FANDOM



Wiatr • Wiersz • Oskar Miłosz • przeł. Bronisława Ostrowska
Wiatr
Wiersz
Oskar Miłoszprzeł. Bronisława Ostrowska


We dnie śpisz w grocie cichej, głębokiej, jak w grobie,
Który broni Arachna przed skier słońca zgrają.
Dziwne wspomnienia ciebie we śnie nawiedzają,
Bowiem całego świata przeszłość — nosisz w sobie.
 
Lecz, kiedy zmierzch rozszerza zgasłe horyzonty,
Widzę, jak się powoli podnosisz z posłania,
I jak z palcem na ustach, co mówić zabrania,
Prześlizgasz się przez mroczne twej groty zakąty.
 
I na omszałym progu w tej bladej godzinie
Łowisz ostatnie życia odruchy i głosy.
Lecz wszystko śpi na ziemi i widzisz jedynie,
Jak zadumany księżyc błąka się przez rosy.
 
Ja także czuwam, ale ukryłem się w cieniu
Płaczącej, cichej wierzby i w trawie głębokiej,
I nie wiesz, że cię bada me baczne spojrzenie
I że idzie za twymi tajemnymi kroki.
 
Opuszczasz twe schronienie. Mimo żem jest senny,
Pójdę dzisiaj twą drogą po wilgotnym żlebie:
W głęboki bór, nad źródła o twarzy promiennej
I między groby, — bowiem, ciszo, kocham ciebie.
 
Znam wprawdzie domy ludzkie pełne słodkich głosów,
Lecz dzisiaj ton najczulszy byłby mi natrętny:
Ku starych borów głębi kojącej i smętnej
Wiedzie mię sen księżyca śród mglistych niebiosów.

Nie nienawidzą przeto biednych głosów ludzi:
Rozdzierająca skarga miłości, czy lęków
W nocy mojego serca senne echo budzi
I poi mię harmonją swych dalekich jęków.
 
Nie, słodka ciszo! Nie mam żadnej nienawiści
Do głosów, co samotni mej gorzkiej nie ranią;
To, co doczesnem we mnie fest i tu się iści
Tęskni czasem za ludźmi, jak łatwą przystanią.
 
Znałem wielkich i znałem mądrych. I tych znałem,
Co mię czci nauczyli dla Miłości boskiej, —
Lecz boję się wyrazu tej uległej troski,
Co wszystkie lica kala swem tchnieniem zuchwałem.
 
Po cóż ta troska, duszo, i to upodlenie !
Człowiek pokornej ziemi jest dan za mocarza,
Jest wolny i sam siebie bezustannie stwarza!
Niech strząśnie jarzmo męki, co go w niemoc żenię.
 
A ty, ciszo przyjazna, co w całej naturze:
Rozlewasz dzisiaj złoty balsam ukojenia,
Zaśnij w sercu, zmęczonem wiekami cierpienia,
Jako młody królewicz w głębokiej purpurze.
 
Połóż chłodną dłoń twoją na rozdartem łonie,
Krwawiącem od pocisków litości zwodniczej...
Zadumane twe światło niech skroń mi owionie:
Księżyca blask miłosny, słodki, tajemniczy.
 
Łagodnie go ukołysz do snu. Zasię potem
Wróć tutaj, na wierzchoły gór, dymiących w niebie:
Tu spięciem dłonie nasze radosnym splotem
I z melancholja wzajem zapatrzym się w siebie. —



Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.