasza od wieku się liczy,
Od czasu, jak tę polską Palestynę
Moskal zamienił w pustkę i w ruinę,
Izrael codzień po bożnicach krzyczy:

Ziemia ta, kędy rzeki miodem płyną,
Wygnańcom była domem i gościną,
Izrael na niej grzebał się i mnożył,
I dom tu sobie podróżny założył;
A namiot jego był przytwierdzon mocno...
Złote świeczniki w część Panu zakupił,
Ale Pan hordę spędził tu północną,
I przyszedł naród i bogactwo złupił.
 
I stal się ucisk Babylonu gorzéj,
I Amonitów i Assyryjczyków,
I wielkim krzykiem zakrzyczał lud Boży,
W niewoli tego ludu rozbójników,
I wołał patrząc na rzeź i pożogę,
Czyż nam znów kije brać i ruszać w drogę?...
Wzięli nam złoto i srebro niech biorą,
Złoto przychodzi i złoto odchodzi,
Co nam zabierze moskiewski car złodziej,
To nam powróci Bóg nasz w dziesięcioro...

Domostwa w puste zamienili pole,
A my mówili: niech grabieżca grabi,
Lecz gdy nam dzieci zabrali w niewolę,
My do rabina przyszli krzycząc: „Rabbi!

A co uczynim teraz?...” a ów rzecze:
„Spokojny ludu bądź na krew i mordy,
Bóg nam pozostał, jeszcze on wysiecze
Te cary i te rzesze i te hordy,
I te namioty spali im i włócznie,
Spokojny ludu bądź; niech Pan rozpocznie.”

I my posiedli znowu jak przepiórki
Spłoszone strzałem, gdy zapadną daIéj,
I my wrócili na te puste wzgórki,
Na których chata ostatnia się pali,
A żony nasze i wdowy i panny,
Nie przerywały płacz swój nieustanny.

Lecz my mówili zonom, córom, wdowom,
Że Pan Bóg wielki nasz i w słowach stały,
Ale niewiasty nie wierzyły słowom,
I szły do grobów tam żeby płakały.
 
I tak siedzieli my dwa lata cale,
Dwa całe wieki, dwa miljony roków,
Patrząc na polskie chaty pogorzałe,
I wyglądali my znaku z obłoków,
Słońce nic z swojej nie zbyło jasności,
Patrząc na tyle krwi, gruzów i kości.
 
Az przyszedł rozkaz carskiego hetmana,
By pokłon złożyć, przed tym rozbójnikiem,
Że nie ma pana prócz złodziei pana,
Wtedy Izrael krzyknął wielkim krzykiem:
„Rabbi, kapłanie nasz, posłuchaj Rabi,
Otwarte piersi masz, weź nóż i zabij...”
 
A rabin siwy już od więzień ciemnych,
Wielkim się smutkiem z ludem swym zasmucił,
Zatargał z brody włosów kłak i rzucił,
I jak w grób zeszedł do lochów podziemnych,
I trzy dni siedział tak nie mrużąc powiek,
Bez kropli wody w ustach, martwy człowiek.
 
A kiedy czwarte słońce weszło z rana,
Przed zbójce poszedł sam o kiju siwy,
I rzekł: „nie znamy Pana, oprócz Pana,”
To mówił jak Izrael sprawiedliwy,
I rzekł: „nie na tom wieku się doczekał,
Ażebym przeciw Bogu jak pies szczekał.”
 
I chwalił rękę tę, co krwią cuchnąca,
Cara, co wszelkie boże prawo złamał,
Nie na to zbliżam się do końca,
Ażebym ja nad grobem moim skłamał.

A hetman żelaz krzyknął, ho potwarca,
Kto Boga czci, czci obraz króli!
Potém o ziemię rzucił tego starca,
I cały dzień mu ręce kuli, nogi kuli,
I w oczy jemu plwali, w brodę plwali,
Bo jest największy zbrodniarz: car Moskali.

I tak zawlekli jego do więzienia,
A lud pozostał wierny ojców wierze,
I wierzy wciąż, że Pan Bóg swoich zbierze,
I że ocali nas od pohańbienia,

I że w tej nowéj naszej Palestynie,
Nie zginie Polak i Izrael nie zaginie,
I że téj ziemi ból nie szkodzi, krew nie szkodzi,
I ze na carów dzień taki przychodzi,
A taki dzień i taki sąd na sędzie,
Że w rzekach wód nie będzie, a krew będzie.

A ścierwa takie będzie pole białe,
Że krucy będą jeść przez sto lat całe.
A co Izajasz rzekł o Gogu i Magogu,
To się dziś podoba zrobić Bogu.

I dzień już zaczął się, ja sam widziałem,
A niech mi język uschnie jeśli kłamię,
Jak się potykał wielki Moskal z takim małym,
I struchlał gdy ten mały podniósł ramię,
A nagi był i żadnej nie miał broni,
I tylko jedną kość od zdechłych koni.

Więc ja, zawołał, wielki Pan i ręka szczodra,
I miłość Jego od plemiona do plemiona,
Jako opasał silnie dzieciąt biodra,
I ze krwi polskiéj tej wzbudził Samsona,
Pan co ukróca złych i wiąże złości,
I ja widziałem trupów dość od jednej kości.
 
To ja, zawołał, wielki Pan i naród boży,
I cudem się jak za dni starych wstawia,
Obala mocnych moc, a słabych stawia,
I zmarłym żywot ziemi tej otworzy,
I w świat wypuści zeń jak chmurę wojska,
I zetrze i wytępi wrogów rojska.

Lecz potem widział ja, ach! gadać trudno,
Czemu to słońce mnie do oczów świeci,
Siedzib niegdyś ludną, dziś bezludną,
Jehowa, ah! nasze dzieci, nasze dzieci,
Ah, moja głowa siwa, głowa, nędzna głowa,
Nasze dzieci, nasze dzieci, ach! Jehowa.

Co pójdę w pole śmierci, to nabiorę,
I z moją żoną niosę Tobjasz stary,
I sam ja dziesięć ich pochował pod komorę,
Małych na ręce, a dorosłych brał na bary,
A moja żona obmywała polskie głowy,
Bo to już dzisiaj jeden Iud Jehowy.

Proroków grzebiem razem i rycerzów,
I wszystko w ziemi, wszystko w ziemi, wszystko w ziemi,
I już Izrael chodzi do ich krzyżów,
I w płaczu z niemi, w boju z niemi, wszędzie z niemi.
Bo lud ten wybrał Pan na nowe dzieje,
I my Polacy wszyscy i Hebreje.

Ale te dni Jehowa skróć, niech zginą,
Czemu to słońce mnie do oczów świeci,
Mnie już krew z oczu moich nie łzy płyną,
Jehowa! ah nasze dzieci, nasze dzieci,
Ah! moja głowa, siwa głowa, nędzna głowa,
Nasze dzieci, nasze dzieci, ach Jehowa!

                                                Teofil Lenartowicz.



Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.