FANDOM


Rozdział XVI Gdy śpiący się zbudzi
Rozdział XVII
Herbert George Wells
Rozdział XVIII
Uwaga! Tekst wydano w latach 1901-1902. i jego słownictwo pochodzi z tamtej epoki. Proszę nie nanosić poprawek!


Rozdział XVII.

TRZY DNI.

W jednym z pokojów znajdujących się pod stacyami aeronautycznemi, czekał na Grahama Lincoln. Pragnął dowiedzieć się jak najrychlej o przebiegu podróży nadpowietrznej. Graham pełen zapału zawołał:

— Musze się nauczyć latać! Musze to opanować. Żal mi wszystkich tych biedaków, którzy już umarli i tego nie widzieli. Jakżeż miło bujać w powietrzu! To było najcudowniejsze doświadczenie pod słońcem.

— Znajdzie pan więcej w naszych czasach tych cudownych doświadczeń — rzekł Lincoln. Nie wiem, co pan zechcesz teraz robić. Mamy pewien rodzaj muzyki, który może wydać się panu czemś nowem.

— Na teraz — rzekł Graham — chciałbym tylko latać. Pozwólcie mi nauczyć się tego lepiej. Wasz aeronauta mówi, że są jakieś przeszkody w udzielaniu mi lekcyj aeronautyki.

— Zdaje mi się, że istotnie są — rzekł Lincoln. Lecz dla pana... Gdybyś pan zechciał tem się zajmować, możesz już jutro otrzymać godność zaprzysiężonego aeronauty.

Graham gorąco tego zapragnął i począł żywo rozprawiać o doznanych wrażeniach. Nagle zapytał:

— A co się tyczy spraw publicznych, czy jest co nowego?

Lincoln zbył go wymówką:

— Ostrog opowie panu wszystko jutro. Wszystko się dobrze składa. Wprawdzie rewolucya obecnie na całym świecie, nic więc dziwnego, że starcia tu i ówdzie są nieuniknione; lecz z drugiej strony rządy pana są zapewnione. Może pan być spokojny. Ostrog czuwa nad wszystkiem.

— Czy mógłbym już teraz, odrazu, zanim pójdę spać, zostać zaprzysiężonym aeronauta, jak pan powiada? — zapytał Graham — i począł niecierpliwie chodzić po pokoju. — W takim razie zaraz rano mógłbym się zabrać do nauki...

— To możliwe — rzekł Lincoln — i zamyślił się głęboko. Zupełnie możliwie. Stanie się to natychmiast. — Zaśmiał się. — Przyszedłem tu, żeby poddać myśl jakiej rozrywki, ale widzę, że już pan sam ją znalazł. Zatelefonuje stąd do urzędów aeronautycznych, a tymczasem wrócimy do pańskich apartamentów. Zanim pan skończy obiad, aeronauci przybędą. A może pan chce jeszcze przed obiadem?

— Owszem — rzekł Graham.

— Wprawdzie przygotowaliśmy balet, a tanecznice są z teatru na Capri...

— Nie znoszę baletów — rzekł Graham krótko. — Nigdy nie mogłem ich ścierpieć. Nie chcę. Mieliśmy dość tańców za dawnych czasów. Były już w starożytnym Egipcie. Lecz latanie...

— Prawda — rzekł Lincoln — jakkolwiek nasi tancerze...

— Mogą zaczekać — rzekł Graham — mogą zaczekać. Nie mam w sobie krwi romańskiej, by mnie taniec napawał. Mam zresztą jeszcze wiele pytań do zadania waszym aeronautom. Wszystko wre we mnie teraz. Nic mi po waszych rozrywkach.

— Świat stoi panu otworem — rzekł Lincoln — wszystko, czego zapragniesz, jest twojem.

Asano zjawił się we drzwiach. Pod osłoną silnej straży wrócili znowu do apartamentów Grahama. Liczniejsze jeszcze tłumy zebrały się, żeby go zobaczyć powracającego z podróży, zadając wśród okrzyków i śmiechów mnóstwo pytań Lincolnowi i pochłaniając jego odpowiedzi.

Z początku Graham odpowiadał na okrzyki i śmiechy tłumu przyjaznem skinieniem, lecz Lincoln zwrócił jego uwagę, że takie uznawanie czci tłumów jest dla władcy nie na miejscu.

Skoro tylko przybyli do apartamentów, Asano poszedł po kinematograficzne zdjęcia najrozmaitszych maszyn XXII wieku, a Lincoln postarał się o zamówienia Grahama w sprawie modelów, które miały wyjaśnić rozwój technik w ciągu ostatnich dwóch wieków. Przyrządy telegraficzne, służące do szybkiego porozumiewania się, tak dalece pociągały władcę, że obiad, podany przez zachwycająco zgrabne dziewczęta, stał przez długi czas nietknięty. Zwyczaj palenia tytoniu niemal zupełnie zaginął, lecz gdy Graham zażądał tego przysmaku, natychmiast zatelegrafowano do Florydy i w tej samej chwili nadeszło kilka wyśmienitych cygar za pośrednictwem depeszy pneumatycznej. Potem przybyli aeronauci i inżynierowie z całym nawałem cudów technicznych. Oczywiście wszystkie te przyrządy i maszyny były teraz Grahamowi milsze nad najcudniejsze bajadery.

— Byliśmy barbarzyńcami powtarzał nieustannie — byliśmy barbarzyńcami. Żyliśmy w epoce kamiennej — w porównaniu z tem wszystkiem...

Przybyli jeszcze tak zwani „praktyczni psychologowie“, obładowani bardzo zajmującymi przyrządami, świadczącymi o postępie hypnotyzmu. Zauważył, że imiona Milne Bramwella, Fechnera, Liébaulta, William Jamesa, Meyersa i Gurneya miały u tych ludzi wagę tak wielka, że współcześni im bardzo byliby zdziwieni tą sławą.

Przyrządy te psychologiczno - hypnotyczne były teraz w powszechnem użyciu, zastępując w znacznej mierze rozmaite leki, środki antyseptyczne i znieczulające; przedewszystkiem jednak znakomicie działały w razie potrzeby umysłowego skupienia. W tym kierunku dokonał się prawdziwy przewrót. Cuda mesmerystów, które były przedmiotem podziwu za czasów Grahama, teraz były drobnostką, dostępną dla każdego, kto mógł zapłacić sobie zręcznego hypnotyzera.

Wskutek tych wynalazków już oddawna zanikły dawne metody egzaminowania w systemach wychowawczych. Zamiast mozolnych lat pracy, kandydaci przechodzili kilka hypnotycznych transów, a podczas tych transów nabywali wiedzę olbrzymią, tak, że mogli odpowiadać na wszelkie możliwe pytania. Szczególnie w matematyce postępowanie takie okazało się korzystnem. Prócz tego używali transu hypnotycznego szachiści, bilardziści i rozmaici sztukmistrze, którzy mieli olbrzymie pole do popisywania się. W istocie też wszelka praca umysłowa ujęta była w pewną, ściśle określona regułę tak, że ludzie wolni byli teraz od fantastycznych wędrówek po krainie myśli i od wszelkich wzruszeń a mimo to doprowadzili do niebywałego stopnia doskonałości. Małe dzieci, pochodzące z warstw roboczych, od najwcześniejszych lat musiały poddawać się snom hypnotycznym, które czyniły z nich raz na zawsze posłuszne „machiny“ i uwalniały od żmudnych i niszczących je marzeń młodzieńczych. Wychowańcy zakładów aeronautycznych, którzy podlegali zawrotom, pozbywali się swej słabości na tej samej drodze. Na każdej ulicy stali gotowi hypnotyzerzy i wrażali w umysły całe „tablice wiedzy i umiejętności“. Gdy ktoś zechciał zapamiętać jakąś nazwę, szereg cyfr, piosnkę lub mowę jakąkolwiek, poddawał się działaniu hypnotycznemu; co najdziwniejsza, naodwrót można było zatrzeć pamięć rzeczy niemiłych, wykorzenić nawyczkę, stłumić na zawsze żądzę i namiętność — jednem słowem rozpowszechnił się rodzaj psychicznej chirurgii, która wycinała niejako z umysłu pamięć wszelkich niegodnych czynów. W podobny również sposób zakochane wdowy zapominały o zmarłych mężach, nieszczęśliwi kochankowie wyswobadzali się z niewoli uczuć. Psychologowie objaśniali swoją sztukę zdumiewającemi doświadczeniami, ku czemu służyły im niesłychane sztuczki pamięciowe małych, wybladłych dzieci w niebieskich ubraniach.

Graham jednak, na wzór większej części ludzi swojej epoki, nie ufał hypnotyzmowi, gdyż w przeciwnym razie dawno już byłby się pozbył wielu przykrych myśli i kłopotów. Tymczasem wolał codziennie spędzać kilka godzin na żeglowaniu po niezmierzonych przestworzach. Te ćwiczenia darzyły go potem pokrzepiającym snem, tak, że z każdym dniem czuł się zdrowszym i swobodniejszym. Dawny pewien anemiczny stan odrętwienia opuścił go już niemal zupełnie.

Ilekroć opuszczał stacye aeronautyczną, Lincoln zawsze się zjawiał i myślał tylko nad wyszukaniem nowych rozrywek dla władcy. Popołudniu odbywał Graham zazwyczaj przez godzinę cercle. Na zebraniach tych szczególnie zajęła go rudowłosa córka dyrektora Europejskich Towarzystw hodowli bydła. Następnego dnia po obiedzie zapoznał się z jedną z tanecznic i ze zdumieniem poznał, że ma do czynienia z prawdziwą tego rodzaju artystką. Na trzeci dzień Lincoln podsunął myśl, aby władca zwiedził Miasto Rozkoszy, lecz Graham odmówił. Wystarczał mu Londyn, który też bardzo mu się podobał; szczególną rozkosz sprawiało mu rozpoznawanie dawnych, znanych sobie miejsc.

— Tu, albo sto stóp niżej — mógł sobie mówić — zwykłem był jadać obiady za czasów uniwersyteckich. Często wystawałem tu całemi godzinami i patrzyłem w niebo, rozpięte ponad lasem kominów i anim myślał, że będę kiedyś latał w powietrzu na kilkaset yardów ponad tem wszystkiem.

W ciągu tych trzech dni Graham tak był zajęty temi rozrywkami właściwie, że mało zwracał uwagi na wielkie zdarzenia polityczne. W otoczeniu jego niewiele o nich mówiono. Codziennie przychodził Ostrog i ogólnikowo zdawał mu sprawę o ustaleniu się jego władzy, o „drobnych zamieszkach“ w tem lub owem mieście, o „nieznacznych rozruchach“ w tamtem i t. d. Odtąd już nie słyszał znanej pieśni buntu, nie wiedział bowiem, że zakazano ją śpiewać w granicach miasta.

Tymczasem, mimo żywego zajęcia, jakie budziła w nim rudowłosa córka dyrektora Europejskich Towarzystw hodowli bydła, a może właśnie wskutek tego, przypomniał sobie ową dziewczynę, Helenę Wolton, która tak dziwnie doń przemówiła na zebraniu u naczelnika Zakładu wentylatorów. Wrażenie, jakie na nim sprawiła, było zbyt głębokie, by nie pragnął jej widzieć. I teraz właśnie stanęła mu, jak żywa, przed oczyma. Zastanawiał się nad znaczeniem tych jej napół zapomnianych, urywanych zdań. Piękność jej i ten namiętny niemal wyraz twarzy stanął mu żywo przed oczyma. Pragnął ją widzieć, lecz nie ujrzał jej wcale przez pierwsze trzy dni.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.