FANDOM



Pieśń miodu Elegia • Wiersz ze zbioru Książka wierszy • Federico García Lorca • przeł. Azahar Santiago
Pieśń miodu Elegia
Wiersz ze zbioru Książka wierszy
Federico García Lorcaprzeł. Azahar
Santiago

Elegia

(tytuł oryginału - hiszp. "Elegia")

(Grudzień 1918, Granada)


Niczym kadzielnica przesycona pragnieniem
spędzasz to jasne, świetliste popołudnie;
twoja skóra jest podobna do więdnących nardów,
moc twej płci odsłania głębokie spojrzenie.

W twoich ustach niesiesz tęskną melancholię
czystości umarłej, w dionizyjskim pucharze
twego brzucha pająk ukryty, nić snuje
by wnętrze bezpłodne już zakryć na zawsze;
nigdy nie zakwitną w nim te żywe róże -
owoc pocałunków.

                 W twoich dłoniach białych
unosisz marzeń przędzę delikatną,
umarłych na zawsze, a w twej duszy głębi
pocałunków ognistych wygłodniałą pasję
i miłości matki, śniącej o dalekich
kołyskach, w domu pełnym spokoju, kiedy
jej usta błękit kołysanki tkają.

Niczym Ceres oddałabyś twe złote kłosy,
gdyby miłość tknęła twe uśpione ciało,
niczym Maria Dziewica z twoich piersi rychło
mogłaby wytrysnąć druga Droga Mleczna.

Jak magnolia zwiędniesz.
Nikt twych ud gorących nie będzie całował.
Ni twej gęstej grzywy już nie dotkną palce,
aby móc w niej zagrać
jak na strunach harfy.

O, kobieto, która masz moc hebanu i nardu!
Której oddech posiada biel samych jaśminów.
Istna Venus z Manili, która smakowała
dźwięczącej gitary i z Malagi wina.

O, czarny łąbedziu, którego jezioro
ma lotos saety i pomarańcz fale,
pianę z czerwonych goździków, pachnących
gniazd wyschniętych wonią, co w dali zostały.

Nikt cię nie zapłodni, andaluzyjska Męczennico,
winny być twe pocałunki pod winoroślami,
pełne ciszy, którą noc czarna posiada,
i zmącone rytmy zarośniętych stawów.

Cienie twoich oczu wciaż się powiększają
twoje czarne loki okrywają srebrem;
garbią się twe plecy, smukłe tak niedawno,
piersi swój aromat rozsiewają jeszcze.

Ach, kobieto gibka, matczyna, gorąca!
Dziewico Boleści, w której piersi wszystkie
gwiazdy nieb głębokich wbite pozostają,
i twe serce nie ma już nadziei żadnej.

Owej Andaluzji ty jesteś zwierciadłem,
która wielkie pasje cierpi, ale milczy,
męki unoszonej przez wietrzyk z wachlarzy,
przez związane ciasno na gardłach mantylki.
W nich jest śniegu drżenie i krwi źródło istne,
rany poprzez spojrzeń pazury zadane.

Przez jesienną mgłę przechodzisz, dziewicza,
jak Ines, Cecylia i jak Klara słodka,
będąc jak bachantka, która mogła tańczyć,
z winorośli wieniec niosąc na swej głowie.

Przeraźliwy smutek, co z twych oczu płynie,
mówi nam o życiu rozbitym, o klęsce,
o domostwa twego biednej monotonii,
gdy na ludzi patrzysz tylko z twego okna.
Kiedy słuchasz deszczu, jak na gorycz pada
stareńkiej i biednej uliczki w miasteczku,
kiedy gdzieś z daleka dzwonów dźwięki płyną,
zawsze niewyraźne, stłumione, odległe.

Ale ty na próżno w wiatr się wsłuchiwałaś,
nigdy serenada twych uszu nie sięgła.
I zza szyby jeszcze, spragniona, wyglądasz.
A jakiżże smutek w duszy ci się gnieździ:
czując, że w twej piersi zmęczonej, wyschniętej,
jest uczucie młódki zakochanej właśnie!

Twe ciało złożą do grobu,
uczuciem nie dotykane.
Na ciemnej ziemi wyrośnie
jak pąk, nowy poranek.
Z twych oczu goździki wzejdą, w krwistej czerwieni,
z piersi twej różyczki, o płatkach barwy śniegu.
Lecz twój smutek ogromny odejdzie hen, ku gwiazdom,
niczym gwiazda inna, co zdoła je zranić i zaćmić.




Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.