FANDOM



Ciemność moja miła • Wiersz • Feanoro
Ciemność moja miła
Wiersz
Feanoro


Twój blask za dnia jakże jasny
Ten który nad syriuszem górę bierze
Ten twój jedyny, ten twój własny
Ten który widziałem, w który wierzę.
Inna gwiazda dziś go przyćmiewa
Taka jak ty lecz w zimie jaśniejsza
Ona teraz twą gwiazdę z nieba zwiewa
Nie wiem już która jest mi ważniejsza.
Wiesz przecież że nic nie trwa wiecznie
Tak gwiazdy gasną, dzień przemija
Przepraszam cię dzisiaj bardzo grzecznie
Ale pochód mych wierszy szybko się zwija.
I tak ty przygasłaś a ona w siłę rośnie
Jak co roku dzień wolno przegania
I znów mi w jej ramionach będzie mroźnie
Myśli o tobie mi ona z głowy wygania.
Wciąż pamiętam, nasz pierwszy raz
Gdy w jej ramionach, tak zimnych
Gdy pod jej oddechem kark mi marzł
Gdy usta jej czerwone spijają ślady ust twych.
Całun swój mroczny przed oczami mi rozkłada
W mroku widzę wszystko za jej udziałem
Miłość o brzasku nas do snu długiego układa
Że przyjdzie tak szybko, o tym nie myślałem.
Gdy ciebie kochać zaczynać było mi dane
Chwilę tę w mych snach widziałem
Rany mi wtedy wprost w serce zadane
Do dziś się goją z twoim udziałem.
Czekaj na mnie, wrócę na pewno
Ja zawsze wracałem o ile pamiętasz
Na rozstaniu powiem ci tylko jedno
Kocham cię, i miłość zaniosę na cmentarz.
Lecz dzisiaj się do innej odwrócę
A ty mi na to bez słowa pozwolisz!
Minie zima wtedy do ciebie powrócę
Jeśli ma na to tylko zezwolisz.
W nocy kochanka do mnie przyszła
Ust jej czerwonych żar mnie obudził
Pytać chciałem, z ust mych para jeno wyszła
Ciało me zimne jakbym się dopiero urodził.
Ubrane na czarno całe ciało było
Szepcząc ciepłe słowa, całowała
Szybko się zbędnych ubrań ciało pozbyło
Słowami miłość na twarzy mej wymalowała.
W oczy jej puste patrzeć się kocham
Dłonie jej delikatnie dotykać
Szyję jej piękną w parku żem całował
Patrząc wprost na nią, wady wyszukać.
Nie dało się, dziewczyna mi boginią
Głos jej gra jak Lutnia prastara
Żeby bóg nam dał spocząć pod jedną mogiłą
Nie jest to przecież żadna nocna mara.
Bom ją czuł, jej obecność przyjemną
Bom ją widział i tymi rękoma dotykał
Przecie chodziła po parku w nocy ze mną
Przecież do kolacji wino żem z nią łyknął.
Teraz ona mi natchnieniem, wybacz
Wrócę gdy zmierzch zimy nadejdzie
Zawsze wracałem na uwadze mieć to racz
Wrócę gdy moja miła z zimą odejdzie.
Lecz tak jest już od wieków z nami
Ona przychodzi, ja ją zaraz kocham
Ona odchodzi, lato znowu mamy
Płatkiem śniegu jej na pożegnanie macham.
Ostatni był to płatek jaki tylko znalazłem
Aby na opuszkach mych palców
W wodę się zamienił z wielkim żalem
Nie ma już lodowych kolców.
Kocham ją teraz tak jak ciebie
Lecz ona w silę rośnie, ty malejesz
Nie potrafię już rozpoznać siebie
W moich oczach smutniejesz.
Wierszyk chciałaś - napisałem
Miłość zimową moją nową
W tym wierszyku opisałem
Nic nie zdziałasz już swą mową.
Nie zobaczysz jej przenigdy
Ja ci w tym wcale nie pomogę
Nie przenikniesz cienia jej ułudy
Ona teraz jest i służy za opokę.
Na niej się podpieram gdy mi źle
Do niej uciekam w wieczór zimny
W jej otchłań patrzą oczy me
Świat od teraz będzie inny.
W tym świecie nowym, świecie innym
Miejsca mało, ledwie się my tam mieścimy
Ciebie tam szukał, znalazł w sercu mym
Lecz ona do mnie przyszła i tak razem tkwimy.
Bez światła, co nadzieję na barkach dźwiga
Bez nadziei co odwagę sercu dodaje
Bez twego blasku co w pamięci miga
Bez obrazu co twój wdzięk oddaje.
Szum morza nam dziś śpiewał
Ziemia pod nami miękką była
Wiatr jej włosy czarne rozwiewał
A zboża kupa nas przed światem kryła.
Gdy spacer ten w najlepsze trwał
Wtedy dróg rozstaje się pojawiło
Jeden twój, drugi do jej serca rwał
Wtedy to właśnie nad Edenem się ściemniło.

Księżyc jasny przez chmury zakryły
Gwiazdy na niebie nocnym co świeciły
Lecz domek znalazłem ukryty
Po szybach domu krople wielkie biły.
Wreszcie kraj się skończył, nie ma dalej nic
Wtedy ziemia zielone w żółte piaski się zmieniła
Rózga w jej ręku pięknym zmienia w czarny bicz
Przybyła do nas noc i tym biczem nas skarciła.
W kraj jej smutny szczęście wprowadziłem
Pustynie żółtą w trawę zieloną zamieniłem
Chmury czarne jak agat z nieba przepędziłem
Życie jej sługi, ciemności odmieniłem.
Gdy przyszła do mnie by me serce nękać
Ja przed jej pięknem ukłon złożyłem
Przed nią zacząłem jak przed tobą niegdyś, klękać
Miłość moją do ciebie ukryłem.
Głęboko w mym sercu leżysz ty
Kurzem pamięć o tobie obrasta
Kocham cię, obaj o tym pamiętajmy
A tymczasem jej potęga wzrasta.
Nasze ścieżki losem połączone
A czy jest więź większa niż przeznaczenie
Nasze serca przez bogów poświęcone
Teraz twoje imię traci swe znaczenie.
Nie oznacza ono już piękna i miłości
Lecz przeszłość, dawną i odległą
Powiem jeszcze słowo, ku ścisłości
Dla mnie jesteś ty już prawie poległą.
Tak jakbyś na wojenkę ruszać chciała
Tak ja teraz ciepło cię wspominam
Nawet nie chcę szukać twego ciała
Bo i wyglądu jego sobie nie przypominam.
Urywki jeno w mej pamięci się ostały
Po twej twarzy pięknej co odeszła w mrok
Ostanie całusy ptaki mi przysłały
Mówiąc że to był twój pożegnania krok.
Na koniec jedno porzekadło jeno powiem:
"ze wszystkich rzeczy wiecznych
Miłość trwa najkrócej."





Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.