FANDOM



Kał i brandy • Wiersz • Marcin Tarnowski
Kał i brandy
Wiersz
Marcin Tarnowski

Przyszedł kolega w swojej sprawie. . .
Wtem mówi, że mu coś śmierdzi alkoholem,
Na mnie patrzy w cichej obawie. . .
Wszędy: z nim szukam i sam okiem kolę. [1]
Schyla się, zza pazuchy mu spada butelka! [2]
„– Może ona?” pytam. „– Może [...] niedokręcona!”
Takie podejrzenie – sprawa niby niewielka,
Lecz (déjà vu), nie pierwszy raz spełniona.

(Dekady wcześniej)

Jestem na wakacjach u Babci w domu,
Przychodzi jej siostra z dziećmi kuzynek.
Swąd się rozchodzi, węszę sobie i komu...
Źródło w pielusze... mówię. – Seria kpinek. . .
Mimo nich, podejrzeń i wąchań mi tyłka;
Swąd nie ustaje, ba! raczej się nasila.
Siostra Babuni zagląda – smutna chwilka:
W pielusze dowód. . . – Lecz on czół im nie schyla!

  1. „okiem kolę” – za zwrotem „choć oko wykol”.
  2. Możliwe, że się „dezynfekował wewnętrznie”, bo rzecz w czasie epidemii koronawirusa z Wuhan (COVID-19).


Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.