FANDOM


W którym się opisuje, co przytrafiło się Don Kichotowi z piękną, polującą księżniczką.

Nasi dwaj bohaterowie puścili się w drogę, smutnymi dręczeni myślami. Don Kichot marzył o miłości, Sancho pocieszał się po nieodżałowanej stracie pięćdziesięciu reali nadzieją, że zostanie kiedyś znakomitym hrabią wielkiego państwa i zaślubi damę honorową, powiernicę księżniczki. Często wszakże nasz biedny giermek będąc świadkiem niedołężnych złudzeń swego rycerskiego pana, tracił dobrą wiarę w jego szumne obietnice i czekał lada sposobności, aby rzucić awanturniczą służbę i pod rodzinną strzechą na łonie żony i dziatek zagrzebać swoją dostojność. Los przecież uparty zrządził inaczej.

Następnego dnia już nad wieczorem, przy końcu wielkiego lasu Don Kichot spostrzegł znaczny orszak myśliwych na koniach, którzy otaczali dokoła prześliczną damę, także wierzchem jadącą.

Dama siedziała na białym rumaku, którego zielony czaprak bogato złotem był zahaftowany, a suknie jej, myśliwskiego kroju, były także zielonego koloru, na ręku trzymała sokoła. Don Kichot, domyśliwszy się natychmiast, że owa piękność była królową zgromadzenia — rzecze do Sanchy:

— Mój synu, ruszaj no, pozdrów ode mnie tę księżniczkę i oświadcz, że Rycerz Lwa całuje ręce jej wielkości i poświęć ramię swoje na jej usługi, tylko pomnij, kochany Sancho, abyś, mówiąc do tak dostojnych uszu, nie mieszał ustawicznie do słów swoich niezliczonej liczby ordynarnych przysłów, które co chwila sypiesz jak z worka.

— O, to potrzebne mi ostrzeżenie! — odpowie junacko Sancho — czyż to po raz pierwszy dziś jestem posyłany do wielkiej damy?

— Oprócz poselstwa, które niosłeś ode mnie pani Dulcynei, nie pełniłeś nigdy tego rodzaju obowiązków — odpowie Don Kichot.

— Tak, to prawda — rzecze Sancho — ale kto chce psa uderzyć, to kij znajdzie, a z pełnej spiżarni i ludzie, i szczury się żywią, to ma znaczyć, że nie potrzebuję żadnych przestróg. Bogu dzięki, człowiek wszystko umie po trosze.

— To dobrze, Sancho — rzecze Don Kichot — ruszaj więc i niech cię Bóg prowadzi.

Sancho uderzył kilka razy burego i pośpieszył najszybszym oślim kłusem.

Stanąwszy wreszcie przed piękną damą, ukląkł na oba kolana i rzekł:

— Wysoka i ostateczna damo! Jeździec, którego widzicie za mną, zwany Rycerzem Lwa, jest moim panem, ja zaś mam zaszczyt być jego giermkiem i zowię się Sancho Pansa; Rycerz Lwa, który przed niedawnym jeszcze czasem Rycerza Posępnego Oblicza nosił miano, przysyła mnie do waszej wielkości, z prośbą o pozwolenie przedstawienia się osobiście na jej wielkim dworze i ofiarowania usług swoich na rozkazy waszej prześliczności.

— W samej rzeczy, przewyborny giermku — odpowie dama — wypełniłeś poselstwo swoje z całą zręcznością i dystynkcją — podnieś się, proszę cię, nie przystoi giermkowi tak sławnego rycerza pozostawać dłużej w tak niewygodnej pozycji. Powstań więc, kochany przyjacielu, i powiedz swojemu panu, że książę i ja poczytamy sobie za zaszczyt i rozkosz najwyższą, jeżeli dzielny Rycerz Posępnego Oblicza pod naszym dachem przepędzi czas jakiś.

Sancho, zachwycony uprzejmością pięknej księżnej, powstał i zabierał się odnieść pomyślną odpowiedź oczekującemu na niego panu, a gdy już miał odjeżdżać, księżna dodała jeszcze:

— Proszę cię, panie, racz mnie oświecić, czy pan twój nie jest tym samym, o którym wspomina historia jako o znakomitym rycerzu, Don Kichocie z Manchy?

— On to jest właśnie, dostojna pani — odpowie Sancho — a giermkiem jego Sancho Pansa, o którym zapewne wspomina także historia, jestem ja, do usług waszej wysokości, jeżeli tylko z niedźwiedzia nie zrobili muchy, to jest chcę powiedzieć, za pozwoleniem waszej wysokości, jeżeli nie chybiono mojego portretu w owej historii.

— Zachwyca mnie to wszystko — rzecze księżna — jedź więc, drogi przyjacielu Panso, i powiedz swojemu panu, że dzień przybycia jego w dom nasz zaliczymy do najszczęśliwszych w życiu.

Z tak pomyślną odpowiedzią uradowany Sancho powrócił do pana i opowiedział wszystko, wychwalając pod niebiosa dobroć i grzeczność księżnej.

Don Kichot ucieszony pierwszym powodzeniem, poprawił się wdzięcznie na siodle, umocnił się w strzemionach, podniósł zalotnie przyłbicę szyszaka i podniecając ostrogą leniwy zapał Rosynanta, pojechał ucałować rękę księżnej, która, po oddaleniu Sanchy, uwiadomiła księcia o tym, co zaszło; zgodzili się więc oboje, znając już przeszłość naszych awanturników, traktować ich we właściwy sposób, zachowując wszystkie zwyczaje błędnego rycerstwa.

Don Kichot przybył z podniesioną przyłbicą i zamierzał zsiąść z konia. Sancho chciał przytrzymać strzemię rycerzowi, lecz zaplątawszy się w postronkach, które mu miejsce strzemienia zastępowały, przechylił się i głową na dół zawisł przy boku osiołka.

Nasz bohater, sądząc, że Sancho trzyma jego strzemię, podniósł jego nogę i razem ze słabo umocowanym siodłem upadł pod nogi Rosynanta.

Strzelcy, z rozkazu księcia, przybiegli panu i giermkowi ku pomocy. Don Kichot, zawstydzony, kulejąc troszkę, szedł przyklęknąć na jedno kolano przed dostojną parą, lecz książę nie pozwolił na to, skoczył szybko z konia i uściskawszy Don Kichota, rzecze:

— Smuci mnie to, panie Rycerzu Posępnego Oblicza, że pierwszy krok waszej wielmożności na mojej ziemi, naznaczony został niepowodzeniem, lecz niedbalstwo giermków często sprawia podobne wypadki.

— Szczęście, którego doznaję na twój widok, o wielki książę, tak mnie zachwyca, że i najsroższym okupiłbym je cierpieniem. Mój przeklęty giermek w istocie lepiej włada językiem, miotając różne grubiaństwa, niż powoduje rumakiem, lecz w jakimkolwiek położeniu, stojąc lub leżąc, pieszo lub konno, oddany jestem zupełnie na usługi wasze i dostojnej księżniczki, która w całym świecie godna być królową piękności i wdzięku.

— Ach, na Boga! przestań pochlebiać, rycerzu z Manchy — rzecze książę — wiemy obydwaj dokładnie, że dopóki pani Dulcynea z Toboso żyć będzie, póty niepodobna chwalić wdzięków i piękności innej kobiety.

Sancho Pansa nie czekał odpowiedzi Don Kichota, lecz przerywając mowę księciu, rzecze:

— Niepodobna zaprzeczyć wielkiej piękności Pani Dulcynei z Toboso, lecz nie wszyscy znają drogę do Rzymu. Słyszałem raz dobrego kaznodzieję który utrzymywał, że natura podobna jest do zduna, robiącego garnki z gliny, co ma znaczyć, że jeżeli zdun potrafi jeden garnek piękny zrobić, zdolny jest uczynić sto podobnych równej doskonałości, dlatego też księżna może być równie piękną, jak pani Dulcynea.

Don Kichot zwrócił się do księżnej i rzekł:

— Niech wasza wielkość wierzyć mi raczy, że żaden z błędnych rycerzy nie miał giermka większego gaduły i głupca, jak ten, który w moich pozostaje usługach.

— Nic nie szkodzi — rzecze księżna — to dowodzi tylko, że Sancho Pansa posiada dowcip, który nie jest udziałem pospolitych umysłów. Lecz nie traćmy czasu, jedźmy, a wielki Rycerz Posępnego Oblicza niech raczy zaszczycić nas swoim towarzystwem.

— Mój pan teraz nazywa się Rycerzem Lwa — rzecze Sancho — już zapomnieliśmy dawno o Rycerzu Posępnego Oblicza.

— Niech i tak będzie! — rzecze książę — niech więc Rycerz Lwa raczy towarzyszyć nam do zamku, a przyjmiemy go, jak wszystkich błędnych rycerzy, którzy zaszczycają nas niekiedy swoją obecnością.

Wszyscy dosiedli koni i wyruszono w drogę.

Don Kichot i książę jechali po obu stronach księżnej, która prócz tego rozkazała Sanchy jechać za sobą, bawiąc się niezmiernie naiwną jego rozmową.

Nasz giermek nie dał się prosić wcale i rozgadał się tak pociesznie, że książę i księżna nie mogli dosyć nadziękować się losowi za obdarowanie ich spotkaniem dwóch tak dziwacznych ludzi.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.