FANDOM


Rozdział I Gdy śpiący się zbudzi
Rozdział II
Herbert George Wells
Rozdział III
Uwaga! Tekst wydano w latach 1901-1902. i jego słownictwo pochodzi z tamtej epoki. Proszę nie nanosić poprawek!


Rozdział II.

TRANS.

Stan kataleptycznego odrętwienia, w który popadł ów człowiek, trwał przez czas dotąd niesłychany w medycynie, a potem przeszedł powoli w stan zwiędnienia. Chory przybrał wygląd, wyrażający głęboki spoczynek.

Przeniesiono go do szpitala w Boscastle, a z szpitala po kilku tygodniach do Londynu. Lecz ciągle jeszcze wszelkie wysiłki ożywienia go były bezskuteczne. Po jakimś czasie, dla przyczyn, które później się odsłonią, zaprzestano tych usiłowań. Przez bardzo długi czas leżał w tym dziwnym stanie, nieruchomo i cicho, ani martwy, ani żywy. Ciemności, w jakiej był pogrążony, nie przerywał żaden promień myśli lub wrażenia, była to bezsenna nieruchomość, rozległy przestwór spokoju. Rozgwar jego myśli nabrzmiał i wzniósł się za urwiste stopnie milczenia. Gdzie ten człowiek był? Gdzie przebywa każdy inny człowiek, gdy ogarnie go znieczulenie?

»Zdaje się, jakby to wczoraj było dopiero«, rzekł Isbister. »Pamiętam wszystko, jak gdyby się to wczoraj zdarzyło — jaśniej może widzę, aniżeli gdyby się istotnie było zdarzyło wczoraj«.

Był to Isbister z ostatniego rozdziału, lecz nie był już młodym człowiekiem. Włosy, dawniej ciemne i nieco przydługie, na sposób wówczas modny, były teraz szpakowate i strzyżone tuż przy skórze, a twarz, dawniej rumiana i biała, była żółta i czerwona. Nosił ostro zakończoną brodę, przetykaną siwymi włosami. Mówił do starszego pana, który nosił letnie ubranie z cienkiego płótna (lato tego roku niezwykle było skwarne). Był to Warning, adwokat z Londynu, najbliższy krewny Grahama, owego obcego, który popadł w trans. I obaj mężczyźni stali obok siebie w pokoju jakiegoś domu londyńskiego i patrzyli na leżącą postać.

Była to postać żółta, leżąca bezkształtnie na łóżku lazaretowem i ubrana w powiewną koszulę, postać o twarzy zmarszczonej, zarosłej gęstą brodą, o chudych członkach i wydłużonych paznogciach, a naokoło niej znajdował się klosz z cienkiego szkła. Zdawało się, jakoby to szkło odgraniczało śpiącego od rzeczywistego życia; był czemś odrębnem, obcem, jakby odosobnioną nieprawidłowością. Obaj mężczyźni stali tuż przy kloszu, zaglądając do wnętrza.

»Sprawa ta wstrząsnęła mną na wskroś«, rzekł Isbister. »Nawet teraz, gdy pomyślę o jego białych oczach, czuję coś w rodzaju zagadkowego zdumienia. Wie pan, były białe, całkiem otwarte«.

»I od tego czasu nie widział go pan nigdy?« zapytał Warning.

»Nieraz chciałem zajść«, rzekł Isbister, »lecz interesa są dziś zbyt poważną rzeczą, żeby módz pozwolić sobie na zbytnie świętowanie. Przebywałem w Ameryce«.

»Jeżeli mię pamięć nie zwodzi, był pan artystą«, rzekł Warning.

»Byłem. A potem ożeniłem się. Spostrzegłem, że niedaleko wiedzie ołówek — przynajmniej miernego człowieka, no i przerzuciłem się na pole techniki«.

»To dziwny stan«, rzekł Warning.

»Jest to rodzaj zupełnej nieprzytomności«, rzekł Isbister. »Jest to ciało, lecz puste. Wcale nie martwe, a nie żywe. To tak, jak krzesło wolne, oznaczone słowem »zajęte«. Ani czucia, ani trawienia, ani bicia serca, ani oddechu. W pewnem znaczeniu jest to większa martwość od śmierci, lekarze mówią, że nawet włosy róść przestały. Otóż w razie właściwej śmierci włosy dalej rosną«.

»Wiem«, rzekł Warning z odcieniem przykrości w wyrazie twarzy.

Znowu zajrzeli przez szkło. Graham istotnie był w dziwnym stanie, w tej fazie transu, w której zupełne następuje omdlenie, a był to trans dotychczas w historyi medycyny nieznany. Dawniej transe trwały mniej więcej rok — lecz po tym czasie następowało zawsze zbudzenie albo śmierć, czasem najpierw jedno, potem drugie. Isbister zauważył znaki, które porobili lekarze przy wsączaniu pokarmu, albowiem do tego ucieczono się środka, dla zapobieżenia śmierci; wskazał je Warningowi.

»I podczas, kiedy on tu tak leżał«, rzekł Isbister z zadowoleniem człowieka, który swobodnie przepędził życie, »ja zmieniłem swoje plany życia; ożeniłem się, dom założyłem, mój syn najstarszy — wówczas nie zacząłem nawet jeszcze myśleć o synach — jest obywatelem amerykańskim i wkrótce porzuci instytut Harvarda. Jest trochę siwych włosów na mej głowie«.

Warning odwrócił się. »I ja się postarzałem. Grałem z nim w kricket’a, kiedy jeszcze byłem chłopcem. A on wygląda ciągle młodo. Nieco żółty, lecz to jest niemniej młody człowiek«.

»Sądziłem«, rzekł Isbister po chwili, »że on miał jakiś majątek?«

»Tak jest«, rzekł Warning. »Rzeczy tak się złożyły, że ja się nim opiekuję«.

»Ah!« pomyślał Isbister, zawahał się i przemówił: »Bez wątpienia — utrzymanie jego nie jest kosztowne, bezwątpienia powiększył się?«

»Tak. Zbudzi się o wiele zamożniejszym — jeżeli się zbudzi — niż był przed zaśnięciem«.

»Nic dziwnego, że myśl ta odrazu mnie nawiedziła, skoro jestem kupcem«, rzekł Isbister. »Istotnie nieraz myślałem, że, mówiąc oczywiście po kupiecku, sen ten może być bardzo dla niego korzystny. I że wie dobrze, w jakim celu na tak długo popadł w znieczulenie. Gdyby był nadal żył w zwykły sposób« —

»Wątpię, czyby tak wiele nad tem się zastanawiał«, rzekł Warning. »Nie był człowiekiem przewidującym«.

»Byłem w stosunku do niego poniekąd opiekunem. Pan zapewne dość widział spraw, aby módz rozpoznać, że czasami pewne starcie... Lecz gdyby nawet tak było, wątpliwem jest, czy kiedykolwiek się jeszcze zbudzi. Ten sen wyczerpuje zwolna, lecz wyczerpuje. Widocznie zsuwa się pomału, bardzo pomału i mozolnie po długiej spadzistości; czy mnie pan rozumie?«

»Szkoda, że nie zobaczymy jego zdumienia. Nastało mnóstwo zmian przez te 20 lat. To jakby utopia Rip van Winkle’a się urzeczywistniła«.

»Albo Bellamy’ego, rzekł Warning. »Nastąpiło istotnie mnóstwo zmian. A między innemi i ja się zmieniłem. Jestem starcem«.

»Miałem czterdzieści trzy lata, kiedy jego bankierzy — pan przypominasz sobie, żeś telegrafował do jego bankierów — posłali po mnie«.

»Dowiedziałem się o ich adresie z książeczki czekowej, którą znalazłem u niego w kieszeni«, rzekł Isbister.

»Może jeszcze żyć w ten sposób całe lata«, rzekł i zawahał się na chwilę.

»Musimy to wziąć w rachubę. Sprawy jego, mogą, jak pan wie, wpaść kiedyś w inne ręce«.

»Proszę mi wierzyć, panie Isbister, że jest to problem, który ciągle stoi mi przed oczyma. Jest to położenie dziwaczne, jakiego nikt dotychczas nie widział«.

»Istotnie«, rzekł Isbister, »jestto przypadek publicznej kurateli, gdyby tylko istniał taki urząd.«

»Mnie się zdaje, że to przypadek, w którym rolę moją obejmuje instytucya publiczna, jakiś w rzeczywistości nie umierający opiekun. Bo może on naprawdę dalej żyć będzie jak sądzą niektórzy z pośród lekarzy. Faktem atoli jest, że w tej sprawie byłem już u jednego czy dwóch mężów publicznych.«

»Nie byłoby złym pomysłem oddać go w ręce jakiejś publicznej instytucyi — np. kuratoryum Muzeum brytyjskiego, lub Królewskiemu towarzystwu lekarskiemu. Brzmi to nieco komicznie, oczywiście, lecz cała sytuacya jest dziwaczna«.

»Trudność w tem, że nie dadzą się nakłonić i nie zechcą go zabrać«.

»Ciekawa istotnie sprawa«, rzekł Isbister. »A składane odsetki rosną ciągle«.

»Tak«, rzekł Warning.

»Czy zauważył pan pomięty zupełnie wyraz jego nosa, i sposób, w jaki zapadają mu się powieki?«

Warning spojrzał i pomyślał chwilę. »Wątpię, czy się zbudzi«, rzekł w końcu.

»Nigdy nie mogłem właściwie zrozumieć, co sprowadziło nań ten stan. Mówił mi coś nieco o przepracowaniu«.

»Był to człowiek bardzo uzdolniony, lecz nadmiernie wrażliwy. Miał ciężkie kłopoty domowe, rozwiódł się z żoną, i sądzę, że jął się polityki, tej szalonej, żeby zapomnieć o nieszczęściach. Był fanatycznym Radykałem — Socyalistą — albo też typowym Liberałem, jak zwykli nazywać się zwolennicy postępowej szkoły. Energiczny, zwinny, nieokiełzany. Przepracował się w jakiejś polemice, i stąd to przyszło. Pamiętam broszurę, którą napisał — ciekawy płód. Dziki, pogmatwany. Były tam proroctwa, jedno czy dwa. Niektóre z nich już się rozwiały, niektóre są już uznaną rzeczywistością. Lecz co do przeważnej części dziełka jestem tego zdania, że czytając takie tezy, można przekonać się, jak pełno jest na świecie nieprzewidzianych rzeczy. Dużo przyjdzie mu nauczyć się i wiele oduczyć, jeżeli się zbudzi«.

»Wielebym dał, żeby żyć wówczas«, rzekł Isbister, »żeby tylko słyszeć, co on na to wszystko powie«.

»I jabym tego pragnął«, rzekł Warning. »Lecz ja tego nie zobaczę«.

Stał w zamyśleniu i patrzał na woskową postać. »On nigdy się nie przebudzi«, rzekł w końcu. Westchnął.

»Nigdy się już nie przebudzi«.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.