FANDOM



Do Krakowa (podróż) • Wiersz • Marcin Tarnowski
Do Krakowa (podróż)
Wiersz
Marcin Tarnowski

Jazda – jeszcze mrok,
Słońce kolumną
Wstaje pośród mgieł,
Drogami co krok
Opary suną.
Lecz jakiż ich cel?
Nie mniej jak żywe –
Zwierzem się zdały
Gnanym? gnającym?
Dziwne? Jak mściwe
Chmur białe wały
Przede mną nieśmiałym.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Mróz zważył tafle
Tak się mieniące
Jeszcze jesienią,
Zwisają sople
Deszczu płynące,
Lecz słońcem nie lśnią.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Wzgórza brodate
Lasami, (może
To głów czupryny?)
Jadę nie latem –
Fal sinych morze
Barwi wyżyny.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Szlak – gorzkie żale:
Puste ócz doły –
Dykty przepaski,
Ust furty stale
Płotu wzbroniły
Ogród bezpański!
Gdzież Profesory?
Minął namiot wróżb,
Szkoła przepadła,
Remontu pozory,
Wyjrzyjmy zza prób –
Nicość dopadła!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .


28 listopada 2018




Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.