FANDOM



Boska Komedia

Dante Alighieri

¤ ¤ ¤ ¤

przekł. Edward Porębowicz
William-Adolphe Bouguereau (1825-1905) - Dante And Virgil In Hell (1850)




Piekło

PIEŚŃ I

Inf. 01 Le tre fiere, Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Pieśń pierwsza jest alegorycznym wprowadzeniem do poematu. Zbłądziwszy w ciemnym lesie, Dante dociera do podnóża świetlanej góry, na którą bronią mu wstępu trzy dzikie zwierzęta: Pantera, Lew i Wilczyca. Zrozpaczonemu poecie ukazuje się Wergili i proponuje wspólną wędrówkę przez piekło i czyściec, zaznaczając, że po raju oprowadzi Dantego bardziej godna osoba.


1 W życia wędrówce, na połowie czasu,
Gustave Dore Inferno1

Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi,
W głębi ciemnego znalazłem się lasu.

4 Jak ciężko słowem opisać ten srogi

Bór, owe stromych puszcz pustynne dzicze,
Co mię dziś jeszcze nabawiają trwogi.

7 Gorzko — śmierć chyba większe zna gorycze;

Lecz dla korzyści, dobytych z przeprawy,
Opowiem lasu rzeczy tajemnicze.

10 Nie wiem, jak w one zaszedłem dzierżawy,

Bo mną owładła senność jakaś duża
W chwili, gdy drogi zaniechałem prawej.

13 Gdym jednak przybył do góry podnóża,

Którą zaparty owy wądół kona,
Stąd się, jak rzekłem, taki strach wynurza,

16 Podniósłszy głowę, widzę, a ramiona

Góry już swymi promieniami stroi
Gwiazda wodząca tuziemskie plemiona.

19 Więc się z widoku tego uspokoi

Przestrach, w jeziorze serca rozkiełzany
Przez noc bolesnej bezotuchy mojej.

22 A jak człek z morza na ląd ratowany

Z piersią dyszącą staje i z daleka
Oczyma jeszcze bada groźne piany,

25 Tak, było, duch mój, podczas gdy ucieka,

Pogląda za się na przebytą drogę,
Co nie przepuści żywego człowieka.

28 Więc gdy mdłe ciało odpoczynkiem wzmogę,

Znów po bezludnych progach stopy nużę,
Wciąż niżej mając wyprężoną nogę.
31 Wtem tam, gdzie ścieżka strzelała ku górze,
Inferno Canto 1 leopard

Znienagła mi się zjawiła u stoku
Zwinna Pantera o plamistej skórze.

34 Ta z mej osoby nie spuszczała wzroku

I tak męczyła w moim wstępowaniu,
Że kilka razy chciałem wracać kroku.

37 Była to właśnie chwila na zaraniu:

Wschodziło słońce z onym gwiazd orszakiem,
Co z nim świeciły, gdy w pierwozadrganiu

40 Świata Pramiłość wiecznym pchnęła szlakiem

Przepiękne twory; więc ta pora świeża
I wiosny bliskość były dla mnie znakiem,

43 Że przecież ujdę pstrokatego zwierza;

Ale tuż trwogę poczułem niemałą,
Gdy Lew przede mną wyrósł u pobrzeża.
Inferno Canto 1 lion

46 Głowę podnosił i jak mi się zdało,

Szedł prosto na mnie, taki wściekły z głodu,
Że przerażone powietrze truchlało.

49 Potem Wilczyca, nabrzmiała od płodu

Żądz wszelkich, mimo że chuda i sucha,
Sprawczyni nieszczęść mnogiego narodu,

52 Swoim widokiem zgnębiła mi ducha

I w takie wreszcie strąciła rozpacze,
Że dojścia szczytu sczezła mi otucha.

55 A jak z wygranej ucieszeni gracze,

Kiedy przeciwny zasię wiatr powieje,
Bledną i wszystka myśl się w nich rozpłacze,

58 Tak ja od zwierza porywczości mdleję

I, odpychany, cofam się ze skały
W stronę przepaści, gdzie słońce niemieje.

61 Już moje stopy w dół się obsuwały,

Gdy przed oczyma kształt się zjawił mglisty,
Jakby milczeniem długim spowietrzały.

64 Gdym go obaczył w puszczy opoczystej:

„Pożal się, proszę — wołam do zjawienia —
Cień-li czy człowiek jesteś rzeczywisty!"

67 „Nie człowiek, jednak z ludzkiego plemienia;

Ojców Lombardów miałem — rzekła mara —
Z mantowańskiego oboje nasienia.

70 Urodziłem się za Jula Cezara,

A za Augusta cnego żyłem w Rzymie,
Gdy panowała bogów kłamnych wiara.

73 Poetą byłem i w epicznym rymie

Uszłego z dumnej Ilionu ruiny
Anchizowegom syna głosił imię.

76 A ty, przecz wracasz w nieszczęsne doliny?

Czemu nie śpieszysz na górę, rodzice
Wesela, gniazdo radosnej nowiny?"

79 „Więc Wergilego oglądam? Krynicę,

Skąd płynie słowa strumień tak obficie?" —
Odezwałem się, zasromawszy lice.

82 „O ty, poetów światło i zaszczycie!

Niech mię zalecą miłość i uwaga,
Com z nią na myśli twojej szedł wykrycie.

85 Ty jesteś Mistrz mój, ty moja Powaga:

Przez cię jedynie styl mój nabył piętna
Sztuki, skąd dzisiaj moja cześć się wzmaga.
88 Płoszy mię bestia, przejściu memu wstrętna:
Inferno Canto 1 lines 87-88 Virgil

Dopomóż, mędrcze sławny! Oto ginę
Z trwogi i żywiej dygocą mi tętna".

91 „Ścieżki potrzeba obrać tobie inę —

Rzekł, widząc oczu moich zapłakanie —
Jeżeli przebrnąć życzysz tę gęstwinę.

94 Bo owa bestia, co mię wołasz na nię,

Nikomu drogą swoją przejść nie daje:
Póty przeszkadza, aż w nim dech ustanie.

97 A tak złośliwe chowa obyczaje,

Że zachłannością jej chciwość się mnoży
I tym głodniejsza, im się bardziej naje.

100 Rozliczny jest zwierz, z którym cudzołoży

I dotąd będzie, aż nadejdzie żwawy
Chart, co ją na śmierć w boleściach umorzy.

103 W glebie ni kruszcu nie poszuka strawy,

Jedno w rozumie, mocy i miłości;
Ojczyzna jego: pośród Feltr dzierżawy.

106 Nędznej Italii on wybawi włości,

Dla których Turnus, Kamila dziewica,
Euryjal, Nizus położyli kości.

109 Odeń ścigana z grodu w gród Wilczyca

Na powrót w piekieł dostanie się władze,
Skąd ją przysłała zawiść zazdrośnica.

112A ja tak dbale o twym dobru radzę,

Żeć przewodnikiem będę; skroś tej góry
Przez wiekuiste miejsca przeprowadzę,

115 Kędy usłyszysz rozpaczliwe chóry,

Przyjrzysz się duchów przebolesnej rzeszy,
Co z wszystkiej piersi woła o skon wtóry.
118 Potem tych ujrzysz, których płomień cieszy,
Inferno Canto 1 spirit guide

Rozradowując nadzieją niepłoną,
Że się ich wniebowstąpienie przyśpieszy.

121 A gdy zajść zechcesz aż tą jasną stroną,

Godniejszej zdam cię, niźli moja, pieczy
Na dalszą drogę, gdzie iść mi wzbroniono.

124 Bo owy Władca i Król wszystkich rzeczy,

Za me prawdziwej wiary nieuznanie,
Wstępu do miasta swojego mi przeczy.

127 Wszędy rząd jego, lecz tam królowanie;

Tam ma stolicę, tam wysokie trony;
Szczęsny, w wyborze kto mu się ostanie".

130 „Poeto — rzekę, takim zachęcony

Słowem — przez Boga nie znanego tobie,
Bym z tej i gorszej doli był zbawiony,

133 Tam, gdzie powiadasz, wiedźże mię w tej dobie;

Niechaj obaczę te Piotrowe progi
I tych, co mówisz, że jęczą w żałobie".

136 Ruszył — ja za nim w trop dźwignąłem nogi.



PIEŚŃ II

Inf. 02 Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Dante, niepewny, czy zasłużył na łaskę oglądania zaświatów, wypowiada swoje wątpliwości wobec Wergilego; poeta dodaje mu otuchy, wyjaśniając, że sama Matka Boska za pośrednictwem św. Łucji i Beatrycze wzywa go do tej wędrówki.


1 Już dzień uchodził, mrok szarej godziny
Inferno Canto 2 line 1 day departing

Już odwoływał padolne zwierzęta
Od pospolitych trudów — ja jedyny

4 Gotowałem się na bój, nie na święta,

Z trudem podróży, z litości katuszą;
Skreśli je pamięć, co jej błąd nie pęta.

7 Wesprzyjcie, muzy, krzep mię, twórcza duszo!

Pamięci moja, widzeń mych zwierciadło,
Dzisiaj się mocy twe objawić muszą.

10 „Ty, co mię wiedziesz w krainę przepadła,

Znaszli me serce dość silnym i dzielnym,
Aby na wielkim przejściu sobą władło?

13 Mówisz, że w ciele jeszcze skazitelnym

Rodzic Sylwiusza odwiedził te szlaki
I nieśmiertelność czuł ciałem śmiertelnym.

16 To, że wróg złego był mu łaskaw taki,

Wiedząc, jak ważny skutek dzieło czeka,
I ważąc, kto zacz miał zeń wyjść i jaki,

19 Chyba nie zdziwi rozumnego człeka;

Gdyż on rzymskiemu państwu i Rzymowi
Na patryjarchę był naznaczon z wieka,

22 Który i które, że się tu wysłowi

Prawdę, dla świętych miejsc są stanowione,
Gdzie dzisiaj siedzą dziedzice Piotrowi.

25 Przez owo zejście w twej pieśni sławione

Zrozumiał rzeczy, po których przyczynie
On wziął zwycięstwo, a papież koronę.

28 Po nim apostoł, Wybrane Naczynie,

Skróś przewędrował te zaziemskie smugi,
By wzmocnił wiarę, zbawienia dawczynię.

31 Lecz ja co? Skąd mi Łaska? Jam nie drugi

Eneasz ani Pawła hart posiadam,
Nikt ni sam do się nie znam tej zasługi.

34 Więc gdy me pójście na twą wolę składam,

Drżę, czy zamiaru nie roję szalenie;
Ty, mędrzec, pojmiesz lepiej, niż powiadam".

37 Jak człek, co, chciawszy, znów odmienia chcenie,

Aż w postanowień kolejnych szeregu
Zgoła odwróci pierwotne życzenie,

40 Taki ja byłem na ponurym brzegu,

Kiedy rozmysłem starłem chęci skore
I w pierwszej chwili ochocze do biegu.

43 „Jeśli twą tajną myśl ze słów rozbiorę —

Rzekł wielkoduszny cień — widzę na oczy
Wnętrze twej duszy nędznym strachem chore,

46 Który tak czasem człowieka omroczy,

Gdy się zapalił do zacnego dzieła,
Że jak płochliwy zwierz przed nim uskoczy.

49 By się odwaga z tej trwogi ocknęła,

Opowiem rozkaz dany mi w otchłani
W on czas, gdy litość nad tobą mię zdjęła.

52 Siedziałem w duchów wątpliwych przystani,

Gdy przyszła piękna, święta białogłowa,
Tak piękna, żem jej rzekł: »Rozkazuj, pani!«

55 Wzrok jej lśnił jaśniej niż gwiazda wschodowa;

Słodka i cicha była i w mówieniu
Anielska; ta w te ozwała się słowa:

58 »O ty uprzejmy mantowański cieniu,

Którego imię trwa i pełne chluby
Trwać będzie, póki żywota stworzeniu,

61 Oto miły mój, a losom nieluby,

Takie przekory napotkał w swej drodze
Na pustych progach, że nie wytrwał próby,

64 Wracał i zbłądził; a lękam się srodze,

Słysząc, co o nim powiadano w górze,
Czy mu niepóźno z posiłkiem przychodzę.

67 Więc z ozdobnymi słowy pośpiesz, nuże!

Niechaj go zbawi twa pomoc i rada
I niech ja o nim więcej źle nie wróżę.
70 Jam Beatrycze, która do cię gada;
Inferno Canto 2 Beatrice bids Dante on

Z miejsc idę, które znów oglądać życzę;
Miłość mię wiodła i teraz mną włada.

73 Kiedy powrócę przed pańskie oblicze,

Chwalić cię będę i często, i szczerze«.
Zamilkła, a ja do niej: »Beatrycze,

76 O władcza pani, z której jedno bierze

Tę moc ród ludzki, że przeszedł stworzenia
Żyjące w nieba najwyższego sferze,

79 Tak mię ochota służby rozpłomienia,

Że nie usłużę nigdy nadto wcześnie,
I tutaj dość mi jednego skinienia.

82 Lecz powiedz przecie: nie wzdragasz się w cieśnie

Naszej śródziemnej zstępować otchłani
Z szerokich dziedzin, gdzie ci radość wskrześnie?«

85 A na to rzekła mi ta jasna pani:

 »Pokrótce zadość twej chęci uczynię.
Bym zejść się bała, nikt mi nie przygani;

88 Bać się należy tych rzeczy jedynie,

Z których się szkoda niepowrotna lęże,
Ale nie innych, których groza minie.

91 Ja z Łaski Bożej mam takie pawęże,

Że ni się nędzą waszą nie poplamię,
Ni mię płomieni waszych żar dosięże.

94 Jest Łaski pełna Pani w bożym chramie:

Przeciw zawadom chce pomagać tobie
I oto górne twarde prawo łamie.

97 Więc Łucję do się przyzwała w tej dobie

I rzekła: „Sługę twego nęka trwoga;
Pośpieszaj, twojej zlecam go osobie".

100 A Łucja, wszelkiej surowości wroga,

Zeszła, gdzie pobyt mam z Rachelą starą:
„O Beatrycze, prawa chlubo Boga! —

103 Tak przemówiła do mnie — jakąż miarą

Nie śpieszysz wesprzeć swego miłośnika,
Co się dla ciebie wzniósł nad ciżbę szarą?

106 Czyli cię łkanie jego nie przenika?

Czyli nie widzisz, jak śród fali wzdętej,
Chełpliwszej morza, z śmiercią się potyka?"

109 Nikt nie miał większej na pośpiech zachęty,

Kto szuka zysku lub się szkody boi,
Niż ja, gdym głos ten usłyszała święty.

112 Z błogosławionych zstąpiłam podwoi,

Ufna w wymowie twej zacnej i czesnej,
Co równie ciebie jak słuchaczów stroi«.

115 A dokonawszy słów tych, wzrok bolesny

Słonecznych oczu ku mej twarzy skłania;
Jam też czym prędzej biegł, by przybyć wczesny.

118 I oto jestem wedle rozkazania;

Wydarłem ciebie bestii, co na cudną
Górę najprostszej ścieżyny zabrania;

121 Więc cóż? Przecz stopę zatrzymujesz żmudną,

Dlaczego strachem serce twoje chorze,
Czemu odwaga i zapały chłódną,

124 Skoro już jesteś na niebieskim dworze

Tak bardzo luby trzem błogosławionem
I gdy ja tobie tyle szczęścia wróżę?"

127 Jak kwiatki, nocnym powarzone szronem,

Stulone gną się, aż gdy je odbieli
Słońce, wraz czołem się wznoszą i łonem,

130 Podobnie we mnie otucha wystrzeli,

A serce taka umocni odwaga,
Że wołam jako człek, co się ośmieli:

133 „O, przelitośna ta, co mię wspomaga!

I ty litośny, że długiej namowy
Nie używała do cię jej powaga.

136 Ty swoim przyjściem i swoimi słowy

Takie w mym sercu wzbudziłeś pragnienie,
Żem znowu silny, żem znowu gotowy.

139 Pójdźmyż, niech dwojga jedno będzie chcenie;

Ty Mistrzem moim, ty Wodzem, ty Panem".
Zmilkłem, on ruszył; na jego skinienie

142 Poszedłem krajem trudnym i nieznanem.



PIEŚŃ III

Inf. 03 Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Dante i Wergili przekraczają bramę piekieł i zatrzymują się w przedsionku, gdzie cierpią dusze ludzi, którym na ziemi dobro i zło było równie obojętne; następnie docierają do brzegów Acherontu i obserwują Charona przewożącego dusze potępione. Oślepiony błyskawicą Dante pada - "jako pada człowiek senny" - i w tym omdleniu zostaje przeniesiony na drugi brzeg rzeki.


1 „Przeze mnie droga w miasto utrapienia,

Przeze mnie droga w wiekuiste męki,
Przeze mnie droga w naród zatracenia.

4 Jam dzieło wielkiej, sprawiedliwej ręki.

Wzniosła mię z gruntu Potęga wszechwłodna,
Mądrość najwyższa, Miłość pierworodna;

7 Starsze ode mnie twory nie istnieją,

Chyba wieczyste — a jam niepożyta!
Ty, który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją..."
Inferno Canto 3 line 9

10 Na odrzwiach bramy ten się napis czyta,

O treści memu duchowi kryjomej.
„Mistrzu — szepnąłem — z tych słów groza świta!"

13 A on mi na to, jak człowiek świadomy:

„Tu oczyść serce podłością zatrute,
Tu zabij w sobie wszelki strach znikomy.

16 Do miejsc my przyszli, gdzie czynią pokutę

Owi, com mówił, boleści dziedzice,
Duchy ze skarbu poznania wyzute".

19 Dłoń mi na dłoni położył i lice

Ukazał jasne, duchem natchnął śmiałem,
Po czym wprowadził w głębin tajemnice.

22 Stamtąd westchnienia, płacz, lament chorałem

Biły o próżni bezgwiezdnej tajniki:
Więc, już na progu stając, zapłakałem.

25 Okropne gwary, przeliczne języki,

Jęk bólu, wycia, to ostre, to bledsze,
I rąk klaskania, i gniewu okrzyki

28 Czyniły wrzawę, na czarne powietrze

Lecącą wiru wieczystymi skręty,
Jak piasek, gdy się z huraganem zetrze.

31 Nieświadomości skrępowany pęty:

„Mistrzu — spytałem — skąd ten chór boleści,
Kto ów lud taką snadź rozpaczą zdjęty?"

34 On rzekł: „Męczarnię takiej podłej treści

Znoszą w tym miejscu te dusze mizerne,
Które bez hańby żyły i bez cześci.

37 Są zaś wmieszane między owe bierne

Rzesze aniołów, które samolube
Żyły, ni wrogie Bogu, ni też wierne.

40 Niebo ich nie chce, gdyż niosłyby zgubę

Jego piękności; piekło je wyklucza,
Gdyżby z nich gorsi mogli zyskać chlubę".

43 Ja znowu: „Mistrzu, co im to dokucza,

Że tak biadają głosami rozpaczy?"
A on wysłuchał mię i tak poucza:

46 „Wiedzą, że skonu dzień im się nie znaczy,

A ciemnym bytem tak są tutaj mali,
Że wszystko inne przenieśliby raczej.

49 Świat nie dopuścił, aby w sławie trwali;

Litość ni sąd się nimi nie opieka;
Nie mówmy o nich; popatrz i pójdź dalej".

52 A wtem proporczyk ujrzałem, z daleka

Mknący tak szybko, jakby go nosiła
Dłoń niegodnego spoczynku człowieka.

55 Za nim niezmierna czerń smugą się wiła;

Nigdy bym nie był uwierzył na słowo,
Że tyle ludu śmierć już wytraciła.

58 Poznałem kilku między bezcechową

Ciżbą; pośród nich szła mara człowieka,
Co z trwogi wielką skaził się odmową.

61 Więc zrozumiałem, że tu śmierć zawleka

I tłoczy razem owe podłe sotnie,
Których Bóg i czart równo się wyrzeka.

64 Nędznym, co w świecie żyli nieżywotnie,

Rój os i przykra kąsa ciało mszyca;
Jęczą, gdy ból im do żywego dotnie.

67 Od tych ukąszeń krew tryska na lica,

Którą u stóp ich łzami napojoną
Kłąb glist natrętnych kałduny nasyca.

70 Potem, gdy inną wzrok posłałem stroną,

Nad wielką rzeką ujrzę ludu ławy.
„Mistrzu — powiadam — niech mi dozwolono

73 Będzie zapytać: Kto są? Jakie sprawy

Każą im śpieszyć? Ile zmierzch dozwoli
Rozeznać, widzę, że krok niosą żwawy".

76 A on: „Na powieść o nich przyjdzie kolej,

Kiedy staniemy razem z nieszczęsnemi
Nad Acherontem, strumieniem niedoli".

79 Więc wzrok ze wstydu spuściwszy ku ziemi,

Zamilkłem, nie chcąc dłużej być natrętem.
I tak do rzeki brzegów szliśmy niemi.
82 Wtem spojrzę, w łodzi mknie owym odmętem
Inferno Canto 3 Charon lines 76-78

Starzec kędziorów sędziwych i brody,
Wołając: „Gorze wam, duchom przeklętym!

85 Nie pójdziecie wy na niebieskie gody:

Przybywam przewieźć was po czarnej strudze
W ciemności wieczne, na żar i na chłody.

88 A ty, co jeszcze ciało masz w posłudze,

Duch żyw! Co robisz w umarłych narodzie?..."
Kiedy zaś widział, że z odejściem żmudzę:

91 „Z innej przystani i po innej wodzie

Jest wyznaczony szlak twojej podróży,
Wypada tobie lżejszej szukać lodzie".

94 „Niech się, Charonie, w tobie gniew nie burzy! —

Rzekł Mistrz — tak życzą tam, gdzie śladem chcenia
Zaraz czyn kroczy; wara pytać dłużej!"

97 Więc lic kosmatych surowość odmienia

Przewoźnik, włodarz czarnowodnej rzeki,
W krąg ócz mający obrączki z płomienia.

100 Ale tym nagim i znużonym szczęki

Dzwoniły, w lica strach zachodził siny,
Gdy usłyszeli swój los niedaleki.

103 Boga, rodziców, ludzkość, narodziny

I dzień, i miejsce swych narodzin klęli,
I syny swoje, i swych synów syny.

106 Potem się sparli, łkając nad topieli

Brzegiem, skąd wszyscy pójdą na męczarnie,
Inferno Canto 3 Charon strikes lines 107-108

Co żyć w bojaźni bożej nie umieli.

109 Bies Charon ócz swych zaświeca latarnie,

Drogę wskazując i kupą ich goni,
A gdzie nie idą w ład, tam wiosłem garnie.

112 Jako pod jesień drzewo liście roni

Jedno po drugim — aż się konar wdowi
Nagim, ze stroju wyzutym, odsłoni,

115 Tak ci dziedzice grzechu Adamowi

Jedno po drugim zlatają mu w sudno,
Niby na wabia sokół w dłoń łowcowi.

118 I jadą przez toń ciemnościami brudną,

A nim na brzeg je przeciwny wysadzi,
Po tamtej stronie znów od gości ludno.

121 „Synu mój — tak Mistrz swoję rzecz prowadzi —

Lud, co umiera w nieprzyjaźni bożej,
Z ziemi wszech krańców tutaj się gromadzi.

124 Co rychlej wszyscy rzekę przebyć skorzy,

Bo tak ich boska sprawiedliwość bodzie,
Że zmniejsza lęku, a pragnienie mnoży.

127 Nie chodzą duchy dobre ku tej wodzie;

Wiesz teraz, czemu, widząc cię w ich kole,
Chciał tobie Charon stawać na przeszkodzie".

130 Gdy skończył mówić, całe czarne pole

Drgnęło tak mocno, że kiedy przypomnę,
Jeszcze mi dzisiaj znój stawa na czole.

133 Z pola łez wianie buchnęło ogromne,

Przeleciał po nim gromu błysk czerwienny
I omdlały mi zmysły nieprzytomne,

136 I padłem, jako pada człowiek senny.



PIEŚŃ IV

Inf. 04 Spiriti magni, Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Dante budzi się z omdlenia w pierwszym kręgu piekła, gdzie pokutują dusze dzieci zmarłych bez chrztu i ludzi szlachetnych, którzy żyjąc przed narodzeniem Chrystusa, nie znali prawdziwej wiary: przebywają tu poeci, bohaterowie i filozofowie starożytności.


1 Silny huk gromu wyrwał mi spod powiek

Senność kamienną, tak że się wzdrygnąłem
Niby gwałtownie przebudzony człowiek.

4 I wypoczęte oczy tocząc kołem,

Wyprostowany, patrzałem po stronie,
Aby rozpoznać miejsce, gdzie stanąłem.

7 Otom się, widzę, znajdował na skłonie

Owej bolesnej, piekielnej doliny,
Co nieskończonych echa jęków chłonie.

10 Loch był bezdenny, mgławy, czarnosiny;

Źrenice moje, wysłane na zwiady,
Niczego dobyć nie mogły z głębiny.

13 „Zejdziemy teraz — rzekł Wieszcz cały blady —

W otchłanne ślepych światów zakomory;
Ja pójdę pierwszy, a ty w moje ślady".

16 Widząc, że pobladł: „Jakże iść mam skory —

Rzekłem — gdy w tobie odwaga ustaje,
Co mi w zwątpieniach użyczasz podpory?"

19 „Kaźń ludu, co te zamieszkiwa kraje —

Rzekł — twarz mi czyni równą białej chuście
Z barw litowania, co-ć się lękiem zdaje.

22 Idźmyż: daleki cel ma nasze pójście".

Ruszył; tu pierwsze przekroczyłem za nim
Koło, z tych, które biegną nad czeluście.

25 Głos, co mi słuchu doszedł, był nie łkaniem,

Lecz szeptem westchnień, który skróś stuleci
Powietrze wzruszał bezustannym drganiem.

28 Szedł zaś z cierpienia, które mąk nie nieci,

A które znoszą wielkie ludu ławy,
Gromada mężów i niewiast, i dzieci.

31 Rzecze Wódz do mnie: „Azaś nie ciekawy

Tłumu, co smętne te wydaje gwary?
Nim stąd odejdziem, masz poznać ich sprawy.

34 Bezgrzeszni oni są, ale z tej miary

Jeszcze się zasług zbawienia nie bierze:
Stanowi o nim chrzest, brama twej wiary.

37 Chociaż w pogańskiej przyszli na świat wierze,

Czci potem Bogu nie złożyli winnej;
Do ich gromady oto sam należę.

40 Dla tej usterki, nie dla winy innej,

Pobyt znosimy tutaj bezkatuszny,
Inferno Canto 4 unbaptised lines 38-39

W tęsknocie żyjąc próżnej i bezczynnej".

43 Tedy mi serce żal ogarnął słuszny,

Bo w tym przedsionku, na wątpliwe trwanie
Skazan, poznałem poczet wielkoduszny:

46 „Powiedz, o Mistrzu mój, powiedz, o Panie —

Spytałem, chcąc mieć tę pewność niezbitą,
W której jest wszego błędu zaniechanie —

49 Wyszedłli który stąd, czy z własnej, czy to

Z cudzej zasługi — i był w niebo-brany?"
A on, odgadłszy mowę mą zakrytą:

52 „Krótko przed moim rozstaniem z ziemiany

Mocarz tu zstąpił niebiańskiego lica,
Znakiem zwycięstwa ukoronowany.

55 On z państw tych wywiódł pierwszego rodzica,

Abla, Noego; pośród innych wiela
Abram posłuszny, Mojżesz, praw krynica,

58 Dawid stąd wyszedł i ród Izraela

Stary; to jest on i ojciec, i syny,
I wysłużona pasterstwem Rachela.

61 Ich wyprowadził w niebieskie krainy;

A wiedz, że przed tym dostojnym wyborem
Żaden nie zaznał zbawienia człek iny".

64 Podczas gdy mówił, szliśmy dalszym torem,

Prując się czernią lasu bez ustanku,
Chcę rzec: przechodząc gęstym duchów borem.

67 Małośmy uszli po okólnym ganku,

Kiedym obaczył blask, niby ognisko
W grubych ciemności gorejące wianku.

70 Było daleko jeszcze, lecz dość blisko,

Ażebym poznał w pomroków prześwicie,
Że zacne duchy miały tam siedlisko.

73 „Mistrzu mój, wiedzy i sztuki zaszczycie,

Któż oni i czym dostąpili prawa,
Że wiodą tutaj wywyższone życie?"

76 Tak pytam. „Czesna — rzekł — i głośna sława,

Co ich wyniosła pomiędzy ziemiany,
Czyni, że niebo tu im wyższość dawa".

79 Wtem głos się rozszedł echem powtarzany

I brzmiał: „Przed wieszczem najwyższym chyl czoła!
Wraca cień jego, co był nam zabrany!"

82 A gdy się echo uciszyło zgoła,

Ujrzę idące cztery wielkie cienie:
Twarz ich ni smutna była, ni wesoła.

85 Rzecze Wódz dobry: „Obróć swe spojrzenie

Na tego, który mieczem w dłoni toczy,
A co go inni w takiej mają cenie;

88 To król poetów, Homer; ten, co oczy

Ma uśmiechnięte, mistrz satyr, Horacy;
Owidiusz trzeci; Lukan czwarty kroczy.

91 Że dostojeństwem wszyscyśmy jednacy,

Hołd mnie złożony wszystkich w sobie brata:
Więc słuszna, że mi są łaskawi tacy".
94 Widziałem zatem słynną pośród świata
Inferno Canto 4 four bards

Szkołę książęcia najszczytniejszej pieśni,
Co nad innymi, jak orzeł, polata.

97 Gdy pogwarzyli z sobą ci rówieśni,

Uprzejmej ku mnie obracali twarzy.
Wódz się uśmiechał... A jeszcze mię cześniej

100 Przyjmie ta rzesza i większym obdarzy

Zaszczytem, bo mię w swym gronie pozdrowi
Jako szóstego śród słowa mocarzy.

103 Roztrząsaliśmy, idąc ku ogniowi,

Rzeczy, o których z równego powodu
Tam się mówiło, jak tu się nie powie.

106 Do stóp my doszli wspaniałego grodu,

Otoczonego murem siedmiorakim
I piękną rzeczką; choć nie było brodu,

109 Przeszliśmy tędy, niby suchym szlakiem;

Potem bram siedmią na świeże murawy,
Gdzieśmy się z nowym spotkali orszakiem.

112 Lud był szanownej, dostojnej postawy,

Powściągliwego, poważnego wzroku,
A mowy cichej, skąpej i nieżwawej.

115 Zeszliśmy stamtąd od jednego boku

Na połoninę widną i przestronną,
Gdzieśmy ich wszystkich mieli na widoku.

118 Tam na zielonej darni mi zjawiono

Duchy, co dawniej były chwałą ziemi;
Gdy wspomnę, drży mi uniesieniem łono.

121 Druhów Elektry widzę; między niemi

Poznaję wielu: Hektora, Eneja,
Cezara w zbroi z oczyma orlemi.

124 Z Kamilą widna mi Pentezyleja,

A obok ojca swojego, Latyna,
Lawinia, w której Włoch była nadzieja.

127 Brutusa widzę, co wygnał Tarkwina;

Lukrecję, Julię, Marcję i Kornelę,
I samotnego z boku Saladyna.

130 A gdy oczyma nie opodal strzelę,

Mistrza spostrzegam mężów pełnych wiedzą,
Na filozofów siedzącego czele.

133 Cześć mu oddają, skinień jego śledzą

Sokrat z Platonem, z nimi mędrców świta;
Ci dwaj najbliżej u boku mu siedzą;

136 Przypadkowości głoścę, Demokryta,

Anaksagora, Diogena, Talesa,
Empedoklesa, Zena, Heraklita

139 Poznaję; znawcę ziół Dioskorydesa

I Euklidesa, i Ptolemeusza,
I Avicennę, i Hipokratesa,

142 Galiena, cnego Senekę, Linusza,

Tuliusza; przy nich skał i drzew pieśniarza,
Który zwierzęta lirą swoją wzrusza.

145 I Awerroesa1, twórcę Komentarza —

Przedmiot rozległy, pióro me nie rące,
Nie wszystko, com tam oglądał, powtarza.

148 Z sześciorga — dwu nas zostało w rozłące;

Nowym Wódz dobry szlakiem ruszył ze mną
Z cichego świata w światy wiecznie drżące,

151 W nową dziedzinę, nieśmiertelnie ciemną.



PIEŚŃ V

Inf. 05 Minosse, Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Przy wejściu do drugiego kręgu Dante i Wergili spotykają Minosa, który wyznacza każdej duszy karę i miejsce w piekle. W drugim kręgu cierpią, smagane wichrem, dusze ludzi zmysłowych. Tutaj Franczeska da Rimini opowiada poetom historię swej miłości.


1 W obręb drugiego wstąpiłem koliska,

Które zamyka szczuplejsze obszary,
Lecz boleśnejszy z duchów jęk wyciska.
4 Tu żywie Minos, ów sędzia prastary;
Inferno Canto 5 line 4 Minos

Zgrzytając, grzechy roztrząsa u proga,
Sądzi i chwostem znaczy stopnie kary.

7 To jest, gdy przed nim zjawi się nieboga

Dusza, spowiada swoje grzeszne czyny;
Więc obliczywszy, którędy jej droga,

10 Ów rozeznawca biegły ludzkiej winy

Tylekroć biodra ogonem obwinie,
Na ile stopni ma zapaść w głębiny.

13 Czerń niezliczona duchów przedeń płynie:

Każdy z kolei przybywa przed sędzię,
Wyzna, wysłucha i już na dół chynie.

16 „Hej, ty, coś kaźni przekroczył krawędzie —

Zawołał Minos, spostrzegłszy człowieka
I zatrzymał się w ponurym urzędzie —

19 Bacz, jako wchodzisz i co cię tu czeka;

Swoboda wstępu niechaj cię nie zdurzy!"
A Wódz mój: „Czemu gęba twoja szczeka?

22 Nie czyń ty wstrętu koniecznej podróży:

Życząjej w miejscu, kędy, czego życzą,
Wraz się i staje; wara pytać dłużej!"

25 A wtem mi w uszach jęki zaskowycząj

A wtem doszedłem do miejsca, gdzie duchy
Płaczem ogromnym nieustannie krzyczą.

28 Stanąłem w jamie ciemnościami głuchej,

Która jak morze w huraganie ryczy,
Gdy nim przeciwne wstrząsną zawieruchy.
31 Piekielny orkan, puszczony ze smyczy,
Inferno Canto 5 lines 32-33

Dusze w gwałtownym ponosi upuście,
Szarpie i kole, i ościeniem ćwiczy.

34 A kiedy lecą razem nad czeluście,

Jęk z jękiem gada, wrzask z wrzaskiem się kłóci,
Bluźnierstwom wolne otwierając ujście

37 Przeciwko mocy Bożej; tak rozsuci

Na wolę wiatrów boleją zmysłowi,
Co nad rozsądek wywyższyli chuci.

40 Jak szpaki, gdy je wiatr jesienią łowi,

Snują w powietrzu długie, zbite chmary,
Tak się miotały, poddane wichrowi,

43 W górę, w dół, tam i sam nieszczęsne mary;

A nigdy nędznych losu nie poprawi
Bodaj nadzieja łagodniejszej kary.

46 I jak, zawodząc pieśń swą, klucz żurawi

Długim się sznurem po niebiosach wlecze,
Tak się mym oczom smutna rzesza jawi,

49 Płynące smugą burz duchy człowiecze,

Więc pyta: „Kto są i jaką się winą
Splamiły, że je czarny wiatr tak siecze?..."

52 „Pierwsza z mar — odrzekł — co przed nami płyną,

Skoro chcesz wiedzieć o niej, panowała
Nad wielogwarych narodów dziedziną.

55 W grzech rozwiązłości popadła i zwała

Swawolę wolą, aby swe bezprawie
Pozorem prawa z hańby ratowała.

58 To Semiramis; wiesz o jej niesławie:

Była Ninusa dziedziczką, wprzód żoną;
Jej państwo dzisiaj w sułtana dzierżawie.

61 Ta z siebie żagiew zrobiła czerwoną,

Prochom Sycheja nie dotrwawszy w statku".
Więc Kleopatrę widzę; uwiezioną

64 Helenę, powód Trojanów upadku;

Widzę Achila, chrobrego hetmana,
Co dla miłości walczył do ostatka.

67 Widzę Parysa i widzę Tristana;

Tysiąc miłosnym zatraconych szałem
Dusz tu poznaję z ust mojego Pana.

70 A gdy do końca Mistrza wysłuchałem,

Co mi wskazywał damy i rycerze,
Litość mię zmogła i zmieszany stałem.
73 „Poeto — rzekłem — oto chęć mię bierze
Inferno Canto 5 lines 72-74

Przemówić do tych dwojga, co się miecą
Na wietrze tam i sam, jak lotne pierze".

76 A on mi na to powie: „Czekaj nieco;

Skoro się zbliżą, proś w imię kochania,
Które je niesie, a one przylecą".

79 Więc gdy je wichru przywiały smagania,

W głos zawołałem: „Dusze umęczone,
Przemówcie do nas, jeśli nic nie wzbrania!"

82 Jako gołębie, miłością wabione,

Na wyprężonym skrzydle, jedną parte
Chęcią, w lubego gniazda lecą stronę,

85 Tak z Dydonowej gromady wydarte,

Snadź rzewną prośbę słysząc, mimo wrzaski
Leciały, na wiatr stęchły rozpostarte.

88 „O ty istoto czuła, pełna łaski,

Że raczysz witać w tej ciemności sinej
Nędznych, których krew ziemskie broczy piaski;

91 Gdyby nam sprzyjał Król świata dziedziny,

Prosilibyśmy o spokój twej duszy,
Żeś się użalił nieszczęśliwej winy.

94 Chceszli przyczynę znać naszej katuszy,

Pytaj i słuchaj, co-ć powiemy o niej,
Póki nas burza znów nie zawieruszy.

97 Kraj mój położon jest nad brzegiem toni,

Którą nurt Padu z utęsknieniem wita,
Bo tam ma spokój od rzek swych pogoni.

100 Miłość, co łatwo serc zacnych się chwyta,

Skuła go czarem mej ziemskiej postaci;
Wzdrygam się, pomnąc, jak była zabita.

103 Miłość, co zawsze miłością się płaci,

Tak mi kazała w nim podobać sobie,
Że go nie zgubię już ni on mię straci.
106 Miłość nas śmiercią położyła w grobie...
Inferno Canto 5 lines 105-106

Morderca niechaj Kainy się lęka!"
W takim duch do nas przemówił sposobie.

109 Więc ja, poznawszy, jak wielka ich męka,

Zwiesiłem głowę i trwałem w tym stanie,
Aż wieszcz zapytał: „Co za myśl cię nęka?"

112 Ja się ocknąłem i rzekłem: „O panie!

Jakie tęsknoty i jakie zachcenia
Na to nieszczęsne wiodły ich kochanie?"

115 Za czym zwróciłem się znowu do cienia:

„Franciszko — rzekłem — pokutnico biedna,
Do łez mię twoje wzruszyły cierpienia.
Inferno Canto 5 lines 134-135

118 Lecz gdy wam z westchnień chęć się rwała jedna,

Skąd wam tej chęci pierwsze przyszły wieści
I jak wykryła się, dotąd bezwiedna?"

121 A ona: „Nie ma dotkliwszej boleści

Niźli dni szczęścia wspominać w niedoli,
I mistrz powiada o tym w swej powieści,

124 Lecz skoro mię tak chęć twoja niewoli,

Poznasz, skąd poszły nasze niepokoje,
Wyznam, jak człowiek, co mówi, choć boli.

127 Raz dla zabawy czytaliśmy boje,

Gdzie wpadł Lancelot w miłosne więzienie;
Byliśmy sami, bezpieczni oboje.

130 Czasem nad księgą zbiegło się spojrzenie

I zdejmowało z lic barwy rumiane —
Ale nas zmogło jedno okamgnienie.
Inferno Canto 5 lines 137-138

133 Kiedyśmy doszli, gdzie usta kochane

Rycerz całował w nieowładnej chęci,
On, z którym nigdy już się nie rozstanę,

136 Drżący do ust mych przywarł bez pamięci;

Księga i pisarz Galeottem byli —
W ten dzień jużeśmy nie czytali więcej".

139 Gdy jeden mówił, drugi cień w tej chwili

Szlochał; a jam czuł, że coś się rozkłada
We mnie i duch się mój ze śmiercią sili...

142 I padłem, jako ciało martwe pada.



PIEŚŃ VI

Inf. 06 Cerbero e ghiottoni, Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

W trzecim kręgu piekła poeci spotykają Cerbera strzegącego wejścia i dusze pokutujące za obżarstwo. Florentczyk Ciacco kreśli im obraz przyszłych walk bratobójczych, które rozgorzeją we Florencji.


1 Gdy się zbudziła myśl stulona w sobie

Od mąk widoku, w jakich krewne dusze
Mdlały, i gdym się w mej ocknął żałobie,

4 Nowych skazańców i nowe katusze

Naokół siebie widzę w mrocznym dole,
Gdzie bądź popatrzę i gdzie bądź się ruszę.

7 W trzecim, wieczystych dżdżów, stanąłem kole:

Deszcz chłodny, ciężki, ciągły i przeklęty
Wciąż jedną modłą siecze, żga i kole.

10 Śnieg, brudna woda i grad w bryły ścięty

Walą się strugą na ów kraj ucisku;
Cuchnie skróś ziemia brzydkie ssąca męty.

13 Cerber, zwierz dziki o potrójnym pysku,

Warczy i szczeka, i jak pies się dąsa
Na lud w okropnym pławiony bagnisku.

16 Wzrok toczy krwawy, czarne kudły wstrząsa,

Kłąb ma wydęty i szponiaste ręce;
Drze pazurami i targa, i kąsa.

19 Od deszczu, jak psi, w ciągłej wyją męce;

Jeden bok drugim ciągle zasłaniają;
Prędko się zwijać muszą potępieńce!

22 Gdy nas gad duży ujrzał między zgrają,

Paszczękę rozwarł i zęby wyszczerzył;
Wszystkie w nim mięśnie jednym dreszczem drgają,
25 A wódz mój pięści ku ziemi przymierzył
Inferno Canto 6 lines 24-26

I, w obie garści nagarnąwszy błota,
W sam środek gęby żarłocznej uderzył.

28 Jak kundys chciwie do jadła się miota

I wraz ucichnie, gdy mu rzucą strawy,
Bo już chuć głodu w nim się nie szamota,

31 Podobnie naraz umilkł pysk plugawy

Czarta Cerbera, co na dusze łaje,
Rade ogłuchnąć, by nie słyszeć wrzawy.

34 Stąpamy, depcąc widem gęste zgraje,

Dżdżem katowane i stawiamy pięty
Na ich marności, co się kształtem zdaje.

37 Leżały wszystkie pogrążone w męty,

Lecz jedno, w chwili kiedy je mijamy,
Siadło i, prężąc kadłub wydźwignięty,

40 Rzekło: „Ty, któryś wszedł za piekieł bramy,

Wiedz: przed mą trumną była twa kołyska;
Spójrz i rozpoznaj, com zacz, bo-ć się znamy".

43 Więc ja: „Kaźń twoja taką się odciska

Zmianą na licach, że mi w niej zakrywa
Pamięć twojego ziemskiego nazwiska,

46 Powiedz, kto jesteś, duszo nieszczęśliwa,

Na której piekło taką złość wywarło,
Że choć są większe, żadna tak dotkliwa!"
49 A on: „Twe miasto, które napęczniało
Inferno Canto 6 lines 49-52

Zawiścią jak wór przepełniony ziarnem,
Na jasnym świecie swym mię synem zwało.

52 Przezwisko Ciacco nosiłem nad Arnem:

Za grzech obżarstwa, brzydki i zwierzęcy,
Jako tu widzisz, w deszczu moknę czarnem.

55 Nie sam tu cierpię, ale wśród tysięcy,

Wszystko męczarnią karanych jednaką
Za równe winy". Zmilkł i nie rzekł więcej.

58 Na to ja: „Tak mię twój stan boli, Ciacco,

Że oto z ócz mych słona płynie woda.
Lecz powiedz jeszcze: czyli wiesz, na jaką

61 Niedolę kłótnia głupich mieszczan poda?

Jestże kto prawy w mieście? I jak na to
Przyszło, że tak je rozdarła niezgoda?"

64 A on: „Gdy w zwadzie długie minie lato,

Zbroczą oręże i nareszcie dzicy
Wypędzą drugich z krwi wielką utratą;

67 W trzy słońca padną, a ich przeciwnicy

Wzniosą się, męża wziąwszy za narzędzie,
Co się dziś łasi podły i dwulicy.

70 Długo stronnictwo to panować będzie

I trzymać tamtych pod grozą obucha,
Płaczu i gniewu nie mając na względzie.

73 Dwaj sprawiedliwi są, nikt ich nie słucha;

Z trzech iskier: chciwstwa, zawiści i pychy,
Na wszystkie serca niegodziwość bucha".

76 Tu uciął smutną wieść i stał się cichy.

„Niechże twe usta reszty mi nie tają —
Rzekłem — słów kilka dołóż prośbie lichej:

79 Gdzie Farinata siedzi? Gdzie Tegghiaio?

Gdzie Rusticucci, Arrigo i Mosca
Z innymi, którzy tak o dobro dbają?

82 Powiedz, bo serce me o nich się troska,

I wiedzieć pragnę, czy ich piekło smali,
Czyli ich w niebie chowa Łaska Boska?"

85 „Między ciemniejsze duchy się dostali —

Odparł — winy ich przeważyły bowiem;
W sam czas obaczysz, postąpiwszy dalej.

88 Gdy na świat luby z całym wrócisz zdrowiem,

Proszę, głoś o mnie i o mej torturze;
Więcej nie rzekę i więcej nie powiem".

91 Oczy wywrócił w zez i w tej posturze

Popatrzał na mnie, łeb wsunął w ramiona
I za innymi ślepcy padł w kałużę.

94 „Już on nie wstanie, aż się czas dokona —

Rzekł Wódz — gdy zabrzmią trąby archaniołów,
Wróg złego swoje objawi znamiona.

97 Wróci z innymi do grobowych dołów,

Wziąć ciało i kształt, by w pełnej istocie
Wysłuchać wiecznych wyroku mozołów".

100 Tak my szli, stawiąc po mieszanym błocie

Z duchów i deszczu kroki powściągliwe
I rozmawiając o przyszłym żywocie.

103 „Mistrzu — pytałem — te kary straszliwe

Od wielkiej chwili, gdy wyrok zahuczy,
Mniejsze-li będą czy równie dotkliwe?"

106 A on: „W tym wiedza twoja cię pouczy:

Im doskonalszy jest byt, tym mu więcej
Dobro dogodzi, a boleść dokuczy.

109 A choć karani tutaj potępieńcy

Nigdy nie dojdą udoskonalenia,
Bliżsi go będą niż dziś, czasu jeńcy".

112 Takeśmy poszli naokół pierścienia,

Gwarząc ze sobą więcej, niż powtórzę,
Aż kędy w głębsze schodzi się podsienia:

115 Tam Plutus, wielki rozbójca, ma stróżę.



PIEŚŃ VII

Inf. 07 avari e prodighi, Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Powitani tajemniczymi słowami Plutona, Dante i Wergili wchodzą do czwartego kręgu piekła, w którym cierpią dusze ludzi chciwych i rozrzutnych. W piątym kręgu poeci spotykają potępionych za gniew, zazdrość, pychę i pesymistów.


1 „Pape Satan, Pape Satan, aleppe!" —

Zaryczał Plutus ze swej chrypłej krtani;
A On, wszystkiego świadom: „Niech cię ślepe

4 Strachy nie zwodzą — mówił — bo szatani,

Choć wielką mają władzę, nie przekażą,
Byś nie miał zstąpić z tych skał do otchłani".

7 Potem do wzdętych gęb zwrócił się twarzą,

Wykrzyknął: „Zamilcz mi, wilku przeklęty.
Inferno Canto 7 lines 8-9

Sam w sobie żrej się zaciekłością wrażą.

10 Wara koniecznej drodze czynić wstręty;

Życzą jej w górze, gdzie nad nieowładną
Zgrają wziął pomstę niegdyś Michał święty!"

13 Jak jednym razem zwiną się i padną

Żagle, skoro maszt przełamie się w połu,
Tak padł złośliwy potwór; a my na dno

16 Czwartego zatem zstąpiliśmy dołu,

Głębiej się drążąc w bolesne dziedziny,
Co wszystko świata złe mieszczą pospołu.

19 O Sądzie Boży! Mogłżeby kto iny

Skupić tak razem przeliczne męczarnie?
Przecz nas tak sieką nasze własne winy?...

22 Jak nad Charybdą fal spienione psiarnie

Ławą wypadną i na siebie skoczą,
Tak się w tym lochu tłum na tłumy garnie.

25 Liczniejsze, niźli indziej, tu się tłoczą

Zgraje i, wyjąc, wszystkiej piersi mocą
Ogromne głazy przeciw sobie toczą.

28 Prąc, wpadną na się, potem się obrócą

I cofną, w groźnym wciąż łając pomruku:
„Po co wstrzymujesz?" — „A ty piszczysz po co?"

31 Tak po pierściennej drogi ciemnym łuku

Z obu stron dążą na kres przeciwległy,
Śród ciągłych obelg i głazów postuku.

34 Zaledwie swoje półkole obiegły,

Znów się wracają zgięte kształty cieni:
Więc łzy współczucia rzęsę mi obiegły.

37 „Mistrzu mój — rzekłem — jak się lud ten mieni?

Z kościoła przyszli czy z klasztornej celi
Owi na lewo, wszyscy podgoleni?"

40 A Mistrz mój na to: „Wszyscy oni mieli

Umysł tak kosy za ziemskiego trwania,
Że w dóbr rządzeniu miary zapomnieli,

43 Co łacno z psiego wysłyszysz łajania,

Gdy się na krańcach przeciwnych odwiną,
Dokąd ich zbrodnia przeciwna pogania.

46 Owi, co nagą łyskają łysiną,

To kardynali, papieże, kapłani,
Grzesznego chciwstwa obarczeni winą".

49 Więc ja: „Mistrzu mój, tuszę, że w otchłani

Rozpoznam kogoś z gromady nikczemnej
Tych, co są taką winą pokalani?"

52 A on mi rzecze: „Szukać trud daremny;

Pozacierany w bycie ladajakiem
Kształt ich twym oczom i tu będzie ciemny.

55 Na wieki tłuc się będą onym szlakiem,

Aż dzień ostatni wszystkich odmogili:
Tych łysków i tych z zamkniętym kułakiem.

58 Że źle dawali i że źle dzierżyli,

Raju nie dojdą, na wieczne poswarki
Skazani, jako w tej oglądasz chwili.

61 Patrz, synu, jaki bierze termin szparki

Mienie, fortuny dziecię, co dlań ludzie
Ustawną pracą wysilają barki.
64 Ot, wszystko złoto, jeszcze skryte w rudzie
Inferno Canto 7 lines 65-67 Greedy and Indulgent

Lub już dobyte, nie ulży strudzonej
Duszy, ażeby odpoczęła w trudzie".

67 „Mistrzu, w tym jeszcze chcę być pouczony:

Fortuna i jej dziwne kołowroty
Czym są, że piękny świat tak wzięły w szpony?

70 A on mi na to: „O głupie istoty,

Nieświadomości i nieuctwa dzieci!
Posłuchaj, że cię wywiodę z ciemnoty:

73 Ten, czyja wiedza blask najwyższy nieci,

Stworzył niebiosa i tych, co je wodzą
Tak, że część każda każdej cząstce świeci,

76 A światła wszędy równo się rozchodzą;

Podobnie ziemskim blaskom, ziemskiej doli
Nadał mistrzynię, która za swą wodzą

79 Znikome dobra wciąż obsyła w kolej

Z ludów na ludy, z rodzin na rodziny,
A której ludzki rozum nie zniewoli.

82 Jeden szczep rośnie, gdy drugi w perzyny

Pada, jak losem władczyni przyniesie,
Której sąd skryty, by wąż pośród trzciny.

85 Próżno wasz rozum jej przeciwić chce się;

Ona przeziera, roztrząsa, rozstrzyga,
Jak każdy inny Wied w swoim zakresie.

88 Ciągle jest w ruchu, nigdy nie ostyga,

Z koniecznych przyczyn nieodmiennie chyża
I stąd tak często dola dolę ściga.

91 Oto fortuna, której: »Winna krzyża!« —

Woła niejeden, zamiast sławić raczej,
I krzywdzącymi słowy ją poniża.

94 Lecz ona, szczęsna, ucha dać nie raczy

I między innych pierwotworów grono
Błogosławione swoje biegi znaczy.

97 Na większą litość gotuj teraz łono:

Gwiazdy, co wzeszły, gdym wyruszał, nisko
Już stoją, a nam żmudzić zabroniono".
100 Tuśmy przecięli doliny kolisko
William-Adolphe Bouguereau (1825-1905) - Dante And Virgil In Hell (1850)

I ponad źródłem wyszli, co się pieni,
Padając w ryte swym pędem łożysko.

103 Woda w nim czarna, lecz krwawo się mieni;

Za czym tą nową drogą w głąb pieczary
Szliśmy, mętnymi nurty prowadzeni.

106 Ta smutna struga brzeg podmywa szary,

Jadem ziejący i w bagno rozwlekły,
Styksem nazwane; gdym w te zakamary

109 Rzucił spojrzenie, ujrzałem ociekły

Błotem ogromny lud z nagimi ciały
I z twarzą srogą, jakby z gniewu wściekły.

112 Już nie rękoma na się uderzały

Duchy: nogami i piersią, i głową;
Zębami siebie darły na kawały.
115 Tu dobry Mistrz mój rzecze do mnie: „Owo
Inferno Canto 7 lines 118-119

Ci, których w świecie złość przemogła licha;
I to wiedz pewnie, że tam, pod osnową

118 Mokradła, równie mnóstwo ludu wzdycha;

Gdziekolwiek okiem rzucisz po przestrzeni,
Poznasz po bańkach, które nurt wypycha,

121 Brnąc, jęczą: »Smutkiem byliśmy karmieni

Na lubym świecie, który się weseli
W słońcu; gnuśnymi dymy napełnieni,

124 Więc smutek żre nas w tej błotnej topieli!« —

Tak odzywają się w bagnie bełkotem,
Co zajękliwie pluska im z gardzieli".

127 Okrążyliśmy moczar wokół potem,

Z prawej dół mając, a z lewej wybrzeże,
I poglądali na ciekących błotem,

130 Ażeśmy przyszli pod jakowąś wieżę.



PIEŚŃ VIII

Inf. 08 Filippo Argenti, Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Poeci wsiadają do barki Flegiasza i w niej kontynuują podróż po bagnie piątego kręgu; wśród potępionych za gniew spotykają florentczyka Filipa Argenti. Na koniec docierają do drzwi grodu Disa, które szatani zatrzaskują przed nimi.


1 Mówię: dalekie jeszcze wśród wądołu

Majaczyły nam wieży czarne węgły,
A już mi oczy zbiegły ku jej czołu,

4 Do dwu płomyków, co się tam wylęgły

Przeciw trzeciemu w takiej odległości,
Że ich zaledwie źrenice dosięgły.

7 Więc ja, wpatrzony w Morze wszechmądrosci,

Pytam, co znaczą te ogniste gwary,
Kto nimi gada na tej wysokości.

10 "Już się przybliża — odrzekł — przez moczary,

Na co czekamy, i wnet się odsłoni,
Jeśli-ć widoku nie skryją opary".

13 Nie takim szybkim lotem pewnie goni

Bełt, gdy napięta puści go cięciwa,
Jako w tej chwili ujrzę, a po toni

16 Maleńkie czółno ku brzegom dopływa:

Jakiś duch ciemny był sternikiem nawy
I wołał: "Tuś mi, duszo niegodziwa!"

19 "Flegiasz, ej, Flegiasz, tym razem ty sprawy

Nie wygrasz! — tak Pan do niego zakrzyczy. —
Tyle my twoi, ile tej przeprawy".

22 Jak człowiek, co go, kiedy na coś liczy,

Rozczarowanie do głębi ubodzie,
Taki był Flegiasz, pozbawion zdobyczy.

25 Za czym Wódz podszedł, wstąpił i do łodzie

Mnie wezwał; teraz dopiero, ciężary
Mymi zważony, ponurzył się w wodzie
28 I przez odmęty pomknął czółn prastary,
Inferno Canto 8 verses 27-29

Głębiej się dzióbem wrzynając, niż skoro
Przewoził w sobie bezcielesne mary.

31 Wtem, gdy przez mętne płyniemy bajoro,

Jeden topielec do oczu mi skacze:
"A ty kto — wrzaśnie — coś tu wszedł przed porą?!"

34 Ja na to: „Wszedłem, lecz zostać nie raczę.

Kto zaś ty jesteś, oszpecony kałem?"
A on: "Wszak widzisz; jestem, który płaczę".

37 "Duchu przeklęty — na to zawołałem —

Zostanie tutaj w płaczu i żałobie;
Choć zbłoconego, przecież cię poznałem!"

40 Więc mara na bort kładła ręce obie,

Lecz Mistrz, podbiegłszy, strącił piekielnicę:
Inferno Canto 8 lines 39-41

"Psi rodzie — krzyknął — idź precz, wara tobie!"

43 Wziął mię za szyję i całując w lice

Powiadał: "Duszo, pełna oburzenia,
Błogosławione łono twej rodzice!

46 Ten był w swej pysze pełen zaślepienia;

Żaden czyn jemu nie zdobi pamięci,
Przeto nie znalazł pokoju dla cienia.

49 Iluż to królów, co państwem nadęci,

Tutaj ugrzęzną, jak wieprze w kałuży,
Wprzód w sercach ludzkich na wieki przeklęci".

52 "Mistrzu — powiadam — pragnę, nim podróży

Naszej dokona sternik przez bagniska,
Widzieć, jak nędznik w błocie się zanurzy".

55 "Nim łódź drugiego brzegu będzie bliska,

To, czego życzysz, obaczysz na jawie:
Zacne pragnienie nagrodę pozyska".

58 Niebawem oczy taką rzezią bawię,

Sprawioną widmu od tłuszczy przeklętej,
Że jeszcze dzisiaj za nią Boga sławię.

61 "Daj go! — wrzeszczała. — Filipa Argenti!"

Bezsilny przeciw napastników chmarze,
Gryzł sobie ręce florentczyk zawzięty.

64 Już go nie wspomnę, zostawię w moczarze...

Wtem mię uderzył jakiś jęk złowrogi:
Więc oczy baczniej w czarną pustkę wrażę.

67 Mistrz rzekł: "Tu, synu, koniec wodnej drogi;

Oto gród Disa przed nami odkryty:
Liczne i groźne w nim siedzą załogi".

70 A ja: "Widne mi jego moszej szczyty,

Umalowane kolorem czerwieni,
Jak w hutnym piecu rozpalone płyty".

73 Więc on mi na to: "Od wiecznych płomieni

Z wnętrza wykwita pas barwy ognistej,
Którym się niższe to piekło rumieni".

76 Wtem barka nasza wbiegła w rów kolisty,

Który krainę beznadziejną grodzi;
Mur nad nim zdał się barwy żelazistej.

79 Sternik nasz krążył, zanim dał swej łodzi

Wbiec do przystani; nareszcie przybija:
"Wysiądźcie — krzyknął nam — tędy się wchodzi!"

82 Spojrzę, nad tysiąc czartów się uwija

U wrót i woła głosy zjadliwemi:
"Kto jest ten śmiałek — pytają — i czyja

85 Stopa za życia w martwych staje ziemi?"

Więc Wódz roztropny ku nim jeno skinie,
Że pragnie coś rzec słowy tajemnemi.

88 Na to ich pycha zaraz się ochynie:

"Pójdź sam — wołają— lecz ten niechaj wraca,
Krom prawa w naszej stający kramie!

91 Niechże z powrotem błędnie drogi maca;

Ty zostań, coś go wiódł w tę norę ciemną,
Tobie stąd wyniść nadaremna praca!"

94 Pomyśl, słuchaczu, co się działo ze mną,

Gdy usłyszałem przeklęte wyrazy:
Samemu drogi stąd szukać daremno!...

97 "Wodzu mój luby, coś nad siedem razy

Krzepił otuchę i zwalczał zawady
Stojące w drodze mojej dla obrazy,

100 Niech nie zostanę słaby i bez rady;

Skoro moc wyższa przeszkodą nam staje,
Co prędzej wróćmy za własnymi ślady".

103 Lecz Pan mój, co mię w owe przywiódł kraje,

Rzekł: "Zbądź obawy; nikt nie jest dość silny,
Aby nam bruździł, gdy Bóg wolność daje.

106 Tu na mnie czekaj i pokarm posilny

Nadziei spożyj, i niech myśl się cuci,
Wiedząc, żem twego bezpieczeństwa pilny".

109 Za czym odejdzie i samego rzuci

Mój słodki Piastun; zawahany stałem.
Bowiem "tak" i "nie" w mej głowie się kłóci.
112 Nie wiem, jakim się świadczył trybunałem,
Inferno Canto 8 verses 110-111

Ale za chwilę piekielne załogi
Wszystkie do grodu nazad biegły cwałem.

115 I zatrzasnęły bramę nasze wrogi

W pierś Pana mego; więc od wrót powoli
Wracał, stawiając opieszałe nogi.

118 I onieśmielił mu się wzrok sokoli

W ziemię spuszczony; idzie i powiada:
"Kto mię nie puszcza do domu niedoli?"

121 A do mnie rzecze: „Że mną gniew owłada,

Nie dbaj i nie bój się; zwalczę przekory,
Jakabykolwiek stawiała je zdrada.

124 Nie pierwszy raz to brużdżą krnąbrne zmory:

Wszak próbowały buntu u mniej skrytej
Bramy, co nosi pęknięte zawory.

127 Widziałeś napis śmierci na niej ryty:

A już tamtędy z kamiennych poroży
Skróś kół piekielnych przybywa bez świty

130 Ten, co nam zejście w nowy kraj otworzy".



PIEŚŃ IX

Inf. 09 Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Na murach grodu Disa ukazują się trzy Furie, które starają się odstraszyć poetów; wkrótce jednak zjawia się Anioł, otwiera bramę grodu i wędrowcy wchodzą do szóstego kręgu. Tutaj cierpią zamknięci w grobach heretycy.


1 Gdy ujrzał Wódz mój, że z jego kłopotem

Na twarz mi wpełzła blada bezotucha,
Śmiałość na lica przywołał z powrotem.

4 Stanął i czekał, jak człowiek, co słucha,

Bo najbystrzejszy wzrok tam nie przebrodzi
Z dymu i mgławic czarnego wańtucha.

7 „Ten nowy szkopuł zwalczyć nam się godzi —

Szepnął — a gdy nie... czekać zmiłowania;
Jakże mi dłuży się, że nie nadchodzi!"

10 Snadniem ja dostrzegł, że początek zdania

Myśl doufniejszą, niźli reszta, mieści,
Tak że z nich razem sprzeczność się wyłania.

13 Toteż strach na mnie padł od nowej wieści;

Ze strzępów mowy, niepewny, co znaczą,
Możem dobywał nazbyt groźnej treści.

16 „Zstąpili w smutną tę jamę ślimaczą

Kto z duchów, które pierwszy stopień winy
Pragnieniem nieba beznadziejnym płaczą?"

19 Tak pytam, a Wódz: „Śród naszej drużyny

Niewielu tylko wolność otrzymało
Deptać te oto podziemne ścieżyny.

22 Raz ja tę podróż odprawiłem całą,

Gdy prośbą dzikiej Erykto zaklęty,
Co była zdolna wskrzeszać trupie ciało,

25 Wnet potem, kiedym zzuł doczesne szczęty,

Wstąpiwszy tutaj, zabrałem tajemnie
Ducha, co w kręgu Judy był zamknięty.

28 To są najgłębsze, najczarniejsze ciemnie,

Najdalsze nieba, gdzie trwa źródło ruchu;
Dobrze znam drogę, miejże ufność we mnie.

31 Ten staw okropny, siedziba zaduchu,

Twierdzę boleści dzierży pośród fali:
Teraz tam wkroczym z wielkim gniewem w duchu".

34 Już nie pamiętam, co powiadał dalej;

Wszystką uwagę ściągnąłem do góry,
Ku szczytom wieży, co się krwawo pali

37 I gdzie od razu nad pąsowe mury

Trzy krwawe Furie wyrosły pospołu:
Kobiece kształty miały i postury,

40 Zielenią gadów opasane w połu;

Z żmij i padalców ukręcone bicze
Za włos pokładły surowemu czołu.

43 A on, co znał już obrzydłe oblicze

Służebnic pani wieczystego jęku,
„Patrz — wołał — oto Erynie zbrodnicze.
Inferno Canto 9 verse 46

46 Oto Megera, ta po lewym ręku;

W prawo Alekto wyje; Tyzyfony
Kształt w środku widzisz". Zmilkł i stał bez dźwięku.

49 Spojrzę, pierś sobie drą własnymi szpony

I w dłonie klaszczą, i jęczą; ja cały
Drżę, do Poety boku przytulony.

52 „Bywaj, Meduza! Zmień go w kawał skały! —

Przegięte ku mnie wołają diablice. —
My Tezeusza niegdyś ugłaskały!"

55 „Obróć się prędko, zakryj dłońmi lice,

Niechbyś się dostał na oczy Gorgonie,
Już nie ujrzałyby dnia twe źrenice".

58 Twarzą mię zwrócił ku przeciwnej stronie

I na mych oczach, pełen nieufania,
Jeszcze położył swoje własne dłonie.

61 O wy, jasnego zdolni rozeznania!

Patrzcie nauki, która z osłoniętej
Niezwykle mowy tajną myśl wyłania...

64 A już się zbliżał przez brudne odmęty

Szum, od którego dwa brzegi dygocą:
Przerażające jakoweś tętenty.

67 Tak wyzwolone sprzecznych prądów mocą

Tłuką się wiatry po lasu rubieży,
Szarpią konary, z pniami się szamocą,

70 Rwą i unoszą kwiat; a po grabieży

Dumnie odchodzą w kurzawy obłoku,
Pędząc przed sobą trzody i pasterzy.

73 Z oczu mi dłonie zdjął. „Teraz moc wzroku —

Rzekł — wytęż, gdzie mgła po fali się wije
Gryząca, zgęsła w oparów natoku".

76 Jak przed zjawieniem jadowitej żmije

Stado żab w wodzie nagle się rozprószy
I do dna tonie, i tam w grunt się ryje,

79 Tak więc tysiączne, skazane katuszy,

Zbiegły przed Jednym przerażone duchy,
Który po Styksie stąpał jak po suszy.

82 Z twarzy odganiał przygęsłe zaduchy,

Wionąc lewicą, ale zdał się zgoła
Nieutrudzony, jeno tymi ruchy.

85 Więc niebieskiego w nim zgadłem anioła;

Spojrzę na Mistrza, a on znak mi dawał,
Abym stał cicho i pochylił czoła.

88 O, jakżem pełnym wzgardy go poznawał...

Podszedł do bramy i dotknięciem wici
Inferno Canto 9 verses 87-89

Otworzył; nikt mu przeszkodą nie stawał.

91 „Niebios wyrzutki, sromotą okryci —

Rzekł przestąpując próg okropnej parni —
Czym się ta krnąbrność w sercach waszych syci?!

94 Przecz owej Woli stawacie niekarni,

Której zamiarów żaden nie umorzy,
A tylko własnej powiększa męczarni?

97 Przecz się buntować konieczności bożej?

Próbował Cerber: ku wiecznej przestrodze
Kark ma i gardziel zdarte od obroży".

100 Rzekł i powracał po błotnistej drodze,

Na nas nie patrząc zgoła, z miną człeka,
Którego wcale inna troska głodze

103 Niźli o tego, co jej chciwie czeka;

A myśmy weszli skróś czarnego wzwodu,
Czując, że można nad nami opieka.

106 Już nam gwałt niczyj nie wzbraniał przechodu,

A ja, com ciekaw był przekroczyć progi
I poznać wreszcie treść krwawego grodu,

109 Wzrokiem zatoczę i widzę rozłogi

Po stronie lewej i po stronie prawej,
Pełne rozjęków i katuszy srogiej.

112 Jak w Arles, gdzie Rodan rozlewa żuławy,

Lub w Pola, gdzie wzdłuż Quarnera wybrzeży
Morze podmywa italskie dzierżawy,
115 Pole się groby kamiennymi jeży,
Inferno Canto 9 verses 124-126

Tak tu grobowców sterczą nagie skały,
Lecz gorycz tamtych z tą niech się nie mierzy!

118 Pośrodku mogił płomienie pełzały;

Na skroś je żarka przejmowała spieka,
Większa niż wszelkie hutnicze upały.

121 Grobowców były uniesione wieka;

Przerażające szły z głębi lamenty,
Niby z nędznego na mękach człowieka.

124 Więc ja do Mistrza: „Kto ten lud zamknięty

I pochowany w granitowe leże,
Na taką rozpacz bolesną przeklęty?"

127 Na to on do mnie: „Tu cierpią kacerze

Wszelakiej sekty; z nimi naślednicy
Mnodzy; żadną ich liczbą nie przemierzę.

130 Równi z równymi legli; dla różnicy

Win w różnym stopniu żłoby trumien płoną".
Tutaj skręciwszy w prawo, wzdłuż ulicy

133 Męczeńskiej szliśmy, pod murów osłoną.



PIEŚŃ X

Inf. 10 Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Wędrując ze swoim przewodnikiem pośród grobowców, Dante spotyka dwóch Florentczyków: Farinatę degli Uberti, który przepowiada mu wygnanie z Florencji, i Cavalcante Cavalcantiego.


1 Wąską ścieżyną, między miasta mury

Szliśmy a owe upalne katownie:
Mistrz mój na przedzie, a ja za nim wtóry.

4 „O szczytna Siło, co mię tak cudownie

Wodzisz po niecnej krainie nędzarzy —
Rzekę —jednegom ciekaw niewymownie:

7 Owy lud, co się wewnątrz grobów praży,

Możnaż oglądać? bowiem uchylone
Są wieka trumien, a nie widzę straży".

10 Na to Mistrz do mnie: „Zatrzasną się one,

Gdy z Jozafata dolin liczną zgrają
Przybędą duchy w ciała obleczone.

13 W tej okolicy swe cmentarze mają

Epikur i tych jego uczniów świta,
Co duszę wspólnie z ciałem zabijają.

16 Ale myśl, w twoim pytaniu spowita,

Wnet w jednej trumnie znajdzie rozwiązanie,
A za nią inna chęć przede mną skryta".

19 „Serca mojego nie zakrywam, Panie,

Gdy chcesz w nie wejrzeć; lecz milczeć się zdało,
Bo takie było twoje rozkazanie..."

22 „O Toskańczyku, który żywe ciało

Przez gród ogniowy niesiesz i tak cześnie
Przemawiasz, zostań tutaj chwilę małą.

25 Już mi twa gwara zdradziła, że nie śnię:

Snadź ciebie rodzi ta ziemia sławiona,
Której jam może zaciążył boleśnie".

28 Te słowa wyszły z krzemiennego łona

Grobu; toż większa trwoga na mnie padnie,
Do mego Wodza przytulam ramiona.

31 „Obróć się, co ci? — tak Mistrz mię zagadnie.

Patrz, Farinata wstał w niszy kamiennej:
Od głów po biodra obaczysz go snadnie".

34 Wzrokiem chwyciłem jego wzrok trumienny;

On wznosił piersi i czoło surowe,
Jakby miał piekło w pogardzie bezdennej.

37 Wtem ręce Wodza mego piorunowe

Pchnęły mię, kędy ten cień sterczał blady:
„Zwięzłą do niego — rzekł — obracaj mowę".
40 Gdy u grobowca stanąłem posady,
Inferno Canto 10 verses 40-42

Popatrzał na mnie, a potem mi rzucił
Dumne pytanie: „Kto są twoje dziady?"

43 Ja, bym się z Mistrza przestrogą nie skłócił,

Co chciał, krótkimi wyznałem wyrazy;
Więc on brwi nieco ku górze obrócił

46 I mówił: „Chciwi byli mojej skazy,

Na ród mój wojnę od wieków zażegli,
Toż w polu pomstę z nich brałem dwa razy".

49 „Choć zwyciężeni, przecież się postrzegli —

Odparłem — wzięli zasię gród zabrany;
Twoi w tej sztuce byli mało biegli".

52 Wtem oczom moim wstał wyprostowany,

Widny po brodę, duch z bliskiej mogiły;
Myślę, że klęczał w swej trumnie kolany.

55 Jął się rozglądać, jakby jakiś miły

Gość miał mu z moją zjawić się osobą,
I nagle oczy mu się zasępiły.

58 Płacząc rzekł: „Skoro ku oślepłym grobom

Wielkoduszne cię wiedzie przyrodzenie,
Kędyż jest syn mój i czemu nie z tobą?"

61 „Nie własne tutaj pchnęło mnie zachcenie —

Rzekłem — tam stoi mąż, co mną się para:
Twój Gwido, rzkomo, miał go w małej cenie".

64 Zarówno słowa widma, jak i kara

Dosyć mi o nim powiedziały wieści,
Stąd przemawiałem świadom. A wtem mara

67 Powstała nagle i pełna boleści:

„Jak to: miał, mówisz? Czyżby już nie bawił
Na jasnym świecie, gdzie blask oczy pieści?"

70 A gdym go nie dość pośpiesznie odprawił,

Duch, rozumiejąc, że odpowiedź kryję,
Na wznak padł w trumnę i już się nie zjawił.

73 Tymczasem cień ów dostojny, na czyje

Skinienie-m czekał, postawy nie zmienia,
Bioder nie skręci, nie obróci szyje,

76 Lecz jakby kończył swego przemówienia:

„Że tego kunsztu nie znali w niedoli,
Bardziej dolega niż łoże z kamienia.

79 Zanim pięćdziesiąt razy twarz wykoli

Pani, co dzierży tu czasu rachubę,
Sam ty doświadczysz, jak ta sztuka boli.

82 A że powrócić masz na światło lube,

Mów: przecz nas lud ten ukazami smaga?
Czemu nastaje wciąż na naszą zgubę?"

85 Więc ja mu na to: „Rzeź i ta zniewaga,

Co Arbii dała fale rubinowe,
W zakonie naszym odwetu wymaga".

88 A on, westchnąwszy i zwiesiwszy głowę:

„Wszak nie sam byłem, kiedy was wyparto;
Nie wszedłbym z nimi bez przyczyny w zmowę.

91 Za to sam jeden, kiedy się zażarto

Zmienić Florencję w kupę rumowiska,
Broniłem miasta z przyłbicą otwartą".

94 „Niechajże plemię twoje mir odzyska! —

Rzekłem — a teraz rozwikłaj pętlicę,
Która mi władzę poznania zaciska.

97 Jak widzę, wzrok wasz sięga za granicę

Zdarzeń dziejących się w obecnej porze,
Lecz obecności zakryte wam lice..."

100 „Jak w dalowidztwie wzrok nasz dostrzec może

Jedynie tylko odsuniętych rzeczy,
Tyle nam Łaski daje Światło Boże;

103 Lecz bliskich lub już obecnych nam przeczy;

Toż póki z inąd wieści nie zaznamy,
Skryty przed nami jest wasz stan człowieczy.

106 Stąd łacno możesz wnieść, że postradamy

To świadomości dobro niewątpliwie,
Skoro przyszłości zatrzasną się bramy".

109 Więc ja mą winą cały się roztkliwię:

„Powiedzcie temu, co wpadł w trumnę z głazu:
Syn jego pośród żywych jeszcze żywie.

112 Żem odpowiedzi nie dał mu od razu,

To przeto, żem był w błędzie uwikłany,
Teraz mi widnym z twojego dokazu".

115 A wtem już Mistrza głosem przyzywany,

Spiesząc się, ducha poproszę goręcej,
By mię pouczył, kto z nim pogrzebany.

118 „Leżę tu — odparł — pośrodku tysięcy:

Ze mną Fryderyk drugi i kardynał,
I jeszcze... ale nie chcę mówić więcej".

121 Tu zapadł w trumnę; a jam iść poczynał

Ku prastaremu mojemu Wieszczowi
I ową przykrą wróżbę przypominał.

124 Ruszył; po małej chwili tak mi powie:

„Co to za troska, widzę, tobie cięży?"
Więc ja wyznałem, tusząc, że uzdrowi.

127 „Coś przeciw sobie słyszał, niech się stęży

W twojej pamięci! — tak Mędrzec mi każe; —
A teraz bacz tu! — i palec wypręży. —

130 Kiedy obaczysz blasków jasne zarze

Tej, której wdzięczny wzrok przegląda wszędy,
Ona ci drogę żywota ukaże".

133 W lewo zawrócił Mistrz mój i już tędy,

Mur porzuciwszy, ścieżką coraz głębiej
Szliśmy w dolinę, skąd wstrętnymi swędy

136 Aż ku nam ogień wewnętrzny się kłębi.



PIEŚŃ XI

Inf. 11 Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Przed wejściem do siódmego kręgu Wergili objaśnia Dantemu rozmieszczenie dusz potępionych w ostatnich trzech kręgach piekła i tłumaczy, dlaczego lichwa jest tak wielkim przestępstwem wobec Boga.



1 Idąc okólną ścieżką po wiszarze,

Co go tworzyły ściany w gruz rozbite,
Nad okropniejsze przyszliśmy cmentarze.

4 Powietrze było tak zaduchem syte,

Co w przepaścistej otchłani się wszczyna,
Żeśmy się skryli za grobową płytę,
Inferno Canto 11 verses 6-7

7 Na której napis ryty wypomina:

„Tutaj spoczywa papież Anastazy,
Zwrócony z drogi prawej od Fotyna".

10 „Z wolna — Mistrz rzecze — schodźmy między głazy;

Niech nawyknieniem zmysł się ubezpieczy,
Po czym już dalej pójdziesz bez odrazy".

13 Na to ja proszę: „A tymczasem k'rzeczy

Żmudę mą innym wynagrodzić zyskiem..."
„Właśnie — odpowie — to miałem na pieczy.

16 Synu mój, w dole pod głazów urwiskiem

Trzy koła, jak te, co nam z ócz znikają,
Wciąż zwężającym się biegną łożyskiem.

19 Wszystkie przeklętą wypełnione zgrają;

Lecz, by ci potem spojrzeć wystarczało,
Dowiedz się tutaj, przecz i jak się kają:

22 Wszelka złość, którą niebo obrzydziło,

Celem ma krzywdę: zrządzić ją się stara,
Godząc w drugiego podstępem lub siłą.

25 Lecz podstęp, człecza jedynie przywara,

Jest niezbożniejszy, toteż w niższym kole
Ślęczą podstępni, których sroższa kara.

28 W pierwszym się mieszczą gwałtownicy kole;

Lecz że gwałt trzema sposobami chodzi,
Więc rozdzielony na troiste pole.

31 W Boga, bliźniego lub siebie gwałt godzi,

A to w osoby, mówię, albo rzeczy,
Jako się z dalszej mej treści wywodzi.

34 Gwałtem zabija się albo kaleczy

Bliźnich osobę, a dobra i mienie
Pożarem gubi, rabuje, niweczy.

37 Stąd skrytobójców i morderców cienie,

Zbrodniów, złodziei oddzielną komorą
Dostały pierwszy krąg na posielenie.

40 Może obrócić człowiek rękę skorą

Na siebie lub swój majątek; więc społem
W drugim okręgu beznadziejną biorą

43 Kaźń, co się sami rozstają z padołem,

Marnują dobra, trwoniąc je bez miary,
I płaczą tam, gdzie trzeba być wesołem.

46 Gwałt Bogu zadać można brakiem wiary

Albo bluźnierstwy, lub gdy się wyróżni
Od praw przyrody, lub gardzi jej dary.

49 Więc w mniejszym kręgu cechą z piekieł kuźni

Sodomski znaczon ród i kaorzany,
I ten, co Bogu w sercu swoim bluźni.

52 Podstęp, w sumieniu sprawiający rany,

Krzywdzi tak tego, co na wierność liczy,
Jak co ufnością nie był warowany.

55 Ostatni owych jeno więzów tyczy,

Które natura na ludzi nakłada,
Przeto się kołem drugim ograniczy

58 Obłud, złodziejstwa i symonii zdrada;

Tu więc pochlebcy, fałszerze, znachorzy,
Rufiani, szachry i inna szkarada.

61 Poprzedni miłość przyrodzoną morzy

I to, co z taką miłością się splata,
A co związkami swymi ufność mnoży.

64 Więc w mniejszym kole, gdzie jest środek świata

I kędy się Dis okropny rozsiada,
Zdrajcom wieczysta znaczy się odpłata".

67 „Wykład twój — rzekłem —jasno opowiada

I jasno dzieli piekielne koliska
I lud, co w piekła głębokościach biada.

70 Lecz powiedz: owi z błotnego bagniska

I których tnie deszcz, i których wiatr gamie
I czerń, co na się ciągle klątwy ciska,

73 Czemu w szkarłatną nie popadli parnię,

Skoro ich nie ma Bóg w litości swojej;
Jeżeli zaś ma, skąd te ich męczarnie?"

76 „Przecz — odparł — myśl twa w obłędzie się znoi,

Taką niezwykłą złudą opętana?
Czyli że może kędy indziej roi?

79 Zbiegłaż z pamięci twojej prawda znana,

Którą ci jasno wykłada Etyka,
O trzech nałogach, obrzydzeniu Pana?

82 To niewściągliwość, złość, zwierzęcość dzika:

Jako ta pierwsza mniej Boga obraża
I przeto z mniejszą karą się spotyka?

85 Jeżeli dobrze rozum twój to zważa,

Przypominając razem, kto są owi
Cierpiący zewnątrz parnego cmentarza,

88 Pojmiesz, że im się odmienne stanowi

Miejsce niż zdrajcom; że kary mniej wstrętne
Znoszą, bożemu wydani gniewowi".

91 „O Słońce, które wzroki leczysz mętne:

Tak mi się umysł z twych rozjaśnień złoci,
Że w nich wątpienia stają się ponętne.

94 Lecz niech twa dobroć — rzekłem — myślą wróci

I tę zawiłość jeszcze mi wyłoży:
Jak lichwa z ujmą jest bożej dobroci?"

97 „Ten filozofa błąd w tobie umorzy —

Odparł — wszak nieraz powtarza w swym wątku
Jako natura bierze źródło w bożej

100 Sztuce, z bożego wynika rozsądku;

A zaś kto pilnie w Fizyce poszuka,
Znajdzie w jej księgach zaraz na początku,

103 Że za naturą dąży ziemska sztuka,

Jako w mistrzowe uczeń dąży ślady;
Że więc jest ona jakby boża wnuka.

106 Jeśli na pamięć znów przywiedziesz rady

Z Księgi Rodzaju, wiesz, że brać wypada
Z obu porządek życia i zasady.

109 Zaś lichwiarz właśnie karność wypowiada

Naturze i tej, co w trop za nią bieży,
Skoro gdzie indziej nadzieję zakłada.

112 Teraz pójdź za mną; pośpieszać należy;

Na horyzoncie już zamigotały
Ryby, nad Kaurem Wóz już pewnie leży,

115 A nam nie tędy przyjdzie zejść ze skały".



PIEŚŃ XII

Inf. 12 Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Wędrując krawędziami jaru, poeci obserwują w dole oszustów, a między nimi Ciampolo z Nawarry, który opowiada swoje losy, a także brata Gomitę i Michela Zanche.


1 Widziałem w życiu wojowników roty

Na bój idące; widziałem ataki
Hufców, przeglądy wojska i odwroty;

4 Widziałem na harc wodzone rumaki,

Aretynowie, i rycerskie gony,
W turniejach kopie kruszone i znaki,

7 Podczas gdy trąby huczały i dzwony,

I bębny, i twierdz wołające straże,
I hasła swojskie albo z cudzej strony —
10 Nigdym nie widział przy takiej fujarze
Inferno Canto 12 verses 11-14

Wymarszu pieszych ni jezdnych, ni floty,
Gdy się jej hasło do drogi ukaże.

13 Szliśmy śród biesów dziesięciorga roty,

Straszna kompania!... Ale cóż? W kościele
Siedzisz przy świętych, w karczmie śród hołoty.

16 Ja wszystką baczność na wrzątku zestrzelę,

By lud ogarnąć w tę fosę wchłonięty
I w smole straszne biorący kąpiele.

19 Jako delfiny, kiedy grzbiet wygięty

Z podmorskiej fali jawią marynarzom
Na znak, aby się chronili z okręty,

22 Tak ci, by ulżyć mąk, w których się prażą,

Coraz to plusną, skryją się i znowu
Grzbiet szybko, jak błysk piorunu, ukażą.

25 Albo jak żaby w kałuży, gdy z rowu

Nad wodę pyszczki prężą za oddechem,
A kryją nogi i resztę tułowiu,

28 Tak wysterczali ci skalani grzechem;

Ale gdzie Kudłacz przejdzie, zaraz sami
We wrzątku toną, zmykając z pośpiechem.

31 Wtem, na wspomnienie jeszcze serce drga mi,

Jeden się spóźnił, jak żaba w bagnisko
Gdy nie uskoczy za towarzyszkami.

34 Lecz Ostry Pazur, który stał tu blisko,

Śmignął, za zlepły włos hakiem do góry
Podniósł, jak wydrę obmokłą i śliską.

37 Z imienia znałem już diabelskie ciury,

Bo werbowanych znaczyłem w pamięci
I uważałem, jak się wabił który.

40 „Hej, Opętańcze, nie szczędź mu dziesięci

Szponów i nadrzej no porządnie łyka!" —
Tak jednym głosem wołali przeklęci.

43 „Mistrzu — do mego rzekę Przewodnika —

Spytaj, gdy wolno, o imię maszkary,
Którą tak wrogo czerń oprawia dzika".

46 Więc Wódz natychmiast przystąpił do mary

I pytał, co zacz, a duch krzyknął z dołu:

„Urodziłem się w królestwie Nawarry;
49 Matka mię moja u dworskiego stołu

Służyć oddała, zrodziwszy z hultaja,
Co strwonił mienie z żywotem pospołu.

52 Dobry król Tybalt łaskaw mi jest, a ja

Wnet szalbierstwami żywot swój zachwaszczę,
Za które w smole teraz duch się kaja".

55 Tu diabeł, co miał uzbrojoną paszczę

W parę sterczących kłów, jak dzikie knury,
Zaraz mu jednym dał poczuć, jak głaszcze.

58 Popadła biedna mysz w kocie pazury!

Lecz Kudłacz, ducha objąwszy ramiony,
Rzekł: „Póki dzierżę, wara mu od skóry!"

61 Potem do Mistrza pyskiem obrócony:

„Pytaj, co jeszcze chcesz wiedzieć — powiada —
Inferno Canto 12 verses 58-59

Nim go rozerwą tamci swymi szpony".

64 Więc Wódz zagadnął: „Śród topielców stada

Jest tu z łacińskiej włości ziomek jaki?"
Duch na to: „Krajów łacińskich sąsiada

67 Jeno com widział w głębi smolnej młaki;

Bogdajbym przy nim warem się napawał,
Nie straszyłby mię pazur i bosaki".

70 A Łasy: „Dość-em cierpliwie wystawał".

I, wysunąwszy nagle harpun chwytki,
Z ramienia mięsa mu odszarpnął kawał.

73 Smoczy Pysk znowu widłami do łydki

Rwał się, dziesiętnik jednak skoczył żwawy
Inferno Canto 12 verses 73-74

I dookoła wzrok zatoczył brzydki.

76 Gdy uciszyli nieco wielkiej wrzawy,

Tego, co ranę swą oglądał, spyta
Mój dobry Piastun, niemieszkając sprawy:

79 „Kto owa dusza, tak dobrze ukryta,

Coś ją porzucił, i z lichej porady?"
Odpowie widmo: „Jest to brat Gomita,

82 Z Gallury rodem, naczynie wszej zdrady,

Który miał wrogów swego pana w saku,
A tak ich użył, że każdy mu rady.

85 Brał od nich dzięgi, wypuszczał bez braku;

W innych urzędach zdzierstw popełnił sporo;
Słowem, był bo łotr wysokiego znaku.

88 Z nim siedzi Michał Zanche z Logodoro;

Tam o Sardynii gawędzą do syta:
Skoro raz zaczną, kończyć im nieskoro.

91 Aj, tamten, słyszę, kłami na mnie zgrzyta!

Rzekłbym coś jeszcze, alem pełen strachu,
Że mi się zębem głowizny dopyta!"

94 Więc na Szaleja, co go trzymał w szachu

I białkiem toczył, stając jak do sztyku,
Dziesiętnik wrzasnął: „Precz, złośliwy ptachu!"

97 „Gdyś rad usłyszeć coś o Toskańczyku

Albo Lombardzie — rzekł duch zastraszony —
Zaraz ci przyślę; jest ich tam bez liku.

100 Lecz niech się nieco odsuną Złe Szpony,

Bo tamci wyjrzeć nie śmią, w strachu kary;
Ja, tu pod skałą sobie przyczajony,

103 Za mnie jednego zwabię całe chmary,

Gdy tylko świsnę, co u nas jest znakiem,
Że wolno głowę wyścibić nad wary".

106 Psia Morda, słowem oburzony takiem,

Łbem zaczął kiwać, uniósłszy paszczęki:
„Patrzcie, co zmyślił, aby ujść przed hakiem!"

109 A on, co w głowie nosił kruczków pęki,

Powiada na to: „Ha, dowcipnie wcale,
Że towarzyszy dam na większe męki!"

112 Wiła na przekór krzyknął: „Doskonale!

Spróbuj no czmychnąć, omyliwszy warty,
Ja w zakład idę: nie zgonię we cwale,

115 Lecz w locie ponad smołą rozpostarty

Dopędzę; pójdź tu i stań za urwiskiem,
Obaczym, czyś co więcej od nas warty".

118 Nowym, słuchaczu, zdziwię cię igrzyskiem.

Wszyscy się biesi tyłem obrócili,
A on najpierwszy, Psia Morda nazwiskiem.

121 Chytry Nawarczyk dobrał sobie chwili,

Odbił się piętą na urwiska spadku,
Szusnął, a diabli zabawę pokpili.

124 Na brzegu stali, markotni z wypadku,

Ale najbardziej ów pokpiwca sprawy;
Prędko się porwał, krzyknął: „Mam cię, bratku!",

127 Lecz nadaremnie, strach był bardziej żwawy;

Spadł potępieniec w smołę i dał nura,
A szatan wracał, prężąc skrzydeł stawy.

130 Tak sokół, kiedy poluje kaczora,

Już, już go sięga, gdy ten w wodzie znika,
A sokół wraca, opuściwszy pióra.

133 Wściekły, lecz i rad z tej psoty grzesznika,

Powstrzymał druha w locie Tłumirosa,
Bo uśmiechała mu się bijatyka.

136 Więc kiedy oszust czmychnął im sprzed nosa,

Wbił w towarzysza szponiaste ostrogi
I zwisł, gdzie wrzątkiem parowała fosa.

139 Ale i ów był raróg nad rarogi,

Więc pazurami zadzierżył go krzepko,
Aż razem wpadły w war zacięte wrogi.

142 War zapaśnikom prędką był rozczepką,

Ale nie mogli wygrzebać się z młaki,
Bo skrzydła smołą kleiły się lepką.

145 Kudłacza skwasił kłótni obrót taki;

Pchnął czterech lotem na drugi brzeg jaru,
Wszystkim kazawszy wziąć widły i haki.

148 W różnych zlecieli miejscach i z wiszaru

Widły podając, przybyli ratunkiem
Diabłom, wpieczonym już w skorupę waru.

151 I zostawiliśmy ich z tym frasunkiem.



PIEŚŃ XIII

Inf. 13 Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Schodząc niżej, poeci napotykają dusze samobójców zamienione w drzewa, których liście i kora służą za pożywienie harpiom. Wśród nich spotykają Pietra della Vigna. Samobójcy-rozrzutnicy cierpią pędzeni i szarpani przez rozwścieczone wilki.


1 Jeszcze nie przebył krwawego potoku,

Gdyśmy się w leśne dostali gęstwiny,
Gdzie żadna ścieżka nie świtała oku.

4 Liść nie zielony tam, lecz jakiś siny;

Gałąź nie gładka, lecz jakaś żylasta;
Zamiast owoców — zatrute jeżyny.

7 Nie tak się plące i nie tak zarasta

Między Kornetem a Cecyną puszcza,
Gdzie zwierz się chowa, wróg sioła i miasta.
10 Tu gniazda wije brzydkich harpii tłuszcza,
Inferno Canto 13 verse 11

Która, Trojanom obmierziwszy żydła,
Z czarną ich wróżbą na wędrówkę puszcza.

13 Ludzkie oblicza mają, duże skrzydła,

Pierzaste brzuchy i szpony jastrzębie;
Z dziwnych drzew jęczą dziwaczne straszydła.

16 Rzekł Mistrz mój dobry: „Zanim w lasu głębie

Wejdziesz, masz wiedzieć, że to krąg jest wtóry
I będziesz w jego zostawał obrębie,

19 Aż na okropne natrafisz piachury;

Teraz patrz pilnie, pomny, com powiadał,
Rzeczy obaczysz niezwykłej natury".

22 Po boru echem jęk ogromny biadał,

Ale kto jęczyć mógł, nie wypatrzyłem,
Więc stałem, a strach z głosów na mnie padał.

25 Sądziłem, że Mistrz sądził, że sądziłem,

Jakoby głosy owe szły z gęstwiny
Od duchów, które sobą wystraszyłem.

28 „Sprobuj — powiada mi — urwać z krzewiny

Jedną gałązkę; kiedy się odłamie,
Mniemania twoje obrót wezmą iny".

31 Ja usłuchałem i, ściągnąwszy ramię,

Gałązkę z dużej ułamałem śliwy.
„Czemu kaleczysz?" — jęknął pień, a znamię
Inferno Canto 13 verse 34

34 Ciemną czerwienią podbiegło krwi żywej,

I znowu biadał: „Czemu rwiesz mi trzewa?
O, jakiż w tobie duch nielitościwy!

37 Byliśmy ludzie, dziś jesteśmy drzewa,

Ale się z czulszą litością spotyka
Bodaj gadziny dusza..." Tak się gniewa

40 Widmo i na kształt żywego patyka,

Gdy płonie z jednej, płacze z drugiej strony,
A od przeciągu i skwirczy, i syka,

43 Ów szczątek słów i łkań wydawał tony;

Zatem mi z ręki wypadła chabina
I stałem, patrząc, jak człek przerażony.

46 „Duszo rozdarta — Mistrz mówić zaczyna —

Gdyby on mógł był uwierzyć w te dziwy,
Które ma stara powieść wypomina,

49 Nie byłby ściągnął ręki popędliwej;

Źle mi radziło cudu podobieństwo,
Żem go do próby popchnął niegodziwej.

52 Lecz powiedz, ktoś ty, aby, za męczeństwo

Zadane, blasku przyczynił twej sławie,
Gdy między ludzkie wróci społeczeństwo".

55 Więc duch: „Tak słodko prosisz i łaskawie,

Że nie lża milczeć; a niech nie zniechęcę,
Jeśli was dłużej powieścią zabawię.

58 Jam jest, masz wiedzieć, ten, com trzymał w ręce

Obadwa klucze od serca Frydryka,
W którym, bywało, tak pochlebnie kręcę,

61 Że już nade mnie nie zna powiernika.

Ta moja w służbie przychylność i wiara
Sen mi odbiera i grób mi odmyka.

64 Bo nierządnica, co od wrót cezara

Nigdy wszetecznych oczu nie odwróci,
Dworów zakała i zaguba stara,

67 Wszystkie przeciwko mnie zapala chuci,

A gniew Augusta od nich tak rozpłonie,
Że świetność moja w kiry się przerzuci.

70 Więc oburzenia smak poczuwszy w łonie,

Ja, prawy, krzywdę sobie zadawałem,
Tusząc, że śmiercią wzgardy się uchronię.

73 Lecz na tę korę, co dziś jest mym ciałem,

Przysięgam: panu, tak godnemu chluby,
Nigdy powinnej wiary nie złamałem.

76 Który z was obu na świat wróci luby,

Pokrzep mą pamięć, co w bezcześć popada
Z zawiści wrogów żądnych mej zaguby".

79 Wieszcz chwilę czekał, a potem powiada:

„Nie zwlekaj; pytaj, póki czasu stanie,
O czym twa dusza jeszcze wiedzieć rada".

82 Na to ja rzekłem: „Sam go pytaj, Panie,

O to, co mniemasz, że mi wiedzieć płuży,
Bo mnie już w piersiach dławi litowanie".

85 A on: „Jak tuszę, że druh mój usłuży

W tym, w czym go kolwiek twoja prośba wzywa,
O cieniu drzewnej powierzony stróży

88 Tak racz nam wykryć, przez jakie przędziwa

Duch wasz się wplata w te zaklęte sęki
I czyli kiedy więzy swe rozrywa?"

91 Więc z pnia się nagle odezwały jęki,

A szmerem westchnień ta się mowa wlekła:
„Krótko wyłożę sposób naszej męki:

94 Gdy dusza nasza, sama na się wściekła,

Pożegna ciało na pobyt jej dane,
Minos ją zsyła do siódmego piekła.

97 Śród lasu, w miejsce wprzód nie wyszukane

Pada przygodnie, jak ją wiatr ułowi;
Padłszy, kiełkuje, niby ziarnko lniane.

100 Wypuszcza pędy, drzewkiem się odnowi;

Harpie, liść jego szczypiąc, srogie katy,
Ból jemu czynią, a okna bólowi.

103 Kiedyś po ziemskie nasze wrócim szaty,

Ale ich na się żaden z nas nie wdzieje:
Nie lża odzyskać własnowolnej straty.

106 Tu je przywleczem; pośród smętnej knieje

Nasze cielesne zawisną łupiny,
Każda na drzewie, gdzie duch jej gnuśnieje".

109 Zamilkł, a podczas gdy jeszcze nowiny

Jakiej czekamy z ust dziwnego krzaku,
Chrzęst nas uderzy idący z gęstwiny,

112 Jako myśliwca, gdy stojąc na szlaku,

Tupot odyńca słyszy i ogary,
I trzask gałęzi, i hałas orszaku.

115 Wtem z lewej strony wybiegły dwie mary

Nagie i krwawe skórą obszarpaną:
Biegnąc, łamały chrusty i konary.
118 „Przyjdź, śmierci!" — wołał przedni; za zdyszaną
Inferno Canto 13 verse 120

Duszą w te-ż tropy drugi próżno rące
Wytężał nogi, wołając: „Hej, Lano,

121 Mniej prędko biegłeś po tieppijskiej łące!"

Wtem tchu mu brakło; niechawszy zdobyczy,
Przypadnie i z krzem w jeden kłąb się splące.

124 A las za nimi psiarnią zaskowyczy;

Sfora suk czarnych w okropnym obcesie,
Jakby na łowach puszczona ze smyczy,

127 Do ukrytego w krzaku ducha rwie się,

Potem drugiego porwie na paszczękę
I nędzne szmaty rozwłóczy po lesie.

130 Tedy przewodnik mój wziął mię za rękę.

I wiódł do krzewu, co daremnie biada
I krew z ran sączy za niesłuszną mękę:

133 „Jakubie da Sant'Andrea — krzak gada —

Czemu się moją ratujesz przyczyną?!
Za grzech twój czemu kara na mnie spada?"

136 Więc przystanąwszy Wódz mój nad krzewiną

Spytał: „Kto jesteś, co-ć tyloma usty
Krew i westchnienia jedno z drugim płyną?"

139 „Istoty, którym dziwnymi dopusty

Rzeź była wstrętna przed oczy stawiona,
Co pniowi memu pozdzierała chrusty,

142 U stóp smutnego zgarnijcie je trzona:

Jam dziecię grodu, który na Baptystę
Zamienił swego dawnego patrona,

145 Za co ów gniewy poprzysiągł wieczyste.

I gdyby nie to, że zeń most na Arno
Po dziś dzień szczątki chowa, to ojczyste

148 Mury, co dłonią wznosili ofiarną

Obywatele z Attyli pogromu,
Pewnie stawiane byłyby na marno.

151 Wiedz, jam obwiesił się na własnym domu".



PIEŚŃ XIV

Inf. 14 Capaneo, Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Na pustynnej równinie trzeciego jaru siódmego kręgu cierpią smagani ognistym deszczem bluźniercy przeciw Bogu. Wśród nich poeci spotykają Kapaneosa, króla greckiego. Kontynuując wędrówkę, Wergili wyjaśnia Dantemu pochodzenie rzek piekielnych.


1 Przejął mię taki żal rodzinnej ziemi,

Żem zebrał liście i oddał je pniowi,
Który stał z usty od skarg zemdlonemi.

4 Przyszliśmy w miejsce, co miedzę stanowi

Trzeciego kręgu i modłą cierpienia
Okropnie świadczy bożemu gniewowi.

7 Dla dokładnego rzeczy wyjaśnienia

Powiem: na suche przyszliśmy ugory,
Gdzie żadne ziele nie puści korzenia.

10 Wkoło nich smutny las i ptasie zmory,

Sam okolony wstrętnymi ukropy;
Na skraju krok nasz zatrzymujem skory.

13 Spostrzegam miałkie, piaskowe zatopy;

Tak owe muszą wyglądać pustynie,
Skróś których brnęły Katonowe stopy.

16 O boża zemsto, jakże cię uczynię

Straszną grzesznikom, kiedy im ukażę,
Co się mym oczom odsłoniło ninie!

19 Zgraje dusz nagich ujrzałem; nędzarze

Płaczem żałosnym wszyscy zawodzili,
Różnymi kształty w jednej cierpiąc karze.

22 Ci na wznak w piasku położeni wyli,

Ci z sterczącymi siedzieli kolany,
Ci ustawicznie tam i sam chodzili.

25 Liczniejszy był tłum na chody skazany;

Mniejszy tych, którzy leżeli pokotem,
Lecz język mieli bardziej rozpętany.

28 Na step piaskowy płomienistym miotem

Padały żaru rozczepione kiście,
Jako na ciszy w górach, równym lotem.

31 Tak Aleksander w Indiach ognio-liście

Widział lecące na ludzi i konie,
Przy ziemi jeszcze płonące jarzyście.

34 Za czym je kazał deptać na wygonie,

Jako że łacniej zarzewie się zgłuszy,
Póki osobno, a nie w kupie płonie.

37 Podobnie tutaj wieczny ogień prószy,

A piach się żarzy tak, jak się sczerwienia
Próchno od skałki, i zwiększa katuszy.
40 Nędzne ramiona, młyńcem bez wytchnienia
Inferno Canto 14 verses 37-39

Trzepiąc się, bronią ciała złudnej kory
Od kąsań zawsze świeżego płomienia.

43 „Mistrzu — zacząłem — co wszystkie przekory

Piekielne zwalczasz, prócz tej, którą duchy
Stawiały hardzie u Disa komory:

46 Kto jest ten olbrzym dumny i bezruchy,

Co się w kłąb zwinął, ani się nie miota,
Jakby nie mięknął pod żarkimi puchy?"

49 Na dźwięk mej mowy olbrzym zadygota;

Poczuł, że o nim się pytam, i rzecze:
„Takim po śmierci, jaki za żywota.

52 I choćby ten, co piorunowe miecze

Kuje dla Zewsa, który w te otchłanie
Strącił mię, ciało przebiwszy człowiecze;

55 I choćby wszyscy pomdleli tytanie

Zamknięci w kuźni Mongibelu czarnej;
Choćby Zews wołał znów: »Bywaj, Wulkanie!...«

58 I choćby mię znów, jak w elementarnej

Bitwie pod Flegrą, ciął śmiertelnym ciosem,
Smak jego zemsty jeszcze byłby marny!"

61 Tedy zawołał Mistrz mój wielkim głosem,

Jakom go jeszcze nie słyszał w tej dobie:
„O Kapaneo, sprawiedliwym losem

64 Za kata pycha własna służy tobie,

Bo żadna boleść nie dorówna wrażej
Szałowi dumy w piasków parnym żłobie!"

67 Obrócił ku mnie łagodniejszej twarzy:

„To jeden z siedmi — rzekł — co wznieśli bronie
Przeciwko Tebom; Boga lekceważy,

70 Jak dawniej nie chciał trwać w jego zakonie;

Własna mu krnąbrność najciężej dolega,
Słuszny, jak rzekłem, szał wzniecając w łonie.

73 Teraz pójdź za mną, a niech się wystrzega

Stopa wysunąć na żarkie piaszczyska;
Idź tuż pod lasem, trzymając się brzega".

76 Milcząc my doszli aż tam, gdzie wytryska

Potoczek źródłem ukrytym w gęstwinie;
Strach wspomnieć krwawy nurt, co w nim się ciska.

79 Jak w Bulicame struga waru płonie,

Który grzesznice niżej w dzbany biorą,
Tak zdrój ów płynął przez piasków pustynię,

82 Kamienną stoki i dno kryjąc korą;

Tędy spojrzałem, rozumiejąc k'rzeczy,
Że to jest droga pośród pól, co gorą.

85 „Z wszystkich aż dotąd zjawionych ci rzeczy,

Odkąd za groźne weszliśmy podwoje,
Których przystępu żadna moc nie przeczy,

88 Godniejszej oczy nie spotkały twoje

Niźli ten strumień, obecnie widomy,
Na którym gasną ogniopłatków roje".

91 Tak mówił do mnie; za czym ja łakomy

Proszę, aby już nie skąpił mi strawy,
Do której takiej nabrałem oskomy.

94 „Leżą śród morza puste lądów ławy —

Mówił Mistrz — ostrów Kretą się nazywa;
Za jego króla świat był cny i prawy.

97 Tam góra Ida, bywało, opływa

W wody i gaje, w łąki pełne krasy;
Dziś ona martwa, niby rzecz nieżywa.

100 Kolebką Zewsa była w tamte czasy,

Gdy Rei strzec go przed ojcem wypadło;
Płacz dziecka kryły Kuretów hałasy.

103 Śród góry sterczy olbrzymie widziadło:

Starzec, w Damiatę plecyma podany,
A w Rzym wpatrzony, niby we zwierciadło.

106 Głowa z litego złota, bez odmiany;

Srebrne ramiona i barki olbrzyma,
Stąd do rozkracza z mosiądzu jest lany.

109 Nogi z żelaza, w którym skazy nie ma;

Jedynie prawa stopa z terakoty,
Lecz ona cały gmach na sobie trzyma.

112 Wszystek pęknięty oprócz głowy złotej,

Którym pęknięciem łzy ustawnie płyną;
Złączone żłobią wnętrze onej groty

115 I z góry spadłszy biegną tą doliną:

Z nich się Acheron, Styks, Flegeton rodzi.
Potem wpłynąwszy w ciasny wąwóz giną,

118 Tam zapadając, skąd się już nie schodzi;

Ujrzysz je zlane w zmarzłe topieliska
Kocytu; tu ich wspomnieć się nie godzi".

121 Na to ja: „Skoro strumień ten wytryska,

Jak mówisz, pośród ziemskiego padołu,
Czemuż dopiero tu widzim go z bliska?"

124 „Miejsce to, jak wiesz, ma formę okołu,

A choć już drogi zbiegłeś kawał spory,
Ciągle na lewo idąc i ku dołu,

127 Jeszcześ w krąg całej nie zwiedził komory;

Więc gdy rzecz nowa zjawia się na oczy,
Strzeż się objawiać podziw każdej pory".

130 „Gdzież — pytam — rzeka Letejska sio toczy,

O której milczysz? Gdzie Flegeton łzawy
Zlany z wód, które owy kolos broczy?"

133 „Cieszy mię — odrzekł — twój umysł ciekawy;

Lecz nazwa rzeki, w której płyną wary,
Już była winna wskazać strumień krwawy.

136 Letę obaczysz, gdy z piekieł pieczary

Wyjdziesz; w niej myć się chodzi duch człowieczy,
Skoro okupi grzechy pełnią kary".

139 I dodał: „Z lasem pożegnać się k'rzeczy;

Teraz pójdź za mną po skalnej cembrzynie,
Co ci przed spieką stopy ubezpieczy:

142 Nad nią żar ogniów padających ginie".



PIEŚŃ XV

Inf. 15 Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Idąc w dalszym ciągu trzecim jarem, poeci spotykają dusze sodomitów; Dante rozpoznaje wśród nich Brunetto Latiniego, który przepowiada mu przyszłość i rozprawia o losie swoich towarzyszy niedoli: Priscjana, Francesca d'Accorso i Andrei de'Mozzi.


1 Krok teraz niesiem po cembrzynnej skale,

A para, co się unosi nad strugą,
Broni od ognia i brzegi, i fale.

4 Jako więc między Guizzantem a Brugą

Flamandczykowie morzu czynią wstręty
I odpierają przypływ tamą długą

7 Lub padewczycy po wybrzeżu Brenty

Gdy ochraniają swe miasta i grody,
Nim Chiarantana od wiosny poczętej

10 Roztaje — taki biegł wał brzegiem wody;

Lecz niższy tudzież na grubość mniej spory,
Dzieło rąk mistrza tajemnej przyrody.

13 Gdzieś w tyle został z dziwnymi upiory

Gaj i już zniknął z widnokręga wzroku
Niedostrzegalny; a wtem przez ugory

16 Piasków spostrzegam wzdłuż tamy potoku

Dusz grono ku nam idące z daleka
I wpatrujące się w nas, jak o zmroku

19 Na nowiu człowiek patrzy się w człowieka;

Tak nam te widma wzrok wlepiały w twarze
Jak stary krawiec w igłę, gdy nawleka.

22 A gdy podeszli, gdzieśmy stali w parze,

Jeden, poznawszy mię, za suknię chwytał
I zadziwiony wołał: „Czy ja marzę?"

25 Więc ja do ducha, który tak mię witał

Ściągnięciem dłoni, obrócę powiekę
Dość blisko, żem z lic, kto był zacz, wyczytał.

28 Potem do twarzy, przez piekielną spiekę

Skróś przepalonej, twarzy mej nachylę:
„Czy to wy, panie Brunetto?" — tak rzekę.
Inferno Canto 15 verses 28-29

31 „Synu mój — odparł — zechciej przyjąć mile,

Że przy twym boku Brunetto Latini
Kęs pójdzie, orszak zostawiając w tyle".

34 „Jak chcesz — powiadam — niech się tak uczyni;

Usiądźmy razem, jeśli życzysz, panie,
A on pozwoli, Wódz mój w tej pustyni".

37 Tedy on: „Kto tu na chwilę przystanie,

Za karę leżąc musi stoma laty
Bezbronny znosić ogniowe smaganie.

40 Ale idź naprzód, a ja w ślad twej szaty,

Aż tłum dopędzę, co ze spiekłym ciałem
Kroczy, wieczystej żaląc się zatraty".

43 Jam zstąpić nie śmiał i wciąż szedłem wałem,

Który me stopy od żarów odgradza,
Lecz jak człek pełen czci — głowę schylałem.

46 On rzekł: „Jakiż traf czy przeznaczeń władza

Przed dni ostatkiem na ten szlak cię miecie
I kto jest owy, co cię przeprowadza?"

49 Więc ja mu na to: „Tam na jasnym świecie

Zabłąkałem się w boru nieprzebytem,
Nim się spełniło moje pełnolecie.

52 Wynijść zeń chciałem wczoraj rannym świtem,

Alem nie zdołał, aż mię wziął pod stróżą
On i tym ujściem oto wiedzie skrytem".

55 „Byleś gwiazd słuchał — rzekł — które ci służą,

Do zaszczytnego wpłyniesz portu, skoro
Znaki o tobie, pomnę, dobrze wróżą.

58 A ja gdybym był nie umarł przed porą,

To widząc one gwiazd nad tobą śluby,
W spełnieniu dzieła byłbym ci podporą.

61 Lecz ten złośliwy lud i samoluby,

Który z fiezolskich zszedł kamiennych progów
I tak jak one jest twardy i gruby,

64 Odpłaci tobie jak najgorszy z wrogów;

A słusznie wcale, bowiem nie wypada,
By figa owoc rodziła śród głogów.

67 Ślepymi stara powieść ich powiada:

Rasa zawistna, chciwa, w złości żwawa...
Niechże na tobie ten trud nie osiada.

70 Tobie się taka z losu znaczy sława,

Że cię ułaknie, kto dziś prześladuje;
Lecz niech od kozła z dala rośnie trawa.

73 Niechże się wzajem na barłóg tratuje

Trzoda fiezolska, ale niech się strzeże
Dotykać ziela, jeśli gdzie kiełkuje

76 Na tym śmiecisku, wyrosłe z macierze

Rzymskiej, z tych Rzymian, co tam mieli chaty,
Gdy powstawało nieprawości leże".

79 „Gdybym — powiadam — otrzymał przed laty,

O com się modlił, ty, ziemi banita,
Nosiłbyś dotąd człowieczeństwa szaty.

82 W pamięci mojej żyje tak wyryta,

Jak dziś bolesną widzę, twoja postać
I twa nauka, z której mi wyświta,

85 Nieśmiertelności jako można dostać.

Jeśli żyć będę, świat z mych dzieł obaczy,
Jak pragnę łasce twej wdzięcznością sprostać.

88 To, co powiadasz, że z gwiazd mi się znaczy,

Z tym, co mi inne wróżyły znachory,
Dobra mi pani, da Bóg, wytłumaczy.

91 To jedno pewnie wiedz, że każdej pory,

Bylem w sumieniu swym miał wartownika,
Słuchać przeznaczeń głosu jestem skory.

94 Już mię raz drugi ta wróżba potyka;

Jak trzeba, niech się wolą losu święci
Fortunie koło, a chłopu motyka".

97 Tu Wódz mój głowę na prawo przekręci,

Pogląda na mnie bystro, wreszcie powie:
„Dobrze ten słuchał, kto chowa w pamięci".

100 Ja przecież ciekaw, nowe wieści łowię,

Brunettowego idąc bokiem cienia,
I kto są jego znaczniejsi druhowie,

103 Pytam. „Jedni — rzekł — godni przypomnienia,

Drudzy niech lepiej będą nie nazwani;
Czas broni wszystkich wyliczać z imienia.

106 Wiedz: wszystko wielcy mędrcy i kapłani,

Których świat w liczbę najsławniejszych kładzie,
A wszyscy jednym grzechem pokalani.

109 Tam Pryscjan chodzi w bolesnej gromadzie,

Także Franciszek z Accorso z nim drugi;
Gdybyś się bliżej przyjrzał tej szkaradzie,

112 Ujrzałbyś kogoś, co z rozkazu sługi

Sług był znad Arna słan nad Bacchiglionę,
Gdzie zezuł członki, żądne złej posługi.

115 Więcej bym mówił, ale w waszą stronę

Nie wolno dalej iść, bo oto świeże
Spostrzegam dymy z piasku podniesione;

118 Lud idzie mnogi, kędy nie należę.

Lecz przecie, zanim odejdę, w rozłące
Skarb mój, gdziem żywy jest, tobie powierzę".

121 Za czym się zwrócił i rozpuścił rące

Nogi, sposobem biegnącego męża
O płaszcz zielony na werońskiej łące:

124 A biegł tak szybko, jak ten, co zwycięża.



PIEŚŃ XVI

Inf. 16 Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Dante i Wergili napotykają nową grupę sodomitów; Jacopo Rusticucci opowiada im o karze, jaka spotkała go wraz z towarzyszami. Na krańcu siódmego kręgu poeci obserwują rzeką piekelną, która z hukiem przelewa się do następnego kręgu.


1 Doszliśmy miejsca, kędy fala dudni

W niższego kręgu pędząc zakamary,
A huczy jak ul, skoro się zaludni.

4 Wtem my znienacka ujrzeli trzy mary,

Jak, zostawiwszy w tyle jedną zgraję
Uciekającą pod ostrymi żary,

7 Biegły, gdzie owe szumiały ruczaje.

„Czekaj, żeś z naszej bezbożnej ojczyzny —
Wołały duchy — po sukni poznaję!"

10 Aj, jakie rany i oparzelizny

Świeże i dawne po ich członkach broczą!
Strach przypominać przeokropne blizny.

13 A Wódz spostrzegłszy, że wprost ku nam kroczą,

„Czekaj! — rzekł, stając i zwracając twarzy. —
Tych przyjąć trzeba cześnie i ochoczo.

16 I gdyby nie ten ogień, którym praży

Przyroda miejsca, winien by człek grzeszny
Pierwszy biec witać takich luminarzy".

19 Wtem oni lament swój podnieśli wieczny,

A skoro bliżej podeszli, o dziwo,
Spletli się i krąg stworzyli taneczny

22 Jako więc nadzy i lśniący oliwą

Szermierze krążą, upatrując pory,
Zanim rozpoczną walkę zapalczywą,

25 Tak się toczyły kołem dziwne stwory,

A twarze ciągle obracane wsteczą
Zda się z nogami wiodły przekomory.

28 Ozwał się jeden: „Jeśli nieczłowieczo

Twarz odmieniona i brzydota kaźni
Sprawia, iż prośby ucho twe kaleczą,

31 Dla dawnej sławy spójrz ku nam przyjaźnie

I mów, kto jesteś, co w piekielne czady
Cielesną stopą wkraczasz bez bojaźni?

34 Patrzaj: ten oto, czyje depcę ślady,

Goły golizną szkaradnej wyliny
Większy, niż mniemasz: wnuk dobrej Gwaldrady.

37 Gdy zamieszkiwał padolne dziedziny,

Gwidona Guerry przyobłóczył miano,
Mądrością wsławion i chrobrymi czyny.

40 Tuż za mną depce ziemię tę przegrzaną

Tegghiaio Aldobrandi; ten jest warty,
Aby go w świecie wdzięcznie wspominano.

43 A ja, wspólnymi płomieniami żarty,

Wiedz, Rusticucci jestem, przez złą żonę
Wpędzon w grzech i tu posłan między czarty".

46 Gdybym miał wówczas od żaru osłonę,

Między nich skoczyć byłbym się odważył,
A Mistrz mój, widząc, jaką chęcią płonę,

49 Nie byłby wzbraniał; lecz piasek tak prażył,

Że chociaż drżałem do nich w tej minucie,
Strach we mnie czułość i tęsknotę zwarzył.

52 „Nie wzgardę — rzekłem — lecz ból i współczucie

Budzi to kształtów ludzkich wykrzywienie,
W pamięć zaryty znak strasznej pokucie,

55 Od pierwszej chwili, gdy Mistrza skinienie

I słowa poznać niezwłocznie mi dały,
Że w was dostojne zbliżają się cienie.

58 Wasz rodak jestem; dzieła pełne chwały,

Imiona wasze, które w sercu liczę
Do najzacniejszych, zawsze mię wzruszały.

61 Po żółci mam pić owocu słodycze;

Nimi, Wódz mówi, mój trud się nagrodzi;
Lecz przejść mi trzeba przez centralne dzicze".

64 „Niechaj że długo członkom twym przewodzi

Dusza — odrzekło widmo — a jasnota
Sławy po śmierci niechaj nie zachodzi.

67 Lecz powiedz, proszę: czy dzielność i cnota

W stolicy naszej zawsze jeszcze żywa?
I nie wygnano jej dotąd za wrota?

70 Bowiem Borsiere, który tu przebywa

Od dni niewielu i miejsc tych jest bliski,
Powieścią o niej serce nam rozrywa".

73 „Florencjo, nowy lud i nagłe zyski

Zbytek i pychę zrodziły takową,
Że czuć zaczynasz gorzko ich uciski!" —

76 Tak zakrzyknąłem, wznosząc twarz surową;

A oni, widząc tę o miasto pieczę,
Spojrzeli na się, przytakując głową.

79 „Jeśli-ć i nadal tak łacno, człowiecze,

Dozwolą prawdy obnosić orędzie,
Szczęsny, że możesz mówić, co cię piecze.

82 Więc gdy za ciemnic tych wyjdziesz krawędzie

I wrócisz pięknych gwiazd oglądać jawę,
Gdy rzec: »Tam byłem«, pociechą ci będzie,

85 Przed ludźmi czasem wspomnij naszą sławę".

Wtem nagle pierzchli, wyrwawszy się z koła:
Furknęły nogi, jak na skrzydłach żwawe.

88 Wprzód niźli „amen" człek wymówić zdoła,

Owe się duchy z widnokręgu zwiały,
A Mistrz już naprzód idzie i mnie woła.

91 Ruszyłem za nim: kęs my uszli mały,

A szumy fali tak już były blisko,
Że prawie mowę naszą zagłuszały.

94 Jak rzeka, własne co żłobi łożysko

Po apenińskich gór lewej połaci
Od Monteveso na wschód i nazwisko

97 Ma Cichej Wody, zanim ubogaci

Doliny, niższym rzucając się torem,
Już zaś od Forli swoje miano traci

100 I huczy w wąwóz lecąc nad klasztorem,

Co w Benedykcie świętym ma patrona,
A zmieścić może tysiąc mnichów dworem —

103 Tak od granitów piersi odrzucona

Owa kaskada purpurowa brzmiała:
Myślałem, że mi słuch od huku skona!

106 Sznur, com go nosił związany wpół ciała,

Gotowy użyć w nieszczęsną godzinę
Na pstrą Panterę, co mi zagrażała,

109 Teraz na rozkaz Wodza z biódr odwinę

I, zmiąwszy w garści, podaję go karnie
Do rąk, jak w kłębek zwiniętą gadzinę.

112 A on się nieco na prawo odgarnie

I zaciśnięty kłębek puszcza z dłoni
Daleko brzegu w przeotchłanną parnię.

115 „Jakieś tu nowe cudo się wyłoni" —

Myślałem, patrząc na ten znak dziwaczny,
Który on, zda się, okiem w pędzie goni.

118 O, jakże człowiek winien być opatrzny

Przed tymi, którzy nie tylko naocznie
Sądzą, lecz w serca zmysł kierują baczny!

121 „To, na co czekam, zjawi się niezwłocznie —

Rzekł — co się tobie w mglistych kształtach marzy,
Na jawie oczom twoim uwidocznię".

124 Prawdzie, co kłamstwu jest podobna z twarzy,

Niech człek niechętnie ust świadectwo niesie,
Bo mimowolny wstyd mu z niej się zdarzy.

127 Lecz tutaj zmilczeć nie mogę i klnę się,

Słuchaczu, na tę Komedię, o której
Niech sława głosi w najpóźniej szym czasie,

130 Że przez mgieł gęstwę i skłębione chmury

W górę się parła jakaś rzecz straszliwa,
Przerażającej i dziwnej postury,

133 Właśnie jak nurek, co z toni wypływa,

Bywszy po kotew głazem hamowaną
Lub morskim zielem i w takt się podrywa,

136 Pierś wyprężając, a kurcząc kolano.



PIEŚŃ XVII

Inf. 17 Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Poetom ukazuje się potwór Gerion, symbol obłudy. Zanim przewiezie ich na grzbiecie do ósmego kręgu, Dante zatrzymuje się na miejscem kaźni lichwiarzy.


1 „Oto zwierz, co chwost ponosi kolczaty

Po górach, twierdze i zbroje druzgoce,
Wstrętnym oddechem zapowietrza światy" —

4 Rzekł Mistrz i skinął czarciemu wywłoce,

Ażeby do nas przybliżył się, skrzydły
Dżwignąwszy w górę ku samej opoce.
7 A owy zdrady pierwowzór obrzydły
Inferno Canto 17 verse 7

Do brzegów tułów i głowę wypręża,
W dół opuszczając ogoniaste widły.

10 Twarz jego, niby twarz zacnego męża,

Ufność budziła składając się szczerze,
Lecz resztą cielska przypominał węża.

13 Łapy kosmate miał do pach, jak zwierzę,

A boki jego, grzbiet i przepuklina
Były upstrzone w węzły i puklerze.

16 Żaden kunszt Turka ani Tatarzyna

Tak barwnym haftem nie zdobi dywanów
Ani tak kwitła Arachny tkanina.

19 Podobien owej sterczącej z bałwanów,

A pół w nadbrzeżny piasek wrytej łodzi,
Lub bobru w kraju żarłocznych Germanów,

22 Kiedy na czatach do pół ciała brodzi,

Zwierz przylgnął piersią tam, gdzie brzegu spadek
Tamą kamienną morze piasków grodzi.

25 Potwór nad próżnią wykręcał pośladek

I jadowity ogon rozszczepany
Widlasto w górę prężył jak niedźwiadek.

28 Wódz rzekł: „Tu z drogi naszej dla odmiany

Zboczymy, aby dostąpić do smoku,
Co się tam rozparł złośliwy i szczwany".

31 Zaszliśmy zatem od prawego boku

I brzeżkiem uszli kroków dziesięcioro,
Strzegąc od żaru stóp swoich i wzroku.

34 Gdyśmy stanęli prawie ponad stworą,

Widzę opodal lud, co obsiadł pole
Kaźni, nad czarną schylony komorą.

37 „Ażebyś poznał wszystkie w tym tu kole

Duchom występnym naznaczone kary,
Idź naprzód — rzekł Mistrz — obacz ich niedolę.

40 Niech będą krótkie twoje z nimi gwary;

Ja zaś do zwierza podejdę i każę,
Aby nam podał swoje mocne bary".

43 Za czym sam jeden, by się nowej karze

Przyjrzeć, po rąbku siódmego koliska
Szedłem, gdzie owi siedzieli nędzarze.

46 Męczarnia łzami spod powiek im tryska.

Spojrzę, a każdy to rękoma strząsa
Żar, to się broni ogniom legowiska.

49 Podobnie latem pies gniewny się dąsa,

Paszczęką kłapie albo łapą bije,
Gdy go pchła lub bąk, lub też mucha kąsa.

52 Po twarzach, które deszcz płomienny myje,

Wzrok toczę; wszystkie obce się wydały;
Lecz wszyscy mieli ustrojone szyje

55 W jakoweś mieszki czy też futerały,

Kreślone w barwy i tarcze herbowe,
W które się duchy pilnie wpatrywały.

58 Jednego widzę znamię lazurowe

W żółtej woreczka tarczy malowane,
Mające niby lwią postać i głowę.

61 Znów potoczywszy okiem w krąg, przystanę

Na mieszku znacznym krwawymi kolory:
W herbie gęś bielą prześcigła śmietanę.

64 A wtem duch, co miał błękitnej maciory

Znamię kreślone na woreczku białym,
Rzekł do mnie: „Po coś wszedł do strasznej nory?

67 Idź stąd, a skoro żywym wrócisz ciałem,

Wiedz: dla sąsiada mego, Witaliana,
Tu z lewej strony miejsce zachowałem.

70 Padewczyk jestem sam, lecz mi przydana

Ta czerń florencka; głuchnę od jej krzyku;
»Czekamy — wrzeszczą — na wielkiego pana,

73 Który trzy dzióby ma w herbowym szyku...«"

Skrzywił się, język wyciągnął plugawie,
Podobien nozdrza liżącemu byku.

76 Ja zaś zalękły, że nad nimi bawię

Dłużej, niż Mistrza mego brzmiała rada,
Wracam, a biedne duchy tam zostawię.

79 Wróciwszy, spojrzę, a Wódz już zasiada

Na karku zwierza potwornej urody;
„Mężnym i silnym teraz być wypada —

82 Rzekł — takie tutaj w głąb prowadzą schody;

Usiądź na przedzie, ja na środku krzyża,
By ci smok żądłem nie wyrządził szkody".

85 Jak ten, którego paroksyzm się zbliża

I już mu w febrze paznokcie zsiniały,
Drży na myśl samą chłodu, tak się zniża

88 Moja odwaga; wtem się zbiorę cały,

Wstydem skrzepiony z jego napomnienia,
Jako z łaskawej mowy rab nieśmiały.

91 Siadłem ma karku strasznego stworzenia;

Chcę wołać Pana mego, niech mię broni!...
Głos w gardle utkwił i nie wydał brzmienia.

94 Lecz on, co z gorszej ratował mię toni,

Prośby nie czekał; zaledwo się wspiąłem,
Sam mię przygarnie i jeszcze osłoni.

97 Potem zawoła: „Gerion, ruszaj dołem!

Czujnie, nowemu ciężarowi gwoli
Spuszczaj się z wolna i szerokim kołem".

100 Jak łódź, gdy z brzegu wyrwać się mozoli,

Potwór się cofnął wstecz i odbił o wał;
Aż kiedy poczuł się całkiem na woli,

103 Tam, gdzie wprzód była pierś, ogon kierował

I niby węgorz, kręcąc w obie strony,
Łapami pod się powietrze zajmował.

106 Nie był Faeton bardziej przerażony

W momencie, kiedy z rąk wypuszczał wodze,
Od czego nieba strop jest przepalony,

109 Ni Ikar, kiedy w słonecznej pożodze

Uczuł od ramion zlatujące skrzydła
I krzyk rodzica: „Na złej jesteś drodze!",

112 Niż ja w przestworzu niesion od straszydła,

Widząc, że wkoło mnie jeno powietrze,
A przed oczyma poczwara obrzydła.

115 Bujanie smoka było coraz letsze;

Krążył i spadał, lecz jam nie czuł spadu,
Jeno na licach po bijącym wietrze.
118 W głębi, na prawo, tętent wodospadu
Inferno Canto 17 verse 117

Słyszę, który się w ciemne rzuca kraje,
Więc głowę na dół chylę z szyi gadu.

121 W pędzie okropnym strachu mi przydaje,

Że widzę ognie, słyszę jęków tony;
Za czym lękliwiej kurczę się i czaję.

124 Teraz dostrzegłem, że byłem niesiony

Okólnym lotem, albowiem dokoła
Jawią się kaźnie i z tej, i z tej strony.

127 Do zmęczonego podobien sokoła,

Co nie czekając ptaka ni przynęty
Zlata, aż łowiec: „Już to wracasz?" — woła,

130 Tak jak wprzód bujał, nad obłoki wspięty,

Teraz zemdlony z daleka usiada
Od sokolnika, gniewny i nadęty,

133 Nagle nas Gerion u stóp skały składa,

U strzaskanego granitów kościelca,
I, zdjąwszy brzemię, do góry przepada,

136 Jak wypuszczona strzała z łuku strzelca.



PIEŚŃ XVIII

Inf. 18 Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Poeci zaczynają wędrówkę po mostach przewieszonych nad dziesięcioma jarami, na które dzieli się ósmy krąg; w pierwszym z nich, wśród pokutujących stręczycieli, spotykają Venedica Caccianemico, a wśród uwodzicieli Jazona. W drugim jarze widzą tłum rozpustników, nierządnic, a między nimi Alessia Interminelli i Taidę.


1 Jest miejsce w piekle Złymi Doły zwane,

Całe z kamienia, ale barwy rdzawej,
Takimże wkoło murem opasane.

4 Na samym środku złośliwej dzierżawy

Zieje cembrzyna przepastnej grążeli:
W swym czasie skreślę jej kształt i ustawy.

7 Przestrzeń od onej studziennej gardzieli

Aż do stóp skały ma postać pierścienia,
A ten na dziesięć znów jarów się dzieli.

10 Jako dla murów zamkowych chronienia

W krąg biegną fosy napełnione wodą,
Coraz z większego zajęte promienia,

13 Podobną jary te krążyły modą.

A jak na zamek w krąg od każdej bramy
Mosty zwodzone powyż fosy wiodą,

16 Tak od stóp góry szły kamienne tamy,

Przecinające w poprzek wszystkie jary
Aż do chłonącej je studziennej jamy.

19 Tu, wysadzeni od zwierza-poczwary,

Stajem; poeta wprzód, ja za nim ruszę;
W lewo idziemy ponad nowej kary

22 Krainą: z prawej odmienne katusze,

Nowym oprawcom cały dół podległy,
A pełen kaźni; spojrzę, nagie dusze

25 Grzeszników dołem we dwa rzędy biegły:

Wolniejsze ku nam obracały głowy,
Prędsze kierunek brały przeciwległy.

28 Właśnie Rzymianie w jubileuszowy

Rok, dla mnogości ludu, co się tłoczy
Na moście, sposób przyjęli takowy,

31 Że jedną stroną idą ci, co oczy

Na zamek mają i ku Bazylice,
A druga fala ku Wzgórzu się toczy.

34 Porozstawiani przez czarną ulicę

Rogaci biesi, zbrojni w pęki biczy,
Z tyłu ćwiczyli mary pokutnice.
37 Aj, jak z pierwszego zacięcia skowyczy
Inferno Canto 18 verse 38

Zgraja i nogi zbiera, i nie czeka,
Rychło ją kańczug powtórnie oćwiczy!

40 Wtem się me oczy natknęły z daleka

Na kształt znajomy. „Bogdaj się nie mylę —
Zawołam — znałem ten duch w ciele człeka".

43 Aby rozpoznać, co zacz, oczy silę;

Więc Wódz przystanął ze mną i słodkimi
Słowy pozwolił zostać nieco w tyle.

46 Owy smaganiec snadź rozumiał, że mi

Ujdzie, gdy spuści łeb; liche wykręty!...
„Hej, ty, co wzrokiem dziury wiercisz w ziemi,

49 Jeśli mię cień twój nie zwodzi przeklęty —

Krzyknąłem — Caccianemica poznaję:
Za cóż ty sieczon takimi praszczęty?"

52 „Wstyd mi wymówić — odparł — lecz nie taję,

Bowiem mię jasna twa mowa niewoli,
Co przypomina podsłoneczne kraje.

55 Ja jestem owy, com z pięknej Ghizoli

Pastwę uczynił dla markiza chuci,
Choć różnie mówią o mojej w tym roli.

58 Jam nie jedyny bolończyk, co kłóci

Te sfery jękiem; ci, co »sipa« rzeką,
Pewnie mieszkają mniej gęsto rozsuci

61 Pomiędzy Reno a Saweny rzeką.

Jeśli-ć świadectwo moje mało waży,
Pomyśl: tak chciwych szukałbyś daleko".

64 Jeszcze nie skończył, kiedy go opraży

Diabeł batogiem, krzycząc: „Hej, rajfurze,
Precz stąd; nie ma tu dziewek do sprzedaży!"

67 Stanąłem przy nim, co mię wziął pod stróżę,

I szliśmy aż tam, kędy głaz wystrzeli,
Tworzący przełęcz po okólnym murze.

70 Bez trudu-śmy się na grzbiet jego wspięli

I, w prawo szorstką zboczywszy szeżują,
Z tych kół wieczystych wreszcieśmy wybrnęli.

73 Tam, gdzie się skały dołem rozstępują.

By puścić mary chroniące się bicza,
Wódz rzekł: „Niech dobrze oczy twe wyczują

76 Gnanych w tę stronę skazańców oblicza;

Nie znasz ich jeszcze, bowiem równoległa
Z nami szła dotąd fala pokutnicza".

79 Na moście staliśmy, patrząc, jak biegła

Przeciw nam duchów rozpędzonych rzeka,
Wszystka oprawców kańczugom uległa.

82 A Wódz, co mego pytania nie czeka:

„Widzisz olbrzyma śród mar, co k'nam suną?
Trwa w bólu, ani zadrży mu powieka.

85 Jaką królewską dotąd bije łuną!

To Jazon, dzielny w sercu, chytry w mowie,
Który z Kolchidy wykradł złote runo.

88 Niegdyś w lemneńskim wysiadłszy ostrowie,

Kraju występnych, śmiałych dziewek, co to
Doszczętnie męskie wybiły pogłowie,

91 Obłudą zaklęć i słówek pieszczotą

Zwiódł Izyfilę młodziuchną, co raczej
Ślub złamać woli niż zostać sierotą.

94 Rzucił brzemienną, samą i w rozpaczy;

Za ten czyn cierpi kaźń uwodzicieli;
Taż mu się kara za Medeję znaczy.

97 Tłum równie winnych równą kaźń z nim dzieli:

Na takie zatem skazani cierpienia
Ci, co w głąb dołu pierwszego zabrnęli".
100 Wąskąśmy ścieżką doszli rozramienia
Inferno Canto 18 verses 116-117

I w tym stanęli miejscu na przełęczy,
Gdzie się łuk wspiera pierwszego sklepienia.

103 Lud posłyszymy, co w parowie ślęczy

Drugiego dołu i wciąż gębą pryska,
Po ciele dłońmi się tłucze i jęczy.

106 Ściany wąwozu pleśń obiegła śliska;

Węch i wzrok mdlały rażone oparem,
Który się stęchły wznosił z trzęsawiska.

109 Wzrok dna nie zgonił przepaścistym jarem,

Aż gdy się doszło przełęczy chochołu,
Co nad przepaścią przegiął się wiszarem.

112 Tam gdy staniemy, w samej głębi dołu

Widzę lud w strasznym pławiony kanale,
Jakby wszech kloak brud mieścił pospołu.

115 Okiem powiodę i ujrzę łeb w kale

Tak umazany ciężkim i smrodliwym,
Że ksiądz czy laik, nie rozeznać wcale.
118 „Czemu — zakrzyczał — wzrokiem uporczywym
Inferno Canto 18 verses 130-132

Na mnie poglądasz, nie na inne duchy?"
„Bo pomnę — rzekłem — żem cię widział żywym

121 Na świecie, gdyś włos nosił jeszcze suchy;

Jesteś Aleksy Interminej z Luki,
Przeto ciekawszyś dla mnie niż twe druhy".

124 A on w łeb się bił, pięści zjąwszy w tłuki:

„Pochlebstwa to mię takim bagnem karzą;
Cierpię, żem nie brał języka w munsztuki".

127 Wtem Wódz przemówił: „Wychyl no się twarzą

Za krawędź i spójrz w przeokropne kadzie,
I niechaj oczy w oblicze się wrażą

130 Niechlujnej dziewki z włosami w nieładzie;

Drze się paznokciem umazanym w łajno,
Kładzie się, wstaje i znowu się kładzie.

133 To Tais nierządna; tej, jak ci nietajno,

Gdy pytał gamrat: »Znajduję ja w tobie
Podziękę?«, rzekła: »O, i nadzwyczajną!«

136 Lecz dajmy oczom odpocząć w tej dobie".



PIEŚŃ XIX

Inf. 19 simoniaci Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

W trzecim jarze cierpią dusze tych, którzy splamili się symonią; pokutują oni umieszczeni w głębokich jamach głowami w dół, a ich wystające nogi chłoszcze ogień.


1 Szymonie Magu, nędzni świętokupcy,

Co rzeczy boskie, które winny z cnotą
Żenić się, jako chciwcy i porubcy

4 Gwałcicie podle za srebro i złoto!

Teraz wam, w ten dół trzeci potępionem,
Pieśń ma zahuczy wieczystą sromotą.
7 Jużeśmy doszli po progu sklepionem
Inferno Canto 19 verses 10-11

Drugiego rowu, tam kędy okropnie
Nad środkiem jamy ostrym sterczy pionem.

10 Mądrości Boża, jakże Ty roztropnie

Niebo i ziemię, i to miejsce kary
Wyznaczasz, w słuszne rozkładając stopnie!

13 Ujrzałem stoki i żłób skały szarej,

Usiane gęsto w wyżłobione jamy,
Wszystkie okrągłe, wszystkie jednej miary.

16 Krój ich i wygląd był właśnie ten samy,

Jak u lubego mi Świętego Jana
Dotąd studzienki chrzcielne oglądamy.

19 Jednę ja niegdyś, za co mi przygana

Niesłuszna, stłukłem, ratując dziecinę;
Niechże niewinność ma będzie uznana.

22 Z każdego dołu wyzierały sine,

Dziwnej postury piszczele grzesznika,
Utkwione w jamie po samą pęcinę.

25 Od płomiennego lizane języka

Wyprężały się te ciała kawalce
Tak, że zerwałyby najtrwalsze łyka.

28 Jako to pełza puszczony na smalce

Ogień, że tylko po powierzchni liże,
Tak chodził płomień od pięty po palce.

31 „Kto on zacz, Mistrzu, co gwałtowniej strzyże

Nogami niż z nim cierpiący pospołu
I piętę mu ssą krwawsze błyski ryże?"

34 „Chceszli, bym stokiem spadzistym ku dołu

Zniósł cię, opowie sam duch, co się kaje,
Kim jest, i wyzna przyczynę mozołu".

37 Więc ja: „Na wszystko, jako chcesz, przystaję,

Panie mój, ty wiesz, jak mam słuch otwarty
Na twe rozkazy; wiesz nawet, co taję".

40 Tedy wszedł ze mną na ów pomost czwarty,

Skręcił na lewo i schodził po wale
W żłób zdziurawiony i ścianami zwarty.

43 Nie wprzód mię z bioder zdjął i wrócił skale,

Aż był nad duchem, który modłą nową
Nogami dziwne te zawodził żale.

46 „Ktokolwiek jesteś, wbrew naturze głową

W ziemię wetkwiona, jak pal, duszo licha,
Jeżeli-ć wolno — proszę — przemów słowo!"

49 Stałem tam, na kształt spowiednika mnicha

Nad zbrodniem, który, po szyję wkopany,
Woła o spowiedź, bo póty oddycha.

52 A duch zawołał: „Już to tam u ściany

Sterczysz? Spieszno ci, Bonifacy, pono!
Patrz, o lat kilka jestem oszukany.

55 Jużeś tak rychło syt ową mamoną,

Co cię skusiła zostać pięknej Pani
Mężem, by pastwić się nad uwiedzioną?"

58 Jam stał jak ludzie nieprzygotowani,

Gdy nie zrozumią, co się do nich mówi,
Jakby stropieni i jakby zmieszani.

61 „Żwawo! — Wergili rzecze. — Niech się dowie

Duch, że się w twojej pomylił osobie".
Jam go też ostrzegł posłuszny Mistrzowi.

64 A mara nogi wtem wykręci obie,

Westchnie i pyta żałosnym językiem:
„Więc czego żądasz ode mnie w tej dobie?

67 Wiedz, skoroś po to przebrnął jarem dzikiem,

By poznać, co tu za dusza się biedzi:
Jam był wielkiego płaszcza dostojnikiem.

70 Z miana i z dzieła syn byłem niedźwiedzi,

Nazbyt o dobro swych niedźwiadków dbały;
Jak tam me złoto, tu duch w saku siedzi.

73 W głąb niższą dusze tych pozapadały,

Którzy przede mną skarb kupczyli święty,
Głową w dół wbite przez otwór tej skały.

76 I ja zarówno skryję kiedyś pięty,

Skoro tu spadnie i w głąb mię przeważy
Ten, za którego właśnie byłeś wzięty.

79 Ale ja dłużej w dół nachylam twarzy

I dłużej w ogniu pięta mi się smali,
Niż temu będzie, co ją po mnie sparzy.

82 Wnet bowiem przyjdzie od zachodniej dali

Pasterz niegodny, mistrz podlejszej sprawy;
Ten mnie i jego zarazem przywali.

85 Jak Machabejski Jazon niecnej sławy

Był od monarchy swego ulubiony,
Tak temu będzie Francji król łaskawy".

88 W mej porywczości może zbyt szalony,

Na to mu taką przymówką dokuczę:
„Hej, powiedz no mi, jakiej to mamony

91 Żądał od Piotra Pan, zdając mu klucze,

I jakimi to skarby się zbogacał?...
»Chodź za mną — prosto rzekł. — Tobie je zruczę«.

94 Nie żądał równie Piotr, by się opłacał

Złotem Mateusz, kiedy mu przydzielił
Urząd, co zdradą Judasza doń wracał.

97 Siedźże tu, wpadłeś bowiem, gdzieś wycelił,

I niech ci mile kruszec w uszu dzwoni,
Który cię przeciw Karłowi ośmielił.

100 A gdyby nie to, że szacunek broni

I wzgląd na owe klucze przedostojne,
Coś tam na jasnym świecie dzierżył w dłoni,

103 Słowa by moje ostrzej były zbrojne,

Bo chciwość wasza mir świata uboży,
Lichych wynosząc, dobrym głosząc wojnę.

106 Was w objawieniu wytknął Pisarz boży,

Gdy o niewieście przepowiadał owej,
Która z królami ziemi cudzołoży;

109 Co się zrodziła, dziw siedmiorogłowy,

I moc swą z rogów ciągnęła dziesięci,
Dopóki grzech jej nie zgubił mężowy.

112 Czymże bo od was różnią się wyklęci

Poganie, w kruszcu swe mający bogi,
Jak, że im jeden, a wam się stu święci?

115 O Konstantynie, jakżeś się stał wrogi

Światu, nie przez chrzest, lecz przez darowiznę,
Którą się pasterz zbogacił ubogi!"

118 Podczas kiedy nań takim szydem bryznę,

Snadź gniew lub żarły go w sumieniu grzechy,
Duch obu łydek wytrząsał goliznę.

121 A Wódz mój widno był pełen uciechy,

Że się obrażam na bezecną winę,
Bo usta swoje przystroił w uśmiechy.

124 Za czym na ręce wziął mię jak dziecinę,

A kiedy dobrze ogarnął w ramiona,
Jak zszedł, tak znowu piął się na wyżynę.

127 Ani nie przestał tulić mię do łona,

Aż tam wysadził, gdzie przełęcz porogi
Mościła, na wał piąty przerzucona.

130 Ostrożnie złożył ciężar sobie drogi

Na wirchu grani stromym i Wysokiem,
Gdzie by kozica nie odkryła drogi...

133 Tu jar zaczerniał nowy przed mym wzrokiem.



PIEŚŃ XX

Inf. 20 Giovanni di Paolo, Indovini

Z mostu na czwartym jarem Dante i Wergili obserwują magów i wróżbitów, którzy idą mozolnie przed siebie, mając głowy przekręcone do tyłu. Wśród nich rozpoznają Amfiaraosa, Tyrezjasza, Arontasa i Manto.


1 O nowej kaźni rym ułożyć muszę

W pierwszego śpiewu tej dwudziestej pieśni:
Śpiewu, co głosi potępieńcze dusze.

4 Już byłem gotów zajrzeć w otchłań cieśni,

Która zionęła usty okropnemi
I którą łzami myli ci boleśni.

7 W okólnym rowie ujrzałem ich. Niemi

Szli i płaczący, podobnymi chody,
Jak tam procesje na powierzchni ziemi.

10 A gdy tak śledzę cieniów korowody,

Widzę u wszystkich szyje przekręcone
W miejscu, gdzie kadłub odbiega od brody.

13 Twarz odwróciły od piersi i w stronę

Oczom przeciwną szły pomimo chęci,
Mając z oczyma stopy powaśnione.

16 Może gdy kogo paraliż wykręci,

To go zamienia w takiego kalekę;
Ale nie sądzę ani mam w pamięci.

19 Jeśli, słuchaczu, na tym, co tu rzekę,

Bóg ci pozwoli uczyć się przykładzie,
Pomyśl, czy mogłem suchą mieć powiekę,

22 Widząc człowieczą godność w tej szkaradzie

Tak upodloną, że woda, co ciecze
Z ócz, żłobem pleców spływała po zadzie!

25 Toteż płakałem, aż Mistrz do mnie rzecze,

Com stał na głazu oparty ociesie:
„I tobie żal ich, niemądry człowiecze?

28 Litość zatłumić — tu litością zwie się,

Bo i któż ciężej od zuchwalca grzeszy,
Co z sądem przeciw sądom bożym rwie się;

31 Podnieś więc głowę; niech się wzrok nacieszy

Tym, co go grunt pod tebańskimi mury
Schłonął, aż poszedł krzyk od wrogów rzeszy:

34 »Amfijarao, do jakiej to dziury

Umykasz z placu?!...« A on leciał w wieczny
Grób, w Minosowe okropne pazury.

37 Patrz: gdzie miał piersi, ma pacierz napłeczny;

Że nazbyt chyżo przedtem w przyszłość godził,
W tył patrzeć musi i krok niesie wsteczny.

40 Ówdzie Tyrezjasz, co się to przerodził

W niewiastę, męża zezuwając postać,
I wzrok członkami zmienionymi zwodził;

43 Gdy zaś poprzednich kształtów pragnął dostać,

Tedy dwa węże uściskiem splecione
Musiał poprzednio chabiną ochłostać.

46 Na kłąb mu patrząc w naszą idzie stronę

Aruns, któremu śród Lunejskiej góry,
Gdzie kararyjczyk w głąb zapuszcza bronę,

49 Pieczar mieszkaniec, śnieżyste marmury

Dały siedzibę, skąd wolnym polata
Wzrokiem na morze, gwiazdy i lazury.

52 Owa, co kosę na piersi rozplata,

Których nie widzisz, bo je kark zasłania,
A zaś od piersi cała jest kosmata,

55 To Manto; ona, syta wędrowania,

Osiadła niegdyś w gnieździe mej młodości;
Słuchaj, co o niej gadają podania;

58 Kiedy jej rodzic w ziemi złożył kości,

A gród Bachusa w cudzej legł obierzy,
Długo śród ziemskich wędrowała włości.

61 Jezioro w górnej Italiji leży

U stóp alpejskich, Benaco z nazwiska,
Niemiec granica u tyrolskich leży.

64 Tysiącem źródeł na Apenin tryska,

Od Kamoniki po Gardyjskie grody,
Nurt, co się dalej w to jezioro ciska.

67 W pośrodku, gdyby zeszli się z przygody

Trentu, Werony i Brescji pasterze,
Mogliby swoje błogosławić trzody.

70 Gdzie brzeg się łukiem zgina, sterczą wieże

Peskiery silnej, co pewną osłoną
Kraj przed Bergamem i przed Brescją strzeże.

73 Czego Benaku nie pomieści łono,

To wodospadem się rzuca i płynie,
W strumień zebrane, przez łąkę zieloną.

76 A ledwo głowę do biegu wychynie,

Już nie Benaco, Mincjo się nazywa
Aż po Governo, kędy w Padzie ginie.

79 Kęs mały zbiegłszy, na doliny spływa

I tam się w moczar rozlane zamyka;
Śmiercią zeń zionie para zaraźliwa.

82 Tędy przechodząc, owa dziewka dzika

Spotkała wyspu jałowe ostępy,
Nagie, nietknięte lemieszem rolnika.

85 Z dala od ludzi osiadłszy śród kępy,

Ze służbą swoje święciła sabaty
I tam cielesne porzuciła strzępy.

88 Ludność, co wokół osiadła przed laty,

Widząc siedzibę bagnem warowaną,
Ściągając zewsząd, budowała chaty.

91 Na kościach zmarłej gród ufundowano

I już wróżbitów nie czekając zgody,
Od pierwszej pani Mantową nazwano.

94 W liczbę wzrastała ludność bez przeszkody,

Dopóki fałszem nie oszukał gładkiem
Chytry Pinamont głupstwa Kassalody.

97 A to powiadam, bo gdyby przypadkiem

Inne mniemania tę powieść prześcigły,
Moje świadectwo przeciwstanie świadkiem".

100 „Mistrzu, twe słowa wątpliwość rozstrzygły

I tak się wiarą w ich prawdziwość poję,
Że reszta mi jest jak węgiel wystygły.

103 Lecz spójrz na owe przechodzące roje:

Jestże gdzie godna pamięci pokuta?
W to jedno godzą wszystkie myśli moje".

106 Na to Mistrz: „Owy, co mu broda suta

Na ciemne barki puszcza kędzior kręty,
Był wieszczkiem w Grecji, gdy z mężów wyzuta,

109 Została bronna samymi chłopięty.

On to z Kalchasem na wiatr wybłagany
Pierwsze w Aulidzie z lin odciął okręty.

112 Za życia on był Eurypilem zwany;

Śpiewałem niegdyś jego ziemskie trudy:
Z tragedii mojej, wierę, tobie znany.

115 Owy cień drugi, w biodrach taki chudy,

Michała Szkota jest dusza wyklęta:
Ten w czarodziejskie bawił się obłudy.

118 Tu Bonattiego, tam widzisz Asdenta,

Co rad by wrócił do dratwy i szydła,
Lecz się za późno w piekle opamięta.

121 A tam wróżbitki, co od motowidła,

Igły i szpulki poszły w czarownice
I z figur, i z ziół czyniły mamidła.

124 Lecz chodźmy; już się chyli za granicę

Dwu półsfer Kain, co pęk cierni niesie
I pod Sewillą w morzu topi lice.

127 Wczorajszej nocy księżyc w pełnym kresie

Wszedł; na blask jego pątnik się nie żali;
Sam wiesz, coś wczoraj w ciemnym błądził lesie.

130 Podczas gdy mówił do mnie, szliśmy dalej.



PIEŚŃ XXI

Inf. 21 Giovanni di Paolo (XV century)

W jarze piątym poeci obserwują oszustów zanurzonych we wrzącej smole, których pilnują diabły uzbrojone w harpuny. Widzą także ducha mieszkańca Lukki świeżo przybyłego do piekła. Zły Chwost, przywódca diabłów, daje poetom eskortę, która ich poprowadzi bezpiecznie brzegami jaru.


1 Górą przełęczy, gwarząc bez ustanku

O rzeczach, które w powieści pominą,
Szliśmy, aż doszli najwyższego ganku,

4 By stamtąd zajrzeć w następną szczelinę

Złych Dołów i jej marne poznać żale:
Spojrzę, w ciemnościach dziwnych okiem ginę.

7 Jako w weneckim zimą arsenale

Wre lepka smoła w kotłach na zaprawę
Okrętów, których uszkodziły fale:

10 Więc kiedy jeden nową stawia nawę,

Drugi rozbitej przez długie podróże
Pakułą boki zatyka dziurawe;

13 Więc jeden reje, drugi sztaby, trzeci struże

Wiosła, a czwarty zasię kręci liny;
Ów żagle łata i małe, i duże —

16 Tak mocą bożą, bez ognia przyczyny

W padolnym żłobie smoła wrzała zgęsła
I ośliniała całą głąb kotliny.

19 Widziałem jeno tyle, że się trzęsła

W bańkach powierzchnia bulgocąca wrzątku:
To się wzdymała w kożuch, to znów klęsła.

22 A gdym tak patrząc czekał zdarzeń wątku,

Wódz mój zawołał nagle: „Wara! Wara!"
I ściągnął z miejsca, gdziem stanął z początku.

25 Więc się zwróciłem jak człek, co się stara

Wytrwać i poznać strach, który go pędzi,
A choć w nim bojaźń odwagę rozpara,

28 Ucieka wprawdzie, ale kroków szczędzi:

Ujrzałem postać czarnego straszydła,
Biegnącą mimo po skalnej krawędzi.

31 Aj, jaka mara to była obrzydła!

Jak mi się wydał czart w swym iściu srogi
Na lekkiej nodze, rozłożywszy skrzydła!

34 Z bark, co prężyły pyszne ostre rogi,

Zwisał mu grzesznik na wznak wywrócony;
On, pazurami dzierżąc go za nogi,

37 Z naszego mostu krzyczał: „Hej, Złe Szpony!

Oto starosta jeden z Zyty grodu;
Weźcie go pod się, a ja w tamte strony

40 Wracam do miasta, gdzie ich mam jak lodu;

Oprócz Bontura chłop w chłopa filuty,
Za dzięgi z »nie« — »tak« robią bez zachodu".

43 W przepaść go rzucił i po skale lutej

Wracał, a gonił, nie stawiając pięty,
Szybciej niż kundys w złodzieja poszczuty.

46 Ów spadł i grzbietem wypływał, wpół zgięty,

A czarci, stojąc pod mostem, krzyczeli:
„Nie kłaniaj! Tu nie Wizerunek święty!

49 Inszej tu zażyj niż w Serchio kąpieli;

Jeśli z łap naszych nie strach ci zadzierki,
Bacz, żebyśmy cię więcej nie widzieli!"
52 Wtem stoma widły pokłuli mu nerki,
Inferno Canto 21 verses 50-51

Krzycząc: „Po ciemku pląsaj sobie w warze
I po omacku czyń swoje szacherki!"

55 Właśnie tak samo kuchcikom kucharze,

Aby po wierzchu mięso nie pływało,
Każąje topić widelcami w garze.

58 A Wódz mój rzecze: „By się nie wydało,

Że jesteś tutaj, obierz sobie głazy
Za mur i skryj się, przysiadłszy za skałą;

61 A jakiejkolwiek doznałbym obrazy,

Bądź no spokojny, że im się obronię:
Raz już mię takie spotkały przekazy".

64 Potem most przeszedł; gdy po drugiej stronie

Docierał, gdzie się poczyna wał szósty,
Zaprawdę, musiał nieść odważne skronie!

67 Z jaką wściekłością i z jakimi szusty

Zgraja kundysów wypadnie na dziada,
Aż krzyczy: „Ratuj!" — drżąc białymi usty,

70 Tak tu czerń diabłów spod mostu wypada,

Grożąc widłami; lecz on na kaduki
Krzyknął: „Wara wam! Ta nie płuży zdrada!
Gustave Dore Inferno Canto 21

73 Zanim poczniecie dzióbać, czarne kruki,

Sam tutaj który! Słysz, co się mnie tyczy!
Potem już dam się potargać na sztuki".

76 „Hybaj, Zły Chwoście!" — czereda zakrzyczy.

Więc jeden wyszedł, reszta w miejscu stoi;
Podbiegł i pytał Mistrza, czego życzy.

79 „Myślisz, Zły Chwoście, że mógłbyś tu mojej

Osoby w piekle zażywać widoku
I że mógłbym wam oprzeć się krom zbroi

82 Bożego sądu i losów wyroku?

Zatem puszczaj mię! Niebo rozkaz dawa,
Bym komuś drogę ukazał śród mroku".

85 Tedy runęła czarta duma żwawa;

Z rąk mu narzędzie męki wyleciało
I rzekł do czerni: „Żgać nie mamy prawa!"

88 A Wódz mój do mnie: „Ej, ty, co za skałą

Siedzisz, kamiennym zasłonięty wałem,
Powstań i do mnie tu powracaj śmiało!"

91 Za czym się ruszę i popędzę cwałem;

Wszyscy szatani zabiegli mi drogę,
A ja już się ich niekarności bałem.

94 Pamiętam twierdzy poddaną załogę:

Śród wrogich szyków, pod paktem z Kaprony
Wychodząc, równą czuć musiała trwogę.

97 Do boku Wodza cały przytulony,

W gromadę czartów, co z takim wypadła
Złowrogim gestem, wzrok miałem wlepiony.

100 Zniżając haki, piekielne widziadła

Szeptały do się: „Kuper mu zdziurawię!"
I podjudzały: „Kól go aż do sadła!"

103 Lecz ten, co w naszej pośredniczył sprawie,

Prędko do czarta przyskoczy i powie:
„Ździebełko! Hola, hola, nie tak żwawie!"

106 A do nas: „Niech wam nie postoi w głowie

Kołować dalej po tej skały grzbiecie;
Łuk szósy leży skruszony w parowie.

109 Lecz skoro naprzód koniecznie iść chcecie,

Tym tu wyłomem drogę przedsięweźcie;
Blisko most stoi, którędy przejdziecie.

112 Lat się spełniło właśnie tysiąc dwieście

Sześćdziesiąt i sześć wczoraj o tej porze,
Więcej pięć godzin, jak się owo przejście

115 Zapadło; czarcią z wami poślę stróżę

Zajrzeć, czy gdzie duch głowy nie wytyka;
Pokorę dla was i rygor im wdrożę.

118 „Niech Tłumirosa z Wiłą naprzód zmyka! —

Wrzasnął. — Psia Morda za nimi w sie czasy;
Kudłacza daję wam za dziesiętnika.

121 Nadto ruszajcie, Smoczy Pysk i Łasy,

I Ostry Pazur, i Knurec Zębaty,
I ze Szalejem Opętaniec Krasy.

124 Nad wrzącą smołą rozstawić mi czaty;

Tym mają dane być glejt i opieka
Do mostu, co się nie zapadł przed laty".

127 „Biada — krzyknąłem — co nas tutaj czeka?!

Odejdźmy sami, gdyś szlaku podróży
Świadom; ja wolę widzieć ich z daleka.

130 Przezorny byłeś dotąd, bądźże dłużej;

Nie słyszysz, jak to zgrzytają im kielce?
Brew namarszczona rzecz niedobrą wróży".

133 A Mistrz mój na to: „Lękliwy żeś wielce!

Niechże się marszczą i zgrzytają zdrowi;
Na prażące się pomstują topielce".

136 Wtem ku lewemu pierzchnęli wałowi,

Wprzód wyciągnąwszy języki przed starszem,
Zębem przycięte, znak dziesiętnikowi.

139 A on im z kupra zagrał przed wymarszem.



PIEŚŃ XXII

Inf. 22 Giovanni di Paolo (XV century)

Poetom ukazuje się potwór Gerion, symbol obłudy. Zanim przewiezie ich na grzbiecie do ósmego kręgu, Dante zatrzymuje się na miejscem kaźni lichwiarzy.


1 „Oto zwierz, co chwost ponosi kolczaty

Po górach, twierdze i zbroje druzgoce,
Wstrętnym oddechem zapowietrza światy" —

4 Rzekł Mistrz i skinął czarciemu wywłoce,

Ażeby do nas przybliżył się, skrzydły
Dżwignąwszy w górę ku samej opoce.

7 A owy zdrady pierwowzór obrzydły

Do brzegów tułów i głowę wypręża,
W dół opuszczając ogoniaste widły.

10 Twarz jego, niby twarz zacnego męża,

Ufność budziła składając się szczerze,
Lecz resztą cielska przypominał węża.

13 Łapy kosmate miał do pach, jak zwierzę,

A boki jego, grzbiet i przepuklina
Były upstrzone w węzły i puklerze.

16 Żaden kunszt Turka ani Tatarzyna

Tak barwnym haftem nie zdobi dywanów
Ani tak kwitła Arachny tkanina.

19 Podobien owej sterczącej z bałwanów,

A pół w nadbrzeżny piasek wrytej łodzi,
Lub bobru w kraju żarłocznych Germanów,

22 Kiedy na czatach do pół ciała brodzi,

Zwierz przylgnął piersią tam, gdzie brzegu spadek
Tamą kamienną morze piasków grodzi.

25 Potwór nad próżnią wykręcał pośladek

I jadowity ogon rozszczepany
Widlasto w górę prężył jak niedźwiadek.

28 Wódz rzekł: „Tu z drogi naszej dla odmiany

Zboczymy, aby dostąpić do smoku,
Co się tam rozparł złośliwy i szczwany".

31 Zaszliśmy zatem od prawego boku

I brzeżkiem uszli kroków dziesięcioro,
Strzegąc od żaru stóp swoich i wzroku.

34 Gdyśmy stanęli prawie ponad stworą,

Widzę opodal lud, co obsiadł pole
Kaźni, nad czarną schylony komorą.

37 „Ażebyś poznał wszystkie w tym tu kole

Duchom występnym naznaczone kary,
Idź naprzód — rzekł Mistrz — obacz ich niedolę.

40 Niech będą krótkie twoje z nimi gwary;

Ja zaś do zwierza podejdę i każę,
Aby nam podał swoje mocne bary".

43 Za czym sam jeden, by się nowej karze

Przyjrzeć, po rąbku siódmego koliska
Szedłem, gdzie owi siedzieli nędzarze.

46 Męczarnia łzami spod powiek im tryska.

Spojrzę, a każdy to rękoma strząsa
Żar, to się broni ogniom legowiska.

49 Podobnie latem pies gniewny się dąsa,

Paszczęką kłapie albo łapą bije,
Gdy go pchła lub bąk, lub też mucha kąsa.

52 Po twarzach, które deszcz płomienny myje,

Wzrok toczę; wszystkie obce się wydały;
Lecz wszyscy mieli ustrojone szyje

55 W jakoweś mieszki czy też futerały,

Kreślone w barwy i tarcze herbowe,
W które się duchy pilnie wpatrywały.

58 Jednego widzę znamię lazurowe

W żółtej woreczka tarczy malowane,
Mające niby lwią postać i głowę.

61 Znów potoczywszy okiem w krąg, przystanę

Na mieszku znacznym krwawymi kolory:
W herbie gęś bielą prześcigła śmietanę.

64 A wtem duch, co miał błękitnej maciory

Znamię kreślone na woreczku białym,
Rzekł do mnie: „Po coś wszedł do strasznej nory?

67 Idź stąd, a skoro żywym wrócisz ciałem,

Wiedz: dla sąsiada mego, Witaliana,
Tu z lewej strony miejsce zachowałem.

70 Padewczyk jestem sam, lecz mi przydana

Ta czerń florencka; głuchnę od jej krzyku;
»Czekamy — wrzeszczą — na wielkiego pana,

73 Który trzy dzióby ma w herbowym szyku...«"

Skrzywił się, język wyciągnął plugawie,
Podobien nozdrza liżącemu byku.

76 Ja zaś zalękły, że nad nimi bawię

Dłużej, niż Mistrza mego brzmiała rada,
Wracam, a biedne duchy tam zostawię.

79 Wróciwszy, spojrzę, a Wódz już zasiada

Na karku zwierza potwornej urody;
„Mężnym i silnym teraz być wypada —

82 Rzekł — takie tutaj w głąb prowadzą schody;

Usiądź na przedzie, ja na środku krzyża,
By ci smok żądłem nie wyrządził szkody".

85 Jak ten, którego paroksyzm się zbliża

I już mu w febrze paznokcie zsiniały,
Drży na myśl samą chłodu, tak się zniża

88 Moja odwaga; wtem się zbiorę cały,

Wstydem skrzepiony z jego napomnienia,
Jako z łaskawej mowy rab nieśmiały.

91 Siadłem ma karku strasznego stworzenia;

Chcę wołać Pana mego, niech mię broni!...
Głos w gardle utkwił i nie wydał brzmienia.

94 Lecz on, co z gorszej ratował mię toni,

Prośby nie czekał; zaledwo się wspiąłem,
Sam mię przygarnie i jeszcze osłoni.

97 Potem zawoła: „Gerion, ruszaj dołem!

Czujnie, nowemu ciężarowi gwoli
Spuszczaj się z wolna i szerokim kołem".

100 Jak łódź, gdy z brzegu wyrwać się mozoli,

Potwór się cofnął wstecz i odbił o wał;
Aż kiedy poczuł się całkiem na woli,
103 Tam, gdzie wprzód była pierś, ogon kierował
Inferno Canto 22 verses 137-139

I niby węgorz, kręcąc w obie strony,
Łapami pod się powietrze zajmował.

106 Nie był Faeton bardziej przerażony

W momencie, kiedy z rąk wypuszczał wodze,
Od czego nieba strop jest przepalony,

109 Ni Ikar, kiedy w słonecznej pożodze

Uczuł od ramion zlatujące skrzydła
I krzyk rodzica: „Na złej jesteś drodze!",

112 Niż ja w przestworzu niesion od straszydła,

Widząc, że wkoło mnie jeno powietrze,
A przed oczyma poczwara obrzydła.

115 Bujanie smoka było coraz letsze;

Krążył i spadał, lecz jam nie czuł spadu,
Jeno na licach po bijącym wietrze.

118 W głębi, na prawo, tętent wodospadu

Słyszę, który się w ciemne rzuca kraje,
Więc głowę na dół chylę z szyi gadu.
121 W pędzie okropnym strachu mi przydaje,
Inferno Canto 22 verses 125-126

Że widzę ognie, słyszę jęków tony;
Za czym lękliwiej kurczę się i czaję.

124 Teraz dostrzegłem, że byłem niesiony

Okólnym lotem, albowiem dokoła
Jawią się kaźnie i z tej, i z tej strony.

127 Do zmęczonego podobien sokoła,

Co nie czekając ptaka ni przynęty
Zlata, aż łowiec: „Już to wracasz?" — woła,

130 Tak jak wprzód bujał, nad obłoki wspięty,

Teraz zemdlony z daleka usiada
Od sokolnika, gniewny i nadęty,

133 Nagle nas Gerion u stóp skały składa,

U strzaskanego granitów kościelca,
I, zdjąwszy brzemię, do góry przepada,

136 Jak wypuszczona strzała z łuku strzelca.



PIEŚŃ XXIII

Inf. 23 Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

W szóstym jarze cierpią hipokryci, którzy wędrują okryci płaszczami z ołowiu; poeci znajdują wśród nich bolończyków Catalana del Catalani i Loderinga degli Andalo.


1 Samowtór szliśmy, samotni i niemi;

Mistrz mój na przedzie, ja po jego tropie,
Sposobem Braci Mniejszych pośród ziemi.

4 Ja, zatrzymawszy myśli na Ezopie,

W bitwie diabelskiej do bajki o szczurze
I żabie dziwne podobieństwo tropię.

7 Bo mniejszy związek dwu członów w figurze

Logicznej niż tu, kiedy, z punktów wiela
Zważając, skutek po przyczynie wróżę.

10 A jako z myśli druga myśl wystrzela,

Tak się rachuba ma z rachubą składa
I podwójnym mię lękiem onieśmiela.

13 Rozumowałem tak: diabelska zwada

Przez nas powstała, przez nas owa psota;
W czartach się musi burzyć złość nie lada.

16 Gdy jeszcze podstęp na gniew się namota,

Wnet na nas wścieklej wpadną czarcie złaje
Niż charty w polu poszczute na kota.

19 Toż czułem, że mi włos na głowie wstaje;

Za Mistrzem stojąc i piekielnej wrzawie
Podając ucha: „Mistrzu, mnie się zdaje —

22 Rzekłem — że jeśli stąd się nie wybawię,

Sfora Złych Szponów prędko nas dopadnie;
Ja ich tak czekam, że już czuję prawie".

25 „Choćbym zwierciadłem był, tak się dokładnie

Twój kształt zewnętrzny we mnie nie wyświęci,
Jak się wewnętrzny tu przede mną kładnie.

28 Dwie myśli nasze spod jednej pieczęci

W tej chwili wyszły, jednakowym śladem
Ryjąc powstałe w obu sercach chęci.

31 Jeśli pozwoli prawy stok swym składem

Do następnego opuścić się rowu,
Przed spodziewanym umkniemy napadem".

34 Ledwo dał wyniść z ust otuchy słowu,

Gdy spojrzę, skrzydła wyprężając skore,
Lecą szatani w nadziei obłowu.

37 Ale Przewodnik pochwycił mię w porę:

Tak matka, nocnym zbudzona rozruchem,
Gdy ujrzy, że dom nad jej głową gore,

40 Porywa dziecię i ucieka duchem,

Więcej o skarb swój niż o siebie dbała,
Zaledwie jednym odziana rańtuchem...

43 Na wznak się rzucił i ciężarem ciała

Sunął po zboczu stromego urwiska,
Którym się druga fosa zamykała.

46 Nie tak się rączo wyrywa z łożyska

Potok, kamienie obracać u młyna,
Nawet kiedy już na koła się ciska,

49 Jak Mistrz, gdy niósł mię, gdzie owa ruina

Sterczy, na piersi położywszy swoje
Nie jak wspólnika drogi, lecz jak syna.
52 A ledwo stanął na dnie, diabłów roje,
Inferno Canto 23 verses 52-54

Spojrzę, nad nami biegną samą granią,
Lecz już się teraz ich złości nie boję.

55 Opatrzność, co ich nad piątą otchłanią

Postanowiła naczelnymi pany,
Nie pozwoliła wychylać się za nią.

58 Tuśmy znaleźli naród farbowany;

Płacząc, powolnie wlókł się wokół góry,
Zdał się znużony bardzo i znękany.

61 Odzian był w płaszcze i niskie kaptury

Na oczy, krojem i miarą takowe,
Jak w Kolnie noszą zakonników chóry.

64 Złocony kaptur krył grzesznikom głowę,

Wewnątrz tak grubo ołowiem podbity,
Że słomką przy nim hełmy Frydrykowe.

67 O wiekuistych udręczeń habity!...

W lewo skręcamy, chcąc pójść w równej mierze
Z nimi, wsłuchani w ból płaczem niesyty.

70 Lecz snadź im straszne ciężyły pancerze,

Bo szli tak wolno, że przy każdym ruchu
Mieliśmy coraz towarzystwo świeże.

73 Więc ja do Mistrza: „Spójrz, w cieniów łańcuchu

Rozpoznaj kogo, w krąg podawszy głowę,
I o jakim mi sławnym powiedz duchu".

76 Wtem jeden, który toskańską znał mowę,

Wykrzyknął do nas: „Wstrzymajcie się w pędzie,
Wy, przez powietrze biegnący kirowe;

79 Może ja ciebie objaśnię w tym względzie".

Wódz się obrócił: „Stań, gdy prosi o to,
I niech krok jego twemu miarą będzie".

82 Stanę i widzę dwu, partych ochotą

Dojścia mnie, lecz krok niosących powłokiem,
Wagą wstrzymany i drogi ciasnotą.

85 Wreszcie podeszli, popatrzyli bokiem,

Potem do siebie, jakby zawahani,
Szeptali, obcym zdziwieni widokiem:

88 „Że jeden żyje, widno z ruchu krtani;

Lecz choćby zmarli, przez jakie przejrzenie
Przychodzą w ciężki habit nie ubrani?
91 O Toskańczyku, w smutne zgromadzenie
Inferno Canto 23 verses 92-94

Obłudnych takim zapędzony cwałem,
Niech cię nie płoszy od nas obrzydzenie!"

94 Więc ja: „Rodziłem się i wychowałem

W przesławnym mieście u Arnowej fali,
A ciało dotąd mam to, które miałem.

97 Ale wy, co zacz, z których tak się żali

Katusza, iż łzą wytryska na lice
I na kapturach blaskami się pali?"

100 A widmo rzekło: „Te płowe kapice

Tak są ołowiem ciężkie, że pod niemi
Kość nam, jak waga pad ciężarem, zgrzyce.

103 W Bolonii zwą nas Braćmi Uciesznemi:

Jam jest Katalan, on Lodryng się zowie;
Urzędy w twojej oddano nam ziemi,

106 Bo z żadną partią nie zostając w zmowie

Rokowaliśmy pokój; jak wesoły
Nasz pokój, świadczy Gardyngi pustkowie".

109 „Bracia! — zacząłem. — Te wasze mozoły..."

Lecz nie skończyłem; uwagę mą skłócił
Nędzarz do ziemi wbity trzema koły.

112 Kiedy mię ujrzał, okropnie się rzucił

I w brodę ciężko sapał, rozszlochany;
A brat Katalan do mnie głos obrócił:

115 „W faryzeusze ten ukrzyżowany

Wmówił, że godzi się, dla praw powagi,
By człowiek za lud na śmierć był wydany.

118 Na drodze leży przebity i nagi,

A kto przechodzi tędy, musi wprzódy
Dać piersiom jego swej doświadczyć wagi.

121 Teść jego na też potępiony trudy,

W tym samym dole reszta synagogi,
Która nasieniem była złym dla Judy".

124 Widziałem, jak się zdziwił Mistrz mój drogi

Marze na własnym krzyżu przygwożdżonej,
Inferno Canto 23 verses 117-120

Wygnanej na te wieczyste rozłogi.

127 Potem się ozwał, do mnicha zwrócony:

„Jeżeli wolno i tę łaskę mamy,
Powiedzcie, proszę, czy tu z prawej strony

130 Nie ma w następny dół wiodącej bramy,

Byśmy bez czarnych pomocy aniołów
Swobodnie mogli z waszej wyniść jamy".

133 „Bliżej, niż sądzisz, jest tu most, co z dołów

Studziennych aż do wielkiego koliska
Przecina wszystkie koryta wądołów.

136 Jedno naszego sobą nie przyciska,

Jako że runął: owym powalonem
Mostem wam drogę uścielą zwaliska".

139 Mistrz stał przez chwilę z czołem pochylonem,

Potem rzekł: „Licho swej użył przekory
Ten, co tam łotrów rozszarpuje szponem".

142 Mnich na to: „Uczą bolońskie doktory

O czarta złości, a między innemi,
Że ojcem fałszu jest, do kłamstwa skory".

145 Tu Mistrz wyruszył kroki ogromnemi,

Twarz jego była gniewem pomieszana;
Za czym wyszedłem z obarczonych ziemi

148 W ślad ukochanej stopy mego Pana.



PIEŚŃ XXIV

Inf. 24 Giovanni di Paolo (XV century)

Wergili i Dante wspinają się ostrożnie po wewnętrznym stoku szóstego jaru i dochodzą do łańcucha skał, które przebiegają przez pozostałe jary. W głębi siódmego jaru oglądają złodzieu, których ciała, gryzione przez straszliwe węże, rozsypują się w proch, aby znowu się odrodzić. Jeden z potępionych, Vanni Fucci, przepowiada Dantemu walki bratobójcze, które rozgorzeją we Florencji.


1 W owej to porze młodzieńczego roku,

Gdy słońce włosy na Wodniku stroi,
Noc do długości dnia przymierza kroku,

4 Gdy szron po polach śnieżnej siostry swojej

Obraz barwami białymi wymości,
Który się jednak długo nie ostoi —

7 Kmiotek, któremu już głód w chacie gości,

Wstaje i wyjrzeć idzie, jak na dworze,
A tam ci niwa calutka w białości.

10 Tedy po bokach bije się nieboże,

Do izby wraca i z żalu się słania;
Lecz się zaśmieje i otuchą wmoże,

13 Widząc zmieniony świat do niepoznania

Za małą chwilę; kostur bierze krzywy
I na pastwiska chudobę wygania.

16 Tak się zaląkłem, kiedym frasobliwej

Na czole Mistrza mego dostrzegł chmury;
Lecz on wnet polał na ranę oliwy,

19 Bo ledwie wstąpił na zwalone mury,

Ku mnie się zwrócił w tak słodkiej postawie
Jak tam raz pierwszy u podnóża góry.

22 Potem, po krótkiej sam z sobą rozprawie,

Rozjął ramiona, chwycił mię w pół ciała,
Spojrzawszy wprzódy po ruin dzierżawie.

25 A jako człowiek, co waży i działa,

Lecz chce, by czyn miał bezpieczeństwa znamię,
Tak on, stawając, gdzie grań wysterczała,

28 Już mi wskazywał drugą. „Na tym złamie —

Mówił — oprzyj się i dobrze obramień,
A przedtem spróbuj, czy się nie załamie".

31 Nie chodzić tędy za zbrodnię omamień

W ołów zakutym, gdy on niewcielony,
Ja podpierany — z kamienia na kamień

34 Ledwo stąpamy; i gdyby z tej strony

Stok nie był wiele niższy niż z poprzedniej,
To nie wiem, czy on —ja padłbym zemdlony.

37 Lecz że Złe Doły ku studni ośredniej

Całe się chylą, zatem ściany jarów
Są ułożone w sposób odpowiedni:

40 Jedna się wznosi, druga zniża w parów.

Jużeśmy doszli tam, gdzie w ruin strzępie
Sterczał ostatni kamień u wiszarów.

43 Kiedy stawałem na granitów kępie,

Płuca mi wyschły, krok niosłem ołowi
I zaraz unieść musiałem na wstępie.

46 „Teraz się z lichej gnuśności rozpowij —

Mistrz do mnie rzecze — bowiem pod pierzyną
I w puchach łoża sławy się nie łowi!

49 A komu bez niej dni na ziemi płyną,

Po takim ślad się padolny rozpyli
Dymem na wietrze i wód szumowiną.

52 Więc wstań i niemoc niechaj w tobie zmyli

Duch, co zwycięzcą jest w każdej rozprawie,
Chyba go brzemię ciała ubezsili.

55 Na wyższych schodach ciebie ja postawię;

Nie dość, że ciemne rzucimy katownie:
Wyczerp naukę z tego, co ci prawię".

58 Wstałem, udając sobą, że cudownie

W członki me siła wstąpiła ognistsza;
„Pójdź — rzekłem — krzepki jestem niewymownie".

61 Po skalnym łęku ruszyłem w ślad Mistrza;

Perć była wąska i pełna obrazy,
I jeszcze, niźli poprzednie, spadzistsza.

64 Idę i gwarzę, by nie zdradzić skazy

W odwadze, gdy wtem dosłyszę pomruku,
Co w niewiązane składał się wyrazy.

67 Nie wiem, kto mówił, choć stałem na łuku,

Co nowej fosy stanowił granicę,
Lecz głos był pełen gniewliwego fuku.

70 Spojrzałem na dół; żyjące źrenice

Dna dla ciemności nie mogły zgruntować,
Więc rzekłem: „Mistrzu, by zejść w tę ulicę,

73 Do rogu ściany okólnej mię prowadź,

Bo jak, słuchając, nie słyszę, tak łowię
Wzrokiem, a kształtów nie mogę zmiarkować".

76 „Czynem — Mistrz odparł — odpowiedź wysłowię,

Bo zacna prośba wysłuchania warta;
Niemy czyn na nią najsnadniej odpowie".

79 Zeszliśmy zatem, aż gdzie przełęcz zdarta

Na ósmej ściany oparła się zrębie;
Przede mną otchłań zionęła otwarta,

82 Gdzie obaczyłem w przeokropnym kłębie

Węże przeróżnych kształtów i natury;
Myśląc — dziś jeszcze krew mą w żyłach ziębię.

85 Niech się nie chełpią libijskie piachury,

Że płodzą bestie niezwykłe i gady,
Hydry, padalce, niedźwiadki, jaszczury.

88 Takich złośliwych, z tak różnymi jady

Etiopijskie nie znają obszary
Ani czerwono-morskie ich sąsiady.
91 Pomiędzy wstrętne i dzikie poczwary
Inferno Canto 24 verses 89-92

Tam i sam biegał nagi, zastrachany
Tłum, spragnion skałki-niewidka lub szpary.

94 Na rękach w tyle miał z wężów kajdany:

Powyprężawszy głowy i ogony,
Tworzyły węzeł z przodu zadzierzgany.

97 Owóż w jednego, co stał z naszej strony,

Nagle wpił się wąż i kłem go uszczypał
Tam, kędy szyja wiąże się z ramiony.

100 Pewnie mniej szybko z łuku padnie wypał,

Niż ten zapłonął, zgorzał i z pożogi
Prochem się marnym po ziemi rozsypał.

103 A kiedy leżał taki proch ubogi,

Nagle się zgarnie, pospaja, podniesie
I w dawnym kształcie powstaje na nogi.

106 Ów ptak bajeczny, co feniksem zwie się,

Podobnie kona i wstaje w popiele
Na pięćwiekowym swego życia kresie.

109 Nie wykarmia go ziarno ani ziele;

Krople amonu i bursztynu jada,
Z nardu i mirry stos ostatni ściele.

112 A jako człowiek, co na ziemię pada

Czy w opętaniu, gdy w nim czart się rzuca,
Czy przez humorów sok, co w nim się zsiada,

115 To potem, gdy się z omdlenia ocuca,

Błędnie wzrok toczy, męką obłąkany,
Ciężkim oddechem pracują mu płuca —

118 Podobnie grzesznik ów, z pyłu zebrany.

O Sądzie Boży, jakżeś jest surowy,
Gdy za grzech wtrącasz w tak okropne stany!

121 „Ktoś ty?" — Wódz pytał. Skwapliwymi słowy

Odrzekł: „Z Toskany jestem; dni to świeże,
Jako popadłem w okropne parowy.

124 Tam nie jak człowiek żyłem, ale zwierzę,

Rówien mułowi; jam jest Vanni Fucci,
Bydlę; Pistoja godne moje leże".

127 „Każ mu — powiadam — niech wyznać nie zwłóczy,

Za co tu wtrącon, gdyż między ziemiany,
Wiem, był człek wściekły, co się gniewem tuczy".

130 Usłyszał, żal mi zjawił nie udany,

Oblicze na mnie podniósł, gdzie sromota
Zjadliwa w barwie wykwitła rumianej.

133 „Zaiste, bardziej ból mną tutaj miota,

Że w nędzy tego widzisz mię momentu,
Niż tam na ziemi, w odjęciu żywota.

136 Skoro wymagasz, wyznam aż do szczętu,

Skąd duch mój głębiej, niźliś czekał, leży:
Jam był złodziejem kościelnego sprzętu

139 I delatorem fałszywym grabieży.

Lecz byś się z mego nie chełpił widzenia,
Gdy z tego lochu na blask wyjdziesz świeży,

142 Skupiwszy baczność, słuchaj objawienia:

Naprzód Pistoja Czarnych się pozbywa,
Potem Florencja rząd i ludność zmienia.

145 Mars z Val di Magra wielki tuman zrywa,

A wtem go chmura niezmierna obwinie,
Za czym się burza podnosi straszliwa

148 I bój się stacza w Piceńskiej dolinie;

Tuman przebija chmurę w swym rozpędzie
I wszelki Biały w zawierusze ginie.

151 To mówię, bom rad, że cię boleć będzie!"



PIEŚŃ XXV

Inf. 25 Giovanni di Paolo (XV century)

Wśród potępionych siódmego jaru poeci rozpoznają olbrzyma Kakusa, a także florentczyków: Angella Bruneleschi, Buosa Abati, Puccia Galigai, Cianfę Donati, Francesca Cavalcanti, których pokuta polega na kolejnej przemianie z ludzi w węże i z wężów w ludzi.


1 Tak powiedziawszy, rabuś pięści obie

W dwie figi złożył i w butnej zajusze
Krzyknął: „Hej, Boże, weź to, daję tobie!"

4 Odtąd być wężom przyjacielem muszę:

Jeden nań wpełznął, krtani sięgał pyskiem,
Jakby mu groził: „Milcz, bo cię uduszę!..."

7 Drugi ramiona ciałem oplótł śliskiem,

A łeb z ogonem w kluczkę wiążąc z przodu,
Unieruchomił go takim uściskiem.

10 Ejże, Pistoja, czemu twego grodu

Nie przeklniesz w popiół rozpaść się na szczęty,
Gdyś gorsza niźli szczep twojego rodu?

13 Równie bezbożnej, między piekieł skręty,

Nie naszłem pychy, bo nawet u ducha,
Co był z Tebańskich murów gromem zdjęty.

16 Zbluźnił i umknął z wężem miast łańcucha;

Wtem przypadł centaur, z wściekłości się pieni,
Wołając: „Gdzie jest, gdzie jest?!... Daj tu zucha!"

19 W Maremmie tyle gadów się nie pleni,

Ile ich lazło po grzbiecie poczwary
I tam, kędy się zwierz w człowieka mieni.

22 Pod potylicą, wczepiwszy się w bary,

Siedział smok; skrzydeł nastroszył się błoną,
Na przechodzących rzygał krwawe pary.

25 Mistrz rzekł: „To Kakus, co granitów łono,

Pod Apeninów drążone posadą,
Niejednokrotnie krwią zbluzgał czerwoną,

28 Nie chadza razem z centaurów gromadą;

On to podstępem Herkulesa pożył,
Gdy z bliskich pastwisk ukradł wielkie stado.

31 Ale się dowcip jego wnet ułożył

Od strasznych razów maczugi olbrzyma:
Sto ich wziął, ale dziesięci nie dożył".

34 Wtem centaur przebiegł i znikł przed oczyma,

A trójca duchów szła dołem. W rozmowy
Toku nie widzim jej, aż się zatrzyma

37 I patrząc na nas zawoła: „A kto wy?..."

Więc tu się nasza gawęda urywa,
Ku nim uważne obracamy głowy.

40 Jam ich nie poznał, ale jak to bywa

I jak się właśnie zdarzyło w tej porze,
Jeden drugiego nazwiskiem przyzywa

43 Wołając: „Cianfo, gdzieżeś to, nieboże?..."

Ja, żeby ostrzec, że tu coś się święci,
Palec w poprzek ust i brody położę.

46 Gdybyś, słuchaczu, wierzyć nie miał chęci,

Wcale bym tobie nie dziwił się, skoro
Ja dziś sam własnej nie ufam pamięci.

49 Poglądam po nich, gdy za jedną zmorą

Wąż sześcionożny bieży; raptem skoczył
I wpił w skazańca swoich nóg sześcioro.

52 Dwiema średnimi tułów mu otoczył,

Ramiona ujął w przednie nogi obie,
Kłami policzki uszczypał i zbroczył.

55 Tylne po udach ściągnął i w tej dobie,

Chwost między nogi opuściwszy dołem,
Prężył go z tyłu po krzyżowym żłobie.

58 Nigdy tak powój nie okrąża kołem

Pnia, jak ci obaj ciałmi się sczepili,
Wszystkimi członki powiązani społem.

61 Potem się jako ciepły wosk topili,

Mieszali barwy i jestestw znamiona,
Aż nie pozostał ślad, czym wprzódy byli —

64 Jako więc w ogniu karta przypalona,

Na której barwy tracą czystość swoję:
Czarność nie doszła, a białość już kona.
67 Więc duchy patrząc na dziwne przestroje:
Inferno Canto 25 verses 59-61

„Agnelu, co za kształt przybierasz nowy,
Że już nie jesteś ni jeden, ni dwoje?"

70 W tej chwili obie stopiły się głowy

I dwa ujrzałem lica w jedno zlane,
Ale z istoty śladem dwulicowej.

73 Dwie pary ramion na jedno zebrane,

Nogi i uda, tułowy i brzuchy
Stworzyły kształty nigdy nie widziane.

76 Pierwotną postać pokruszyły duchy:

Stwora się zdała ni to czym, a niczem
I powlekła się powolnymi ruchy...

79 Jako jaszczurka pod słonecznym biczem

Z krzaku do krzaku w dzień kanikularny
Przemyka, niby mknieniem błyskawiczem,

82 Tak do dwu drugich potępieńców marnej

Postaci żmijka przypadła gniewliwa,
Żółta, czarnymi cętkowana ziarny.

85 W miejsce, skąd pierwszy pokarm nam przybywa,

Skoczył gad i kłem cios duchowi zadał,
Potem padł przed nim niby rzecz nieżywa.

88 Ranny stał prosto, patrzał, nic nie gadał,

Tylko w przeciągłe zapadł poziewanie,
Jakby był w febrze lub go sen napadał.

91 Żmija na niego, on poglądał na nię:

Ona paszczęką, a on kurzył raną,
I łączyło się owo parowanie...

94 Niech teraz Lukan zamilknie z odmianą

Swego Nassyda albo Sabellona,
Niech tu rzecz zważa bardziej niesłychaną.

97 Niech Aretuza i Kadmus Nazona,

Ten zmienion w węża, a tamta w krynicę,
Zbledną; dziw u mnie większy się dokona.

100 Bo nigdy on tak dwu natur granice

Nie zniósł, by z formą w dwoistej osobie
Razem materię obrócić na nice.

103 Oto w jakim się złożyli sposobie:

Ogon się w dwoje rozczepił u gadu;
Gdy zaś zranieniec skupił stopy obie,

106 Łydki i uda ze ścisłego składu

Tak się spoiły i tak w siebie wsiękły,
Że ze spojenia nie zostało śladu.

109 W nogi się zmieniał gadu chwost rozpękły,

Kształt nóg zaś ginął; skóry, co je kryły,
Tutaj twardniały, a tam zasię miękły.

112 Ramiona coraz w pachy zachodziły,

A łapy stworów, ściągane ku dołu,
Tam ubywały, a tu się dłużyły.

115 Potem zaś tylne, związane pospołu,

Stały się członkiem wstydliwym człowieka,
A srom nędznika rozczepił się w połu.

118 Gdy nową barwę na obu wypieka

Dym, razem szerść im zmienia w tymże czasie:
Jednemu zdziera, drugiego obleka.

121 Więc jeden padał, drugi wstawał zasię,

Lecz wciąż wlepiali w siebie niecne oczy;
Pod ich spojrzeniem w twarzach zmiana gra się:

124 Ten, co stał teraz, pysk we skronie wtłoczy,

A zaś, z nadmiaru materii wchłoniętej,
W policzkach para uszu mu wyskoczy.

127 Z reszty zaś paszczy na tył nie ściągniętej,

Jak twarzy ludzkiej wymaga budowa,
Usta składają się i nos wydęty.

130 U leżącego wzdłużała się głowa,

Za czym w głąb czaszki uszy się wsuwały,
Jak u ślimaka, kiedy rogi chowa.

133 Więc język mowny pękł na dwa kawały,

A węża język, rozczepiony, składem
Człowieczym zlał się — i dymy ustały.

136 Duch, co z człowieka stał się teraz gadem,

Sycząc, umykał w głębokie parowy,
Drugi mamrotał, parskał i biegł śladem.

139 Wreszcie od niego grzbiet odwrócił nowy

I mówił tamtym: „Niechże Bozo czyni
Jak ja, gdym pełzał po ścieżynie owej".

142 Te dziwy w siódmej widziałem pustyni;

Jeśli chybiło nieco moje pióro
Przez rzeczy nowość, niech mię nikt nie wini.

145 A choć mi oczy zachodziły chmurą,

Choć się zmysł mieszał tą kształtów zatratą,
Nie dość umknęli śpiesznie, by posturą

148 Nie zdradził mi się Puccijo Sciancato.

On jeden, z trójcy widnej nam przez chwilę,
Został z dawnego człowieczeństwa szatą.

151 Trzeci — to powód łez twoich, Gaville.



PIEŚŃ XXVI

Inf. 26 Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Z mostu ponad ósmym jarem poeci obserwują płomyki okrywające dusze fałszywych doradców; w jednym z nich cierpią wspólnie Diomedes i Ulisses, którzy opowiadają o tym, jak zginęli.


1 Hulaj, Florencja, światowładna pani!

Skrzydłami bijesz po świata połaci,
A imię twoje głośne jest w otchłani.

4 Pośród złoczyńców aż pięciu spółbraci

Znalazłem; przeto we mnie wstyd się burzy,
A chwały twojej to nie ubogaci.

7 Jeżeli prawdę sen przedranny wróży,

Rychło na sobie poczujesz dłoń kata,
Którym, śród innych, Prato ci posłuży.

10 A nie za wczesna będzie to zapłata!...

Niechże się dzieje, jako napisano;
Rad bym już widział, bo mi biegną lata.

13 W górę wracamy opoczystą ścianą

Po węgłach; Wódz wprzód, a ja za nim wchodzę
Na schody, ręką wsparty ukochaną.

16 A potem dalej po samotnej drodze,

Pomiędzy szkarpy i szczerby przełęczy,
Gdzie ręka pomoc musi dawać nodze.

19 Męczył się duch mój i dziś jeszcze męczy,

Gdy wspomni, com tam w dolnym widział żłobie;
Więc umysł dzierżę w mocniejszej obręczy,

22 Aby się cnotą rządził w każdej dobie,

A mając dobro z gwiazd lub nieb wyroku,
By tego dobra nie zajrzał sam sobie.

25 Jak wczasujący rolnik w porze roku,

Kiedy płaneta, co blask ziemi nieci,
Dłużej nam swego użycza widoku,

28 Gdy, w miejsce muszek, ćma komarów zleci,

Z pagórka patrzy w pola i winnice,
A śród nich mrowie świętojanków świeci —

31 Tak roziskrzoną ujrzałem ciemnicę

Ósmego dołu przepastnej gardzieli,
Z miejsca, skąd mogłem w jar posłać źrenice.

34 Jak prorok, co miał w niedźwiedziach mścicieli,

Widział w powietrzu wóz Elijaszowy
Z końmi lecący w górę, cały w bieli,

37 Aż nic rozróżnić nie mógł, wzniósłszy głowy,

Prócz samotnego, wiotkiego płomyka,
Który mknął w górę, jak obłoczek płowy —

40 Tak migotała jaru szyja dzika;

Nie znać, co kryją ogniste osłony,
A każda sobą zasnuła grzesznika.

43 Stałem na moście tak w dół przechylony,

Że gdybym nie był trzymał się krawędzi,
To spadłbym w przepaść, nawet nietrącony.
46 Rzekł Wódz mój, widząc, jaka chęć mię pędzi:
Inferno Canto 26 verses 46-49

„Płomiennym duchy są odziane strojem,
Każda się mara w ogniu własnym swędzi".

49 „Pewność mam — rzekę — w utwierdzeniu twojem,

Że tak być musi, zrozumiałem ja ci
I chciałem spytać: kogo swym zawojem

52 Otula płomień, co w górnej połaci

Jest rozszczepiony, jakby bił ze stosu,
Który tebańskich obu schłonął braci?"

55 „Ulisses tutaj gore — rzekł — od losu

Skazan z Diomedem na wspólne cierpienie,
Jak był wspólnikiem do zdrady i ciosu.

58 Jęk im wyciska Trojan omamienie

I brama, koniem udanym zdobyta,
Skąd wyszło Rzymian szlachetne nasienie.

61 Tu płaczą zdrady, przez którą zabita

Jeszcze Achilla skarży Dejdamija;
Za Palladionu rapt cierpią do syta".

64 „Jeśli z płomienia, który ich spowija,

Wolno im mówić, Mistrzu, proszę mile,
Chętna-li prośbie mej łaskawość czyja,

67 Racz się zatrzymać jeszcze małą chwilę,

Aż tu podejdzie pochodnia dwurożna;
Patrz, z ciekawości już cały się chylę".

70 A on mi na to: „Prośba twa niezdrożna,

Owszem chwalebna, też ci jej nie ganię;
Lecz milcz, odzywać się tobie nie można.

73 Zgadłem twe chęci, wyłuszczę żądanie.

To Grecy: przyjąć gotowi by dumnie
I pogardliwie twoje odezwanie".

76 Więc gdy tak blisko płomień podszedł ku mnie,

Że doń przemówić stosownym się zdało,
Te słowa posłał ognistej kolumnie:

79 „Wy, których pożar w jedno ubrał ciało,

Jeślim zasłużył się — skromnie powiadał —
Jeślim zasłużył się wielce lub mało,

82 Kiedym dostojne o was rymy składał,

Stójcie; a jeden podejdź do kamienia
I mów, gdzieś błądził i gdzie życie stradał?"

85 Tedy róg wyższy starego płomienia

Poszepce i swym szczytem zamigota
Jak płomień świecy z wiatrowego tchnienia.

88 A jasny kiścień tam i sam się miota,

Jakby to język ludzki przezeń gadał,
Aż wyszły słowa z ognistego knota:

91 „Gdym był od Cyrcy wrócił, gdziem postradał

Wolność, w pobliżu Gaety więziony,
Eneasz imię to grodowi nadał,

94 Nie mógł powstrzymać syn mój ulubiony

Ni cześć starego ojca, ni miłości
Powinność, niegdyś szczęście lubej żony,

97 Nie mogły zdusić we mnie ciekawości

Zajrzenia w świata roboty misterne,
Poznania błędów ludzkich i dzielności.

100 Więc na głębokie morze, na niezmierne

W jednej się puszczam łodzi; druhów grono
Ze mną, do końca posłuszne i wierne.

103 Aż po Hiszpanię brzeg podwójną stroną

Zwiedzam; więc Marok, Sardynię i mnogą
Wysp rzeszę, jednym morzem otoczoną.

106 W starość my wszyscy zaszli żmudną drogą,

Nimeśmy w owe cieśnie się dostali,
Które Herkules piętnował przestrogą,

109 Aby nie ważył się człowiek pójść dalej;

Po stronie prawej została Sewila,
A Ceuta z lewej szarzała na fali.

112 »Bracia! — mówiłem — śród hazardów tyła

Zaszli na świata podwieczorne skraje,
Skoro wam jeszcze bodaj jedna chwila

115 W zmysłów czuwaniu przed śmiercią zostaje,

Nie żmudźcie duszę wydobyć z ciemnoty,
Za słońcem idąc w niemieszkane kraje.

118 Zważcie plemienia waszego przymioty;

Nie przeznaczono wam żyć, jak zwierzęta,
Lecz poszukiwać i wiedzy, i cnoty«.

121 A w mej gromadce ta lekka zachęta

Takie pragnienie podróży zapali,
Że się w porywie na nic zapamięta.

124 Ku wschodowi-śmy rufę obracali,

Prąc skrzydła wioseł na jazdę szaloną
I ciągle w lewo przybierając fali.

127 Już wszystkie gwiazdy południową stroną

Były nam widne; nasze zaś tak nisko
Zeszły, iż zdało się, że w morzu toną.

130 Po pięćkroć dołem księżyca kolisko

Blask uszczuplało od czasu, jak nawa
Zapędziła się w groźne topielisko.

133 Gdy zaś się góra ukazała bława

Od odległości, postaci niezwykłej,
Jak w reszcie ziemi widzieć się nie dawa,

136 Z krótkiej uciechy prędko łzy wynikły,

Bo przypadł wicher od nowego lądu,
Aż pękł pod ciosem dziób okrętu nikły.

139 Trzykroć go strącał wir pełnego prądu,

Raz czwarty fala rufę w pion wyparła;
Dziób pornął na dół i z przeznaczeń Sądu

142 Toń się nad nami wieczyście zawarła".



PIEŚŃ XXVII

Inf. 27 Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Do poetów zbliża się książę Guido di Montefeltro. Dante opowiada mu o ówczesnym stanie Romanii, a w zamian słyszy z ust księcia historię jego życia.


1 Już wyprostował się i zmilkł ognisty

Język, i z wolna od nas w dal odpływał
Za zezwoleniem słodkiego lutnisty,

4 Wtem drugi, który w trop za nim przybywał,

Wierzchołka swego niewyraźnym sykiem
Wzrok nasz ku swemu zjawieniu pozywał.

7 Jak się zdarzyło z sycylijskim bykiem —

W którym, jak słuszna, naprzód zaznał kary
Samże mistrz, co go odlał — skąd porykiem

10 Wydobywał się z wnętrza jęk ofiary,

Przez co spiżowy potwór zdał się życie
Mieć i męczony być wnętrznymi żary,

13 Tak tu nie mając ujścia, należycie

Z naturą ognia, na gwarę ogniową
Zamieniało się potępieńca wycie.

16 Lecz skoro wyszedł głos płomienną głową

I drganie nadal takie, jak w przeprawie
Wziął od języka, tą nas witał mową

19 Duch z ognia: „O ty, do którego prawię,

Któryś przypomniał mi lombardzką stronę,
Mówiąc: »Idź sobie, już cię tu nie bawię«,

22 Choć przyjście moje może jest spóźnione,

Nie przykrzyj sobie kęs pogwarzyć ze mną,
Gdy się nie przykrzy, patrzaj mnie, co płonę.

25 Jeżeliś popadł w tę krainę ciemną

Z łacińskiej ziemi słodkiej, skąd ja moję
Do piekieł winę przyniosłem nikczemną,

28 W Romanii, powiedz, pokój-li czy boje?

Wiedz, że pochodzę z gór między Urbinem
A tą przełęczą, gdzie są Tybru zdroje".

31 Jeszcze schylony uważnie w kotlinę-m

Patrzał, gdy Wódz mój lekko w bok mię trąca,
Mówiąc: „Odezwij się, ten jest Latynem".

34 A na języku mym odpowiedź rąca

Natychmiast tymi wyrazy zabrzmiała:
„Duszo w płomiennym knocie gorejąca,

37 Romania twoja nigdy nie bywała

Wolna od wojny w sercu swych tyranów,
Lecz gdym ją żegnał, niby pokój miała.

40 Rawenna stoi jak za dawnych panów:

Orzeł Polenty tam swe gniazdo ściele
I swymi skrzydły otula Cerwianów.

43 Ziemia, która prób wytrwała tak wiele,

Darząc Francuzów krwawym cmentarzyskiem,
Zielonym Szponom przypadła w udziele,

46 Zaś stary kundys z psiakiem Werukijskiem,

Od których poszła Montanii zatrata,
Tam gdzie i dawniej krwawym gryzą pyskiem.

49 Stołb nad Lamonem i Santernu czata

Lwiątko z białego gniazda sobie wiodą,
Co zmienia wiarę od zimy do lata.

52 Gród, co mu Savio bok podmywa wodą,

Jak między górą leży a padołem,
Między niewolą żyje a swobodą".

55 „Teraz mi wyznaj, kto jesteś — zakląłem

Ducha — mniej mi bądź, niż tamci, surowy
I niech twa sława nie ginie z popiołem".

58 Więc, zaszumiawszy, ów język ogniowy

Na modłę swoją światłem zachybota,
Po czym takimi odzywa się słowy:

61 „Gdybym przypuszczał, że słucha istota,

Co się z tych ciemnic na słońce wybije,
Nie drgnąłby więcej płomień mego knota.

64 Lecz że z czeluści tych stopy niczyje

Nie powróciły życiem odzyskanem,
Bez trwogi tobie mą hańbę odkryję:

67 Jam to z żołnierza został franciszkanem,

Tusząc, że paskiem grzechy życia zmażę,
I Bóg by litość miał nad moim stanem,

70 Gdy Wielki Kapłan, niechaj bies go karze,

Na powrót w dawne pociągnął mię złości:
Czemu i jak się zdarzyło, pokażę.

73 Gdym jeszcze kształtem był z miąższu i kości,

Jakom z macierzy łona wyszedł żywy,
Nie lwie, lecz lisie chowałem skłonności.

76 Wszelkich podstępów, wszelkiej ścieżki krzywej

Świadom, misternie swoje wiodłem czyny;
Po świecie o nich powiadano dziwy.

79 Gdy życie moje dobiegło godziny

Takiego kresu, gdzie ludziom wypada
Pozwijać żagle i pościągać liny,

82 Zbrzydła mi uciech marność i szkarada;

Pokutowałem, przysiągłem przystojne
Życie i byłbym ocalał... O, biada,

85 Faryzeuszów nowy książę wojnę

Rozpoczął wówczas wieść pod Lateranem!
A nie na Turki ani Żydy zbrojne

88 Szedł; on wojował jeno z chrześcijanem,

Który z niewiernym Akry nie zdobywał
Ani nie kupczył w krajach pod sułtanem.

91 Urząd swój skalał, praw świętość pozrywał,

Nie uszanował sznura mojej szaty,
Co zwykł umartwiać, kogo opasywał.

94 Lecz jak Konstantyn Sylwestra z Sorraty

Wołał, aby mu leczył trądu rany,
Tak ten mię wezwał zza klasztornej kraty,

97 Chcąc być w gorączce pychy ratowany;

Żądał porady; jam stał oniemiały,
Gdyż był w swej mowie jakoby pijany.

100 Tedy rzekł: »Ja cię rozgrzeszam; bądź śmiały!

Co czynić, niech się od ciebie nauczę,
Aby upadły Pelestryny wały!

103 Wiesz, że mam w mocy dwa od Nieba klucze;

Szacunek świadczył im nienależyty
Ten, po kim płaszcz mój dostojny obłóczę«.

106 Tak poważnymi dowodami zbity,

A przy tym pewny, że milcząc popadam
W błąd jeszcze większy, rzekłem: »Skoro mi ty

109 Sumienia czystość wracasz, którą stradam,

Radzę-ć: przyrzekaj dużo, czyń niewiele,
Tędy ci pewny triumf zapowiadam«.

112 Gdym konał, Patron mój stanął przy ciele,

Lecz głos się ozwał czarnego cheruba:
»Nie czyń mi krzywdy, nie przeszkadzaj w dziele!

115 Już on jest mój rab, już go czeka zguba

Jako zbrodniarza, co złą radą truje;
Już dawno moja dłoń u jego czuba.

118 Grzechu nie zmaże, kto żalu nie czuje,

Ale żałować — pragnąc, to zamyka
Sprzeczność, którą się ład logiczny psuje«.

121 Jakże rubasznie potrząsł mnie, nędznika,

Kiedy uchwycił, mówiąc drwiącym głosem:
»A co? Możeś mię nie miał za prawnika?«

124 Tedy, poniósłszy, stawił przed Minosem.

On twarde biodra osiemkroć obwija
Do krwi gryzionym z wściekłości oczosem

127 I rzecze: »Ten jest z ognia ducho-kryja«.

Chodzę więc, w szatę ogniową zaklęty,
Która się we mnie ostrym żarem wpija".

130 Powieści swojej skończywszy lamenty

Odeszła od nas bolejąca mara,
Wijąc i wiejąc płomiennymi skręty.

133 Idziemy z Wodzem dalej, wierna para,

Po skał krawędzi, aż tam, gdzie sklepienie
Dół kryje nowy i gdzie tych jest kara,

136 Co sianiem waśni skalali sumienie.
  



PIEŚŃ XXVIII

Inf. 28 Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

W dziewiątym jarze poeci obserwują tłum podżegaczy do zamieszek społecznych i religijnych. Wśród nich spotykają Mahometa, Pietra da Medicina, Moskę Lambertiego, Bertranda de Born i słuchają ich opowieści o towarzyszach niedoli.


1 Kto zdoła nawet w niewiązanej mowie

Opisać rany i szkarłatne strugi,
Jakie w następnym ujrzałem parowie!

4 Choćbym powtarzać chciał i raz, i drugi,

Pojęcia myślom zabraknie, wyrazu
Trafnego ustom braknie do posługi.

7 Gdyby zgromadzić wszystek lud od razu

Z Apulii szczęsnej, co krwi rubinowe
Soki rzymskiemu dawał pić żelazu

10 Lub co przypłacił życiem boje owe,

Gdzie łup obfity pierścieni zebrano,
Jak świadczą wierne księgi Liwiuszowe,

13 I hufy, co krew wylały rumianą,

Że nie uznały Roberta Gwiskarda,
I tych, których kość zbierasz w Ceperano,

16 Skąd na Apulii synów pada wzgarda,

I z Tagliacozzo, skąd nabrała sławy
Bitwa bez boju starego Alarda —

19 Gdyby z nich każdy to kadłub dziurawy,

To kikut zjawił, nie zrównałby snadnie
Szkaradnym rzeziom dziewiątej dzierżawy.

22 Mniej pluszcze, kiedy klepka zeń wypadnie,

Ceber niż mara, co stała rozryta
Na skróś od brody aż po części zadnie.

25 Między nogami wisiały jelita,

Widniały płuca z owym smutnym worem,
Gdzie w kał się zmienia potrawa spożyta.

28 Gdym nań z litośnym poglądał uporem,

Dłońmi roztargał łono duch wyklęty;
„Patrz — rzekł — ręce mi własnym są toporem.
Inferno Canto 28 verses 30-31

31 Oto ci widne Mahometa szczęty;

Przede mną, spojrzyj, płacząc idzie Ali,
Od brody przez twarz po ciemię rozcięty.

34 Wszyscy, co ze mną w ten loch się dostali,

To siewcy schizmy i zgorszenie świata;
Tak połupani, że waśni wzniecali.

37 W tyle na drodze stoi diabla czata;

Ona to duchy okropnym koncerzem
Siecze, a my raz wraz pod ręce kata

40 Wracamy, ledwie krąg bolesny zbieżem;

Coraz się blizna ran naszych zasklepia,
On coraz ciosem ją otwiera świeżem.

43 Lecz ktoś ty, co tam z głazu czaisz ślepia?

Może rozumiesz, że odwleczesz kary,
Którą wyznanie win w tobie zaszczepia?"

46 „Żyw on, nie zbrodnia w te go wiedzie jary

I nie na krwawą mękę on przychodzi,
Lecz by doświadczeń zaznał pełnej miary.

49 Mnie, com zmarł, być mu przywódcą się godzi

Przez wszystkie kręgów piekielnych podsienia;
W to wierz, jak wierzysz, że cię wzrok nie zwodzi".

52 Tak Mistrz... Sto duchów spośród krwi strumienia

Spojrzało na mnie, zatrzymując kroku;
Mąk zapomniały z wielkiego zdumienia.

55 „Ty, co wnet może na świat wyjdziesz z mroku,

Pośpieszaj bratu Dolcino z przestrogą:
Jeśli nie spragnion naszego widoku,

58 Niechże się w żywność opatrzy z załogą,

Inaczej zaspy śniegowe Nowarze
Do zbyt łatwego zwycięstwa pomogą".

61 Z nogą wzniesioną ku iściu tak każe

Mahomet; skończył, sprostował kolano
I poszedł dalej w ciemne korytarze.

64 A wtem duch, co miał gardziel wielką raną,

Nozdrza wydarte do samej nasady
I jedną muszlę ucha w szczęt wyrwaną,

67 W pośrodku stojąc zdumionej gromady,

Na oścież dłońmi rozwarł gwałtownemi
Szyję czerwoną od okropnej szpady.

70 „O ty, któregom już w łacińskiej ziemi

Oglądał, człecze, coś tu wszedł bez winy,
Nie zwodzisz-li mię kształty kłamliwemi,

73 Przypomnij, proszę, Piotra z Medycyny.

Jeśli powrócisz w krainę kochaną,
Która z Vercello w Markabu niziny

76 Chyli się, ostrzeż dwu najlepszych z Fano:

Angiolella i pana Gwidona,
Że ile przyszłość wywróżyć mi dano,

79 Pod Cattolicą tyran ich dokona;

Z łodzi strąceni będą od wioślarzy,
Mając u szyi kamienne brzemiona.

82 Nie widział Neptun zbrodni równie wrażej

Na śródlądowym swym morzu szerokiem
Śród Argolidów ani śród korsarzy.

85 Zdrajca, co jednym tylko patrzy okiem,

Pan ziemi, której ktoś z naszego grona
Nie chciałby nigdy karmić się widokiem,

88 Zwabi ich w dom swój niby dla narady,

A wraz uwolni od ofiarowania
Okupu wichrom fokarskiej posady".

91 „Poucz mię — rzekłem — ja dla dziękowania

Sprawię to, że świat o tobie usłyszy:
Kto jest ów zbrodzień gorzkiego poznania?"

94 Więc do jednego w gronie towarzyszy

Wyciągnął rękę, usta rozwarł marze
I rzekł: „Ten ci jest, lecz dziś gada ciszej.

97 On to wahania przeważył w Cezarze

Z Rzymu wygnany, mówiąc, że kto sprawy
Dojrzałej zwłóczy, los go klęską karze".

100 Jakże wylękłe stało widmo, krwawy

Język i w gardle ukazując ranę:
Curio, do rady niegdyś taki żwawy!

103 A jeden, co miał dłonie odrąbane,

Prężył kikuty w czarności oparnej,
Na twarz mu strugi lały się rumiane.

106 „Moskę przypomnij! — wołał. — Ja, człek marny,

Że każda sprawa ma kres, powiedziałem;
Słowo w Toskanie złymi zeszło ziarny".

109 I na twe plemię będące pujnałem!" —

Krzyknę; więc boleść piętrząc na boleści
Odszedł jak człowiek smutny, zdjęty szałem.

112 Jam został innych mąk przyjrzeć się treści

I widzę straszną rzecz... krom utwierdzenia,
Nie śmiałbym w mojej powtórzyć powieści.

115 Ale zachętę słyszę od sumienia,

Dobrego druha, który, w czesnej zbroi
Sam chodząc, śmiałość w człeku rozpłomienia.

118 Ujrzałem, dotąd na oczach mi stoi,

Tułów bez głowy, cień niegdy człowieka,
Depcący glebę, która krwią się gnoi.
121 Za kędzior głowę dzierżąc, ów kaleka
Inferno Canto 28 verses 116-119

Ręką w powietrzu jak latarnią waży
I patrząc na nas: „Gorze mi!" — narzeka.

124 Własnemu ciału oczy świecą z twarzy

I jedno w dwojgu jest, a w jednym dwoje;
Jak?... On wie, który te cuda kojarzy.

127 Więc duch, pod mostu podszedłszy wykroje,

Ramię wyciągnął, aby straszne słowa
Wyraźniej w uszy ugodziły moje.

130 „Patrz na bolesną karę — rzekła głowa —

Ty, co żyw chodzisz śród czerni nieżywej,
I pomyśl, jestże która tak surowa?

133 Byś między ludzi o mnie poniósł dziwy,

Wiedz: Bertran de Born jestem, królewica
Jana gorszyciel i radca zdradliwy.

136 Jam jest, com z synem pokłócił rodzica;

Sam Achitofel w sercu Absalona
Ku ojcu równej złości nie podsyca.

139 Że taka jedność była roztargniona

Z mej winy, własny mózg obnoszę w ręce,
Którego korzeń wewnątrz tego trzona.

142 Słuszność odwetu widzisz w mojej męce".



PIEŚŃ XXIX

Inf. 29 Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Poeci dochodzą do dziesiątego jaru, rozmawiając o Geri del Bello, krewnym Dantego, którego zauważyli w dziewiątym jarze. Następnie idą po zrębie jaru, który dzieli Złe Doły od Studni Gigantów. W jarze tym pokutują fałszerze Griffolino d'Arezzo i Capocchio da Siena.


1 Od łez tak miałem powiekę nabrzmiałą

Z patrzenia na lud i rozliczne rany,
Że mi się stanąć i zapłakać chciało.
4 Wergili do mnie: „Gdzie wzrok zapomniany
Inferno Canto 29 verses 4-6

Posyłasz? Na kim czepiasz oczy w tłoku
Rzeszy, ciężkimi ciosy połupanej?

7 Pierwszy raz widzę taką chęć w twym oku;

Łatwo rachubę stracisz w mar powodzi:
Dwadzieścia dwie mil ten krąg liczy w toku.

10 Pod stopy nasze już księżyc podchodzi,

Wnet się nam kończy wolność wędrowania,
A jeszcze wiele obejrzeć się godzi".

13 „Gdybyś przyczynę poznał, co mię skłania —

Rzekłem — tak baczne puszczać w dół źrenice,
Może dłuższego pozwoliłbyś stania".

16 Wódz już odchodził; krok jego pochwycę

I w drodze, kończąc przemowy, dodaję:
„Oto zapuszczam wzrok w ciemną ulicę

19 Pomiędzy duchów nieszczęśliwe zgraje;

Może jednego z mych krewnych wyśledzi,
Co tu kosztowną odpłatą się kaje".

22 A Mistrz mój na to: „Niechże się nie biedzi

Myśl nad krewniaka duszą pokalaną;
Ty indziej patrzaj; on gdzie wpadł, niech siedzi.

25 Palcem na ciebie pod przełęczy ścianą

Wskazując kinął i groził surowie —
Geri del Bello na niego wołano.

28 Wzrok miałeś wówczas na uciętej głowie

Altafortowej stanicy barona,
Żeś go nie baczył, potem znikł w parowie".

31 „Wodzu, myśl moja zaniepokojona,

Że jego gwałtem z żył wypruta dusza,
Od uczestników hańby nie pomszczona,

34 Wzgardą się na mnie należną obrusza;

Stąd przeszedł milcząc, nasrożywszy lice,
A to mię bardziej do litości zmusza".

37 Takeśmy gwarząc przyszli na granicę

Wału, skąd zajrzeć można było w głębie,
Gdyby świt jaki rozjaśnił ciemnicę.

40 Gdyśmy stanęli na ostatnim zrębie

Złych Dołów, ujrzę jaru długą szyję,
A w niej tłum zbity w przeokropnym kłębie.

43 Lamentów zawierucha ku mnie bije,

W litość okutych, jak groty ze stali;
Przed nimi uszy rękoma zakryję.

46 Gdybyście wszystkich nędzarzy zebrali

I umieścili w jednej dołu cieśni,
Co śród maremskich, sardyńskich szpitali

49 I waldichiańskich od lipców do wrześni

Leżą, smród taki buchnąłby z natłoku
Ciał gnuśniejących w zgniliźnie i pleśni.

52 Jużeśmy zeszli po przełęczy stoku

Na rąbek, w lewym wciąż idąc kierunku,
Za czym brzask żywszy świtał memu oku
Inferno Canto 29 verses 52-56

55 W otchłani, kędy bożego rachunku

Wypłacicielka, Sprawiedliwość Święta,
Fałszerzy strąca i żga bez ratunku.

58 Nie wiem, czy była na większą przeklęta

Plagę Egina z wszystkim ludem chorym,
Tak zarażona, że nawet zwierzęta,

61 Nawet robaczki dotknięte pomorem

Padały, aż się stare plemię owo —
Mamyli wierzyć za starym autorem —

64 Z jaj mrówczych rodzić musiało na nowo,

Niż ta skłębiona tłuszcza, duch na duchu,
Zalegająca dolinę morową.

67 Jeden drugiemu to leży na brzuchu,

To znów na plecach; inny się mozoli
Na raczkach pełznąć po ziemi zaduchu.

70 Milczący kroczym przez środek, powoli

Wzrokiem i słuchem rozbierając kupy
Ciał, którym boleść powstać nie pozwoli.

73 Wtem wzrok mój pobiegł do dziwacznej grupy

Dwu mar o siebie wspartych jak patelnie
Grzane, pokrytych obrzydłymi strupy.

76 Zaprawdę zgrzebłem śmigają mniej dzielnie,

Gdy strach im pana, obozowe ciury,
Lub gdy się późno zbudzą poniedzielnie,

79 Niż ci dwaj palcy krzywymi ze skóry

Dla nieznośnego świądu darli sobie
Inferno Canto 29 verses 79-81

Ciało, gwałtowne topiąc w nim pazury.

82 Łuszczyli własną krostę w tym sposobie,

Jako się karpia albo ryby inej,
Szerokołuskiej, grzbiet tasakiem skrobie.

85 „Ty, co paznokciem drzesz z siebie łupiny

I jak kleszczami targasz — Wódz zawoła —
Jest tu kto z tobą z łacińskiej dziedziny

88 W kupie ciał zgniłych leżących dokoła?!

A bodaj niech twój paznokć będzie spory
I niech wieczystej robocie wydoła".

91 „Z Lacjum my oba, jednymi pomory

Skarani — płacząc, liche widmo rzekło —
Lecz ty kto jesteś, coś to wiedzieć skory?"

94 Wódz rzekł: „Z tym oto, co zeń się nie zwlekło

Ciało, pokrętne odwiedzam parowy,
Bo mi należy ukazać mu piekło".

97 Więc oni nagle rozjęli tułowy

I odwrócili się, drżący ogromnie,
Z nimi zaś inni na głos takiej mowy.

100 Dobry Przewodnik skierował się do mnie

I rzekł: „Jako chcesz, objaw im swe chęci".
Tedy się ozwę, posłuchawszy skromnie:

103 „Niechaj się mir wasz w człowieczej pamięci,

Życzę, na pierwszym świecie nie rozprasza
I przez słońc liczne obroty się święci.

106 Mówcie, co wy zacz, gdzie kolebka wasza;

Wstrętnej i przykrej kary upodlenia
Odsłonić mi się niech was nie odstrasza".

109 „Jam jest z Arezzo — rzekł duch. — Albert w Sienie

Zbrodni mej karę naznaczył ogniową;
Inny grzech strącił między zgnilców cienie.

112 Prawda, twierdziłem żartobliwą mową,

Iż wiem, jako się na powietrze wspina;
A on, ciekawy, lecz głupi, za słowo

115 Wziąwszy, Dedalem być się upomina;

Żem tego nie mógł, zemścił się i zdradził
Temu, który go uważał za syna.

118 Jam alchemiczne na świecie prowadził

Praktyki: Minos, tak słuszny w urzędzie,
Za to mię w dole ostatnim osadził".

121 Więc ja do Mistrza: „Jestże w ludów rzędzie

Lud taki próżny, jako nasz seneski?
Nawet z nim Francuz zrównany nie będzie".

124 A trędowaty: „Skoro liczysz kreski,

Niech nie zostaje wyłączony Stricca,
Rozrzutnik sławnie ochoczy do kieski;

127 Oraz Niccolo, po którym praktyka

Nastała — w kuchnię wprowadzać bogatą
Nieznany dotąd aromat gwoździka.

130 Dolicz też ową zgraję wichrowatą,

Gdzie Caccia d'Ascian wielką schedę trwoni,
A górny rozum zjawia Abbagliato.

133 Lecz abyś wiedział, kto w takt tobie dzwoni

Przeciwko Sienie, spójrz: kim ci się zdaję?
Niech twarz ci moje nazwisko odsłoni.

136 Capocchia dusza przed tobą się kaje,

Widzisz fałszerza i topcę metali;
Jeśli mnie pomnisz, a ja cię poznaję,

139 Wiesz, że mię w świecie słynną małpą znali".
 



PIEŚŃ XXX

Inf. 30 Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Wśród potępionych za podszywanie się pod cudze nazwiska poeci spotykają Gianniego Schicchi i Mirrę; pomiędzy fałszerzami pieniędzy, cierpiącymi na wodną puchlinę i pragnienie, mistrza Adama, a między kłamcami żonę Putyfara i Greka Sinona.


1 W owym to czasie, gdy z winy Semele

Na krew tebańską rozżarta Junona,
Co swoją pomstę w dzikim zjawia dziele,

4 Na Atamancie tym razem dokona

Gniewu, szał bowiem taki w nim roznieci,
Że, widząc z dwojgiem niemowląt u łona

7 Małżonkę, krzyknął: „Zastawiajmy sieci

Na szlaku, chwycim lwicę ze szczenięty!" —
Po czym bezbożną ręką jedno z dzieci,

10 Synka Learcha, chwycił i na szczęty,

Ręką śmignąwszy, strzaskał o granity,
Ona zaś z drugim skoczyła w odmęty.

13 A gdy fortuna poniżyła szczyty

Wielkości Trojan, na ogniową zgubę
Dawszy, a z państwem wraz król był zabity,

16 Na smutną, nędzną, niewolną Hekubę,

Gdy Polikseny widziała zabicie,
A na wybrzeżu Polidora lube

19 Spotkała zwłoki, co uszło z nich życie,

Obłęd przystąpił tak zapamiętały,
Że się jej z gardła psie ozwało wycie.

22 Lecz ni tebańskie, ni trojańskie szały

Nie były takie dzikie i zajadłe,
Zwierzęty władnąc czy ludzkimi ciały,

25 Jak tu dwa cienie nagie i wybladłe,

Co gryząc skalnym goniły wyrębem,
Niby dwa wieprze z karmnika wypadłe.

28 Jeden, skoczywszy, uczepił się zębem

Karku Capocchia i przyciął go srodze,
Zdusił i taszczył, aż grunt zamiótł kłębem.

31 Tu aretyńczyk, co stał w wielkiej trwodze,

Rzekł: „Upiór, który na nim pysk posoczy,
Inferno Canto 30 verses 33-34

Jest Gianni Schicchi: patrz, jak druha głodze".

34 „Niechże na tobie zębów nie ubroczy —

Powiadam —jeślim odpowiedzi godny,
Kto jest cień drugi, mów mi, nim uskoczy".
37 „To duch prastary Mirry kazirodnej,
Inferno Canto 30 verses 38-39

Która mieć chciała w ojcu lubownika,
W miłości z prawem i cnotą niezgodnej.

40 Tak z nim popełnia grzech chytra podwika,

Że sobie cudzej kształt osoby nada,
Właśnie jak tamten, który już umyka,

43 Co, by dla siebie zdobyć panią stada,

W Buosa Donati postać się przemieni.
I po swej woli testament układa".

46 Skoro już pierzchli oba pobieszeni,

Na których oczy me wieszałem smutnie,
Do innych wzrokiem biegnę po przestrzeni.

49 Jeden duch kształtem przypominał lutnię,

A raczej takim fantazji się zjawi,
Gdy mu się w myśli obie nogi utnie...

52 Wodna puchlina, która miąższ w nim trawi,

Stosunek członków znosi u nędznika,
Potworny rozmiar lic i brzucha jawi.

55 Choroba wargi obie mu rozmyka,

Górną wzdymając, obciągając dolną,
Niby spieczone usta suchotnika.

58 Wy, co wam w smętnym świecie chodzić wolno,

Nie pojmę czemu, krom katuszy wszelkiej,
Pójdźcie i patrzcie na mękę mozolną

61 Mistrza Adama, co był taki wielki

Za życia, pełen bogactw, syt wygody,
A dzisiaj, ot, dżdżu pożąda kropelki!...

64 W zieleni stoków szeleszczące wody,

Od Cassentyna które bieżą w Arno,
Dając wybrzeżom i pulchność, i chłody,

67 Niepróżno dzisiaj na pamięć się garną;

Od ich widzenia wysycha mi cera:
Srożej je czuję niźli spiekę parną.

70 Oto jak twardej Sąd kary dobiera:

Czyniąc narzędziem mąk scenę mej winy,
Gorętsze jęki z gardła mi wydziera.

73 Jam to w Ronienie fałszował floryny,

W podłym metalu bił Chrzciciela godło,
Za co na stosie poszedłem w perzyny.

76 Lecz by gdzie z duszą Gwidonową podłą

Cień Aleksandra spotkać i ich brata,
Oddałbym całe Fontebrandy źródło.

79 Pierwszy podobno w piekle się kołata:

To jedna mara zbieszona przerzekła;
Cóż, gdy mię niemoc wiąże i przygniata!...

82 Bogdaj mi w członki taka siła ściekła,

Iżbym co sto lat uszedł bodaj piędzi,
Już bym się puścił szukać go śród piekła

85 W tłumie tej, którą wrzód i krosta swędzi

W krąg jedenastu mil zbitej gawiedzi,
A pół od jednej do drugiej krawędzi.

88 Przez nich to duch mój pośród zgniiców siedzi:

Oni skusili, abym bił czerwieńce,
Co zawierały trzy karaty miedzi".

91 „Kto są — spytałem — ci dwaj potępieńce?

Kurzą, jak w zimie dłoń wyjęta z wody,
I siedzą razem po twej prawej ręce".

94 „Przede mną wpadli w piekielne zagrody

I odtąd żaden nie drgnął — rzekła mara —
Ani drgnie, aż w dzień ostatniej nagrody.

97 Owa — przewrotna żona Putyfara,

Ów — Sinon, co się w Troję wkradł sromotnie;
Gorączkę poci z nich cuchnąca para".

100 Tu zgnilec, który słuchał nieochotnie,

Że go wspomniano z takim obrzydzeniem,
W brzuch wypuczony mówcę pięścią grzmotnie.

103 Jak bęben zabrzmiał brzuch pod uderzeniem;

Za to mistrz Adam w gębę trzasnął ducha,
Na odlew ciężkim zwaliwszy ramieniem.

106 „Choć moje ciało zgnilizna bezrucha —

Mówił — ochocze na taką robotę,
Jeszcze me ramię rozkazania słucha".

109 A Sinon: „Mniejsząjawiłeś ochotę,

Gdzieś widział, że stos dla cię układali,
Niż gdyś z mosiądzu bił czerwone złote".

112 A spuchlec: „Prawdę rzekłeś, co się chwali,

Aleś podobno tak świadczyć nie śpieszył,
Gdy cię pod Troją o prawdę pytali".

115 A na to Sinon: „Jeślim kłamstwem grzeszył,

To raz; tyś każdym złym kłamał dukatem:
Żaden czart nigdy tyle nie nabreszył".

118 Znowu odpalił ów z brzuchem pękatym:

„Konia przypomnij sobie, kłamco wraży,
I cierp, że się fałsz nie ukrył przed światem".

121 „I ty cierp, niech cię ta gorączka praży —

Rzekł Grek — i trawi ta wodna puchlina,
Co z twego brzucha płot zrobiła twarzy".

124 A mincarz: „Gęba znów latać zaczyna

I zjadliwością zwykłą mi dogryza;
Jeśli ja puchnę, jeśli schnie mi ślina,

127 Ty wewnątrz goresz i pęka ci łyza;

Długiej by pewno nie trzeba namowy,
Ażebyś cmoktał zwierciadło Narcyza!"

130 Stałem zajęty zelżywymi słowy,

Gdy Mistrz mój: „Patrzże, patrz na głupie cienie!
Jeszczem się z tobą powaśnić gotowy".

133 Gdym z głosu poznał Mistrza rozdrażnienie,

Oblicze moje wstydem się pokryło;
Wspomniawszy, jeszcze dzisiaj się rumienię.

136 Jak ten, co marzy jakąś rzecz niemiłą,

Śniąc, życzy, aby to był sen, nie jawa,
I pragnie, aby to, co jest, nie było,

139 Tak pomieszanie gdy mówić nie dawa,

Chcący tłumaczyć się, nie zauważę,
Iż się milczenie już wymówką stawa.

142 „Większa się wina mniejszą skruchą maże —

Ozwał się Pan mój w łagodnym sposobie —
Niechże jej smutek tak ciężki nie karze.

145 Gdyby cię losów zmiana w której dobie

Między podobnych kłótników przywiodła,
Pamiętaj czynić, jakbym był przy tobie.

148 Słów obelżywych słuchać chęć jest podła".
 



PIEŚŃ XXXI

Inf. 31 Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Poeci przechodzą po ostatnim stoku między ósmym a dziewiątym kręgiem i zatrzymują się nad studnią strzeżoną przez gigantów; jest tam Nemrod, Efialtes, Briareus i Anteusz, który przenosi wędrowców do ostatniego kręgu.


1 Tenże sam język naprzód mię skaleczył,

Aż krwią się moje lica zrumieniły,
I tenże prędko zadraskę wyleczył.

4 Podobna miała być czarownej siły

Włócznia Peleusa i Achillesowa,
Że od niej własne rany się goiły.

7 Za nami ziemia została morowa;

Okalającym ją kamiennym wałem
Szliśmy, nie mówiąc do siebie ni słowa.

10 Nie było nocą, nie było dniem białym

I zmysł mozolnie w mroku się przekradał,
Gdy dźwięk tak gromki trąby usłyszałem,

13 Że przy nim wszelki inny głos przepadał;

Więc przeciw niemu od skalnego progu
Wzrok posyłany głąb czeluści badał.

16 Po smutnej klęsce, gdy, zdradzony wrogu,

Padł w bitwie święty poczet Karlomana,
Nie grzmiał tak strasznie Roland na swym rogu.

19 Zwróciłem głowę: skróś cierniów tumana

Ujrzałem niby wysokie wieżyce;
„Co za gród taki?" — pytam mego Pana.

22 „Oczy, puszczone w mroczną okolicę,

Dalekiej mety wypatrzeć nie mogą,
Więc zaludniają mrzonkami ciemnicę.

25 Skoro za naszą tam zajdziemy drogą,

Poznasz, jak przestrzeń łudzi wzrok wątpliwy,
Jeno śpiesz i sam bądź sobie ostrogą".

28 Tak rzekł i dłoń mą ujął piewca tkliwy,

Dodając: „Zanim staniemy nad nimi,
Byś nie otwierał oczu jak na dziwy,

31 Wiedz, że nie wieże to są, lecz olbrzymi;

Z pośrodka jamy, w głąb piekielną wklęsłej,
Tułowy sterczą wyprostowanymi".

34 Jak w chwili gdy się mgły z powietrza strzęsły,

Wzrok wyłuskiwać zacznie kształtów ziarno,
Które wprzód przed nim taił obłok zgęsły,

37 Tak gdy spojrzeniem wiercę gęstwę czarną,

W miarę jak kroczym do studziennej dziury,
Złudzenie pierzcha, a strachy się garną.

40 Jako wieńczące Montereggion mury

Wokół u szczytów basztami się stroją,
Tak w cembrowiny wnętrzu, w pół postury,

43 Na wzór wież, kołem wielkoludy stoją;

Ich to, dziś jeszcze, kiedy huczy burza,
Gniewem Jowisza gromy niepokoją.

46 Już mi się jedna, druga twarz wynurza;

Spostrzegam barki, piersi, wypuklinę
Brzucha, po bokach zwieszone ramiona.

49 Że na potwory takie stłukła glinę

Natura, błądzi, kto się temu dziwi:
Marsowi groźną zabrała drużynę.

52 Jeśli po dziś dzień wieloryby żywi

I słonie, uzna, kto rzecz lepiej bada,
Że tu zrobiła mądrzej i godziwiej.

55 Bo gdzie z rozumem połączy się zdrada,

A taka przemoc przystąpi do złości,
Tam słaba ludzkość zostaje bezrada.

58 Jako Piotrowa szyszka, tej wielkości

Była ogromna głowa wielkoluda;
W równym stosunku do niej inne kości.

61 Brzeg, co mu służył przepaską na uda,

Osłaniał cały wierzch strasznej poczwary;
Trzem Fryzom czuba sięgnąć się nie uda,

64 Choć staną jeden drugiemu na bary;

Od miejsca szyi, gdzie płaszcz zapinany,
Trzydzieści piędzi liczył naszej miary.

67 „Rafel may amech zabi almi" — z jamy

Zaryczał, dziką dręczony katuszą:
Takimi psalmy biją piekieł chramy.
70 A wtem go zgromił Wódz mój: „Głupia duszo,
Inferno Canto 31 verses 64-66

Dzierż się swej trąby, niechże przez nią wyje
Gniew i te wszystkie pasje, co cię duszą.

73 Duszo zbieszona! Ściągnij dłoń, u szyje

Trafisz na rzemień trąby wartownika,
Co wokół piersi wielkich ci się wije".

76 Potem rzekł do minie: „Ten, co tak poryka,

Już sam się zdradził: oglądasz Nemroda,
Co pychą jedność zatracił języka.

79 Zostaw, niech stoi, słów ci tracić szkoda;

Jak on niczyjej mowy, tak nawzajem
Jego nie pojmie nikt, choć ucha poda".

82 Idziemy przeto dalej murów skrajem

I, postąpiwszy na odległość strzały,
Dłuższego jeszcze olbrzyma zastajem.

85 Związać go, nie wiem, kto był dosyć wdały;

Prawe do grzbietu, lewe ramię ducha
Do piersi szczelnie przywarte sterczały,

88 Przymocowane żelazem łańcucha,

Co szedł od szyi i pięćkroć krępował
Kadłub odkryty cały aż do brzucha.
91 „Ten śmiałek możnych sił swoich próbował
Inferno Canto 31 verses 82-84

Na arcybogu w zuchwałym obcesie —
Rzekł Wódz mój — za to tak go Jowisz skował.

94 Efialt mu mianem; wojował w tym czesie,

Kiedy to bogów straszyli olbrzymi;
Ramion, co prężył, więcej nie podniesie".

97 „Wolno-li — mówię — chciałbym dziwo ziemi,

Briareusza, nieludzkiej wielkości,
Ujrzeć i zmierzyć oczyma własnemi".

100 Odrzekł: „Tu jeno Antej na wolności

Mieszka, używa naszego języka;
Ten nas wysadzi na dno wszelkiej złości.

103 Ów, o kim mówisz, równie wzięty w łyka,

Stoi od miejsc tych odległy niemało;
Twarz jego bardziej ohydna i dzika".

106 Nigdy trzęsienie tak nie zatargało

Dreszczem gwałtownym posad wielkiej wieży,
Jak się zatrzęsło Efialta ciało.

109 Tedy śmiertelny strach we mnie uderzy

I pewnie skonałbym z bojaźni samej,
Gdybym go w takiej nie widział obierzy.

112 Znowu się nieco naprzód posuwamy,

Aż Anteusza najdziem; ten do pięci
Sążni, nie licząc głowy, sterczał z jamy.

115 „Mieszkańcze dolin szczęsnych, gdzie pamięci

Scypiona schedę dziedziczyły dzieje
W dniu, co się klęską Hannibala święci

118 I gdzieś z tysiąca lwów pobrał trofeje,

Byś był w Tytanów boju, jak niektórzy
Chcą, z braćmi niebios szturmował wierzeje,

121 Wyszliby może zwycięzcami z burzy

Synowie ziemi; weź nas i staw na dnie,
Gdzie się Kocytu toń od chłodu mruży.

124 Nie każ nam innych szukać; ten tu snadnie

Pragnieniu twemu wygodzi na świecie;
Schyl się i nie krzyw lica tak szkaradnie.
127 On ci tam wawrzyn z rozgłosu uplecie;
Inferno Canto 31 verses 133-135

Jeśli mu Łaska Boża żyć pozwoli,
To jeszcze przejdzie życia pełnolecie".

130 Tak rzekł Mistrz. Olbrzym ruszył ku nam k'woli

I wziął go dłonią ręki wyciągniętej:
Poznał Herkules, jak jej uścisk boli!...

133 Gdy się Wergili poczuł w garść ujęty,

Rzekł: „Niech twa kibić pod mą dłonią będzie",
I tak się ze mną złożył jak dwa pręty.

136 Jak gdy ustawisz się przy Garysendzie

I oczy zwrócisz na niebieski pował,
Szczyt ci umyka przeciw chmurom w pędzie,

139 Tom miał widzenie, gdym się przypatrował

Anteuszowi, jak się giął, niezmierny;
I jużem drogi tym szlakiem żałował.

142 On lekko złożył nas na dnie cysterny,

Gdzie z Lucyperem Judasz w męce stężał;
A nie trwał długo w zgięciu piastun wierny,

145 Lecz się jako maszt okrętu wyprężał.
 



PIEŚŃ XXXII

Inf. 32 Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

W pierwszym kole dziewiątego kręgu, Kainie, Dante i Wergili spotykają pomiędzy zdrajcami własnych rodzin Camincione dei Pazzi, w drugim kole, tzw. Antenorze, pośród zdrajców ojczyzny Bokkę degli Abati, w ostatnim, które nosi miano Giudeki - Ugolina della Gherardesca.


1 Gdybym znał rymów twarde, chrypłe zgrzyty,

Jako się godzi kreśląc smutną norę,
Na której wszystkich kół ciężą granity,

4 Może bym wyżął soki bardziej spore

Z mego przedmiotu; lecz że niebogata
Mowa, ze strachem pieśń tę przedsdębiorę.

7 Bo to mnie lada rzecz opisać świata

Wszystkiego środek, i językiem jeszcze,
Który zaledwie jąka: „Mama, tata".

10 Wiersz mój niech wesprą owe panie wieszcze,

Co grodzić Teby wsparły Amfiona;
Niech w swoich słowach swoją treść pomieszczę.

13 O wy, nad wszystko wyklęte plemiona

Z miejsc, które tyle opisać mi trudniej —
Szczęśliwsza owca na wolą puszczona!

16 Już my stanęli na dnie ciemnej studni,

Niżej strażnika z piekielnej załogi,
A jam na mury patrzał; wtem zadudni
19 Odgłos mówiący: „Ostrożnie staw nogi,
Inferno Canto 32 verses 20-22

Bo piętą, w której snadź litości nie ma,
Depcesz po czaszkach twej braci ubogiej!"

22 Obróciwszy się, widzę przed oczyma

I pod stopami zamarzłe jezioro,
Szklane od mrozu, co je w więzach trzyma.

25 Nigdy tak grubą nie kryje się korą

Don, co chłodnymi strefami przebiega,
Ni austriacki Dunaj mroźną porą.

28 Gdyby Tambernik z pól, które zalega,

Tu spadł lub całą Pietrapana mocą,
To nie zachrupałby lód nawet z brzega.

31 A jako żaby, gdy w stawie rechocą,

Pyszczki wyścibią w on czas, gdy to żniwo
Wieśniaczkom częściej przyśniwa się nocą,

34 Tak aż do miejsca, co pierwsze wstydliwą

Barwą się krasi, klekcąc jak bociany,
Sterczały duchy wbite w lodu szkliwo.

37 Głowy ku szybie gięły zwierciadlanej;

Wargi mrozowi, oczy każdej zmory
Męce świadczyły niewypowiedzianej.

40 Spojrzę naokół, potem w dół komory,

I pod stopami widzę dwu nędzarzy
Tak spiętych, że łbów plątali kędziory.

43 „Kto wy i co wam tak piersi kojarzy?" —

Pytam; więc oni szarpną głowy zlepłe
I obracają ku mej stronie twarzy.

46 Z ócz tryskające dwa strumienie ciepłe,

Na twarz się tocząc, stygły i, w powłoce
Lodu, na klamry wyrastały skrzepłe.

49 Nie tak się hakiem spinają dwa kloce,

Jak ci dwaj; za czym jak tryki na stepie
Ze złości głową druh druha łomoce.

52 Inny z dziurami miast uszu w czerepie

Mrozem wyżartych w dół głowę pochyli
I pyta: „Czemu tak wytrzeszczasz ślepie?

55 Chcesz poznać, kto są ci sobie niemili?

Ową dolinę, gdzie Bisenzio płynie,
Wiedz, naspół z ojcem Albertem dzierżyli.

58 Z jednej macierzy obaj; byś w Kainie

Najdłużej szukał, duch tu się nie chowa
Godniejszy marznąć w piekieł zakrzeplinie;

61 Nawet ten, co mu strzała Artusowa

W piersi i w cieniu wraz otwarła ranę;
Ani Focaccia, ni ten, czyja głowa

64 Taką przed wzrokiem stworzyła mi ścianę,

A który zwie się Sassol Mascheroni:
Kto był, wiesz, mając ojczyzną Toskanę.

67 Ja, skoro mię już twe natręctwo goni,

Jestem Camicion de'Pazzi; Karlina
Czekam, on wielką mą zbrodnię przysłoni".

70 Co stąpnę, z lodu twarz mię straszy sina;

Odtąd nie mogę na zmarzłe bajora
Patrzeć, bo mi się strach ten przypomina.

73 Idziemy dalej, gdzie piekielna nora

Zbiega do środka wszelkiego ciążenia;
W mroku się z lękiem dusza moja pora.

76 Z bożej-li woli, z trafu, z przeznaczenia,

Nie wiem: stąpając po zamarzłej fali,
Nogą trąciłem łeb jednego cienia.

79 „Czemu mię kopiesz? — płacząc, duch się żali. —

Czy może, abyś przyczynił mej nędzy,
Za Montaperti tutaj cię przysłali?"

82 „Wstrzymaj się, Mistrzu — powiadam — niech między

Duchami tego wyświecę dowodnie,
Potem już pójdę, jako życzysz, prędzej".

85 Stanął; do ducha skrzepłego za zbrodnię,

Co wciąż klątwami miotał, obelżywy,
Krzyknąłem: „Ktoś jest, który lżysz przechodnie?"

88 „A ty kto — odparł — tak nielitościwy,

Śród Antenory piętą ludzkie twarze
Hańbiący, jakby człek nie umiał żywy?"

91 „Jeszcze ja żyję — tak odrzekłem marze —

A mogę miłym stać się, kiedy wieści
O tobie światu śród innych przekażę".

94 A on: „Ja tutaj nie pożądam cześci;

Źle umiesz schlebiać jeńcom tego dołu,
Idź precz ode mnie i oszczędź boleści!"
97 Tedym mu ręką zatargał chochołu:
Inferno Canto 32 verses 97-98

„Zaraz mi wyznaj swój ród i swe losy,
Lub zdejmę wszystek włos podłemu czołu!"

100 A mara: „Za to, że mi targasz włosy,

Nic ci mnie wyznam ani się odkryję;
Niczego tutaj nie wymogą ciosy".

103 Więc krzywe palce w kudły jemu wbiję

I już niejeden kędzior wydrę w czubie;
Duch oczy spuszcza ku dołu i wyje.

106 A wtem głos ozwał się w lodowym łubie:

„Co ci to, Bocca? Nie dość dzwonić w szczękę,
Jeszcze i wyjesz? Jaki czart cię dzióbie?"

109 „Teraz już możesz nie gadać — tak rzekę —

Zdrajco ohydny! Już twojej osławy
Wstyd nieśmiertelny na światło wywlekę".

112 „Idź precz, głoś sobie, gdzie chcesz, moje sprawy,

A jeśli wyjdziesz stąd za czyją wodzą,
Nie zamilcz o tym, co miał język żwawy.
115 Za Francji złoto łzami mu zachodzą
Gustave Doré- Dante et Vergil dans le neuvième cercle de l'enfer

Powieki; zdrajca z Duera się kryje,
Opowiedz, w lochu, gdzie się mary chłodzą.

118 Chceszli usłyszeć jeszcze imię czyje?...

Beccheria siedzi tu pod szybą szklaną:
Florencja jemu poderżnęła szyję.

121 Gian de'Soldanier ma tu być i Gano,

I Tebaldello, przez którego padła
Twierdza Faenzy, kiedy jeszcze spano".

124 Gdy odchodzimy, w rowie dwa widziadła

Spostrzegam taką zwarte zawziętością,
Że głowa głowie za kaptur przypadła.
127 Jak się do chleba rwie człek zdjęty czczością,
Inferno Canto 32 verses 127-129

Tak wyższy, leżąc niższemu na grzbiecie,
Wpił się w kark, ponad pacierzową kością.

130 A jako Tydej w pomściwym odwecie

Zębami szarpał łeb Menalippowy,
Tak ten darł czaszkę i ssał mózg w szkielecie.

133 „O ty, którego zwierzęce narowy

Świadczą, że wroga tutaj ząb twój głodze,
Odpowiedz: przeczżeś taki dlań surowy?

136 Ja, gdy wybadam przyczynę i zgodzę

Grzech z karą, znając was i wasze dzieje,
Na jasnym świecie tobie wynagrodzę.

139 Jeśli mi wprzódy język nie skośnieje!"



PIEŚŃ XXXIII

Inf. 33 Conte Ugolino, Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

Hrabia Ugolino opowiada historia głodowej śmierci swoich dzieci; następnie poeci przechodzą do trzeciego koła kręgu, gdzie pokutują zdrajcy przyjaciół. Tu znajdują się: Alberigo dei Manfredi, Branca d'Oria, a także dusze ludzi, którzy żyjąc na świecie zaprzedali swe dusze diabłu.


1 Usta oderwał od okropnej strawy

Ów potępieniec i z chciwej paszczęki
Włosami wroga skrzep ocierał krwawy.

4 Potem rzekł: „Srogie chcesz odnawiać męki,

Których myśl sama już rani boleśnie,
Zanim się jeszcze przelała we dźwięki.

7 Lecz że opowieść moja ziarnem wskrześnie,

Skąd temu zdrajcy ma wyrość niesława,
Słów mych i płaczu słuchaj równocześnie.

10 Nie wiem, kto jesteś ni z jakiego prawa

Wszedłeś tu, jeśli nie wiodła cię wina;
Aleś florentczyk, język cię wydawa.

13 Widzisz przed sobą hrabię Ugolina;

Ten jest Ruggieri; był arcybiskupem,
A oto mojej mściwości przyczyna:

16 Zbytnia powtarzać, jak stawszy się łupem

Podstępu, zwabion złudnymi wyrazy,
Uwięzion, w kaźi z głodu padłem trupem.

19 Lecz, co więzienne zataiły głazy,

Okropne skonu mojego momenty
Opowiem, ty sądź, czym doznał obrazy!

22 Przez wąski otwór w klatce tej wycięty,

Co po mnie zwie się: głodowa ciemnica,
Gdzie będzie jeszcze niejeden zamknięty,

25 Liczne-m już widział odmiany księżyca,

Gdy raz mi nocą sen był ukazany,
W którym przyszłości prysła tajemnica.

28 Śniło mi się więc, że ten pan nad pany

Polował wilka i młode wilczęta
W górach, co kryją Lukę przed Pizany.

31 Goland, Gismondi, Lafranchi, panięta

Pizańskie, biegli na orszaku czele,
Z nimi suk sfora chuda i zawzięta.

34 Lecz pomęczeni nie ubiegli wiele

Ojciec i dziatwa; wnet na nich obławy
Spadły, kły ostre topiąc w wilczym ciele.

37 Zbudzon przed świtem do bolesnej jawy,

Słyszę, a przez sen dzieci me, katuszy
Mej towarzysze, łkają, prosząc strawy.

40 Srogi, jeśli się nie przerazisz w duszy

Tego, co senna wróżyła mi zmora,
Gdy tu nie płaczesz, to cóż cię poruszy?

43 Już się ocknęli; nadchodziła pora,

Gdy zwykle jadło podawały straże,
Od snów nam wszystkim dusza była chora.

46 Szczęk z dołu straszną prawdę mi ukaże:

Drzwi zagwożdżono! Zamknięto nas w grobie...
Tedy spojrzałem, niemy, w synów twarze.

49 Jam nie zapłakał, skamieniałem w sobie;

Lecz chłopcy łkali, mój Anzelmek mały:
»Ojcze — rzekł — patrzysz tak dziwno po tobie?«

52 Jam nie zaszlochał, milczałem dzień cały

I noc, do chwili, kiedy gwiazdy gasną;
Aż gdy po nocy tej nastał dzień biały

55 I kiedy w klatce zrobiło się jasno,

W cztery oblicza spojrzę i, tak na nie
Wzrok kładąc, twarz w nich odgaduję własną.

58 Więc ręce sobie z bólu do krwi ranię,

A oni, myśląc, że to ból ze czczości,
Nagle się dźwigną: »Ojcze nasz i panie —

61 Wołają do mnie — oszczędzisz żałości

Z ciał naszych jedząc; tyś nas oblókł niemi,
Wolno-ć je zezuć z naszych nędznych kości!«
64 By ich nie płoszyć, zmilkłem i tak, niemi,
Inferno Canto 33 verses 62-63

Trwaliśmy dwa dni z nadziei zatratą.
Czemuś nie pękło, twarde łono ziemi?...

67 Aż kiedy czwarty dzień błysnął za kratą,

Gaddo do kolan moich się przywlecze
I woła: »Czemu nie ratujesz, tato!...«
Inferno Canto 33 verses 67-68

70 Wołał i skonał; jak mnie tu, człowiecze,

Widzisz, tak każde z mych dzieci konało
Do dnia szóstego; więc mi wzrok wyciecze
73 W strugach krwi; poprzez każde martwe ciało
Inferno Canto 33 verses 73-74

Pełzam i dwa dni wołam na nieżywe...
Potem się życie głodem dokonało".

76 Skończył i białka wywrócił straszliwe,

I zęby w czerep znów zapuścił siny,
Twarde i jak psie — krwawej kości chciwe.

79 O Pizo, pięknej zakało krainy,

Gdzie brzmi lubego „si" nuta pieszczona:
Gdy się nie kwapią sąsiadów twych syny,

82 Niech cię Capraia porwie i Gorgona;

U Arnowego ujścia tamą wspięta,
Potopem zguby twych mieszczan dokona!

85 Bo jeśli piekło słusznie to pamięta

Ugolinowi, że wydał twe grody,
Czemu skazywać na mękę chłopięta?

88 O nowa Tebe, wszakże sam wiek młody

Usprawiedliwiał Brigatę, Hugona
I tych dwu, których już nazwałem wprzódy!...

91 Poszliśmy dalej, gdzie zlodowacona

Toń inną rzeszę otula w pieluchy,
W których zastygła, na wznak wywrócona.

94 Płacz nie pozwala, by płakały duchy:

Boleść w głąb wraca, napotkawszy tamę
I wzmaga srogie cierpień bezotuchy.

97 Bowiem łzy pierwsze wyszłe przez ócz bramę

Zmarzły i szklaną stworzyły przyłbicę,
Pod powiekami ócz oszkliwszy jamę.

100 Wtem, choć od mrozu stężało mi lice

I jak naskórek, kiedy otwardnieje,
Straciło czucie, dech wiatru pochwycę,

103 Który z nieznanej strony ku mnie wieje.

Więc pytam: „Gdzie zdrój mroźnego oddechu?
Czyliż tu tchnienie wszelkie nie tężeje?"

106 A Mistrz mi na to: „Czekaj, bez pośpiechu!

Wnet się twym oczom własnym uwydatni,
Skąd ten wiatr dmucha i z jakiego miechu".

109 Wtem jeden nędzarz spod lodowej matni

Zawołał do nas: „Duchy tak zbrodnicze,
Że wyznaczono wam okręg ostatni,

112 Zdejmijcie łuskę z ócz mych; niech użyczę

Otuchy sercu w okropnym mozole,
Zanim zakrzepnie znów od łez oblicze!"

115 „Powiedz, kto jesteś, pewnie cię wyzwolę —

Rzekłem do mary, co hełm straszny dźwiga. —
Niech tak polegnę w lodowatym dole!"

118 „Widzisz — odparła — brata Alberyga;

Żem jadowite owoce miał w sadzie,
Tym mi daktylem nagrodzona figa".

121 „Ha — wykrzyknąłem —jużeś to w gromadzie?!"

A on: „Zewłoka moja jeszcze żywa
Na ziemi — nie wiem, w jakim żyje ładzie.

124 Bo Ptolomeja tej łaski używa,

Że czasem ludzka dusza tutaj spada,
Nim jej dokona Atropos przędziwa.

127 Abyś zaś chętniej lód, co się układa

Z łez przestarzałych, obłuskał mi z twarzy,
Wiedz, że w monencie, gdy się spełnia zdrada

130 Jako ta moja, czart staje na straży

Ciała i póki śmiercią nie ochłódnie,
Do tego kresu sam w nim gospodarzy.

133 Dusza od razu przelata w tę studnię;

Niejedno ciało do świata należy,
Którego cień tu swe odprawia grudnie.

136 Uważne oczy zwróć, przychodzień świeży,

Na Brankę d'Oria, o którym ci powiem,
Że tu duch jego od wielu lat leży".

139 „Chcesz mię, jak widzę, okłamać — odpowiem —

Bo Branka d'Oria nie umierał zgoła;
Je, pije, sypia i cieszy się zdrowiem".

142 „W Dole Złych Szponów — odrzekł — gdzie wre smoła,

Jeszcze się Michał Zanche nie pojawił,
Kiedy już Branka czarnego anioła

145 Na swoje miejsce w zewłoku zostawił;

Podobnie krewniak jego, jeszcze żywy,
Który się zbrodnią wspólnie z nim splugawił.

148 Lecz ściągnij rękę! Zdejm te z ócz pokrywy!"...

A jam zostawił mu na oczach brzemię;
Surowość moja — tam był czyn cnotliwy.

151 Genueńczycy, przeniewiercze plemię,

Wrogowie cnoty, zbrodniami skalani,
Przecz wam pozwala los zaludniać ziemię?!

154 Otom z najgorszym zbrodniarzem Romanii

Naszedł jednego z was, którego dusza
Występna krzepnie w Kocytu otchłani,

157 Podczas gdy ciało żywe czarta słusza.



PIEŚŃ XXXIV

Inf. 34 Giovanni di Paolo (c.1403–1483)

W czwartym kole, zwanym Giudeką, poeci obserwują zdrajców dobroczyńców. Na samym dnie piekła w trzech paszczach Lucyfera pokutują trzej najwięksi zdrajcy ludzkości: zdrajca Chrystusa - Judasz oraz zdrajcy Juliusza Cezara - Brutus i Kasjusz.


1 „Vexilla regis prodeunt inferni...

Patrz i uważaj — Przewodnik mój rzecze —
Czy w dalekości już On się nie czerni".

4 Jak kiedy ziemię tuman mgieł oblecze

Lub gdy półsfery naszej noc jest blisko,
Wiatrak wygląda, co skrzydłami siecze,

7 Tak wyglądało potworne zjawisko.

Więc się cofałem, drżąc w zimnym powiewie,
Za plecy Wodza, jedyne schronisko.

10 Stałem już, ledwo śmiem powtórzyć w śpiewie,

Tam, gdzie tłum cieniów pod korą lodową
Przeświecał niby źdźbła w szklanej polewie.

13 Jedne poziomo, a drugie pionowo

Sterczą lub w linię przełamane krzywą;
Jedne nogami w górę, drugie głową.

16 Gdyśmy podeszli tak, iż się możliwą

Zdało Mistrzowi, ażeby mi zjawił
Twarz cudotworu, dawniej urodziwą,

19 Przystanął i mnie za sobą postawił.

„Oto Dis, oto miejsce, gdzie w odwadze
Inferno Canto 34 verses 20-21

Trzeba — powiada — byś serce zaprawił!"

22 Jakem tam skośniał, w członkach stracił władzę,

Wyobraź sobie, słuchaczu życzliwy:
Nie mówię, bowiem słowy nie poradzę.

25 Anim padł martwy, anim został żywy:

Jeżeliś bystry, to oblicz, jak między
Dwoma stanami stan mój był wątpliwy!...

28 Cesarz, władnący nad krainą nędzy,

Z lodu wysterczał do połowy łona,
A olbrzym ze mną porówna się prędzej

31 Niż z olbrzymami jego dwa ramiona;

Jakiż ogromny, jeśli miara kości
Była w nim całym równo rozmierzona!

34 Jeśli tak brzydki, jakiej był piękności,

Gdy przeciw Stwórcy stroszył brew do góry —
Słuszna, iż zwie się źródłem wszelkiej złości!

37 O, jakiż mi się jawił cud natury!

Ujrzałem troje lic w jednym istnieniu:
Jedno na przedzie, koloru purpury,

40 A zaś dwa drugie każdemu ramieniu

Odpowiadały, razem tworząc głowę,
Co się kończyła w grzebień na ciemieniu.

43 Prawe oblicze było bladopłowe,

Lewe, jak szczepu, który się wywodzi
Z krain, gdzie wody wpadają Nilowe.

46 Pod każdym licem, jako to się godzi

Takiemu ptaku, po dwa skrzydła wioną:
Żagl równie duży po morzach nie chodzi.

49 Jako nietoperz, miał nieupierzoną

Skrzydeł pokrywę, a gdy nimi śmigał,
Trzy wiatry budził pod okropną błoną.

52 Od tego wiania Kocyt w lód zastygał;

Z ócz sześci łzami ciekł i na trzy szczęki
Ustawnie śliną zakrwawioną rzygał.

55 Z ust każdych sterczał grzesznik i jak pęki

Trawy w miętlicy na miazgę był tarty:
Te jednocześnie trzej cierpieli męki.

58 Skazaniec przedni, nie dość że w zażartej

Tkwił paszczy, szarpan Disowymi szpony,
Raz po raz łypał ze skóry obdarty.

61 Rzecze Mistrz: „Zbrodzień najsrożej męczony,

Dowiedz się, Judasz jest Iskariota;
Wewnątrz ma głowę, na zewnątrz nóg trzony.

64 Z głową na zewnątrz, ten, który przez wrota

Sterczy lic czarnych, cień jest Brutusowy,
Słowa nie rzecze, tylko sobą miota;

67 Kasjusz ten trzeci, ogromnej budowy.

Lecz już wieczorne rumienią się zarze,
Widziałeś wszystko, teraz bądź gotowy!"

70 Za szyję Mistrza chwytam, jak mi każe;

On, upatrzywszy i miejsca, i pory,
W momencie, gdy Dis rozchylił wachlarze

73 Skrzydeł, za boków chwycił go kędziory

I, kudł po kudle, spuszczał się szczeliną
Pomiędzy żebra a lód zmarzłej nory.

76 Gdy ze mną doszedł tam, gdzie uda giną

W biodrach i w jamę wrastają lędźwiową,
Z widoczym trudem, z twarzą lękiem siną,

79 Gdzie Dis miał stopy, Wódz zwracał się głową,

Jak człek, co pnie się; a jam myślał: „Biada,
Oto mię w piekło prowadzi na nowo!"

82 „Trzymaj się mocno — tak do mnie powiada,

Jak człek zmęczony, dysząc. — Takie wraże
Schody, żegnając Złe, brać nam wypada".

85 Skalną wyszedłszy jamą, na wiszarze

Usadowił mię, na krawędzi skały,
Po czym mi przełaz niezwykły ukaże.

88 Podniosłem głowę, osłupiałem cały:

Miast Lucypera twarzy, naglem zoczył
Nogi potwora, jak w górę sterczały.

91 Czym się naówczas zaląkł i zamroczył,

Niech tłum pomyśli ciemny, co jest zgoła
Nieświadom, jakim punkt ziemi przekroczył.

94 „Powstań na nogi! — Mistrz do mnie zawoła. —

Droga daleka i zła; do spełnienia
Słońce przebiegło już część szóstą koła".

97 Nie w pałacowe, zaiste, podsienia,

Lecz w naturalną weszliśmy jaskinię,
O chropowatym dnie i pełną cienia.

100 „Nim mi piekielna otchłań z oczu zginie —

Rzekłem do Mistrza, dźwignąwszy się z głazu -
Pozwól, że kilka zapytań uczynię:

103 Gdzie się staw lodu podział? Śród przełazu

Przecz on na wywrót sterczy? I jak z mroku
Słońce ku zorzy przebiegło od razu?"
106 „Sądzisz, że jesteś na centralnym szlaku
Inferno Canto 34 verses 127-129

Z tej strony osi, gdziem się do pieczary
Spuszczał po ziemię wiercącym robaku;

109 Byłeś tam, pókiś twarz widział poczwary;

Gdym się obrócił, przekroczyłeś ziarno
Ziemi, gdzie wszystkie ściągają ciężary,

112 I wszedłeś w sferę naprzeciwpolarną,

Odwrotną owej, co lądy obleka,
Których środkowy szczyt widział ofiarną

115 Śmierć poczętego bez winy Człowieka;

Stopy twe stoją na małej półsferze,
Której odwrotnym licem jest Giudecca.

118 Tutaj jest ranek, gdy tam podwieczerze;

Ów, czyje kudły schodami nam były,
Sterczy tam ciągle w tej, co dawniej, mierze.

121 Z nieba od razu spadł do swej mogiły;

Lądy leżące tutaj w onej porze
Ze strachu przed nim w fale się pokryły.
124 Na naszą sferę wypchnęło je morze;
Inferno Canto 34, Gustave Dorè 3

Umknął się bodaj ląd i po tej stronie
Pod sobą próżne zostawiając łoże.

127 Czeluść ta, w ziemskim wydrążona łonie,

Ciągnie się, jak grób Belzebuba długi,
Oczom niewidna, a jedno po tonie

130 Rozpoznawana bulgocącej strugi,

Która przepływa skalnym wydrążeniem,
Lekko skłanionym na piekielne smugi".

133 Owym mię skrytym Wódz powiódł podsieniem

I szliśmy, by wnet wyjrzeć na lazury.
Idziem i w drodze wcale się nie lenim.

136 Wciąż wyżej: pierwszy on, ja za nim wtóry,

Aż obaczyłem niebios światła cudne
Przez krągły otwór migocące z góry.

139 Tędyśmy na świat wyszli, witać gwiazdy...





Czyściec

PIEŚŃ I

Pur 01 dore

Opuściwszy piekło, Wergili i Dante wydostają się na wyspę, pośród której wznosi się góra czyśćcowa. Stojący na straży góry Katon z Utyki zezwala poetom na wędrówkę po czyśćcu.


1 Ku łagodniejszej fali wzdyma płótno

Łódź mego ducha i na cichsze morze
Wpływa, za sobą mając toń okrutną.

4 A ja o wtórnym z królestw śpiew ułożę,

Gdzie się duch ludzki z grzesznej myje pleśni,
Gotując stanąć na niebieskim dworze.

7 Lecz tutaj, martwa poezyjo, wskrześnij!

Słudze waszemu dodajcie natchnienia
Wy, Muzy Święte! Kalliope, wstań w pieśni,

10 Posil ją echem potężnego brzmienia,

Co to sroczymi ukarało pióry
Nędznych śpiewaczek niepokorne pienia.

13 Wschodnim szafirom podobne lazury,

Co się zebrały jak gdyby powłoka
Sfery miesięcznej na niebie bez chmury,

16 Radość mym myślom wróciły z wysoka,

Ledwie Mistrz z martwych stref mię wyprowadzi,
Ciężkich dla piersi i smutnych dla oka.

19 Piękny płaneta, co na miłość radzi,

Całą wschodową rozpogadzał ścianę,
Blask zwyciężając Ryb, swojej czeladzi.

22 Zwrócę się w prawo i okiem przystanę

U podbieguna; gwiazd tam ujrzę czworo
Po pierwszych ludziach późniejszym nieznane.

25 Niebiosa od nich — zda się —jasność biorą:

O ty północny widnokręgu wdowi,
Któremu nigdy te światła nie gorą!...

28 Potem wzrok zdejmę z niebieskich wezgłowi

I patrzę w stronę, kędy Niedźwiedzica
Zaszła, już memu niewidna wzrokowi.
31 Samotny starzec tam stał; jego lica
Pur 01 catone

Dostojną były kraszone zasługą;
Cześć dlań poczułem jak syn dla rodzica.

34 Brodę sędziwą miał i bardzo długą,

Tej samej barwy co włosów pierścienie,
Która spływała w dół podwójną smugą.

37 Owego czworga gwiazd święte promienie

W twarz blaskiem takiej biły mu urody,
Że jaśniał niby słoneczne zjawienie.

40 „Kto wy jesteście, co ślepej skroś wody

Przed niepożytą uszliście męczarnią —
Rzekł, wiejąc pierzem swej czcigodnej brody. —

43 Kto wyprowadził was? Kto był latarnią

Rozchylającą bezdenne pomroki,
Którymi piekieł doliny się czarnią?

46 Czy to otchłanne skruszono wyroki

Lub z Nieba wolność potępieńcom dano
Na moich pieczar wdzierać się opoki?"

49 Tedy Wódz żywo ujął mą podaną

Dłoń, za czym mową i ręką, i ruchy
Brew mi ukorzył moją i kolano.

52 „Nie z mej go chęci wiodę między duchy;

Niebieska Pani — Wergiliusz odpowie —
Zszedłszy, kazała dodać mu otuchy.

55 Lecz skoro pragniesz poznać szczegółowie,

Kto my zacz i skąd przychodzim w tej porze,
Nie lza, jeno ci posłusznie wysłowię:

58 Ostatnie jemu nie zagasły zorze,

Ale, z płochości, kresu niedaleki
Prawie już wchodził na życia rozdroże.

61 Przeto podparłem chód jego kaleki,

A żadna droga w te nie wiodła kraje
Prócz onej jednej, przez ogniste steki.

64 Już potępieńcze przebrnęliśmy zgraje,

Za czym mu rzeszę innych mar ukażę,
Która pod twoją zwierzchnością się kaje.

67 Jak go tu wiodłem, prędko nie wyrażę;

Z wysokich dziedzin schodzi na mnie władza
Czyniąca, że z nim do ciebie się ważę.

70 Mile go przyjmij, bo-ć go tu sprowadza

Wolności żądza; jak się drogo ceni,
Wie ten, co za nią krew oddać się zgadza

73 I z dobrowolną śmiercią się nie leni,

W Utyce ziemskie rzucając zewłoki,
Co je dzień wielki kiedyś rozpromieni.

76 Nie starte dla nas odwieczne wyroki:

On jeszcze żyje, mnie Minos nie zmaga;
Przebywam w kręgu Marcji jasnookiej,

79 Co spojrzeniami — zda się — ciebie błaga,

Byś ją przygarnął na swe święte łono.
Niechże cię skłoni tych oczu powaga

82 Puścić nas w górę siedemkroć toczoną;

Pochwał na ciebie odniosę jej siła,
Jeśli pozwolisz, że cię tam wspomioną".

85 „Marcja mym oczom tak bywała miła —

Rzekł — póki ziemskie dzierżyło mię pęto,
Że wszelkich życzeń zawsze dostąpiła,

88 Lecz dziś, gdy mieszka za rzeką przeklętą,

Jej prośby wagę tracą skutkiem prawa
Działającego, odkąd nas rozjęto.

91 Skoro mu z niebios Pani tak łaskawa,

Jako powiadasz, prośba tu nie k'rzeczy;
Dość mi, że przez cię taki rozkaz dawa.

94 Idź przeto, a on niech się ubezpieczy

Paskiem z sitowia, wodą zmyj mu lice,
Niechaj zeń spłynie wszystek brud człowieczy.

97 Nie lza, by w jego zamglone źrenice

Patrzali święci tych dziedzin stróżowie,
Którzy przedrajskie obchodzą granice.

100 Tam gdzie najniższe miejsce na ostrowie,

Gdzie brzeg wysepki ciągłe fale piorą,
W miękkim namule wyrasta sitowie;

103 Roślina, liściem obrosła i korą,

Nie zdoła w grunt ów zapuścić korzeni,
Bo ją bijące fale wnet rozbiorą.

106 Po innej ścieżce wyjdziecie z zieleni

I poszukacie lżejszej w górę drogi,
Wciąż idąc torem słonecznych promieni".

109 To rzekłszy, zniknął, a jam wstał na nogi,

Bezmownie Wodza czepiając się boku
I oczy wznosząc doń, pielgrzym ubogi.

112 „Synu — tak zaczął — pilnuj mego kroku;

Zejdźmy z powrotem, kędy do podnóża
Równina spływa po pagórnym stoku".

115 Szare mgły ranne zwyciężała zorza,

Pędząc przed sobą, za czym już z daleka
Rozpoznawałem migotanie morza.

118 Szliśmy po puszczy, podobni do człeka,

Co nim ślad znajdzie ścieżki obłąkanej,
Rozumie ciągle, że go próżno czeka.

121 Gdyśmy przybyli, gdzie szron rosy ranej

Ze słońcem walczy, ale się nie trwoni,
W cieniu na czerstwym gruncie uchowany,

124 Mistrz mój łagodnie ku ziemi się skłoni

I rąk swych muszle zwilży na murawie.
Ja wiedząc, czego z lubych czekać dłoni,

127 Spłakane jemu jagody podstawię:

Więc twarz mi obmył i barwy pierwotne
Wrócił przyćmione w piekielnej kurzawie.

130 Stąd na wybrzeże wyszliśmy samotne,

Którego wody nie zaznały wiosła
Zdolnego szlaki odnaleźć powrotne.

133 Tu trzcinę, która za falą się niosła,

Jak starzec życzył, wiązał mi na ciele:
O cudo, gdzie szczknął, trawa wraz odrosła,

136 Nie uszczuplało się poddane ziele!



PIEŚŃ II

Pur 02

Do brzegu wyspy przybija łódź, w której znajdują się duchy mające pokutować w czyśćcu. Jeden z nich, Casella, intonuje pieśń miłosną, którą przerywa mu Katon, karcąc dusze za opieszałość


1 Wstawało słońce i niosło się mimo

Skraj widnokręgu, który południka
Swego szczyt wiesza nad Jerozolimą.

4 A noc, co w kole odwrotnym pomyka,

Szła z wód Gangesu, dzierżąc wagi w ręce,
Co rwą się, kiedy nocorówni tyka.

7 Więc lic zorzanych białość i rumieńce

Przez słońca bliskość, w miejscu, skąd patrzałem,
Ten miały pozór, co zblakłe czerwieńce.

10 Staliśmy ciągle nad fal morskich wałem,

Jako podróżni do drogi gotowi,
Myślą śpieszący, a żmudzący ciałem.

13 Wtem jak o świcie, gdy się ma ku dniowi,

Mars się w oparach czerwonością krwawi,
Morze zachodnie mając u wezgłowi,

16 Tak mi się zjawił — bodaj jeszcze zjawi —

Blask, co po wodnej ścieżce w szybkim gonie
Leciał, jak żaden lot ziemskich żurawi.

19 A ledwo że się ku Wodzowi skłonię,

By spytać, co to, już on na topieli
Rośnie i coraz ogromniejszy płonie.

22 Wtem po dwu bokach zjawienia wystrzeli

Jakowaś białość, a dołem dokoła
Drugi się jakiś płat śnieżny zabieli.

25 Mistrz jeszcze słowa nie wymówił zgoła,

Gdy błysła skrzydeł para białopiana,
Aż wtem żeglarza pozna i zawoła:

28 „Prędzej, o prędzej, padaj na kolana!

Anioł to boży, złóż ręce, skłoń lice,
Wnet ujrzysz więcej takich rabów Pana.

31 Patrz, jak on sztuki ludzkie ma za nice:

O żaglach nie dba ani dba o sterze,
Na skrzydłach mierząc tak wielkie granice.

34 Patrz, jak powietrze nimi pod się bierze,

Parą wieczystych żagli strzygąc z góry,
Co nie padają jak to ziemskie pierze".

37 Potem, gdy bliżej ptak z boskimi pióry

Podleciał, takim pożarem zapłonął,
Że znieść nie mogąc, mój ziemskiej natury

40 Wzrok szukał ziemi; on zaś dalej wionął

Do brzegu czółnem tak lekkim, że w wodzie
Nawet rąbeczek jego dna nie tonął.
43 Sternik na tyłach stał — w takiej urodzie,
Pur 02 dore

Że mi wyglądał jak osoba święta;
Więcej sta duchów siadło w głębi łodzie.

46 „Egipskie Izrael kiedy rzucał pęta..."

I to, co dalej stoi w księdze, społem
Śpiewały zgodnie duchy niebożęta.

49 Anioł krzyż kreślił, więc padają czołem

I na wybrzeżnym piasku się pokładą,
A on jak przybył, tak i pierzchł sokołem.

52 I przyglądają się górskim posadom

Na tej nieznanej rzucone krawędzi,
Jak człowiek lądu nowego nieświadom.

55 Już Koziorożca spośród niebios pędzi

Słońce i bełty ognistymi praży,
Śląc swoje żary każdej świata piędzi,

58 Gdy obca rzesza k'nam obróci twarzy:

„Pokażcie w górę drogę, jeśli znacie" —
Powiada do nas. Więc takim ją darzy

61 Mistrz dobry słowem: „Zapewne mniemacie,

Żeśmy świadomi drogi w tej krainie;
W pątniczej idziem, jako i wy, szacie.

64 Chwilką przed wami przez takie pustynie

Szliśmy i takich urwisk zawieruchy,
Że wyjście w górę fraszką będzie ninie".

67 A wtem, zaledwie spostrzegły się duchy

Po mym oddechu, iżem człowiek żywy,
Stanęły; podziw opętał im ruchy.

70 Wraz jak do posła, co z różdżką oliwy

Przybył, tłum śpieszy i coraz to większy
Kupi się, staje, ciśnie, nowin chciwy,

73 Ów orszak, chwilką tylko się ulększy,

Podbiegł i stanął; oczyma mię mierzy,
Zapominając iść, gdzie duch się piększy.

76 Wtem jedna postać zerwie się i bieży

Z gestem tak lubym przed rzesze podróżne,
Iż czułem, że jej odpłacić należy.

79 O mary, oczom tylko od mar różne!

Trzykroć się na niej ręce me wiązały,
Trzykroć do piersi mych upadły próżne.

82 Snadź się me lica dziwem malowały,

Gdyż duch uśmiechnął się i cofnął wsteczą,
A jam się rwał biec, wychylony cały.

85 Rzekł słodko: „Nie sil się nad próżną rzeczą!"

Tedy poznawszy, usta doń obrócę,
Prosząc, by ze mną pogadał człowieczo.

88 „Jeślim cię kochał, w doczesnej zewłoce

Bywszy, dziś niemniej kocham, toż pogwarzę;
Lecz jakie ciebie pchnęły tutaj moce?"

91 „O mój Casella, ja tu iść się ważę,

Bym mógł powrócić znowu w te dzierżawy,
Ale kto tobie zwłokę cierpieć każe?"

94 On na to: „Nikt mi nie wzbraniał przeprawy,

Jedno, kto bierze, kogo chce, do łodzi,
Ten na mnie dotąd bywał niełaskawy.

97 Snadź z wolą bożą anioł swoją godzi...

Od trzech miesięcy jednak niewątpliwie
Na pokład jego każdy wolno wchodzi.

100 Toż gdym nad morza brzegiem czekał chciwie,

Gdzie Tybru rzeka swoje nurty soli,
Zostałem odeń przyjęty życzliwie,

103 Teraz odleciał nową odbyć kolej

Do portu, kędy oczekują roje
Duchów, piekielnej niezdanych niewoli".

106 „Pieśniarzu — rzekłem —jeśli tutaj twoje

Odczłowieczenie więzów nie nakłada
Na śpiew, co we mnie koił niepokoje,

109 Ni na moc ową, co pamięcią włada,

Pociesz mą duszę, która, obleczona
W cielesne szaty, z trudu już upada".

112 „Miłość śród myśli moich rozgwarzona..."

Rozpoczął głosem tak słodkiego brzmienia,
Że echo jego dotąd mi nie kona.

115 Ja, Mistrz i duchy pełni upojenia

Tak chciwe jemu daliśmy posłuchy,
Że w nas pamięci nie zostało cienia.

118 Jemu poddany, a na resztę głuchy

Stałem; tłum ze mną. A wtem starzec na nie
Zawoła: „Ejże, opieszałe duchy,

121 Co to za żmuda, za leniwe stanie?

Bieżajcie z łuski osmuknąć źrenice,
Która wam Boże opóźnia poznanie!"

124 Jak kiedy dziobiąc proso i pszenicę,

Pozbywszy dumy, co nią pióra stroszą,
Drobno stąpają ciche gołębice,

127 Skoro się nagle jakim strachem spłoszą,

Naraz od smacznej odlecą wieczerzy,
Bo już ważniejszą w sobie troskę noszą —

130 Tak, widzę, śpiewu zaprzestał ów świeży

Poczet i wszystek rozpierzchł się po stoku,
Jak człek, co bieży, ni wie, dokąd bieży;

133 A my też za nim, nie hamując kroku.



PIEŚŃ III

Pur 03

Nie mogąc odnaleźć drogi na górę czyśćcową, Wergili i Dante przyłączają się do grona dusz, z których jedna, król Manfred, opowiada im swoje dzieje.


1 Gdy tak po polu rozbiegła się rzesza

Tęsknym spojrzeniem w szczyty zapatrzona,
Dokąd rozumem duch wiedzion pośpiesza,

4 Ja się tuliłem do wiernego łona;

I jakże mógłbym sam jeden pozostać?
Któż by pod górę podparł me ramiona?

7 Lecz on miał człeka zgryzionego postać:

O ty, sumienie zacne, trwożne błędu,
Najlżejszą winą każące się chłostać!...

10 Gdy stopy jego powolniły pędu,

Co wszystkim sprawom dostojeństwo kradnie,
Pragnienie moje z ciasnego oprzędu

13 Skupionej myśli szerszy kręg owładnie;

Za czym źrenice obracam na górę,
Co wyżej wszystkich ziemskich gór się kładnie.

16 Słońce, co z tyłu czerwonością gore,

Przede mnie rzuca złamane promienie,
Spotkawszy w mojej osobie zaporę.

19 Myśląc, żem został sam, bo nie dwa cienie,

Lecz tylko jeden widniał plamą ciemną,
W bok przestraszone rzuciłem spojrzenie,

22 A mój Cieszyciel: „Czemu drżysz daremno? -

Szepnął, postacią zwróciwszy się całą. —
Nie ufasz, żem tu? Nie idziesz to ze mną?

25 Podwieczerz schodzi, gdzie spoczywa ciało,

Co odeń dawniej padał cień ten samy;
Neapolowi Brindisi je dało.

28 Ze kształt mój ciemnej nie odrzuca plamy,

Nie dziw się bardziej niż niebiosom, kędy
Nie kładzie promień promieniowi tamy.

31 Niemniej ból cierpieć i mrozy, i swędy

Ciałom, jak moje, każe Moc żywota,
Niewybadana ludzkimi obłędy.

34 Darmo się człowiek w tej nadziei miota,

Że swym rozumem szlaki poodwija,
Którędy działa Trójjedna Istota.

37 Rodzie człowieczy, dość tobie ad quia!

Gdyby wszechwiedzą ludzkość była mocna,
Przecz by Synaczka rodziła Maryja?

40 Znana ci mężów tęskność bezowocna,

W których by mogła być uspokojona
Tą wiedzą, a tak przejmuje ich do cna —

43 Arystotela myślę i Platona

I innych wielu..." Czoło schylił blade,
Zmilkł, a twarz jego była zasępiona.

46 Wtem już pod góry przyszliśmy posadę.

Spojrzę, opoka takim pionem sterczy,
Że stopy po niej darmo piąć się rade.

49 Najdziksza między Turbią a Lerici

Droga wyda się, że jak schody proście
Wstępuje, wobec tej spadzistej perci.

52 „I któż odgadnie, którędy tam dojście —

Wykrzyknął Wódz mój, zatrzymując kroku —
Gdy komu pierze u ramion nie roście?"

55 A kiedy stał tak, nachyliwszy wzroku,

I badał drogę, ścieżki nieświadomy,
Mnie, którym patrzał po kamiennym stoku,

58 Zjawił się w lewo od ścieżyny stromej

Czet duchów; spojrzę, prosto ku nam kroczy
Tak wolno, że się wydał nieruchomy.

61 „Podnieś — do Mistrza mówię — podnieś oczy:

Oto się zbliża, skąd ci rada znidzie,
Skoroś nieświadom tych skalistych zboczy".

64 Spojrzał, nie barwił lic w fałszywym wstydzie,

Lecz rzekł: „Podejdźmy, zbyt kroczą pomału;
A ty miej, synu, nadzieję na widzie".

67 Jeszcze dalekość onego oddziału

Liczyła milę rzymskiego mierzenia,
Czyli odległość procarskiego strzału,

70 Kiedy się nagle skupił u kamienia

I sparł o góry wysoczystą ścianę,
Jak czekający ktoś, pełen wątpienia.

73 „O błogokreśne duchy, o wybrane,

Przez uciszenie owo — rzekł Wergili —
Co od was wszystkich jest oczekiwane —

76 Powiedzcie, gdzie tu stok góry się chyli?

Aby wyjść na szczyt, którą brać nam stronę?
Kto świadom celu, żal mu każdej chwili".

79 Jak owce schodzą przez koszary bronę

Po jednej, po dwie i po trzy, niezwinne,
Postawające, w ziemię zapatrzone:

82 Co pierwsza czyni, za nią czynią inne,

Na grzbiet się kupią idącej na przodzie,
Nie wiedząc czemu, proste i niewinne,

85 Tak szli duchowie w onej świętej trzodzie,

Postępujący śladem przewodnika,
W licach wstydliwi i przystojni w chodzie.

88 Ledwie spostrzegli, że jasność promyka

Po prawej stronie mej cieniem się dzieli,
A cień złamany na krawędzi znika,

91 Zawahali się i w tył się cofnęli,

A wszyscy inni, którzy szli za nimi,
Nie wiedząc czemu, równie przystanęli.

94 „Ciekawość waszą, o duchowie niemi,

Uprzedzę; człeka widzicie, nie marę;
Przez niego promień łamie się na ziemi.

97 Nie dziwujcie się, ale dajcie wiarę,

Że z Łaską Bożą, co go prze i broni,
Przychodzi ściany te zwyciężyć stare".

100 Tak Mistrz. „Wracajcież przed nami ku toni",

Mówiła do mnie ta zacna drużyna,
Znak dając grzbietem odwróconej dłoni.

103 „Ktokolwiek jesteś —jeden z nich poczyna —

Idąc, odwróć się, spojrzyj w lice moje
I pomyśl dobrze, kogo-ć przypominia".

106 Więc spojrzę bystro, źrenice nim poję:

Pański był w ruchach, piękny, z płowym włosem,
Lecz miał brew jednę przeciętą na dwoje.

109 Toż mu pokornym odpowiadam głosem:

„Nie znam cię". — „Patrzaj — rzekł pan jasnobrody
I pierś ukazał naznaczoną ciosem. —

112 Wiedz — dodał, krasząc uśmiechem jagody —

Jam jest Konstancji wnuk, Manfred, a tobie
Zlecam, gdy zejdziesz między ziemian grody,

115 Donieś mej córze, przez którą w ozdobie

Stoi Sycylia i kraj Aragonu,
Żem jest tu, jeśli wątpi. W mej osobie

118 Gdy dwa utkwiły ciosy w chwili skonu,

Do tej, co grzechy przebacza człowiecze,
Łkaniem się wzniosłem, błagając pardonu.

121 Zbyt ciężkie były me grzechy, nie przeczę;

Lecz Łaska Boża, przestronna ogromnie,
Garnie, kto tylko do niej się uciecze.

124 Gdyby Kosenzy pasterz, co go po mnie

Posłał był Klemens z łowczymi pachoły,
Pamiętał o tym, czego snadź nie pomnie,

127 Dziś bym leżące widział me popioły

U Benewentu, pod mostu głowicą,
W straży mogilnych głazów; tak na gołej

130 Ziemi deszcz myje i wiatry je sycą

Wzdłuż Verde rzeki, na obcym majdanie,
Pod zagaszoną rzucone gromnicą.

133 Lecz się nie mrozi klątwą Prakochanie

Do tyla, aby wesprzeć mię nie miało,
Póki źdźbło bodaj nadziei ostanie.

136 Prawda, że czyje w klątwie kona ciało,

Choć opamięta się w grzechu nareszcie,
Musi zostawać za czyśćcową skałą,

139 Ile w uporze trwał, tyle — trzydzieście;

Chyba modłami waszymi skrócicie
Termin katuszy wy, co tam jesteście.

142 Pomyśl, jak możesz wzmóc mię znamienicie,

Wieści zanosząc mojej drogiej córze
O tym zakazie i mym tu pobycie.

145 Tak potrzebujem was ziemian — my w górze".



PIEŚŃ IV

Pur 04

Wąską ścieżką poeci przedostają się na wzniesieni, gdzie Wergili określa Dantemu położenie czyśćca w stosunku do słońca. Przebywają tu dusze, które na ziemi zwlekały z pokutą, a wśród nich florentczyk Belacqua.


1 Gdy moc rozkoszy albo moc boleści

Jednę z władz naszej istoty pochłonie,
Duch nasz w niej jednej tak się cały streści,

4 Że innym władzom nie da postać w łonie:

Przeciw błędowi to wiedz, co orzeka,
Że w nas nad jedną druga dusza płonie.

7 Gdy się więc na co skłoni zmysł człowieka,

To duszę w takie zapatrzenie wtrąca,
Iż nie spostrzega, jak jej czas ucieka.

10 Bo insza jest w niej moc spostrzegająca,

A insza, która źródłem jest pojęciu:
Tamta spętana, ta wolno chodząca.

13 Tego-m ja doznał w moim duchowzięciu:

Gdym zmysły topił w urodnej istocie,
Słońce dobiegło stopni pięćdziesięciu,

16 A myśmy zaszli, gdzie w głosów jednocie

Wołała do nas owa święta trzoda:
„Tutaj odpowiedź jest waszej tęsknocie".

19 Szersze częstokroć wrotka od ogroda

Rosochatymi cierniami przepina
Kmieć w porze, kiedy dojrzewa jagoda,

22 Niżeli była ciasnota komina,

Którędy z Wodzem wszedłem samowtóry,
Skoro nas duchów odeszła drużyna.

25 Wejść na San Leo, zejść z Nolijskiej góry

I Bismantowy można dojść grzebienia,
Lecz tu potrzeba chyba lecieć pióry,

28 Chcę rzec: na skrzydłach pożądnych pragnienia,

I być wiedziony takim drogowskazem,
Co krzepi mocy i rozprasza cienia.

31 Szliśmy więc na skroś rozłupanym głazem,

Tak że nam z obu stron uciskał boki:
Rąk i nóg było trzeba użyć razem.

34 Gdyśmy wypełzli na krawędź opoki

I na odkrytą natrafili ścianę,
„Gdzież teraz — pytam — obrócimy kroki?"

37 „W górę wprost pnij się przez bramy złupane;

Krok od mych śladów niech się nie odrywa,
Aż przewodnika biegłego dostanę".

40 Szczytu źrenica nie dobiegła żywa

I stromszy był spad granitowej bryły
Niż na promieniu kwadrantu cięciwa.

43 Zgnębiony byłem, mówiąc: „Ojcze miły,

Obróć się ku mnie i spójrz, jak się nużę,
Stań lub do reszty opuszczą mię siły".

46 „Synu mój — odparł — podźwignij się, druże!"

I ukazywał kamień w kształcie proga,
Skąd ścieżka wężem wiła się po górze.

49 Tak dzielna była jego słów ostroga,

Żem lazł na raczkach w górę pracowicie,
Aż na tę krętą perć trafiła noga.

52 Tameśmy oba usiedli na szczycie,

Oczy utkwiwszy we wschód, bo przyjemnie
Poglądać człeku na trudów przebycie.

55 Naprzód spojrzałem na doliny ciemnie,

Potem w wóz słońca; dziwno mi się zdało,
Że z lewej strony blask uderzał we mnie.

58 Kiedy Wódz ujrzał twarz mą osłupiałą

I wzrok snujący się po słońca szlaku,
Co między nami a północą stało,

61 Rzekł: „Gdyby Kastor i Polluks w orszaku

Znajdowali się onego zwierciadła,
Co w dwu półsferach chodzi po zodiaku,

64 Bliżej by jeszcze Niedźwiedzicy kładła

Wstęga Zwierzyńca płomienną obrożę,
Chybaby ze swej kolei wypadła.

67 Chceszli zrozumieć, jak to dziać się może,

Wyobraź sobie ów Syjon padolny,
Wyszykowany ku niniejszej górze

70 Tak, że horyzont posiadają wspólny

W różnych półsferach; więc tor, gdzie swe konie
Źle poprowadził Faeton swawolny,

73 W jednym kierunku bieży po tej stronie,

A zaś, rachubą już rozwiążesz własną,
W odwrotnym po tej, co ma szczyt w Syjonie".

76 „Zaiste — rzekłem — nigdy-m ja tak jasno

Nie widział ni tak w pewność był bogatym
Tam, gdziem już mniemał, że mi oczy gasną.

79 Śródkole kręgu najwyższego zatem,

Które mędrcowie równikiem nazwali,
Iż między zimą toczy się a latem,

82 Tu ku północy wybiega nie dalej

Niż tam u Żydów na drugiej półsferze
Ku południowi, co się wiecznie pali.

85 A teraz proszę, byś mi wyznał szczerze:

Dalekoż tak iść? Perć, co nas prowadzi,
Strzela wysoko, że okiem nie zmierzę".

88 A on: „Tę górę takie prawo ładzi,

Że zrazu przykro po jej wysoczyźnie,
Ale im wyżej, tym się idzie gładziej.

91 Kiedy wybiegniesz w takie sfery wyżnie,

Iż czuć przestaniesz, że cię droga nuży,
I będziesz jak łódź, co się z prądem śliźnie,

94 Natenczas koniec obaczysz podróży;

Tam odpoczynek znajdą twoje trudy:
A to wiedz pewnie i nie pytaj dłużej".

97 Taką zachętą pokrzepił mej nudy,

A wtem głos jakiś tuż blisko zawoła:
„Może ci będzie trzeba usieść wprzódy!"

100 Na dźwięk tej mowy zwracaliśmy czoła

I w lewo biegli oczyma do skały,
Cośmy jej przedtem nie spostrzegli zgoła.
103 Podejdziem bliżej. Osoby tam stały
Pur 04 dore

W cień zasunięte, co padał od ściany,
Jako zwykł stawać człowiek opieszały.

106 Jeden duch jakby trudem pokonany

Siedział, u kolan wiązał ramion sploty,
A lica ukrył pomiędzy kolany.

109 Więc ja do Mistrza: „O Panie mój złoty,

Spojrzyj na tego, co siedzi w nieruchu,
Jakby był bratem rodnym bezochoty".

112 Ocknął się, głos nasz przyjąwszy do słuchu,

Siedzący, okiem spode łba w nas godził,
Po czym rzekł: „Idź sam, gdyś dzielny, mój zuchu!"

115 Poznałem wtedy, kto był; ni przeszkodził

Dech przyśpieszony z ciężkiego zmęczenia,
Żem zatem z wolna ku niemu podchodził.

118 A kiedym podszedł, głowę od niechcenia

Podniósł i mruknął: „Widziałeś słoneczny
Wóz podchodzący z lewego ramienia?"

121 Te skąpe słowa i ten gest stateczny

Chwyciwszy, usta rozwarłem w uśmiechu.
„Belacqua — rzekłem —jużeś ty bezpieczny!

124 Lecz czemu ślęczysz tu w takim nieśpiechu?

Czy przewodnika czekasz? Czyli może
Znów jesteś w dawnym zanurzony grzechu?"

127 „Bracie, i cóż mi w górę iść pomoże,

Gdy zacząć nie da czyśćcowej katusze
Ptak, co u bramy pełni straży boże?

130 Tylekroć słońca obrót widzieć muszę

Poza tą furtą, ilem żył na świecie,
Żem się ociągał w szczerej westchnąć skrusze.

133 Chyba że tam się modlitwą wesprzecie,

Jeśli z serc w łasce żyjących wynika,
Bo inna w niebie nic nie waży przecie".

136 Wódz już odchodził. „Pośpiesz! Południka —

Mówił —już sięga słońce, krążąc w toku,
A noc, po skraju morza idąc, tyka

139 Czarną swą stopą wybrzeży Maroku".



PIEŚŃ V

Pur 05

Wergili i Dante napotykają grupę ludzi, którzy zmarli nagłą śmiercią; Jacopo del Cassero, Buonconte di Montefetro i Pia opowiadają poetom swoje losy.


1 Już, zostawiwszy za sobą gromadę

Mar, w tropy Mistrza parłem się skwapliwie,
Gdy, prężąc palec, jedno widmo blade:

4 „Patrzcie — krzyknęło —i niech was zadziwię:

Owy kroczący niżej chłonie ciałem
Słońce i stąpa jak człowiek, co żywie!"

7 Na dźwięk tej mowy lica obracałem.

Spojrzę, tłum duchów ciekawie mię bada,
Zdziwiony owym światła niedopałem.

10 „Czymże uwagę zaprzątasz? — powiada

Mistrz. — I dlaczego kroczysz opieszalej?
Cóż cię obchodzi, co się tutaj gada!

13 Żwawo pójdź za mną; ci niech szepcą dalej;

Mocny jak wieża bądź, co się nie zegnie,
Chociaż się wicher na jej szczyty wali.

16 Człowiek, co chęcią powyż chęci zbiegnie,

Odwłóczy metę, wróg własnej uciesze,
Bowiem osłabia moc w zamiarów ściegnie".

19 Cóż mogłem na to rzec? Jeno: „Już śpieszę!",

Na twarz zwołując wstydu barwy szczere,
Który nam czasem przebaczenie krzesze.

22 Na skos przez ową zaziemską kwaterę

Zbliżał się duchów poczet w naszą stronę
I wiersz po wierszu nucił: Miserere!

25 Kiedy się spostrzegł, że nieprzeniknione

Słońcem ciemniały me ziemskie osnowy,
Usta rozchylił w „O" długie, tłumione.

28 A dwaj, jak gońce, gdy przed huf bojowy

Wybiegną, k'nam się przybliżyli cwałem,
Wołając: „Prosim was, powiedzcie, kto wy?"

31 Na to odpowiedź Mistrza usłyszałem:

„Wracajcie! Swoim donieść to możecie,
Że ciało jego jest prawdziwym ciałem.

34 Jeśli cień jego wstrzymał ich na mecie,

Ta wieść im winna być wystarczająca;
Uszanujcie go, on wam odda w świecie".

37 Nigdy tak szybko gwiazda spadająca

Pierwszych ciemności nocnych nie przepada,
Ni chmur sierpniowych na ubytku słońca,

40 Jak ci wracali, gdzie widem gromada

Stała, i nowym zaś ku nam zawodem
Współbiegli na kształt bezuzdnego stada.

43 „Licznym tu będziesz nawiedzion narodem —

Rzekł Wódz — z prośbami do nas dążą, wnoszę;
Nie stawaj, a próśb słuchaj mimochodem".

46 „O duszo, która idziesz na rozkosze

W powłoce, co się jeszcze życiem cieszy —
Wołali, biegnąc — zatrzymaj się, proszę!

49 Może rozpoznasz kogo z naszej rzeszy,

Byś o nim głosił, wróciwszy z powrotem.
Czemu nie staniesz? Czemu ci się śpieszy?

52 Rozłączyła nas nagła śmierć z żywotem;

Do przedostatnich chwil my w grzechu trwali;
W ostatnich łaski ugodzeni grotem,

55 Win żałujący, skruszeni i biali

Z ciał swych my wyszli, sprzymierzeńcy Pana,
Co nas widoku swego żądzą pali".

58 „Patrzę, nie widzę, by mi była znana

Twarz aby jedna, lecz co wiedzieć płuży,
Pytaj, odpowiem, gromadko wybrana,

61 W imię pokoju, co mię w mej podróży

Z świata do świata szczytnym celem nęci
I wodzi torem takiej zacnej stróży".

64 Tak rzekłem, a on: „Nie trzeba pieczęci

Przysiąg; wierzymy, iż chętna twa wola,
Byleby niemoc nie zwichnęła chęci.

67 Ja pierwszy proszę: jeśli kiedy pola

Obaczysz moje i ziemskie dziedziny
Między Romanią a krajem Karola,

70 Nie poskąp ty mi litośnej daniny:

Niech się modłami za mną wstawią w Fano,
Bym mógł odkupić rychlej swoje winy.

73 Stamtąd ród wiodę; cios, pod którym raną

Wyszła krew, gdzie ja, duch, sprawował życie,
W Antenorydów kraju mi zadano,

76 Kędym biegł znaleźć bezpieczne ukrycie.

Este mię zgubił, co zawzięciej godził,
Niżeli słuszna, na moje zabicie.

79 A gdybym nie był ku Mirze pobrodził,

Gdy mię dopadły zbiry pod Oriaco,
Jeszcze bym dzisiaj pośród żywych chodził.

82 Zbiegłem ku bagnu, lecz, w szuwar i młako

Ugrzązłszy, padłem i mej krwi kałuże
Widziałem sprawą wytoczone taką".

85 Zaś inny mówił: „Niechże cię ku górze

Niosą tęsknoty ku błogosławionym,
Ja zaś litością twą mój cel wysłużę.

88 Buonconta widzisz, Montfeltru baronem

Byłem; nie dbają o mnie moi doma,
Więc tutaj chodzę z czołem powstydzonem".

91 „Jakiż przypadek — pytam — lub kryjoma

Moc tak wywlekła twój trup z Campaldinu,
Że nam mogiła twoja niewiadoma?"

94 Na to cień odrzekł: „U stóp Casentinu

Przepływa rzeczka nazwiskiem Archiano:
Ta nad Pustelnią tryska z Apeninu.

97 Tam, kędy gubi swe pierwotne miano,

Przybiegłem cięty przeokropnie w szyję;
Pieszom biegł, ślady krwawą znacząc raną.
100 Tam wzrok mi zagasł; z imieniem Maryje
Pur 05 buonconte

Na ustach padłem i w niekrytym grobie
Poległo ciało moje, dziś niczyje.

103 Wróciwszy, prawdę o mej głoś osobie:

Anioł mię boży brał, lecz duch piekielny
Wołał: »Oddaj go, niebieski parobie!

106 Unosisz jego szczątek nieśmiertelny

Za jedną łezkę; ta mi go wydziera!
Ja drugiej cząstce pogrzeb sprawię celny«.

109 Wiadomo-ć, jak to w powietrzu się zbiera

Para wilgotna i zmienia się w wodę,
Skoro kropelki swe chłodem pozwiera.

112 Czart, co złą wolę z rozumem na szkodę

Łączy człowieka, mocą swej natury
Wzbudził mgłę, wiatrem zaburzył przyrodę.

115 Potem dolinę, gdy mrok zapadł bury,

Od Pratomagno aż do gór łańcucha
Tumanem pokrył, pozaciągał chmury:
118 Deszczem brzemienna spadła zawierucha;
Pur 05 pia

Woda przelana za łożysk krawędzie
Zatopem rośnie i w kotliny bucha.

121 Gdy jej posiłku z wielkich strug przybędzie,

W królewskiej rzeki ponosi mię tonie;
Nic jej w szalonym nie powstrzyma pędzie.

124 Skrzepłe me ciało w podameńskiej stronie

Archian nadybał i w Arno je wtoczył;
Krzyż mi rozwiązał, który z rąk na łonie

127 Złożyłem w chwili, gdy mię ból zamroczył;

Po dnie i brzegach kości tłukł w szkielecie,
Na koniec mułem osnuł i spowłóczył".

130 „Ach, gdy wróciwszy, znajdziesz się na świecie,

Gdy żagl wędrówki twojej się pozwija —
Mówiło do mnie teraz widmo trzecie —

133 O mnie pamiętaj, proszę: jestem Pija.

Siena mię rodzi, Maremna zgubiła;
Jakim sposobem — wie ten dobrze, czyja

136 Obrączka wdowę ślubem zniewoliła".



PIEŚŃ VI

W dalszej wędrówce Wergili i Dante spotykają wielkiego poetę i trubadura, Sordella. Patrząc na serdeczne powitanie dwóch poetów - Dante wygłasza gwałtowną inwektywę przeciw niezgodzie i złu panoszącemu sie w Italii, a szczególnie we Florencji.


1 Kiedy zakończy grę kosterów grono,

Pobity, jeszcze nie wstając od stoła,
Próbuje rzutów z twarzą nachmurzoną.

4 Zwycięzcę gawiedź prowadzi wesoła:

Ten bieży naprzód, a ten z tyłu goni,
Ten mu zabiega z boku, a ten z czoła.

7 On, idąc, temu i temu się skłoni;

Da na odczepne, gdy kto zbyt naciska,
I tak od ciżby natrętnej się broni.

10 Tak szedłem, a tłum następował z bliska;

Tu przyrzekając, tam skłaniając głowy,
Umykałem się spośród zbiegowiska.

13 Oto Aretyn, ten, co mu z surowej

Ręki śmierć zadał Ghin Tacco zuchwały.
Inny utonął, idący na łowy.

16 Tam ręce w górę wzniósł, błagalny cały,

Frydryk Novello; pizańczyk z nim czwarty,
Który przyczynił Marzukowi chwały.

19 Widziałem Orsę; przy nim duch wydarty

Ciału, jak świadczył sam, z cudzej potwarzy,
Nie z własnej winy pokarania wartej.

22 Piotr de la Brosse to był, a niechże zważy

Brabantka, póki ziemski byt ją cieszy,
Aby nie zaszła między brzydsze twarzy.

25 Gdym z owej duchów otrząsnął się rzeszy,

Co dba tak wielce o modlitwę ludzi
W nadziei, że im zbawienia przyśpieszy,

28 „O Światło moje — rzekłem — czyż mię łudzi

Słowo twej pieśni, mówiąc: »Przeznaczenie
Cofnąć modłami — próżno człek się trudzi«?

31 A o to właśnie nawołują cienie;

Czyżby ich prośba miała być jałowa
Lub mi niejasne twej myśli znaczenie?"

34 Więc Mistrz tak do mnie: „Jasna moja mowa

Ni tych proszących nadzieja omyli,
Jeśli roztropnie wyłożysz me słowa.

37 Sprawiedliwości szczyt się nie nachyli,

Że czego oni oczekują w kaźni,
Płomień miłości zmyje w jednej chwili.

40 Gdziem o tych rzeczach rozprawiał wyraźniej,

Tej mieć nie mogła modlitwa krzepkości,
Gdyż módlca działał z Bogiem w nieprzyjaźni.

43 Dziś nie rozstrzygaj ważnej wątpliwości,

Aż przyjdzie pani, co ci światłem progi
Między rozumem a prawdą wymości.

46 O Beatryczy mówię; pośród drogi

Ku wierzchołkowi zaznasz jej widoku;
Tam żywot wiedzie radosny i błogi".

49 „Wodzu mój — rzekłem — przyśpieszajmyż kroku;

Już utrudzenia, jak wprzód, nie doznaję,
A coraz dalej pada cień od stoku".

52 „Pójdziemy — odrzekł — póki słońca staje

I póki ścieżek noc nam nie zacieni,
Choć podróż dłuższa, niż ci się wydaje.

55 Nim szczytu dojdziesz, jeszcze się zrumieni

Niebo od słońca, które tak się chyli,
Że już na tobie nie łamie promieni.

58 Samotną duszę spostrzegam w tej chwili,

Wyglądającą, jakby nas czekała:
Jej nas przewództwo pewno nie omyli".

61 Podejdziem. Jakże dumna i wspaniała

Byłaś, z lombardzkiej ziemi maro blada,
W toczeniu źrenic taka opieszała!

64 Do przechodzących słowem nie zagada,

Puszczając mimo; tylko okiem śledzi
I patrzy jako lew, co się pokłada.

67 Mistrz, przystąpiwszy, słowa me wyprzedzi,

Prosząc, by drogę wskazała nieznaną.
Mara nie raczy dać wprost odpowiedzi,

70 Ale o kraj nasz zapyta i miano.

Więc Wódz mój: „Mantua..." — zaczął. Na dźwięk ony
Duch, jakby nagle w połu go złamano,

73 Rzucił się, cały ku nam wychylony:

„Jam Sordel! Mantua wspólna nam rodzica!"
I objął jeden drugiego ramiony.

76 Biedna Italia, bólu gościnnica,

Śród wielkiej burzy — bez sternika nawa;
O, już nie pani ludów — nierządnica!

79 Uczcić rodaka, patrz, jak biegła żwawa,

Na same ziemi radzinnej odgłosy
Pełne słodyczy, jedna dusza prawa!

82 A twoi żywi wzajemnymi ciosy

Gubią się i żrą nieustannym bojem
W obrębie muru jednego i fosy!

85 Spojrzyj, nieszczęsna, po wybrzeżu twojem

I murach; potem spojrzyj na swe łono:
Jestże kąt, co by cieszył się pokojem?

88 Cóż, że ci uzdę krótko przykrojoną

Włożył Justynian, gdy łęk siodła pusty:
Bez tego mniej byś była powstydzoną!

91 Ludu, coś winien czcić boże dopusty,

Było-ć utrzymać na siodle cesarza,
Pomniszli, co rzekł Bóg Chrystusa usty?

94 Patrz, jak się krnąbrna stała bestia wraża,

Odkąd ująłeś ręką za jej wodze,
Ale jej w lędźwie nikt kolca nie wraża.

97 Albercie Niemcze, teraz mści się srodze,

Żeś o niekarnym zapomniał biegunie
I boku jego nie poddał ostrodze.

100 Sąd sprawiedliwy z gwiazd niech rychło runie

Na krew twą; kary nowość niech zasłynie;
Budź twych dziedziców grozę, leżąc w trunie.

103 Twojej i ojca przypisać to winie —

U siebie władzy chciwym, że, niestety,
Ogrodziec państwa zamienion w pustynię.

106 Patrz na Monteki, patrz na Kapulety,

Patrz na Orwieckich panów, gnuśny człecze,
Ci już zdławieni, tym grożą sztylety.

109 Spójrz, jakie dybią na twą szlachtę miecze:

Przynieś ratunek, ułagodź rozpacze;
Spójrz, jak o siebie Santafior ma pieczę.

112 Przyjdź i posłuchaj, jak twa Roma płacze;

Z pustego łoża biada głos jej wdowi:
„Cezarze ty mój, kiedyż cię obaczę?..."

115 Patrz na poddanych, jak się żreć gotowi;

Jeśli już nie dbasz o krew, co się toczy,
Sromaj się hańby, co twe imię słowi.

118 Boski Jowiszu, coś umarł ochoczy

Na krzyżu, przebacz grzeszne me pytanie:
Czyś zwrócił indziej sprawiedliwe oczy?

121 Lub to jest próba, jaką tu z otchłanie

Twej rady zsyłasz gwoli zbawczych planów,
Wyżej leżących niż ludzkie poznanie?

124 Ziemia Italii jest pełna tyranów,

Chłop lada jaki zmienia się w Marcela,
Zaledwie wejdzie między partyzanów.

127 Florencjo moja, nie trać ty wesela:

Zarzut podobny ciebie nie dotyka,
Dzięki ludowi, co mój głos podziela.

130 Rozum lada kto ma, lecz go zamyka,

Aby z cięciwy nie wypadł nie w porę:
Twój lud go nosi na końcu języka.

133 Nie wszystkie barki urząd dźwigać skore;

Twój lud się za to nieproszony zrywa:
„Ciężar podajcie sam!... Na się go biorę!"

136 To dość dla szczęścia; bądźże mi szczęśliwa!

Masz skarby, pokój masz i masz rozsądek;
Że prawdę mówię, w skutkach się wykrywa.

139 Aten i Sparty państwowy porządek

Niczym zapewne w porównaniu będzie
Z twoim; ty jesteś podobna do prządek,

142 Które tak mają pożytek na względzie

I tak opacznie czynią, że rozkręci
Listopad to, co październik uprzędzie.

145 Ileż to razy za naszej pamięci

Zmianę twych ustaw ludzie już widzieli,
Twoich urzędów, monet i pieczęci.

148 A jeśli pamięć światła ci udzieli,

Poznasz, żeś jako złożona niemocą
Niewiasta, co się wije na pościeli,

151 By ulżyć bólom niedospaną nocą.



PIEŚŃ VII

Pur 07 sordello

Trzej poeci obserwują dolinę, w której pokutują dusze książąt i władców; przebywają tam: cesarz Rudolf, król czeski Ottokar II, król Francji Filip III, król Nawarry Henryk I, władca Aragonii i Sycylii Piotr III, Alfons Aragoński, Karil I Andegaweński, król angielski Henryk III i markiz Guglielmo VII z Monferrato.


1 Gdy powtórzyli zacni dwaj rodacy

Ramion ujęcia i krzyki radości,
Sordel się cofnął i rzekł: „Któż wy tacy?"

4 „Zanim posłano ku tej wysokości

Dusze, co bożej godne są gościny,
Oktawian pogrześć kazał moje kości.

7 Jestem Wergiliusz; nie z innej przyczyny

Jak tej, że była mi nie znana wiara,
Straciłem niebo" — rzekł Wódz mój jedyny.

10 Jak kiedy kto rzecz rozpoznać się stara,

Co go zaskoczy nieoczekiwana,
Wierzy, nie wierzy, mówiąc: „Sen czy mara?" —

13 Tak on przystanął i jak rab do pana,

Oczy powieką zakryte nieśmiało
Spuszczając, giął się ująć za kolana.

16 „O czci Latynów, w której się poznało,

Ile to nasza zacna mowa zdoła;
Ojczyzny mojej nieśmiertelna chwało,

19 Czy cię zasługa, czy Łaska tu woła?

Godny-m li słyszeć twojej mowy brzmienie,
Powiedz: czy z piekieł i z którego koła?"

22 „Przez wszystkie kraju boleści pierścienie —

Odrzekł — przeszedłem, zanim tu przybyłem;
Moc mię niebieska przez te pchnęła cienie.

25 Nie iżbym czynił, lecz że nie czyniłem,

Słońca-m nie ujrzał, co dla ciebie wstanie,
A które ja sam za późno odkryłem.

28 Są niżej smutne ciemnością otchłanie,

Choć nie męczarnią smutne, gdzie lamenty
Brzmią nie jak jęki, ale jak wzdychanie.

31 Tam z niewinnymi mieszkam pacholęty;

Zęby je śmierci stargały o czasie,
Gdy z nich grzech ludzki był jeszcze nie zdjęty.

34 Tam mieszkam z tymi, co nie wzięli na się

Trójcy cnót świętych, ale inne znali
I bez obłudy chodzili w ich krasie.

37 Ty, jeśli drogę wiesz i wolno-ć dalej

Iść z nami, pomóż, byśmy stopą żwawą
Do istotnego czyśćca się dostali".

40 Rzekł: „Wszystką chodzić wolno nam dzierżawą:

Po góry stoku i po jej obwodzie;
Wodzem posłużę wam, dokąd mi prawo.

43 Ale już oto słońce jest w zachodzie,

A próżno kusić tej drogi o zmroku,
Więc trzeba radzić o dobrej gospodzie.

46 W prawo tu dusze mieszkają na boku:

Jeżeli pragniesz, do nich zaprowadzę;
Uciechy pewnie zaznasz z ich widoku".

49 „Jak to — Mistrz pytał — gdyby ktoś, odwadze

Zwierzywszy stopy, chciał wyjść z tych bezdroży,
Będzie wstrzymany lub sam straci władzę?"

52 Więc Sordel palcem w piasku znak wydroży:

„Patrz, za tę linię ni jednego cala
Nie zrobisz, ledwie słońce się ułoży.

55 Nie inna siła przytrzyma cię z dala,

Jeno mrok, który twe stopy uplące;
On tutaj wolę niemocą zniewala.

58 Wolno by było jeno zejść ku łące

Lub wokół góry błąkać się aż do dnia,
Póki nie wyjrzy za horyzont słońce".

61 Więc Wódz, dziwiąc się: „Niechże nas przewodnia

Ręka twa dzierży i wiedzie do stołu,
Gdzie taka radość czeka na przychodnia".

64 Postąpiliśmy kęs drogi pospołu,

Gdym zauważył, że była włamana
Góra na sposób ziemskiego wądołu.

67 „Tam pójdziem — rzekł cień — kędy góry ściana

Stworzyła z siebie łono, łukiem wgięta,
I tam nowego będziem czekać rana".

70 Ponad wądołem poszła ścieżka kręta

I ta nas wiodła, kędy ku pościeli
Traw na dolinie krawędź biegła ścięta.

73 Purpura, złoto, srebro, czystość bieli,

Indyjskie drewna światlejsze od zorzy
I szmaragd, kiedy po brzegu odstrzeli,

76 Do tej doliny przyrównane bożej,

Pobledną nim się żadne z nich obroni,
Jako że mniejsze przed większym się korzy.

79 Nie same barwy lśnią na onej błoni:

Zapach mię doszedł, w którym się kojarzy
Tysiąc nieznanych, nieujętych woni.
82 Salve Regina z kwietnych wirydarzy,
Pur 07

Siedząc, śpiewała garść błogosławiona:
Dopiero teraz dostrzec mogłem twarzy.

85 „Nim się ugnieździ słonecznego łona

Rąbek — tak Sordel odezwał się ninie —
Nie kłóćmy wczasów śpiewaczego grona.

88 Stąd wam ruch żaden ani gest nie zginie.

I lepiej wszystkich poznacie z daleka
Niżeli stojąc tuż blisko w kotlinie.

91 Ten, co najwyżej siedzi, z twarzą człeka,

Który się czuje opieszalstwa winny
I końca pieśni z niemą wargą czeka,

94 To cesarz Rudolf, co żmudził bezczynny,

Mogąc Italię ratować w złym kresie;
Dziś chorą leczyć próżno chce kto inny.

97 Ten, w czyją patrząc twarz, pocieszyć chce się,

Panował w kraju onej wody, co ją
Wełtawa w Elbę, Elba w morze niesie —

100 Ottokar: ten ci miał pieluchę swoją

Lepszą niż Wacław słuszny wiek brodaty,
Gdy go rozpusta i lenistwo poją.

103 Ów krótkonosy, co się trzyma szaty

Tego, który mu posłuchu nie broni,
Zginął w ucieczce, hańbiąc lilii kwiaty.

106 Patrz, jak się kaja i w pierś pięścią dzwoni;

Tamten westchnieniom ustać nie pozwoli,
Wezgłowie licu uczyniwszy z dłoni.

109 To ojciec i teść francuskiej niedoli;

Owo występne i pełne brzydoty
Życie tu jeszcze gryzie ich i boli.

112 Ów gruboczłonki, co zgodnymi nuty

Z tym męskonosym śle pieśń po dolinie,
Opasywał się sznurem wszelkiej cnoty.

115 I gdyby po nim zdano tron chłopczynie,

Który tam siedzi za jego plecyma,
Dzielność by przeszła z naczynia w naczynie.

118 Wreszcie dziedziców tej zacności nie ma:

Frydryk z Jakubem wzięli w spadku trony,
Lecz schedy, jak ta, żaden nie otrzyma.

121 Jako w konaru latorośli płonej,

Cnota się ojca w synach nie utrwala:
Ów, co udziela jej, chce być proszony.

124 Przygana moja dotyczy nosala

I Piotra, co z nim głosem zgodnym śpiewa:
Pulia się na nich z Prowancją użala.

127 Nasienie tyle gorsze jest od drzewa,

Ile Margoty mąż lub Beatryczy
Mniej niż Konstancyn czci na żonę zlewa.

130 Patrzcie, z innymi jak siedzieć nie życzy

Henryk angielski, król pełen prostoty;
Zacniejsze pędy jego konar liczy.

133 Tego, co niżej siedząc wzrok w namioty

Wbił nieba, grabią Wilhelmem wprzód zwano;
Przezeń to mściwej Aleksandrii roty

136 Nad Monferratem się pastwią i Kaną".



PIEŚŃ VIII

Pur 08 biscia

Poeci schodzą w doliną i tu spotykają Ugolina dei Visconti z Pizy, a następnie obserwują, jak aniołowie odpędzają węża usiłującego wśliznąć się w dolinę. Markiz Corrado Malaspina przepowiada Dantemu wygnanie z Florencji.


1 Była to chwila, gdy nagła tęsknota

Wstaje, w żeglarza duszy obudzona,
Ledwie wyjechał za domowe wrota.

4 Nowym pielgrzymom serce rwie się z łona,

Kiedy usłyszą za wiatru podmuchem
Dzwon, który, zda się, płacze dnia, co kona.

7 Nagle przestawszy dźwięki łowić uchem,

Ku marze oczy obracałem swoje,
Która o ciszę prosi dłoni ruchem.

10 Podeszła, w górę rąk podniosła dwoje,

Na wschód oczyma zbiegła, jakby chciała
Powiedzieć Bogu: „O resztę nie stoję".

13 Twórco światłości! — nabożnie powiała

Z ust jej modlitwa tak słodkimi tony,
Że mi się prawie duch wyrywał z ciała.

16 Za nią chór cały korny i natchniony

Wtórzył hymnowi nabożnie i ładnie,
Oczy w niebieskie posławszy regiony.

19 Słuchaczu, tutaj wzrok naostrz dokładnie:

Zasłona tak jest przezrocza, że w ślady
Mej mowy idąc, zrozumiesz mię snadnie.

22 Jakby w czekaniu zejścia bożej rady,

Ujrzałem kornie stojące zastępy:
W niebo wpatrzony tłum cichy i blady

25 I zlatującą na te muraw kępy

Parę aniołów, których miecz ogniście
Gorzał, złamany jednak był i tępy.

28 Jako więc świeżo rozpowite liście

Były ich szaty; zielonymi pióry
Trącane, wiały w ślad ich powłóczyście.

31 Jeden nad nami tuż, na skłonie góry,

A drugi spłynął na przeciwnym stoku:
Tak między siebie wzięli duchów chóry.

34 Jasne ich głowy lśniły na widoku;

Lecz że moc niższa w wyższej się wysili,
W tych blaskach omdlał hart mojego wzroku.

37 „Obaj tu z łona Maryj i przybyli

Powiada Sordel — aby strzec doliny
Przeciw wężowi, co wpełznie tej chwili".

40 Więc ja, nieświadom, skąd czekać gadziny,

Wzrok toczę wkoło i skronią się kładę
U wiernych ramion struchlały i siny.

43 „Teraz — rzekł Sordel — pod góry posadę

Zejdźmy zaczepić słowem wielkie cienie;
Wiem, że waszemu przyjściu będą rade".

46 Trzema krokami góry pochylenie

Przebyłem; a wtem jeden kształt bez ciała
Coraz badawcze rzucał mi spojrzenie.

49 Już właśnie ciemność w powietrzu się słała,

Lecz nie dość gęsta, by mi niewyraźniej
Miała to jawić, co wprzód odsłaniała.

52 Raźno podeszła i jam podszedł raźniej.

Jakże, poznawszy, że mię wzrok nie mami,
Rad byłem, Nino, żeś był wolen kaźni!

55 Żadnych nie brakło witań między nami.

Potem zapytał: ,Skróś szerokiej strugi
Kiedy przyszedłeś?" „O — rzekłem — drogami

58 Pełnymi smutku, przez krew i szarugi

Przybyłem dzisiaj, pierwszym życiem żywy,:

Wędrówką żywot wysługując drugi".
61 Gdy te z ust moich usłyszeli dziwy

Sordel i tamten, nagle odrzucone
Głowy przegięli w tył, jak lud płochliwy.

64 Sordel na Mistrza spojrzał; drugi, w stronę

Oczy zwracając, krzyknął: „Patrz, Konradzie,
Na dziwo, Łaską Bożą dopuszczone —

67 A do mnie: — Przez tę wdzięczność, którą radzie

Winiene-ś Boga, co tak pilnie strzeże
Pierwszego »Czemu« tajnego w swym ładzie,

70 Skoro powrócisz na tamto wybrzeże,

Proś mej Joanny, niech o mnie powiada
Tam, gdzie coś ważą dziecięce pacierze.

73 Matka jej pewnie za mną nie zagada,

Odkąd się w białe czepce nie ubiera,
Które, nieszczęsna, znowu kłaść by rada.

76 Na niej się widzi, jak prędko umiera

Miłość w kobiecie, z płochej swej natury,
Gdy jej spojrzenie lub uścisk nie wspiera.

79 Nie da jej takiej na trunę purpury

Wojewodząca milańczyków Żmija,
Jakby ją przybrał kiedyś Kur z Gallury".

82 Tak rzekł, a w twarzy znak mu się wybija

Pieczętny owej żarliwości młotem,
Która statecznie w serce ślad swój wpija.

85 W niebo wzrok chciwy obracałem potem,

Tam kędy droga gwiazd jest opieszała,
Gdyż bliższym osi biegną kołowrotem.

88 A Wódz mój: „Synu, przecz w niebieskie ciała

Poglądasz?" Więc ja: „Tę gwiazd trójcę płową
Śledzę, od której cały biegun pała".

91 On na to: „Gwiazdy, któreś miał nad głową

Dziś rano, teraz są pod nieboskłonem;
Jutro swe miejsce zamienią na nowo".

94 Wtem Sordel wściągnął go i dotknął łonem,

Mówiąc: „Oto wróg wszelkiej bożej sprawy!" —
I ostrzegał mię palcem wyprężonem.

97 Z jaru, gdzie z lewym brzeg stykał się prawy,

Dolinę w ciasną zamieniając puszczę,
Pełzał wąż, dawca pierwszej gorzkiej strawy.

100 Pomiędzy kwiaty sunął gad i bluszcze,

Łeb obracając i po lśniącym grzbiecie
Liżąc językiem jak zwierz, co się muszcze.

103 Nie uważałem —jeśli wiedzieć chcecie —

Przylotu boskich sokołów, lecz potem
Wylot obydwu dobrzem widział przecie.

106 Zielonych skrzydeł spłoszona łopotem,

Uszła gadzina i wnet za granicę
Wzroku anieli równym zbiegli lotem.

109 Cień, co do sędzi szat przytulał lice

Podczas owego aniołów ataku,
U mojej twarzy wciąż wiązał źrenice.

112 „Niech świeca po tym wiodąca cię szlaku

Tyle ma z ciebie wosku dobrej woli,
Byś po szczyt góry nie zaznał jej braku.

115 Jeśli wiesz — mówił — w jakiej żyje doli

Lud, co go Magry zamyka dolina,
Mów, byłem niegdyś włodarzem tej roli.

118 Zwano mię wtedy Konrad Malaspina:

Stary szczep, a ja dziedzicem w rodzinie.
Przesadna troska o nią, to przyczyna

121 Mojego czyśćca". Więc ja: „W twej krainie

Nigdy nie byłem, lecz gdzie jest dzielnica,
Gdzie by nie znano, jak wysoce słynie?

124 Ta sama sława, co twój dom zaszczyca,

Głosi o panach i głosi o kraju,
Że choć kto nie zna, przecież się zachwyca.

127 A ja przysięgam, jak chcę wejść do raju,

Że ród twój, zacny i mieniem, i szpadą,
Cześć ma od wieka w swoim obyczaju.

130 Zwyczaj z naturą to mu piętno kładą,

Że chociaż złe wódz rady światu szepce,
On drogą krzywą gardzi, prawej świadom".

133 „Idź zatem — odrzekł — a nim w tej kolebce

Siedmkroć się słońce ułoży na spanie,
Którą nogami czterma Baran depce,

136 Takie o rodzie moim grzeszne zdanie

Utkwi ci w głowie mocniejszymi ćwieki
Niźli to moje słabe dziękowanie,

139 Chyba Bóg wstrzyma wyrok niedaleki".



PIEŚŃ IX

Pur 09

Dante zasypia znużony wędrówką i we śnie zostaje przeniesiony przez św. Łucję do bramy czyśćcowej. Po uzyskaniu pozwolenia od anioła-strażnika poeci wchodzą do czyśćca.


1 Już nałożnica dawnego Tytona

Białym się rąbkiem ze wschodu wyłoni,
Z objęć lubego kochanka spłoszona,

4 I klejnotami zabłyśnie na skroni,

W kształt złożonymi onej zimnosokiej,
Co się ogonem od ujęcia broni;

7 Więc noc z naszego miejsca już dwa kroki

Naprzód zrobiła i, gotując nowy,
Skrzydłem zniżonym wionęła przez mroki,

10 Gdy ja, spuścizny dziedzic Adamowej,

Nagle zmorzony snem, kędyśmy w pięci
Siedzieli, na ruń nachyliłem głowy.

13 W godzinie kiedy, bolesnej pamięci

Pełna, jaskółka blisko u przedświtu
Pierwszym kwileniem powietrze zasmęci;

16 Gdy myśl, władniejsza pani swego bytu

I swobodniejszych wiadoma polotów,
Zdolna jest jakby wieszczego zachwytu,

19 U lazurowych zwieszony namiotów

Ukazał mi się orzeł złotopióry,
Cały rozpięty, do runięcia gotów.

22 A śniłem, żem stał na wierzchołku góry,

Skąd był porwany od króla lataczy
Ganimed między olimpijskie chóry.

25 Dumałem: orzeł w tym miejscu co znaczy?

Może on tu jest na swym żerowisku,
Może skądinąd łupu brać nie raczy?

28 Kręgi po kręgach zataczał, aż w błysku

Gromu spadł ma mnie ptak przerażający,
Uniósł i w górnym zawisnął ognisku.
31 Tam nas oboje owiał żar gorący:
Pur 09 aquila

Mniemany płomień tak się w ciało wżerał,
Żem się obudzić musiał mimochcący.

34 Nie inaczej się Achilles wydzierał

Snowi i wznosząc zdumiałe powieki,
Po nieznajomej krainie spozierał,

37 Gdy wyjętego z Chirona opieki

Matka zaniosła pod Skiryjskie straży,
Skąd go dwa sławne wywabiły Greki

 — 40 Jakom ja zadrżał, kiedy sen mi z twarzy

Pierzchnął; stanąłem tak bladością siny
Jak człowiek, co go przestrach mrozem zwarzy.

43 Przy moim boku Mistrz został jedyny;

Oczy ku toni obrócone były;
Słońce zrobiło w górę dwie godziny.

46 „Nie miej ty lęku — rzecze Pan mój miły —

Oto kres bliski naszego pochodu,
Zatem nie ścieśniaj, lecz rozprężaj siły.

49 U czyśćcowego stanęliśmy wzwodu;

Patrz na przedmurze stok okrążające,
Środkiem spękane jakby dla przechodu.

52 W chwili gdy jutrznia wywróżyła słońce,

A duch spał w ciało spowity człowiecze
Na umajonej pięknym kwieciem łące,

55 Przyszła niewiasta ku mnie i tak rzecze:

»Jam Łucja; daj, niech śpiącego zabiorę
I łatwość drogi jemu ubezpieczę«.

58 Śród zacnych cieniów Sordel pod tę porę

Bawił, gdy wschodnia zabielała strona;
Łucja szła naprzód, a ja za nią w górę.

61 Tu cię złożyła, a mnie zaświecona

Ócz jej pochodnia ku tej wiodła bramie;
Potem odeszli razem — sen i ona".

64 Jak człowiek, co się z domysłami łamie,

Lecz po wahaniu pewność bierze w duszę,
Skoro rzecz zyska rzetelności znamię,

67 Tak jam się zmienił; więc Wódz, mię w otusze

Widząc, do góry posunął po wale;
Ja tedy za nim ku wyżynom ruszę.

70 Widzisz, słuchaczu, jak wznoszę pomale

Gmach mej powieści, więc nie miej we wstręcie,
Że tutaj wyższym kunsztem go utrwalę.

73 Jużeśmy doszli i tam w tym momencie

Stali, gdziem ściany jakoby rozwarte
Widział przez owo pionowe pęknięcie.

76 Brama to była; a do niej przyparte

Kamienne stopnie barw jawiły troje:
Na nich milczącą obaczyłem wartę.

79 Kiedy w nią baczniej me źrenice wpoję,

Poznam Anioła; na najwyższym głazie
Siedział tak jasny, że rwał oczy moje.
Pur 09 dore

82 Dłonią miecz goły trzymał, a w żelazie

Taka się jasna paliła poświata,
Żem nie mógł okiem zdzierżyć go na razie.

85 „Z daleka stojąc, mówcie! — woła czata. —

Co wy za jedni? Kto dróg waszych strzeże?
Baczcież, aby was nie potkała strata".

88 „Niebieska Pani świadoma w tej mierze —

Rzekł Mistrz — przed chwilą ukazała wzwody,
Mówiąc: »Wstępujcie w górę, oto dźwierze«".

91 „Niechże was wiedzie do celu bez szkody —

Przemówił znowu uprzejmy odźwierny —
Wstępujcie zatem na te nasze schody".

94 Pierwszy był biały, gładkości misternej,

Przeczysty marmur; jak szkło jednolity,
Powierzchnią obraz mój odbijał wierny.

97 Schód drugi z ciemnogranatowej płyty,

Powierzchni szorstkiej, słońcem przepalonej,
Wzdłuż i wszerz gęsto szczerbami poryty.

100 Trzeci zaś stopień, na sam szczyt zwalony,:

Barwą porfirów zdał się rozpłonięty,
Jak krew, co tryśnie prosto z ran, czerwony.

103 Na nim swe stopy oparł Anioł święty,

Sam zaś na progu wrót zasiadł na straży;
Próg był tak lśniący jako diamenty.

106 Po dobrej woli, w powyż trzech poroży

Wszedłem z mym Panem. On rzekł: „Kornym czołem
Uderz i poproś, niechaj ci otworzy".

109 Przeto nabożnie padłem przed Aniołem:

„Łaski! Otwórz mi!" — wołając nieśmiele
I w pierś się bijąc. Miecza ostrzem gołem

112 Odźwierny siedm „P" wyrył mi na czele.

„Bacz — mówił — niech się każda plama spłucze,
Podczas gdy będzie hartował się w dziele".

115 Popiół lub gleba, gdy ją skwar potłucze,

Równały barwie szat świętej Istoty;
Spod szaty Anioł wydobył dwa klucze:

118 Jeden był srebrny, drugi szczerozłoty;

Więc najprzód białym, żółtym zaś po chwili
W zamku pracując, koił me tęsknoty.

121 „Gdy bodaj jeden z tych kluczów omyli —

Mówił — snadź jakiś błąd zachodzi, za czym
Już się ta furta przejściu nie odchyli.

124 Jeden cenniejszy; drugiego badaczem

Trzeba być lepszym, by bramę otworzył,
Bo on jest właśnie węzła rozdziergaczem.

127 Piotr mi je w ręce podał i dołożył:

»Raczej litością grzesz tutaj niż wstręty,
Byle się grzesznik u nóg twoich korzył«".

130 Tedy pchnął Anioł skrzydła bramy świętej.

„Wchodźcie — rzekł — ale wiedzcie, idąc wyżej:
Kto spojrzy za się, będzie odepchnięty".

133 Ukuta z twardej i brzęczącej spiży,

Na swoich czopach wykręcona cała,
Obróciła się tarcza świętych dźwierzy.

136 A nie zgrzytnęła tak ni się wzdragała

Odewrzeć, zbywszy Metella obrony
Na ujmę skarbów swych, Tarpejska Skała.

139 Słuchem pobiegłem w nowe regijony

Te Deum brzmiało za bramy okołem
W głosach zmieszanych z muzycznymi tony.

142 Takie wrażenie w me zmysły przejąłem

Z owej muzyki, jak to na przemiany,
Gdy z organami śpiew się złączy społem,

145 To śpiew góruje, to znowu organy.



PIEŚŃ X

Pur 10

Na pierwszym tarasie czyśćca, ozdobionym rzeźbami przedstawiającymi przykłady pokory, poeci spotykają dusze ludzi pysznych, którzy suną przygięci do ziemi wielkimi ciężarami. Wśród przykładów pokory poeta wymienia cesarza Trajana, Matkę Boską i Dawida.


1 Gdyśmy przebyli onej bramy progi,

Którą na częste skazywa zastoje
Chuć, co prostymi mieni krzywe drogi,

4 Ze szczękiem za mną zapadły podwoje;

Gdybym się jeno obejrzał, ażali
Byłbym okupić zdołał winę moję?

7 Po wyłupanym źlebie-śmy stąpali,

Którego ściany gięły się w łuczyste
Linie, na sposób rozbujałej fali.

10 „Wielkiej tu sztuki potrzeba zaiste

Powiada Wódz mój. — Postępujmyż bacznie,
Dłońmi się w ściany wpierając faliste".

13 To naszą drogę opóźniało znacznie,

Tak że wprzód księżyc idący po niebie
Rąbkiem w łożysko swe chylić się zacznie,

16 Nim-eśmy krawędź naszli w onym żlebie.

Wyszedłszy wreszcie na otwarte pole,
Tam gdzie stok góry umyka sam w siebie,

19 Obaj zbłąkani, ja cały w mozole —

Przystanęliśmy na jakiejś płaszczyźnie,
Pustszej niżeli stepowe podole.

22 Przestrzeń, od miejsca, gdzie szlak w dół się śliźnie,

Potąd, gdzie góra wspina się wysoka,
Równała trzykroć słusznemu mężczyźnie.

25 Ile zbiec mogło skrzydło mego oka,

Czym w lewo spojrzał, czy na prawo zasię,
Z obu stron droga szła równo szeroka.

28 Jeszczem nie zrobił kroku w onym czasie,

Kiedym obaczył, że okólne mury,
Co nieprzystępnym pionem po tarasie

31 Biegły, białymi błyszczały marmury,

Pokryte rzeźbą, co nie w Poliklecie,
Lecz by zbudziła zazdrość u natury.

34 Anioł, co ziemi zniósł w bożym dekrecie

Mir łzami wieków żądany tęskliwie
I otwarł niebo bronne w dawnym lecie,

37 W oczach się naszych jawił, tak prawdziwie

Ruch umilony mając i postawę,
Że się nam wydał istotą, co żywie.

40 Przysiągłby człowiek, że wymawiał: „Ave!"

A tuż Niewiasta, co nam grzesznym chowa
Miłości Bożej rozwartą dzierżawę.

43 W geście jej skromnym odbiły się słowa:

„Otom ja Twoja służebnica, Panie!" —
Jakby je pieczęć odbiła woskowa.

46 „Inne tu dziwy dokoła; spójrz na nie!" —

Mówił Mistrz słodki, z którym szedłem razem
Z boku, który zwą serdecznym ziemianie.

49 Więc się zwróciwszy twarzą, za obrazem

Maryji ujrzę po prawym ramieniu,
Gdzie szedł ten, co był moim drogowskazem,

52 Inną historię wykutą w kamieniu;

Obszedłem Mistrza, aby należycie
Uwagę podać nowemu widzeniu.

55 Były wycięte w marmurowej płycie

Wóz, woły, skrzynia ze świętego drzewa,
Która urzędu karci nadużycie.

58 Przed nią tłum ludu: a ten się ozewa

Siedmioma chóry, aż słuch, brany w sidło,
To mówił: „Śpiewa", to znowu: „Nie śpiewa".

61 Równie misternie było tam kadzidło

Wyobrażone, że w tejże godzinie
Wzrok mówił: „Jawa", a zaś węch „Mamidło".

64 W pląsach wyprzedzał poświęconą skrzynię

Korny psalmista, skacząc jak pacholę,
Więcej niźli król i mniej w takim czynie.

67 Na górnym ganku widziałem Mikolę,

Jak w pałacowe patrzała podwórze
Z wzgardą na ustach i chmurą na czole.

70 Stamtąd podszedłem ku innej figurze,

Co za postacią Mikoli bielała,
Wyobrażona dłutem na marmurze,

73 Gdzie wyrzeźbiona była wielka chwała

Księcia, którego cnota zawołana
W szczytnym zwycięstwie Grzegorzowym pała.

76 Rozumiem tutaj cesarza Trajana:

Za uzdę konia wdoweńka się chwyta,
W geście bolesna, w oczach zapłakana;

79 Dokoła tłoczy się rycerzów świta,

A chmara orłów złotych ponad pole
Wieje, na wiatry skrzydłami rozwita.

82 Tedy biedactwo stoi w onym kole,

Prosząc: „O panie, pomścij mi się syna,
Co go zabili na matki niedolę!"

85 Zaś on jej na to: „Niewczesna godzina;

Czekaj, aż wrócę". „Panie — wdowa rzecze
Jak człek, w którym się boleść dopomina: —

88 A gdy nie wrócisz?" „Kto po mnie oblecze

Płaszcz, ten uczyni". „Po innym nie tuszę,
Jeżeli ciebie ma nędza nie piecze".

91 Więc on jej na to: „Bądźże mi w otusze;

Zanim odjadę, dotrzymam ci słowa:
Litość i prawo wypełnią, co słusze".

94 On, dla którego żadna rzecz nie nowa,

Rzeźbił te oczom mym wymowne twory,
A dziwne, bo ich kunszt ziemski nie kowa.

97 Podczas gdym patrzał z lubością na wzory —

Tym droższe, ile że mistrz nad rzeźbiarze
Był ich kowaczem — niezmiernej pokory,

100 Wódz szepnął do mnie: „Oto po wiszarze

Widzę wlokącą się ku nam gromadę:
Ta na próg wyższy drogę nam ukaże".

103 Ja oczy, każdy wypatrywać rade

Cud, kędy jeno nowością się wdzięczy,
Na twarzy Mistrza pytający kładę.

106 Proszę, słuchaczu, niech cię nie odstręczy

Od zacnej skruchy pokutne narzędzie,
Jakim tam Pan Bóg kających się dręczy;

109 Kształtu katuszy nie miej ty na względzie.

Myśl o korzyściach; choć i kaźń ugodzi,
Trwać dłużej, niźli po dni kres, nie będzie.

112 Tu ja krzyknąłem: „Mistrzu, kto nadchodzi?

Spostrzegam twory z dziwacznymi godły:
Dobrze-li widzę? Wzrok-li mię zawodzi?"

115 A on tak do mnie: „Karą ciężkiej modły

Ich wiotka postać do ziemi nagięta;
Już się też na nich moje oczy zwiodły.

118 Ale spójrz bystro i niech wzrok rozpęta

"Kształty spod głazów widne; patrzaj na nie:
Słuchaj, jak ciężko jęczą niebożęta".

121 O ubożuchni, pyszni chrześcijanie,

Co, na duchowe zaślepienie chorzy,
We wstecznych krokach macie zaufanie!

124 Nie wiecie, żeśmy to robak, co tworzy

Dopiero z siebie rajskiego motyla,
Bez osłon na sąd lecącego Boży?

127 Czemu się duch wasz kokoszy do tyla,

Na kształt gąsienic nieuzupełnieni
Robacy, w których byt się nie dosila?...

130 Jak podtrzymując dach lub pułap sieni,

Z kolanem w piersi, kamienni siłacze
Gną się ciężarem gzymsu przytłoczeni,

133 Skąd patrzącemu serce się rozpłacze

Przed złudą prawdy, tak ci przełamani
Chylą się; zadrżę, kiedy to obaczę.

136 I gną się duchy w bolesnej kompanii

W miarę wielkości brzemienia na grzbiecie,
Ten, co pod głazem giął się najpoddaniej,

139 Zdał się narzekać: „Omal, a przygniecie!"



PIEŚŃ XI

Podążając w towarzystwie pokutujących w kierunku schodów drugiego tarasu, Dante i Wergili rozmawiają z księciem Omberto Aldobrandeschim i miniaturzystą Oderisim da Gubbio.


1 „O Ty Ojcze nasz, który jesteś w niebie,

Nie, byś w nim mieścił się, lecz dla miłości,
Co pierwotworom stmtąd ślesz od siebie,

4 Święć się Twe imię i moc Twej wielkości

U wszystkich stworzeń, jako że godziwa
Dziękczynić tchnieniu Twojej łaskawości.

7 Królestwa Twego mir niech nam przybywa:

Jeśli go łaska Twoja nie udzieli,
Żadna go siła nie zdobędzie żywa.

10 Jako składają wolę swą anieli

Tobie w ofierze, hymny śląc do nieba,
Tak niech się człowiek wobec onieśmieli.

13 Nie skąp nam dzisiaj powszedniego chleba;

Bezeń człek rzucon na te ziemskie smugi
Cofa się, gdy mu naprzód iść potrzeba.

16 A jako my złe, co nam zrządził drugi,

Przebaczać chcemy, tak nam ty nawzajem
Przebacz, ni naszej nie zważaj zasługi.

19 Hartu, co łatwo pokusie poddajem,

Nie próbuj mocą starego zwodnika,
Lecz zbaw przed jego chytrym obyczajem.

22 Ostatnia, Panie, prośba Cię potyka

Już nie nam gwoli, bo meta przed nami,
Lecz tym, co jeszcze noszą ziemskie łyka".

25 Takimi Bogu modląc się prośbami,

Szli nachyleni pod brzemię tak duże,
Jak to, co czasem we śnie zmysły mami.

28 Nierówny ciężar nieśli i po górze

Z nierówną męką w pierwszym upokorzeń
Szli kole, myjąc z siebie ziemskie kurze.

31 Gdy nam tak sprzyja czułość onych stworzeń,

Jak winni dla nich być pełni ochoty
Ci, którzy woli mają zacny korzeń,

34 Dopomagając zbyć ziemskiej brzydoty,

Co ich kalała, by letcy i czyści
Mogli w gwieździste wstąpić kołowroty!

37 „Słuszność i litość niech wam ulgę ziści

I niech się skrzydeł waszych lot posili,
By was poniosły ku pewnej korzyści.

40 Mówcie nam, która ścieżka nas nie zmyli

W drodze ku schodom; a gdy ścieżek dużo,
Która się z góry najłagodniej chyli?

43 Bo mój towarzysz, zmęczony podróżą,

Adamowego jeszcze nie zzuł ciała,
Więc jego chęciom stopy nie dość służą".

46 Odpowiedź, która w ślad pytania brzmiała

Temu, co zawsze moją był osłoną,
Nie zgadnę, z czyich do mnie ust bieżała,

49 Tak mówiąc: „Z brzegu przy nas prawą stroną

Pójdźcie; kęs wyżej szczelinę znajdziecie,
By nią człek żywy przeszedł, dość przestroną.

52 I gdyby nie to brzemię na mym grzbiecie,

Które tak moją postawę odmienia
I pyszną czaszkę mą do ziemi gniecie,

55 Jemu, co żyje, obcy mi z imienia,

W twarz bym popatrzał, czyli mi nie znana,
I żal wywabił dla mego cierpienia.

58 Jam Latyn, dziedzic wielkiego Toskana;

Wilhelma z Aldobrandeschich jam synem:
Nie wiem, czy tego świadomiście miana?

61 Dumny dziełami i krwi karmazynem

Mych przodków, tak się panoszyłem w świecie,
Że matki wspólnej nie pomnąc, nad gminem

64 Władca wzgardliwy, padłem w lat mych kwiecie:

Naród seneski coś rzec o tym umie
I w Campagnatico wie każde dziecię.

67 Omberto jestem; nie samego tu mię

Wpędziła pycha; krewnych moich dusze,
Podobnie jak ja, kata mają w dumie.

70 Tę dumę gładząc, pod głazem się kruszę,

Aż bożą pomstę do reszty nasycę:
Nie chciałem żywy, pośród martwych muszę".

73 Słysząc tę mowę, pochyliłem lice;

Wtem drugi z duchów, idący tuż blisko,
Ciemieniem ciężką podźwignął przyłbicę,

76 Ujrzał mię, poznał, wymówił nazwisko,

Z wysiłkiem w mą się wpatrywał osobę,
Bo idąc z nimi, głowę niosłem nisko.

79 „Oderisiego-ż to widzę? Ozdobę

Gubbia i sztuki, którą paryżanie
Alluminacją zową w naszę dobę?"

82 Tak pytam. „Bracie — rzekł — na malowanie

Spójrz, w bolończyka kunszcie uśmiechnięte!
Przy nim ma chwała ledwo się ostanie.

85 Mniej skromny byłem, kiedy łono wzdęte

Pożądaniami wróżącymi sławę
W doskonałości bieżało ponętę!

88 Tym mytem spłacam dziś doczesną wrzawę;

A byłbym indziej, lecz, jeszcze śród ciała
Mego mieszkając, czyniłem poprawę.

91 Ot, człowieczego kunsztu marna chwała!

Jakże trwa krótko zieleń tego drzewa,
Jeśli tuż po niej znów dzicz nie nastała!

94 Sądził Cimabue, że wszystkich olśniewa,

A dzisiaj Giotto pierwszy staje w rzędzie
I tak, że rozgłos onego przyćmiewa.

97 Tak jeden Gwido po drugim narzędzie

Wziął stylu, a już może wnet powstanie
Taki, co po nich w ich gnieździe usiędzie.

100 Bo sława ziemska jest jak wiatru wianie,

Co raz z tej strony, raz z owej zalata:
Zmieni kierunek, to zmienia nazwanie.

103 Wzmożeszli chwałę, że ta ziemska szata

Późnych lat dotrwa, niż gdybyś zmarł z młodu,
Kiedyś wymawiał jeszcze: »papu, tata«?

106 Cóż za lat tysiąc będzie? Do pochodu

Wieczności one sąjak okamgnienie
Do najszerszego sfer górnych obwodu.

109 Ten, co przede mną wlecze się, był w cenie

Takiej, że wszystka brzmiała nim Toskana;
Dziś się zaledwie o nim szepce w Sienie,

112 Gdzie władał w czasie, gdy padła stargana

Wściekłość florencka, pyszna od lat wiela,
Jak jest od wczoraj wszeteczeństwem pjana.

115 Bo wasza sława jest natury ziela:

Wschodzi i ginie; w tym samym płowieje
Słońcu, za którym nieźrzała wystrzela".

118 Na to ja: „Z mowy twej w me serce wieje

Zdrowa pokora i pychę mą gani,
Ale o kim to głoszą twoje dzieje?"

121 „Oto jest — odrzekł — Provenzan Salvani;

Dostał się tutaj, że pragnął zbyt śmiele,
By wszyscy w Sienie byli mu poddani.

124 Zmarł i tu błądzi, odkąd nie jest w ciele,

Bez odetchnienia; pokutuje łzawo,
Kto tam za życia pożądał za wiele".

127 Ja jemu na to: „Jeśli duch z poprawą

Swoją zwłóczący aż do bytu brzeżka
W przedczyśćcu bawić ma — ani mu prawo

130 Wejść tutaj, chyba że ktoś nie omieszka

Wesprzeć modłami — tyle, ile w żywej
Bawił osobie, skądże ten tu mieszka?"

133 „Kiedy był jeszcze możny i szczęśliwy,

Wielkiej pokory dał znak — duch powiada —
W rynku seneskim wziąwszy obelżywy

136 I nędzny łachman z żebrzącego dziada:

Na wykup druha z kaźni Karolowej
Do przechodzących drżące dłonie składa.

139 Wiem, niejasnymi to powiadam słowy,

Lecz niezadługo, rodakom swym dzięki,
Zbyt jasno pojmiesz znaczenie mej mowy.

142 Tym czynem termin ukrócił swej męki".



PIEŚŃ XII

Pur 12

Idąc w dalszym ciągu pierwszym tarasem czyśćca, poeci obserwują wyrzeźbione na marmurowej drodze przykłady ukaranej pychy. U progu schodów na drugi taras Anioł ściera z czoła Dantego pierwsze "P", znak pychy, i poeci wchodzą na drugi taras.


1 Jako pod jarzmem woły chodzą w parze,

Tak póki Mistrz mój pozwalał łaskawy,
Jam szedł przy owej obciążonej marze.

4 Lecz gdy zawołał: „Rzuć go i bądź żwawy;

Tu każdy musi i żaglem, i wiosłem,
O ile umie, popędzać swej nawy!"

7 Czoło do iścia gotowy podniosłem,

Jeno że teraz pokorniej szy w duchu,
Do mej postawy myślą nie dorosłem.

10 Ruszyłem, zawsze skory do posłuchu;

A kto by spojrzał na nas w onej porze,
Lekkość by naszą zgadł po samym ruchu.

13 On rzekł: „W dół spojrzyj, byś obaczył łoże

Stóp swoich i ślad na ścieżce wyryty;
To-ć do ulżenia drogi dopomoże".

16 Jak wykwitają z grobowcowej płyty

Rzeźbione rysy pod przechodnia nogą,
Pouczające, kto w mogile skryty:

19 Stąd często oczy łez wstrzymać nie mogą,

Gdy czułą duszę wspomnienie opęta,
Które litośnych jeno jest ostrogą —

22 Takie u stóp mych kwitły ornamenta,

Jeno cudniejsze, dzieło wszechuczonej
Dłoni, gdzie taras tworzy góra ścięta.

25 Widziałem tego, co był przeznaczony

Nad wszystkie niebios twory jaśnieć chwałą,
Jak padał z nieba, piorunem rażony.

28 Obok niebieską przewiercone strzałą

Ciężyło, góry zaległszy posadę,
Briareusowe śmiercią skrzepłe ciało.

31 Widzę Tymbreja, Marsa i Palladę,

Jak zbrojni, z ojcem swoim stojąc w parze,
Mierzą oczyma pobitą gromadę.

34 U stóp swej wieży Nemrod się ukaże:

Wzrok pomieszany zwraca ku drużynie,
Co z nim grzeszyła pychą w Sennaarze.

37 I twój, bolesna Niobe, przez boginię

Skarana w dzieciach, co je boga ciosy
Pobiły, obraz widzę na drożynie.

40 I Saula, jak padł na Gelbojskie wrzosy,

Przebity mieczem własnym boleściwie,
Co nie zaznały więcej dżdżu ni rosy.
43 Tobie, szalona Arachno, się dziwię:
Pur 12 aracne

Jak to w pająka twa postać się łamie,
W źle uprzędzionym zasnuta przędziwie.

46 Już twój nie straszy widok, Roboamie,

Kiedy na wozie swym grodzkimi wroty
Uciekasz, nim cię mściwe sięgnie ramię.

49 Ukazywały surowe roboty,

Jak to Almeon czerwonymi soki
Matce wypłacał nieszczęsne błyskoty;

52 Ukazywały, jak lecą otroki

Sennacheryba i, wewnątrz świątnice
Zabiwszy, ojca porzucają zwłoki.

55 Ukazywały nędzę i krwawicę,

Jaką Cyrusa darzyła Tamiri, :Mówiąc:

„Krwi pragniesz, niechże cię nasycę".
58 Ukazywały, jak pierzchły Assyry

Po śmierci wodza swego, Holoferna,
A trupów zaległ stos na ziemi szczyrej.

61 W prochu przede mną leżała mizerna

Troja; o Ilion, w jak smutnej pokucie
Wyraziła cię ta sztuka misterna!

64 Któryż artysta w pędzlu albo dłucie

Tak oddał kształty i ruchy, że niemi
Podziw się wrażał w patrzącego czucie?

67 Żyw zdał się żywym, a martwi martwemi;

Nie widział lepiej, kto by widział jawę,
Niż ja, tam idąc z oczyma ku ziemi.

70 Puszcie się, stroszcie wyniosłą postawę,

Synowie Ewy! Nie schylajcie czoła,
Żeby obaczyć swe ścieżki nieprawe!...

73 Jużeśmy dalej obeszli dokoła

"Góry i torem słońca więcej znacznie,
Niż zaprzątnięty duch ocenić zdoła,

76 Gdy on, co naprzód wciąż pozierał bacznie,

Powiada do mnie: „Nie pochylaj lica;
W zadumę wpadać teraz nieopatrznie.

79 Spójrz, oto Anioł Boży cię zaszczyca

Swym nawiedzeniem; spójrz, oto ze straży
Dnia ustępuje szósta służebnica.

82 Szacunek okaż i w geście, i w twarzy,

By wiódł nas chętnie ku szczęsnym gromadom;
Dzień drugi, jak ten, więcej się nie zdarzy".

85 Już tak przywykłem mego Mistrza radom

Popędzającym krok mój opieszały,
Że go słuchałem, celów jego świadom.

88 Anioł szedł ku nam w szacie śnieżnobiałej,

Dorodny kształtem i twarzą, na której,
Zda się, jutrzenki rannej blaski drżały:

91 Rozłożył ręce, potem powiał pióry:

„Tu schody — wołał, ukazując w ścianie
Rysę — tą drogą wstąpcie w głąb góry".

94 Nie wszystkich takie zachęca wezwanie.

O człecze, na lot stworzony wysoki,
Przecz cię z nóg ścina lekkie wiatru wianie?

97 Wtem do pękniętej powiódł nas opoki;

Podmuchem skrzydeł wionął mi u czoła,
Po czym pozwolił wstępować bez zwłoki.

100 Jako na wzgórzu, siedzibie kościoła,

Wzwyż grodu, mądre gdzie siedzą ministry,
Nad mostem, co się Rubakontem woła,

103 Po prawej stronie stok się gładzi bystry

Szeregiem schodów kutych w onym czesie,
Gdy pewne były szalki i registry —

106 Tak się łagodzi stromość, co w ociesie

Wtórego kręgu prawie w pion się kłoni,
Choć w ciasnej szyi skał tyka, kto pnie się.

109 Ledwo że w górę wyruszymy po niej:

„Błogosławiony jest duchem ubogi". —
Głos jakiś dźwiękiem nadludzkim zadzwoni.

112 O, ileż milszy wstęp na rajskie progi!

Tu się wstępuje z pieśnią, jak na gody,
Gdy tam do piekieł śród jęków i trwogi.

115 Tak my na święte wspinali się schody,

A jam się sobie zdał tak lekki, że mię
Chód nie utrudzał jak w nizinach przódy.

118 „Jakie to — pytam — ze mnie spadło brzemię,

Że znów me członki sobą lekko władną
I że bez trudu prawie depcę ziemię?"

121 On rzekł: „Gdy reszta »P«, które już bladną,

Lecz zawsze świecą w swej hańbiącej cesze,
Jako to pierwsze, do reszty przepadną,

124 Takie pragnienie w twych stopach się skrzesze,

Że już nie tylko trudu nie uznają,
Lecz dążyć będą do szczytu w uciesze".

127 Więc szedłem, jak ci, co w głowie dźwigają

Myśl jakąś, a przyjść nie umieją do niej,
Jeno coś z cudzych znaków przeczuwają.

130 Aż do pomocy zawezwawszy dłoni,

Znajdą, w co trafić nie umieli zgoła
I czego wzrok im domyślać się broni.

133 Palec prawicy ściągnąłem do czoła:

Sześć tylko liter wymacałem z cechy
Wyrytej dłonią Klucznika Anioła...

136 Wódz, poglądając, twarz stroił w uśmiechy.



PIEŚŃ XIII

Pur 13

Na drugim tarasie poeci słyszą głosy wielbiące miłosierne czyny i obserwują dusze ludzi zawistnych ubrane w szare włosienice, z powiekami pospinanymi drutem; przebywa tu mieszkanka Sieny Sapia dei Saracini.


1 Doszliśmy szczytu kamiennej drabiny,

Gdzie po raz drugi stożek się wycienia,
Co wstępowaniem maże ludzkie winy.

4 A tam go taras gładki opierścienia,

Bieżący wokół, jak pierwszego razu,
Jeno z mniejszego zajęty promienia.

7 Figur tam rytych nie ma ni obrazu,

Ale jednego, szarego koloru
Zarówno gładka ścieżka, jak mur z głazu.

10 „Jeśli czekamy kogoś z tego dworu,

Nim się u niego drogowskaz wyprosi,
Długo tu bawić musim bez wyboru".

13 Rzekł i wzrok bystro ku słońcu podnosi;

Bok prawy czyni obrotu ośrodkiem,
A łuk zatacza lewym, jak na osi.

16 „O słońce — wołał — ty, którego słodkiem

Wiedziony światłem, na tor nowy wchodzę,
Jakim tu trzeba ratować się środkiem,

19 Poucz; ty grzejesz świat, — ty jego drodze

Świecisz; póki nic nie staje na wstręcie,
Brać trzeba zawsze twe blaski za wodze".

22 Jużeśmy uszli po owym zakręcie

Na tysiąc kroków swego rachowania,
Tak nas chęć sama parła w tym momencie,

25 Kiedy wionęły ku nam skrzydeł wiania

Duchów niewidnych, ale nas przelotem
Zapraszających do stołu kochania.

28 I był głos pierwszy usłyszany potem:

„Wina nie mają" — wymówił dokładnie
I brzmiał za nami echowym nawrotem.

31 A nim ten jeszcze w powietrzu pobladnie,

Inny zawoła: „Abyście wiedzieli,
Orestes jestem!" — to rzekłszy, przepadnie.

34 „Jakiej to, Ojcze, są głosy kapeli?" —

Pytam; a oto duch trzeci zakrzyczy,
Lecąc: „Kochajcie swoich krzywdzicieli!"

37 Na to Mistrz luby: „W tym kole się ćwiczy

Winę zazdrości; tu więc miłość miecie
Razy z jej własnych ukręcone biczy.

40 Wędzidło z głosów odmiennych się plecie;

Zaznasz ich jeszcze, jeśli mię nie myli
Domysł, nim spoczniesz w przebaczenia mecie.

43 Teraz niech wzrok twój w przestrzeń się wysili:

Ujrzysz gromadę mar siedzących razem;
Każda pod ścianą kamienną się chyli".

46 Tedy rozwarłszy oczy za rozkazem,

Popatrzę ku nim; siedzieli opięci
W płaszcze, co barwą zmieszały się z głazem.

49 Gdyśmy podeszli, owi smutkiem zdjęci

Wołali: „Módl się za nami, Maryja,
Michale, Piotrze i Wy, wszyscy Święci!"

52 Nie wiem, jestli kto tak surowy, czyja

Litość od tego nie zadrży widoku,
Który się teraz w moje oczy wpija.

55 Skoro tak blisko podsunąłem kroku,

Że mi ich postać była ukazana,
Żal mi spod powiek trysnął w łez potoku.

58 Szata ich nędzna, jakoby włosiana;

Jeden drugiemu wspierał się o plecy,
A wszystkich znowu podpierała ściana.

61 Tak wyglądali jak ślepi kalecy,

Gdy na odpuście w kościelnej zagrodzie
Żebrzą, głowami wsparłszy się, by lecej

64 Spółczucie zbudzić w pobożnym narodzie,

Wiedząc, że — niemniej jak skarga — nędzarzy
Widok litością czułe serca bodzie.

67 A jako ślepcom słońce za nic waży,

Tak i tym duchom do miejsca przykutem
Próżno blask świecił od słonecznych zarzy.

70 Jak czyni ptasznik z zuchwałym birkutem,

Kiedy nie może nad nim zyskać władze,
Powieki mieli pospinane drutem.

73 Zdawała mi się rzecz równa zniewadze

Patrzeć, niewidny będąc ich wzrokowi;
Więc się oczyma mego Mistrza radzę.

76 A On, co gestu znaczenie w lot łowi,

Niemieszkający rzecze: „Niech pospołu
Krótko i jasno twa chęć się wysłowi!"

79 Wergili przy mnie z tej strony cokołu

Stąpał po ścieżce, skąd łacno spaść można,
Bowiem jej poręcz nie chroni od dołu.

82 Po mojej stronie ślęczała nabożna

Duchów gromada, którym szwu szczeliną
Łzy wyciskała tęsknica przemożna.

85 Podszedłszy, tak się ozwałem: „Drużyno,

Owej światłości szczytnej niedaleka,
Która dziś tobie troską jest jedyną,

88 Niech łaska zmyje pianę, co obleka

Twoje sumienie, aby w nie, bezpieczna,
Prawdziwej wiedzy popłynęła rzeka.

91 Powiedz, rzecz będzie i luba, i grzeczna:

Jest tu gdzie dusza łacińskiego rodu?
Chęć moja być jej może użyteczna".

94 „Bracie, wszystkieśmy prawdziwego grodu

Obywatelki, rozumiesz pątnicę,
Co żyła pośród Italów narodu?"

97 Taką odpowiedź lecącą pochwycę

Z miejsca, gdzie cieniów siedziała gromada;
Więc głośniej jeszcze myśl moję wyświecę.

100 Sądzę, że na mnie jedna dusza blada

Czekała, brodę wysunęła bowiem
Na sposób ślepca, gdy przechodnia bada.

103 „Ty, co się zniżasz, by wznieść się — tak powiem

Do ducha — twejże głos to odpowiedzi?
Niech o twym kraju i rodzie się dowiem".

106 „Sieny mieszkanką byłam; tu się biedzi

Duch nasz — odrzekła — i pył ziemski myje
We łzach, czekając, rychło Bóg nawiedzi.

109 Głupie czyniłam, choć imię Zofije

Nosząc, bo o swe korzyści nie dbałam:
Radowały mię raczej szkody czyje.

112 Lecz abyś wierzył, że szczerością pałam,

Słuchaj, szał jaki zrodził się w mej głowie,
Kiedy po łuku życia zstępowałam:

115 Pod Colle moi gdy stali ziomkowie

Przeciw wrogowi, ja, podnosząc dłonie,
Błagałam Boga, by im stał na zdrowie.

118 Rozbici poszli po gorzkim wygonie

Ucieczki, a ja, świadek tej przygody,
Niewysłowioną rozkosz czułam w łonie.

121 I wzniosłam w niebo zuchwałe jagody,

Mówiąc: »Już teraz Ciebie się nie boję!«
Jak ów kos głupi dla trocha pogody.

124 Pod koniec życia z Bogiem się pokoję;

Ale podobno bogobojne chęci
Nie starczyłyby za powinność moję,

127 Gdyby nie szczęście, że się mej pamięci

Ruszyła litość w Piętrze Pettignanie:
On w modłach zmniejszył kaźń, która mię smęci.

130 Lecz ty kto jesteś, co o naszym stanie

Chcesz wiedzieć? Ócz twych niespięta powieka,
A ust twych mowa budzi wiatru wianie".

133 „I moje oczy równa kara czeka,

Ale niedługa — rzekłem — gdyż na świecie
Zazdrość ode mnie bywała daleka.
136 Za to się duch mój bardziej lęka przecie
Pur 13 dore

Kary, co w kręgu niższym się wygładza;
Już prawie czuję ciężar, co mię zgniecie".

139 „Kto on — duch pytał — co cię przyprowadza,

Iż tuszysz wrócić na padolną drogę?"
„To — rzekłem — Wódz mój, ale się nie zdradza.

142 Żyw jestem; pytaj, czym ci pomóc mogę,

Jeżeli pragniesz, o wybrany cieniu,
Bym ruszył w sprawie twej śmiertelną nogę".

145 „Rzecz to zaiste dziwna ku słyszeniu;

Poznaję teraz, że ci Bóg łaskawy;
Więc wesprzyj czasem w pobożnym westchnieniu.

148 Nadto cię błagam w imię świętej sprawy:

Gdy będziesz kiedy deptał grunt Toskany,
U krewnych moich popraw mojej sławy.

151 Znajdziesz ich między próżnymi ziemiany,

Co w Talamonie dufhi, choć opłacą
Tę dufność drożej niż źródła Dyjany;

154 Lecz więcej od nich admirali stracą...."



PIEŚŃ XIV

Wergili i Dante rozmawiają z Guidonem del Duca i Rinierim da Calboli o stanie politycznym i moralnym Toskanii oraz Romanii, a następnie słuchają tajemniczych głosów wspominających przykłady ukaranej zawiści i zazdrości.


1 „Kto on, co kręgi naszej góry tłoczy,

Nim śmierć popchnęła żagle jego łodzi,
I jak chce, zwiera i odmyka oczy?"

4 „Kto on zacz, nie wiem, lecz nie sam przychodzi;

Ty siedzisz bliżej ku jego osobie,
O ród i miano pytaj go najsłodziej".

7 Tak więc szeptały, schylone ku sobie,

Dwa widma obok siedzące na prawo
I szyje do mnie wyciągały obie.

10 Powiada jedna z nich: „Duchu, postawą

Cielesną w niebios kroczący wierzeje,
Miej litość, wieścią pociesz nas łaskawą.

13 Ktoś jest? Skąd idziesz? Bo twe przywileje

Podziw nasz budzą, jak obca i nowa
Rzecz, która tutaj nigdy się nie dzieje".

16 „Środkiem Toskany — rzekłem — fale snowa

Strumyk na stokach zrodzon Falterony;
Nie nasyca go droga stumilowa.

19 Tam jest ojczysty gród mój położony;

Nazwisko moje wymieniać — rzecz marna,
Mej sławy jeszcze nie brzmią głośne dzwony".

22 „Jeśli przejrzałem myśl twą aż do ziarna —

Pierwsza się dusza do mnie znów odzywa —
Po twojej mowie domyślam się Arna".

25 A druga rzecze: „Czemuż on ukrywa

Niedomówione owej rzeki miano,
Jakby w nim rzecz się mieściła brzydłiwa?"

28 Na to głos ducha, którego pytano:

„Pewnie dlatego, iż się lepszą zdało,
Aby jej dolin wiecznie zapomniano.

31 Bowiem od źródeł, którymi nabrzmiało

Siodło gór, co z nich odpadło Peloro,
A tak, że w świecie bogatszych jest mało,

34 Po ujście, gdzie się krzepi morze, skoro

Słońce mu nieco słonych wód upije,
Skąd znowu później rzeki pokarm biorą,

37 Cnotę się z dala obchodzi jak żmiję;

Czy to się dzieje ze złego nawyku,
Czy że ich gleba ten wstręt w sobie kryje.

40 Tak odmienili obyczaj do zniku

Mieszkańcy biednej tych dolin krawędzi,
Jakby ich Circe chowała w karmniku.

43 Śród sprośnych wieprzów, godniej szych żołędzi

Niżeli strawy, którą człowiek żywie,
Naprzód ta rzeka nędzne nurty pędzi,

46 Spotyka dalej, na niższym przepływie,

Głośniej nad małość łające szczenięta
I usta od nich odwraca wzgardliwie.

49 Płynąc poniżej, coraz bardziej wzdęta,

Spomiędzy psiarni między wilcze stada
Wlewa się struga licha i przeklęta.

52 Lisy spotyka, w których mieszka zdrada,

Skoro w najniższe potoczy się kraje;
Daremnie na nie paści się zakłada.

55 Choć tu człek słucha, sprawy nie zataję;

Dobrze mu będzie, jeśli zapamięta,
Co mu duch prawdy przeze mnie podaje.

58 Wnuka twojego widzę, jak wilczęta

Dzikie pogromi, wpadłszy na wybrzeże
Okrutnej strugi, i wszystkie popęta.

61 Na targ poniesie wilcze mięso świeże,

A resztę, jak lew, położy pokotem;
Tak wielom życie, sobie cześć odbierze.

64 Z nędznego lasu we krwi wyjdzie potem,

Tak spustoszywszy, że w tysiączne lata
Nie zagai się ta puszcza z powrotem".

67 Jak po złej wróżbie wesołość ulata

Z twarzy człowieka - więc patrzy i słucha,
I tylko czeka, skąd runie zatrata,

70 Tak spoważniała twarz innego ducha

Podczas tej mowy; nagle stał się rzewny,
Kiedy proroctwo doszło mu do ucha.

73 Widok jednego, głos drugiego gniewny

Ciekawość moją zwiększyły ogromnie,
Więc kto są, pytam, nazwiska niepewny.

76 Rzekł duch, co pierwszy odzywał się do mnie:

„Patrz, czego prośba moja nie uzyska
Od ciebie, teraz ty pożądasz po mnie?

79 Lecz dobroć boża, która tak pobłyska

Z twojej osoby, wyznać mię zniewala:
Gwidona Duki nie pomnisz nazwiska?

82 Bywało, zawiść tak mię skroś przepala,

Że gdym gdzie w twarzy obaczył wesele,
Z lic moich zaraz krwi pierzchała fala.

85 Z mego posiewu takie zbieram ziele.

O ludzie, czemu dóbr waszych krynica
W wykluczającym rodzi się podziele?

88 Oto Rinieri, co sobą zaszczyca

Calbolich plemię skłonne do upadu,
Póki nie najdzie jego cnót dziedzica.

91 W obrębie morza, Renu, gór i Padu

Nie tylko w biednej krwi już się nie pleni
Zapał do prawdy i pięknego ładu,

94 Ale porosły na całej przestrzeni

Trujące gąszcze; żadne ich oskardy
Nie wykarczują rychło od korzeni.

97 Gdzie dobry Lizio i Henryk Manardi?

Gdzie Traversarich i Carpignów plemię?
O Romańczycy zeszli na bastardy!

100 Fabbro, bolońską ozdobi-ż znów ziemię?

Bernarda Fosco w Faenzy obaczę?
Różdżkę tak wdzięczną wyda-ż drobne siemię?

103 O Toskańczyku, nie dziw się, że płaczę!

Gwida da Prata imię mi przytomne
I Ugo d'Azzo do serca kołacze.

106 Pomnę Tignosa, druhów jego pomnę;

Dom Anastazych i dom Traversarów:
Oba te rody dzisiaj bezpotomne!...

109 Damy, rycerstwo, świat czynów i gwarów,

Dworności naszej i miłości szkoła
Tam kwitły, gdzie dziś wrósł występku narów...

112 Wyjdź, Brettinoro, z siebie, gdy dokoła

Właśni panowie twoi precz uchodzą
Śród innych wielu, by nie sromać czoła.

115 W Bagnacavallo niewiasty nie rodzą,

I słuszna: za to Castrocaro, Conio,
Źle — gdy hrabiątek niegodnych napłodzą.

118 Pagani lepsi będą, gdy uronią

Swojego »Diabła«, ale trud zbyteczny
Oczyszczać sławę: od plam jej nie schronią.

121 O Ugolinie z Fantoli, bezpieczny

Będzie twój honor, bo go już nie zaćmi
Czynem niegodnym żaden syn wszeteczny!

124 Idź, Toskańczyku, teraz idź, bo łkać mi

Chce się — nie mówić; rzewnie płakać muszę,
Tak się me serce ścisnęło nad braćmi".

127 Widno nam było, że te zacne dusze

Słyszały chód nasz, a że nie ostrzegły,
Po drodze dalej poszliśmy w otusze

130 Znowu samotni; nagle z przeciwległej

Strony, jak piorun powietrze przelata,
Tak ku nam słowa wołające biegły:

133 „Ktokolwiek spotkasz, zgładź mię z tego świata!"

I pierzchły jako grom, który pobladnie,
Skoro wprzód obłok na ćwierci rozpłata.

136 A ledwie znowu słuch sobą owładnie,

Inny głos obok huknął raz za razem
Jako grzmot, który za piorunem padnie:

139 „Jam jest Aglauro, co się stała głazem".

Cała się postać moja w tył podawa,
Pragnę się ukryć za swym Drogowskazem.

142 Już teraz ścichła napowietrzna wrzawa,

Gdy Wódz mój rzecze: „Oto twarde pęta,
Co winny dzierżyć was w granicach prawa,

145 Ale szalonych zbyt wabi przynęta,

Spod której stary wróg na wędę chwyta
Duszę, skoro się nie w czas opamięta.

148 Woła was niebo; nad wami rozwita

Piękność swe kręgi toczy; cóż, gdy biedna
Źrenica wasza do ziemi przybita!

151 Tę niemoc karci Siła Wszystkowiedna!"



PIEŚŃ XV

Pur 15

Rozprawiając o specyfice podziału dóbr materialnych i duchowych, poeci wstępują po schodach trzeciego tarasu; Dante obserwuje przykłady łagodności.


1 Ile to czasu w obrocie używa

Od zaświtania po godziny trzecie
Sfera niebieska, jak dziecko ruchliwa,

4 Tyle dopełnić miało ku swej mecie

Biegnące słońce, ze swego obwodu:
Tu wieczór, północ była zaś na świecie.

7 W sam środek twarzy blask nas raził z przodu,

Bo całą górę obeszliśmy kołem
I podążali prosto do zachodu,

10 Gdym nagle swoim jął miarkować czołem,

Że mi coś na nie większe blaski roni,
Więc nowej rzeczy dziwić się począłem

13 I ku szczytowi brwi uniosłem dłoni,

Aby się oczom jak blaskochron kładła,
Co od nadmiaru jaskrawości broni

16 Jako od wody albo od zwierciadła

Odbita strzała jasnego promienia
W stronę przeciwną odpryska, niż padła,

19 I — co z nauki albo z doświadczenia

Wiemy — od pionu odchyla się tyle,
Ile wynosił kąt jej uderzenia,

22 Tak wydawało mi się pod tę chwilę,

Że skądś odbite światło we mnie runie:
Więc twarzy przed tą jasnością uchylę.

25 „Ojcze mój — pytam — co jest w ognia łunie?

Zasłona dłoni na nią nie poradzi,
A oto, zda się, prosto ku nam sunie..."

28 „Nie dziw się — odparł — że bożej czeladzi

Widok źrenice twe jeszcze kaleczy:
To poseł, który w górę poprowadzi.

31 Rychło czas przyjdzie, kiedy ci tych rzeczy

Bliskość nie będzie przykra, ale błoga,
O ile zmysł jej podoła człowieczy".

34 Gdyśmy podeszli, gdzie stał poseł Boga,

Radośnie rzekł nam: „Wstępujcież w pokoju
Na łagodniejszą stromość tego proga".

37 Za czym wstępujem po chwili postoju.

„Błogosławieni miłosierni!" — słyszę;
I znowu: „Raduj się, zwycięzco, w boju!"

40 Gdy idziem w górę, wierni towarzysze,

Zastanowiłem się i zadumałem,
Jakim pytaniem ważnym przerwać ciszę.

43 Więc obrócony do Wodza pytałem:

„Jakie to zyski owy duch z Romanii
Wykluczającym nazywał podziałem?"

46 „Wie dziś, jak cierpią zawiścią skalani —

Wódz rzecze. — Nie dziw, byście śród żywota
Wy mniej błądzili, on tu sam się gani.

49 Iż się chuć wasza ku tym rzeczom miota,

Gdzie podział zmniejsza własne posiadanie,
Zawiść westchnieniom wszerz otwiera wrota.

52 Gdyby wodziła wasze pożądanie

Miłość jedyna ku najwyższej sferze,
Tej byście męki nie znali, ziemianie.

55 Tu, im spólników więcej, w większej mierze

Miłość powszechna każdemu się święci
I większą każdy cząstkę dobra bierze".

58 „Oto pewności łaknę teraz więcej —

Rzekłem — niżeli wprzódy, gdy milczałem,
I duszę większa wątpliwość mi męci:

61 Jak to się bowiem dzieje, że podziałem

Wzbogacić można więcej posiadaczy,
I ktoś jest cząstką bogatszy niż całem?"

64 „Ponieważ — odrzekł — rozsądek twój baczy

Jedynie ziemskie dobra niestateczne,
Śród prawdy światła jak we mgle majaczy.

67 Niewymówione owo Dobro Wieczne,

Które jest w górze, ku miłości leci,
Jak w jasne ciało promienie słoneczne.

70 Ile zapału znajdzie, tyle nieci;

Im większa z kogoś miłość się wydziela,
Tym się w nim jaśniej wieczny skarb rozświeci.

73 Im większą duchów liczbę uwesela,

Tym szersze wokół zakreśla granice:
Jak źrzadło, jeden drugim ją odstrzela.

76 Łakniesz-li jeszcze, wrychle Beatrycze

Obaczysz, która więc nauką swoją
Te, a z nią inne, ukoi tęsknice.

79 O to dbaj jeno, niech jak z tamtą dwoją,

Z resztą siedmiorga skaz grzechu się stanie;
Skaz, mówię, które cierpieniem się goją".

82 Gdym chciał rzec: „Jużem zaspokojon, Panie",

Wtóregom kręgu przeszedł wał graniczny,
Więc oniemiło mię oczekiwanie.

85 Naglem się poczuł w wizji ekstatycznej:

Ramiona moje po powietrzu płyną,
W świątyni staję pośród rzeszy licznej.

88 W progu niewiasta z czułością matczyną

Odzywała się, zasmuciwszy lice:
„Dlaczego to nam zrobiłaś, dziecino?

91 Oto zalękli o ciebie rodzice

Szukaliśmy cię..." — tu mówić przestała
I obróciło się zjawisko w nice.

94 Po niej niewiasta mi się ukazała

Z rosą na twarzy wyciśniętą bólem,
Kiedy od gniewu wielkiego zapała,

97 I rzekła: „Jeśliś tej stolicy królem,

Co o jej imię spór wiedli bogowie
I co nauki wszelkiej była ulem,

100 Niechaj zuchwalec odcierpi surowie

Całus na czole złożony dziewiczem,
O Pizystracie!" Więc w łagodnej mowie

103 Tak odrzekł pan ów ze słodkim obliczem:

„Za cóż się czyja nienawiść policzy,
Jeśli kochanie za występek liczem?"

106 Potem ujrzałem pośród wściekłej dziczy

Młodzieńca; motłoch głazami weń miota
I podszczuwając: „Zabij, zabij!" — krzyczy.

109 A on z gasnącym oddechem żywota,

Gdy go na ziemię zwalili mordercy,
Do niebios czynił z oczu swoich wrota,

112 Modląc się Bogu w tej wielkiej rozterce,

By prześladowcom puścił dzieło krwawe,
Z takim wyrazem, że chwytał za serce.

115 Gdy dusza moja odzyskała jawę,

Którą zgubiła, sama w się zebrana,
Poznałem wszystkie czyny me nieprawe.

118 Przeto tam stałem w oczach mego Pana,

Jak człowiek, co się ze snu powstać sili;
Więc rzekł: „Co tobie, że ci drżą kolana?

121 Oto uszedłeś więcej niż pół mili

Z wzrokiem zamglonym, w nóg nierównowadze,
Jak człowiek, co go sen lub wino zmyli".

124 „Ojcze mój słodki — rzekłem mej Powadze —

Jeśli posłuchać zechcesz, to-ć wyświecę,
Com widział, kiedym w członkach stracił władzę".

127 „Choćbyś sto masek — rzekł — włożył na lice,

Oczy me przez nie głąb myśli postrzegą
Ani im będą skryte tajemnice.

130 To, co widziałeś, widziałeś dlatego,

Byś otwarł serce wodom pojednania,
Które ze zdroju wieczystości biegną.

133 Pytałem nie jak człowiek, co odsłania

Rzeczy cielesne okiem sprzed mogiły,
Niedowidzącym od chwili skonania,

136 Ale by stopom twoim dodać siły,

Jak się leniwe bodzie i oporne,
Gdy się ich zmysły wreszcie obudziły".

139 Tak my stąpali pod zorze wieczorne,

W dal pozwalając zapuszczać się oku
Skroś przez promienie żarkie i przekorne.

142 Nagle się ku nam tumany obłoku

Jęły przybliżać, jako noc czarniawe:
Trudno przed nimi było umknąć kroku.

145 Aż nam odjęły powietrze i jawę.



PIEŚŃ XVI

Pur 16

W ciemnym dymie zapełniającym trzeci taras Wergili i Dante spotykają pośród gniewliwych Marca Lombardo, który rozprawia o pojęciu wolnej woli i zepsuciu świata, wymieniając równocześnie kilku mieszkańców Lombardii, których życie może służyć za przykład cnoty.

1 Ciemności piekieł albo noc wyzuta

Pod biednym niebem z wszelkich gwiazd widoku,
Gdy się ciemnymi chmurami okuta,

4 Równą zasłoną nie otuli wzroku,

Jak ta mgła przykra, gęsta i chropawa,
Która zstąpiła nam teraz w obłoku.

7 Powieka pod nią kamieniem się stawa,

Więc mój Towarzysz doznany i drogi
Zbliża się do mnie i ramię podawa.

10 Jak w ślad przywódcy ślepiec stawia nogi,

By się nie potknął na ścieżynie krętej
I nie poranił, i nie zbłądził z drogi,

13 Tak ja stąpałem przez mgieł cierpkie męty;

„Uważaj pilnie — głos jego dolata —
Ażebyś nie był ode mnie odcięty".

16 W górze gdzieś rzesza śpiewała skrzydlata;

O mir litości w pieśni był proszony
Baranek, który gładzi grzechy świata.

19 Raz w raz „Barankiem" zaczynał śpiew ony;

A głos falował tak równymi ruchy,
Jakby był zgodnym czuciem nastrojony.

22 „Wszak ci to — pytam — wyśpiewują duchy?"

„Prawdę-ś powiedział — odrzekł — wiedz, że tędy
Ziemskiego gniewu kruszy się łańcuchy".
25 „Ktoś ty, co mgławe przedzierasz oprzędy
Pur 16 dore

I mówisz głosem, który przypomina
Tych, co czas jeszcze dzielą na kalendy?"

28 Tak mówić do mnie duch jeden poczyna.

„Idź doń — Mistrz rzecze — wieścią się podzielisz;
Spytaj, którędy perć się w górę wspina?"

31 „Istoto — rzekłem — która tu się bielisz,

By wrócić czysta do Stwórcy swojego,
Dziw ujrzysz, jeśli ku mnie się ośmielisz".

34 „Iść z tobą chwilę — prawa mi nie strzegą —

Rzekła. — Jeśli mgieł okiem nie wyruszę,
Myśli przynajmniej za głosem się zbiegą".

37 Więc ja ciągnąłem: „Dążę tam w pielusze,

Z której dopiero martwość mię rozpęta;
Wprzód przejść musiałem przez piekieł katusze.

40 Skoro zaś tak mię Łaska dzierży Święta,

Że na swym dworze chce mię przyjąć w gości
Cudem, jakiego człek żyw nie pamięta,

43 Powiedz, kim byłeś pośród ziemskich włości?

Czyli nie błądzim tą drogą nieznaną,
Niech się z ust twoich dowiem dla pewności".

46 „Lombardem byłem; Marko moje miano:

Znałem świat, honor ceniłem nad życie;
K'niemu napinać łuk dziś zapomniano.

49 Idąc wprost siebie, do celu zdążycie —

Tak rzekł i dodał: — Wdzięczny za mitręgę,
Pomódl się za mnie, gdy będziesz na szczycie".

52 Ja na to: „Że-ć to uczynię, przysięgę;

Teraz się w jednej niepewności ważę:
Jeśli nie pojmę, w sobie się rozprzęgę.

55 Wprzód po jednemu, teraz na mnie w parze

Runą wątpienia; miesza mię twa skarga,
Skoro ją z dawniej słyszanym skojarzę.

58 Także to świat już związki z cnotą targa,

Jak twoja mowa rozżalona biada,
Tak się to w złości i kala, i szarga?

61 Gdzie ma przyczynę, powiedz, ta szkarada?

Niechaj, poznawszy, innym podam lepiej;
Jeden ją w niebie, drugi w ziemi składa".

64 Duch westchnął: boleść te w nim smutki szczepi,

A potem tak się odezwał: „Mój bracie,
Ślepy jest świat wasz i wy na nim ślepi.

67 Wy, ludzie żywi, przyczynę składacie

W gwiezdnych obrotach, mniemając, jakoby
Wszystko się w tamtym tworzyło warsztacie.

70 Gdyby tak było, brak by wam ozdoby

Swobodnej woli; brak by z tego względu
Za cnotę szczęścia, a za grzech żałoby.

73 Gwiazdy są źródłem pierwszego popędu,

Lecz choćby wszystkich, to i w tym przypadku
Światło wam dane na obejście błędu

76 I wolna wola; ta gdy nie ma statku

I zrazu onych sił ulega wadze,
Dobrze karmiona wygra na ostatku.

79 Lepszej przyrodzie i wyższej powadze

Wyście poddani; z nich jest w ludzkim tworze
Rozum, nad którym gwiazdy tracą władzą.

82 Jeśli świat dzisiaj schodzi na bezdroże,

W was jest przyczyna i tej się dowiecie;
Oto ją dla was znajdę i wyłożę:

85 Dusza, pieszczona w swoim pierwobycie,

Na ziemię schodzi od bożego stoła,
Kwiląc i śmiejąc się jak małe dziecię.

88 Duszyczka prosta nie pojmuje zgoła

Nic, lecz, byt szczęsny chowając w pamięci,
Popędem dąży, gdzie ją rozkosz woła.

91 Naprzód ją w świecie marne dobro nęci;

Nieostrzeżona, za tym dobrem bieży,
Jeśli wędzidło nie sprostuje chęci.

94 Więc praw wędzidło skroić jej należy;

Przełożyć króla, któremu zaświta
W stolicy prawdy bodajby szczyt wieży.

97 Prawa istnieją, lecz kto o nie pyta?

Przewodnik trzody, choć w zakonie prawy,
Nierozdwojone ma jeszcze kopyta.

100 Więc lud, gdy widzi, że wódz szuka strawy,

Do jakiej własne łakomstwo go żenie,
Rwie się tam, świętszej zaniedbując sprawy.

103 Stąd łacno pojmiesz, że złe przewodzenie

Winno jest w świecie grzesznego nałogu,
Nie zaś zepsute niby przyrodzenie.

106 Rzym, który wyrwał świat wiecznemu wrogu,

Dwojgiem słońc rzucał w dwoje dróg swe blaski:
W drogę ku światu i w drogę ku Bogu.

109 Jedno zagasło w drugim, miecz do laski

Przywarł pasterskiej, a ta wspólna sprawa
Musiała stworzyć pośród nich niesnaski.

112 Jeden drugiemu nie ustąpi prawa;

Jeśli nie wierzysz, obacz dla przykładu,
Jak to po ziarnie poznaje się trawa.

115 Kraj śród Adygi leżący i Padu,

Póki nie wstały kłótnie Frydrykowe,
Był pełen cnoty, dzielności i ładu.

118 Kto by się dawniej bał wejść w ziemie owe,

By się nie natknąć na uczciwych ludzi,
Dziś by niósł śmiało podniesioną głowę.

121 Jest troje starców, a tym trwać się nudzi

W nowym zwyczaju i boli do żywa,
Że Bóg z wezwaniem ich do siebie żmudzi.

124 Konrad z Palazzo, Gherard tam przebywa

Dobry i Gwido z Castel, co z francuska
Także się szczerym Lombardem nazywa.

127 Głośże: niech ludziom z oczu spadnie łuska;

Rzym, iż dwie władze w jedną rękę chwyta,
Z brzemieniem w błoto wpadł i w nim się pluska".

130 „O Marku — rzekłem — prawda to niezbita;

Teraz pojmuję, dlaczego wyzutem
Z tego dziedzictwa miał zostać Lewita.

133 Lecz kto ów Gherard, co w świecie zepsutem

Pozostał jakby próbą dawnych ludzi,
I zdziczałemu plemieniu wyrzutem?"

136 „Albo mię kusi głos twój, albo łudzi —

Odrzekł — wszak słyszę, że jesteś z Toskany,
A pamięć jego już się w tobie studzi?

139 Pod innym mianem on mi jest nieznany,

Chyba je córka Gaja rozesławi...
Lecz idźcie z Bogiem; mój kres u tej ściany.

142 Oto już obłok prześwieca białawiej,

A ja zawracać muszę z mej podróży;
Anioł już idzie i wnet tu się zjawi".

145 Skończył i nie chciał ze mną bawić dłużej.



PIEŚŃ XVII

Przed opuszczeniem trzeciego tarasu Dante obserwuje przykłady ukaranego gniewu. Anioł pokoju zaprasza poetów do wstąpienia na czwarty taras, gdzie Wergili, tłumacząc Dantemu zasadę podziłu czyśćca, rozprawia na temat istoty miłości.


1 Jeśliś był w górach od mgieł pochwycony,

Przez które tyle dopatrzy spowita
Źrenica, ile kret przez powiek błony,

4 Przypomnij, gdy ćma wilgotna i zbita

Zaczyna rzednąć, jak słabym i bladem
Światłem tarcz pod nią słoneczna prześwita,

7 A pojmiesz, idąc wyobraźni śladem,

I tak ci słońce właśnie widne będzie
Jak mnie, kiedym je ujrzał nad zapadem.

10 Więc stopy moje w jednym stawiąc rzędzie

Z Mistrza stopami, wystąpiłem z chmury
W blask, co już dolin porzucił krawędzie.

13 O wyobraźni, w takie nas wichury

Zdolna porywać, że rogów tysiące
Nie zbudzą duszy rwanej twymi pióry,

16 Kto tobą rządzi, kiedy zmysły śpiące?!

Snadź rządzi światło o niebiańskiej treści,
Z siebie lub woli wyższej działające.

19 Bezbożność dziewki, co swój kształt niewieści

Zmieniła w ptaka, pieśni miłośnika,
W widzeniu moim naprzód się obwieści.

22 A tutaj duch mój tak szczelnie przymyka

Swe wrota i tak sam się w sobie zwinie,
Że weń z zewnętrznych światów nic nie wnika.

25 Potem mi w szczytną wyobraźnię spłynie

Krzyżowanego okrutnika zjawa,
Wzgardliwie dumna w śmiertelnej godzinie.

28 Tuż wielkie widmo Assuera stawa

I przy Esterze Mardoch sprawiedliwy,
Którego mowa jak czyn była prawa.

31 A skoro prysnął owy obraz żywy,

Jak bańka w świateł barwistych ozdobie,
Kiedy jej wodnej nie stanie pokrywy,

34 Ujrzałem widmo dzieweczki w żałobie,

Która mówiła: „Z jakiejże przyczyny,
Królowo, gniew twój na śmierć radził tobie?

37 Umarłaś, aby nie tracić Lawiny,

Przecie daremnie; otom rozżalona,
Matko, twej wprzódy niż cudzej ruiny".

40 Jak się sen łamie, gdy powiek osłona

Przepuści nagle jasne zorze brzasku,
I chwilę szarpie się, nim całkiem skona,

43 Tak znikło widmo owego obrazku,

Skoro strzeliła jasność w oczy moje
Od padolnego ogromniejsza blasku.

46 Obróciłem się, by poznać, gdzie stoję,

Gdy głos mówiący: „Wstępujcie na stopnie" —
Rozprószył wszystkie inne niepokoje.

49 Pragnieniem dusznym biegłem tak pochopnie

Wypatrzeć mówcę, iż mi się wydało,
Że nie odpocznie, aż swojego dopnie.

52 A jak się kryje słońca świetlne ciało

Nadmiarem blasków, co nas w oczy rażą,
Tak tu spojrzenie moje nie dotrwało.

55 „Duch to jest Boży, co nas pod swą strażą,

Nie oczekując prośby, wyprowadzi;
Oczom twym własną zasłania się zarzą.

58 Rad nam, jak inni samym sobie radzi:

Kto, widząc obcy mus, czeka wezwania,
Taki złośliwie już odmowę ładzi.

61 Niech zaproszenie doda ci wytrwania;

Przed zejściem nocy trzeba kończyć drogę
Albo na nowo czekać do zarania".

64 Tak mówił Wódz mój, za czym siły wzmogę

I zwracam kroki na wyniosłe schody.
Ledwiem na pierwszym stopniu stawił nogę,

67 Uczułem z bliska jakby wiatru chłody

Od skrzydeł i głos ten: „Błogosławieni
Pokój czyniący, nie czyniący szkody".

70 W górze już gasnął ostatek promieni,

Po których zaraz idzie noc na świecie,
I już migały gwiazdy po przestrzeni.

73 „O siły moje, dlaczego mdlejecie?" —

Mówiłem, czując mocy niedostatek
I drżąc, że nóg mych władza się rozplecie.

76 Jużeśmy stali, gdzie schodów ostatek

Dochodzi ściany, i o tę granicę
Utknęli, niby zholowany statek.

79 Nadstawiam ucha, czy skąd nie pochwycę

Wieści, przez nowe te biegnącej kraje,
Za czym powiadam, obróciwszy lice:

82 „Drogi mój Ojcze, jaki to się kaje

Grzech w okoleniu, gdzie nas stopa wniosła?
Choć stają nogi, głos niech nie ustaje".

85 A on: „Tu miłość cnoty, niedorosła

Do obowiązku, prości się i czyści;
Tu raźniej chodzą zapóźnione wiosła.

88 Posłuchaj pilnie, by ci oczywiściej

Ta rzecz przeze mnie była ukazana;
Tak nie wypadnie zwłoka bez korzyści;

91 Czy w Stwórcy, czyli w stworzeniu z rąk Pana

Wyszłym, jak to wiesz, miłość tkwi niezbędna,
Wrodzona lub też wyrozumowana.

94 Miłość wrodzona zawsze jest bezbłędna,

Lecz druga czasem pochybi w wyborze,
To mdła w działaniu, to zbyt nieoględna.

97 Tam — póki stawia za cel dobro boże,

Tu — póki sama swe miarkuje chuci,
Zgubnej uciechy źródłem być nie może.

100 Lecz skoro ku złym myślom się obróci

Lub z niepomierną troską w dobro godzi,
Zaraz ze Stwórcą stworzenie pokłóci.

103 Z tego, jak widzisz, jasno się wywodzi,

Że miłość równie cnotę sobą iści,
Jak wszelką sprawę, która karę płodzi.

106 Że zaś jest miłość swej własnej korzyści

Samolubnemu stworzeniu konieczna,
Więc nie ma w świecie samonienawiści.

109 A iżby była rzecz w zasadzie sprzeczna —

Twór niezwrócony ku pierwszej przyczynie,
Nienawiść Stwórcy też jest niedorzeczna.

112 Ze złych miłości znamy więc jedynie

Złą ku bliźniemu miłość; otóż ona
Trzema sposoby wstaje w ludzkiej glinie:

115 Ten czeka, rychło czyjś kres się dokona,

Na nędzy bliźnich buduje rachuby,
Chce, by ich wyższość była poniżona;

118 Ów stracić nierad władzy, cześci, chluby

Przez to, że nadeń wzrośnie wielkość cudza,
I ze zmartwienia bratu życzy zguby;

121 Tam krzywda w człeku taką wściekłość wzbudza,

Iż jego serce mściwością zażega
I przeciw drugim niecną myśl podjudza.

124 Te trzy miłości niżej tego brzega

Kają się; teraz ową ci zwiastuję,
Co się za dobrem niesfornie ubiega.

127 Każdy bezwiednie i niejasno czuje,

Że jest gdzieś dobro, co duszę pokoi,:

Więc go koniecznie dostać usiłuje.
130 Miłość, co gnuśnie ku nieba ostoi

Dąży, w tym kresie czyśćcowych umorzeń
Po słusznej skrusze męką się wygoi.

133 Jest inne dobro, co nie zbawi stworzeń,

Bo nie jest szczęściem ni jest w nim zasada
Wszelkiego dobra, ni owoc, ni korzeń.

136 Miłość takiemu dobru zbytnio rada

W trzech wyższych kołach łzami się opłucze:
Lecz jak się owy trójpodział układa,

139 Pragnę, byś doszedł sam, więc nie pouczę".



PIEŚŃ XVIII

Pur 18

Wergili wyjaśnia w dalszym ciągu, na czym polega istota miłości i w jakim stosunku pozostaje ona do wolnej woli. Pośród dusz leniwych poeci spotykają opata klasztoru św. Zenona. Dante, znużony, zasypia..


1 Koniec położył Mędrzec swej rozprawie,

A chcąc rozpoznać, czym go słuchał chętny,
Oczy mi w twarzy utopił ciekawie.

4 Ja zaś spragniony rzeczy tak ponętnej,

Milczałem usty, a w sobiem tak gwarzył:
„Czy tylko jemu nie będę natrętny?"

7 Lecz szczery Ojciec mój, gdy zauważył,

Że chęć gorącą z nieśmiałości taję,
Mową ośmielił, bym się mówić ważył.

10 Więc rzekłem: „Mistrzu, wzrok mój tak się staje

Bystry od światła twojego przyczyny,
Że coś mi podał, wszystko rozeznaję.

13 Lecz powiedz, proszę, Ojcze mój jedyny:

Co jest ta miłość, przez którą się płodzą,
Mówisz, zarówno dobre, jak złe czyny?"

16 „Niech — odrzekł — w myśl mą źrenice ugodzą

Twego rozumu; niechaj się rozświeci
Błąd tych, co ślepi, przecież ludzi wodzą.

19 Duch, co z natury swej na miłość leci,

Do każdej rzeczy przyjemnej się skłania,
Skoro w nim lubość chęć do lotu wznieci.

22 Wasza pojętność bierze cel kochania

Z rzeczywistości; tu ziemska uroda
W kształtach powabnych duszy się odsłania.

25 A gdy się dusza na jej zachwyt poda,

To zwie się miłość; w niej się po raz wtóry
Przez rozkosz z wami jednoczy przyroda.

28 Jako zaś płomień mocą swej natury

Prąc się, gdzie dłużej może trwać w swym stanie
Ogniowym, zawsze podąża do góry,

31 Tak gdy ogarnie duszę pożądanie,

Które jest ruchem ducha, nie spoczywa,
Aż kochanego przedmiotu dostanie.

34 Teraz się tobie wyraźnie odkrywa

Błąd, którym, ludzie, często się łudzicie,
Że każda miłość przez się jest godziwa.

37 Zda się wam, iż treść w takim pierwobycie

Zawsze jest dobra; lecz że wosk bez skazy,
Nie przeto czyste musi być odbicie".

40 „Myślom śpieszącym za twymi wyrazy

Istność kochania już jest odsłonięta,
Lecz i wątpliwość wzmogła się dwa razy.

43 Skoro nam miłość duszę z zewnątrz pęta,

A dusza drogą odmienną nie chadza,
Przecz jest ta droga raz prosta, raz kręta?"

46 Tak rzekłem, więc on: „Póki moja władza,

Wyjaśnię, z resztą czekaj Beatryczy:
To jest rzecz wiary, mnie w tym rozum zdradza.

49 Wszelki duchowy kształt, co uczestniczy

Ciału, lecz z nim się na wieki dwoiści,
Właściwy przymiot odwiecznie dziedziczy.

52 Ten bez działania w jawie się nie iści,

Ale się w skutkach objawia, jak w drzewie
Życie się znaczy zielonością liści.

55 A zatem człowiek tam na ziemi nie wie,

Kiedy w nim pierwsze wybłyska poznanie,
Gdzie się zażega pierwszych żądz zarzewie.

58 Są mu właściwe, jak pszczole zbieranie

Miodu, więc pierwsza ta wasza chęć czynna
Jest niepodległa chwale ni naganie.

61 Lecz że się do niej wiąże wszelka inna,

Władza wyboru w was odwiecznie tleje;
Ta przyzwolenia progu strzec powinna.

64 To jest pierwiastek, skąd idą nadzieje

Waszej zasługi, w miarę jak w omłocie
Czynów złe ziarna od dobrych odwieje.

67 Ci, co badali duszę w jej istocie,

Poznali, że jest do wolności skłonna;
Ci dali światu naukę o cnocie.

70 Przypuśćmy nawet, że moc nieuchronna

Wszelaką miłość w sercu wam zażega,
W was samych przecie jest tarcza obronna.

73 Beatryks uczy, że ta moc polega

W swobodnej woli; gdy ci los podarzy
Z nią mówić, niech to z pamięci nie zbiega".

76 Księżyc, co późno wstał dla nieba straży,

Blaskiem przerzedził gwiazdy w swej koronie,
Płonąc jak głownia, gdy się cała żarzy.

79 I biegł po nieba obręczy, po stronie

Prażonej słońcem, gdy dla Rzymianina
Między Sardynią a Korsyką tonie.

82 Cień ów uprzejmy, co przezeń mieścina

Pietola rozgłos bierze nad Mantową,
Z brzemienia pytań mych swój kark odgina.

85 Pouczonego jego jasną mową,

Tak mię olśniła prawda niewątpliwa,
Żem stał jak człowiek z odurzoną głową.

88 Aż z rozmarzenia tego mię wyrywa

Gromada duchów, co za nami goni
I już nas sięga, w biegu popędliwa.

91 Jak u Ismenu i Azopu toni

Tebanie nocą w tłumnym korowodzie
Krzykiem błagali Bakcha zbawczej dłoni,

94 Tak się tu sierpem toczą po obwodzie

Pagórka duchy; po czyśćcowym brzegu
Chęć ich i miłość sprawiedliwa bodzie.

97 Wnet są nad nami, bowiem w pełnym biegu

Ogromna ciżba wstęgą się wywija,
A dwaj biadają, wybiegłszy z szeregu:

100 „W górę skwapliwie śpieszyła Maryja;

Cezar z szybkością piorunnych płomieni
Obiegł Marsylię, Ilerdę podbija.

103 Nuże iść w górę, niech się nikt nie leni

Z braku miłości!"; inni zaś wołali:
„Dobra ochota Łaskę uzieleni!"

106 „O duchy, w których żarliwość się pali

Pewnie, by żmudę nagrodzić i zwłokę,
O wy, w czynieniu dobra opieszali,

109 Żywą on tutaj przynosi zewłokę

I pragnie w górę piąć się, gdy zaświta:
Powiedzcie, gdzie są wrota przez opokę?"

112 Takimi słowy mój Wódz je powita.

A na to odrzekł głos jednego cienia:
„Pójdź w tropy: znajdziesz, gdzie brama wybita.

115 Wszyscy jesteśmy tak pełni pragnienia,

Że się zatrzymać trudno; przebacz zatem,
Gdy tu rzecz słuszna w niegrzeczność się zmienia,

118 Jam był Świętego Zenona opatem

Za Barbarossy, po którym w żałobie
Dotąd Mediolan trwa zimą i latem.

121 Ktoś, co już stoi jedną nogą w grobie,

Zapłacze swojej w tym klasztorze sprawy,
Nierad, że władzę tam przywłaszczył sobie,

124 Że jego ciałem i duchem koszlawy

Syn, koszlawego równie urodzenia,
Siedzi, gdzie siedzieć winien pasterz prawy".

127 Nie wiem, czy słowa mówiącego cienia

Tu się kończyły, gdyż był już daleko;
Com słyszał, warte było powtórzenia.

130 On, który zawsze był moją opieką:

„Obróć się — rzecze — obaczysz mar dwoje,
Co opieszałość wyrzutami sieką".

133 Za nami woła głos: „Zginęły roje

Ludu, co środkiem przeszedł morskie wały,
Nim dzieci doszły nad Jordanu zdroje.

136 I ów lud, który w trudzie niewytrwały

Anchizowego osierocił syna
I sam się podał na życie bez chwały".

139 Gdy już nam z oczu zniknęła drużyna

I popędziła, wciąż tocząc się kołem,
Nowych wir myśli w mej głowie się wszczyna

142 I tak obłędnie snuje się pod czołem,

I takich marzeń rozpowija chmarę,
Że w tym błądzeniu powieki zamknąłem

145 I dotykalną obaczyłem marę.



PIEŚŃ XIX

Pur 19

We śnie ukazuje się Dantemu Syrena, symbol skąpstwa, zmysłowości i obżarstwa. Po przebudzeniu poety wędrowcy wstępują na piąty taras, gdzie wśród pokutujących skąpców spotykają Hadriana V.


1 Owej godziny, kiedy dzienne ciepło

Do reszty swego oddechu pozbawi
Noc, wpływem ziemi lub Saturna skrzepłą,

4 I gdy to wieszczkom wielki los się jawi

W chwili przedświtu, gdzie mrok już opada
Z gościńca, który wnet się rozjaskrawi,

7 W śnie moim wzeszła niewieścia szkarada,

Jękliwa w mowie, z wejrzeniem rozokiem,
Bez rąk, z nogami w kabłąk, w twarzy blada.

10 Wpiłem w nią oczy. Jak zwarzone mrokiem

Na słońcu taje zesztywniałe ciało,
Tak jej odtajał naprzód pod mym wzrokiem

13 Język i postać prostowała całą,

Aż w małej chwili blade jej oblicze
Lubą miłości barwą pokraśniało.

16 A z rozchylonych warg takie słodycze

Pieśni wionęły, że ja, w zachwycenie
Wpadłszy, już od niej odstąpić nie życzę.

19 „Przypatrz się — nuci — pochlebnej Syrenie:

Ja marynarzy na manowce wodzę
Urokiem, co go kryje wdzięczne pienie.

22 Ja Ulissesa wstrzymałam po drodze;

Kto raz do mego przylubił się domu,
Nierad mnie żegna, tak mu w nim dogodzę".

25 Jeszcze śpiewała, gdy z szybkością gromu

Święta niewiasta podeszła w tej chwili,
Snadź, aby tamtą nabawiła sromu.

28 „Kto ona? Mów mi, Wergili, Wergili" —

Rzekła surowie; więc pełen posłuchu
W tę zacną wpatrzon, krok swój ku niej pili.

31 Ku tamtej ściągnął dłoń, szatę na brzuchu

Stwory rozdarł... wtem mię sen odleci
Od bijącego z jej łona zaduchu.

34 Dobry Wergili do mnie: „Po raz trzeci

Wołam: wstań i chodź; pora ruszyć dalej
I szukać, kto nas o bramie oświeci".

37 Wstałem, a oto już się pełnym pali

Dniem każdy okręg onej góry świętej;
Tak my, świt mając w tyle, wstępowali.

40 Idąc, skroń niosłem, jak człek zaprzątnięty

Jakowąś myślą, co mu w sercu leży,
I miałem postać półarkady zgiętej.

43 Wtem nagle do nas: „Wejdźcie do tych dźwierzy!" —

Głos wołał słodki, jak ten, co z błękitu,
A nie z padolnych wyleci rubieży.

46 Tak Anioł wzywał i wabił do szczytu,

Wiejąc swoimi łabędzimi puchy
I stojąc w onych podsieniach z granitu.

49 I szedł głos między skrzydlate podmuchy:

„Błogosławieni, których we łzach oko,
Dusze ich będą paniami otuchy".

52 „Czemuż twe oczy po ziemi się wloką?" —

Do idącego tak Wódz się odzywa,
Nim jeszcze Anioł odleciał wysoko.

55 „Widzenie nowe myśli me porywa —

Rzekłem — i tak me pociąga źrenice,
Że myśl ku niemu wraca uporczywa".

58 „Widziałeś — pytał — starą czarownicę,

Za której sprawą powyżej lud jęczy?
Widziałeś, jak jej złość poszła na nice?

61 Dosyć już; postąp dalej i ku tęczy

Blasków zwróć oko; Władca niezmierzony
Wabiem ją toczy w wielkich sfer obręczy".

64 Jak sokół naprzód spojrzy na swe szpony,

Potem na strzelca głos pióra rozpina,
Pragnieniem strawy do ziemi nęcony,

67 Tak się porwałem i póki szczelina

Wiodła nas, krokiem, ile można, chyżem
Szedłem do ścieżki, gdzie w krąg iść zaczyna.

70 Aż gdy na miejsce odkryte się wzwyżem,

Ujrzę leżące podłuż ściany duchy,
Wszystkie do góry obrócone krzyżem.

73 „Przylgnęła dusza moja!" — ów bezruchy

Lud mówił, takim szarpany szlochaniem,
Że słów zaledwie szept słyszałem głuchy.

76 „Wybrańcy Boga, co oczekiwaniem

Koicie mękę i miłością Sędzi,
Pouczcie, jak tam wyżej się dostaniem?"

79 „Skoro pokuty naszej Pan wam szczędzi,

A chcecie drogę wynaleźć niezwłocznie,
Prawicą zawsze bądźcie od krawędzi".

82 Tamtymi słowy Wieszcz mój mówić pocznie,

Tymi odpowie widmo ukorzone;
Że się coś kryło, poznałem widocznie.

85 Oczyma w oczach mego Pana tonę;

Więc on łaskawym przyzwoleniem darzył
Chęci we wzroku moim wyrażone.

88 Skorom swe myśli na nowo skojarzył,

Do rozciągnionej powiadam istoty,
Com ją po głosie wprzódy zauważył:

91 „Duchu, co łzami kupujesz przymioty,

Bez których nie lza być wam w bożym bycie,
Uspokój dla mnie swej wielkiej zgryzoty.

94 Kim byłeś? Czemu krzyżem tu leżycie?

Chcesz, że za tobą prośbami się wstawię
Tam na padole, skąd przynoszę życie?"

97 A on: „Czemu nas Niebo w tej postawie

Mieć życzy, później dowiesz się powodu;
Teraz wiedz: jam miał Piotra tron w dzierżawie.

100 Między Chiaveri a Siestri ze wschodu

Płynie rzeczułka: od jej miana bierze
Swój szczyt nazwisko sławne mego rodu.

103 Niedawno w pełnej doświadczyłem mierze,

Jak trudno ustrzec wielki płaszcz od błota;
Inny trud przy tym jest jak lekkie pierze.

106 Późna do skruchy była ma ochota,

Aż na Piotrową wezwany stolicę,
Dopierom poznał kłamliwość żywota.

109 Widziałem, że go nawet nie nasycę

Władzą, nad którą nic w życiu nie czeka,
Więc rozpaliłem duszę, miłośnicę

112 Drugiego życia; nędzna i daleka

Boga aż dotąd i dóbr była chciwa,
Za to, jak widzisz, w tej męce narzeka.

115 Czym jest łakomstwo, tu ci się wykrywa

W karze, co duchy znów z Bogiem jednoczy,
A bardziej gorzka kara tu nie bywa.

118 Jak zdane dobrom tego świata oczy

Nie wzlatywały ku niebieskiej stronie,
Tak nas Sąd Boży tu do ziemi tłoczy.

121 Jako zaś chciwość zgasiła nam w łonie

Miłość ku dobru i wartość zasługi
Wydarła, tak Sąd stopy nam i dłonie

124 Wiąże, niewolnych rzuca na te smugi,

Jak długo będzie Sądem nakazano,
Bolesny mozół nasz tak będzie długi".
127 Zacząłem mówić i zgiąłem kolano,
Pur 19 avari

Lecz on zaledwie po słów moich brzmieniu
Cześć zauważył sobie okazaną,

130 „Czemu przede mną gniesz się w ukorzeniu?" —

Spytał. „Szacunek ku dostojnej szacie —
Odrzekłem — tak mi każe, zacny cieniu".

133 „Sprostuj kolana, powstań z ziemi, bracie! —

Przerwał mi duch ów, co wnet miał być czysty: —
Wszyscyśmy słudzy Boga w majestacie.

136 Jeżeliś pomny słów Ewangelisty,

Które to: »Ni się żenią«, powiadały,
Sens ci mej mowy będzie oczywisty.

139 Teraz idź; stanie twoje u tej skały

Opóźnia płacz mój, którym winy myję,
Dopomagając skrusze niedostałej.

142 Mam ja na świecie wnuczkę Alagiję,

Dobrego serca, dopóki rodzina
Swym w niej przykładem cnoty nie zabije:

145 A ona mi tam została jedyna".



PIEŚŃ XX

Pur 20

Wędrując przez piąty taras, poeci słyszą głosy słwiące przykłady ubóstwa i pobłażliwości; tutaj spotykają Hugona Kapeta, który wspomina swoich potomków i wymienia przykłady ukaranego skąpstwa. W pewnym momencie góra czyśćcowa drży w posadach.


1 Z mocniejszą wolą trudno iść w zawody,

Więc wbrew mym chęciom, ale jemu gwoli,
Niesytą gąbkę dobywałem z wody.

4 Ruszyłem; dróżką swobodną, powoli,

Wzdłuż ścian, prawie się ocierając o wał,
W dalszą Wódz ze mną odprawił się kolej.

7 Bo lud, co w kroplach przez oczy folgował

Złemu, wszechświata brudzącemu lica,
Aż do krawędzi gościniec zajmował.

10 Bądź ty przeklęta, prastara Wilczyca!

Większy łup bierzesz niż inne zwierzęta,
A chuć się twoja nigdy nie nasyca.

13 O Niebo, w wirach twoich jest zamknięta

Moc, która losu przewodzi odmianie;
Kiedyż ten przyjdzie, co potwór opęta?

16 Szliśmy powolnie i pomiarkowanie,

A jam na duchy poglądał w przechodzie,
Zważając to ich przebolesne łkanie.

19 „Maryjo!" — wołał leżący na przodzie,

A była w głosie taka rzewna trwoga,
Jako niewiasty wołanie w porodzie.

22 Głos ciągnął dalej: „Byłaś ty uboga,

Co się widziało po stajence lichej,
Gdzieś powijała Wcielonego Boga".

25 Inny głos mówił: „Nie znałeś ty pychy,

Dobry Fabrycy, i z ubóstwem cnotę
Wolałeś niźli z występkiem przepychy".

28 Ze słów tych taką czerpałem ochotę,

Że mię poniosła nagle ruchu żywość,
Ażebym poznał mówiącą istotę.

31 A głos ów znowu sławił dobrotliwość,

Przez którą dziewkom skłonionym na zgubę
Mikołaj dziewczą ocalił poczciwość.

34 „O duszo, której słowa takie lube,

Powiedz, kim byłaś? Czemu sama jedna
Czynów szlachetnych wypominasz chlubę?

37 U mnie twa mowa odpłatę wyjedna,

Jeśli tam wrócę, dobiec drogi krótkiej,
Która już dąży do swojego sedna".

40 „Odpowiem tobie — rzekł duch — nie z pobudki

Czekanych pociech, lecz że w twoim ciele
Żywym niezwykłych Łask oglądam skutki.

43 We mnie swój korzeń miało podłe ziele,

Co tak zarosło chrześcijańskie ogrody,
Że owoc zdusi, gdy kto nie wypiele.

46 Gdyby moc większą miały Flandrii grody,

Już by mu była zemsta wymierzona;
Ja też u Boga tej dlań proszę szkody.

49 Nosiłem miano Kapeta Hugona;

Od synów moich: Filipa z Ludwikiem,
Na nowo teraz Francja jest rządzona.

52 Rodzic w Paryżu niegdyś był rzeźnikiem:

Gdy dawnych królów zgasło pokolenie
Aż do jednego, który zakonnikiem

55 Chciał żyć, rząd w moje dostał się dzierżenie.

Z dobytku tego taka wnet drużyna,
Tak mi urosły potęga i mienie,

58 Że do korony wdowiej głowę syna

Mojego jako następcy podano;
Odeń święcona rasa się zaczyna.

61 Jak długo wielkie prowansalskie wiano

Nie zdjęło z rodu mego uczciwości,
Znano w nim lichość, lecz zbrodni nie znano.

64 Gwałtem i kłamstwem począł swoje złości

Rozbójcze; za czym pobrał za pokutę
Ponthieu, Normandii i Gaskonii włości.

67 Wpadł do Italii Karol; za pokutę

Wziął Konradyna sobie na ofiarę,
Tomasza w niebo posłał — za pokutę.

70 Lecz widzę czasu dopełnioną miarę:

Inny się Karol z Francji wysforuje,
Aby dał poznać siebie i swą wiarę,

73 Bez miecza wyjdzie: włócznią on wojuje

Iskariotową, którą, gdy się złoży,
Brzuch wypuczony Florencji rozpruje.

76 Nie ziemi — grzechu i wstydu przymnoży,

A tym się bardziej w tej hańbie umaże,
Ile że sam ją między lekkie łoży.

79 Innego widzę jeńcem na galarze;

Wolny, wnet córki na targu pozbędzie,
Jak pozbywają niewolnic korsarze.

82 Chciwości, w jakim dusze wikłasz błędzie!

Trucizna twoja tak w me plemię wnika,
Że nie ma nawet własnej krwi na względzie.

85 Na ulgę hańby, która nas potyka,

Widzę w Alagna wschodzącą liliją
I Chrystowego więzy namiestnika.

88 Widzę, powtórnie szydem go okryją,

Podadzą z żółci i octu napoje,
Między żywymi łotrami zabiją.

91 Widzę, jak nowy Piłat chuci swoje

Niesyte zwraca na nowe bezprawie
I chciwość wnosi w święcone podwoje.

94 O Panie, kiedyż oczy me zabawię

Tą zemstą, która, skryta w tajemnicy,
Osładza gniew twój, nim zabłyśnie w jawie?...

97 To, com powiedział o Oblubienicy

Ducha Świętego i o co w sumiennej
Pytałeś chęci, wiedz, że dla różnicy

100 Znaczeń śpiewamy jeno w porze dziennej;

Natomiast, skoro dzienne światło skona,
W śpiewaniu naszym rodzaj brzmi odmienny.

103 Przypominamy wtedy Pigmaliona,

Jak ojcobójcą, zdrajcą i zbrodniarzem
Chciwość zrobiła go nienasycona.

106 Skąpstwo Midasa opowieścią karzem,

Jak się dopytał biedy żądzą złota
I został wiecznym głupstwa luminarzem.

109 Tu brzmi rozgłośnie Achana głupota,

Co sobie łupy przywłaszczył krom prawa,
Za co go Jozue pozbawił żywota.

112 Safirę z mężem na wstyd się podawa,

O stratowanym śpiewa Heliodorze;
W krąg oblatuje tę górę niesława

115 Twojej niewinnej śmierci, Polidorze!

Śpiew Krassusowi brzmi urągowiskiem:
»Powiedz no, jaki smak w złotym likworze?«

118 Jeden wysokim, drugi głosem niskiem

Wywodzi, w miarę, jaka myśl go wzruszy:
Zatem to z większym, to z mniejszym naciskiem.

121 Dobre przykłady, co w naszej katuszy

Brzmią, nie sam jeden głoszę, lecz z tej strony
Nie było innej śpiewającej duszy".

124 Jużem pożegnał ów cień rozżalony

I jako sił mych starczyło napięcie,
Z wodzem się parłem w wyższe regiony,

127 Kiedy się wstrzęsła góra w tym momencie

Jak od wielkiego mnącego ciała;
Więc ścierpłem jak człek, co idzie na ścięcie.

130 Pewnie tak góra delijska nie drżała,

Nim w niej uwiła swe gniazdo Latona,
Gdzie dwoje źrenic nieba spowijała.

133 Potem zakrzykła wrzawa podniesiona;

Jam struchlał, aż Mistrz słowem mię ochłośnie:
„Póki cię wiodę, obawa twa płona".

136 „Chwała w niebiesiech Bogu!" —jednogłośnie

Śpiewały chóry, a tak blisko, że mi
Pieśń brzmiała w uszach jasno i donośnie.

139 Staliśmy w miejscu niepewni i niemi,

Jak słyszący je raz pierwszy pasterze;
Aż ustał śpiew ten razem z drżeniem ziemi.

142 Mistrz mój znów świętą drogę przedsiębierze;

Patrzym po marach leżących na drodze,
Ciągle nucących swe rzewne pacierze.

145 Nigdy mię jeszcze nie bodła tak srodze

Ciekawość, rzeczy przenurtować ciemnie,
Jeśli dziś dobrze w to pamięcią godzę,

148 Jaka naówczas — zda się — była we mnie.

Ale z pośpiechu zapytać nie śmiałem,
A samo przez się dociekać daremnie,

151 Przeto zalękłem się i zadumałem.



PIEŚŃ XXI

Wergili i Dante spotykaja duszę poety rzymskiego, Stacjusza, która po odbyciu pokuty idzie do nieba. Stacjusz wyjaśnia poetom przyczynę trzęsienia góry.


1 Pragnienie wiedzy, co się w tym napoju

Jedynie gasi, którego wstydliwa
Samarytanka prosiła u zdroju,

4 Nurtuje we mnie i stopy podrywa,

Podczas gdy duchów leżących pokotem
Rzewnie mię wzrusza kara sprawiedliwa.

7 A nagle, jako Łukasz pisze o tem,

Że Chrystus w drodze dwu uczniów nawiedził,
Zmartwychpowstawszy z pierwotnym żywotem,

10 Cień się ukazał za nami i śledził

Gromadę, która tak nisko się korzy.
A nie spostrzegliśmy go, aż uprzedził,

13 Witając: „Bracia, pokój z wami boży".

Wzrok obracamy na to powitanie;
Wergili zaraz cześć mu wzajem złoży

16 I rzecze: „Niechaj świętych obcowanie

Przeznaczą tobie te szczytne ustawy,
Co mnie skazały na wieczne wygnanie".

19 „Jak to — rzekł tamten — czemu taki żwawy

Wasz krok, gdy Bóg was odtrąca od łona?
Kto wam pomaga do szczytnej przeprawy?"

22 Na to mój Doktor: „Wskażą ci znamiona,

Z których już tylko trzy nosi na czele,
Że mu śród dobrych znaczy się korona.

25 Gdy nie doprzędła mu parka kądziele,

Co się każdemu snuje aż do grobu
Pod ręką Kloto w nieustannym dziele,

28 Więc jego dusza, siostrzyca nas obu,

Nie podołała stanąć na tym piętrze:
Jej ziemskie oczy nie znały sposobu.

31 Ja go przywiodłem przez szerokie wnętrze

Piekieł i dokąd ziemska wiedza dopnie,
Sam jeszcze rzeczy pokażę mu więtsze.

34 Lecz powiedz, czy wiesz, czemu tak okropnie

Zadrżała góra i krzyk taki chodził
Aż po zwilżane morzem góry stopnie?"

37 Mistrz tym pytaniem jak w ucho ugodził

Igielne życzeń mych; wodą nadzieje
Pragnienie moje poniekąd ochłodził.

40 Ow rzekł: „Nie rządzą tutaj przywileje;

Wszystkie zjawiska zakon mają ładny,
Nic się nad zwykły porządek nie dzieje.

43 Odmiany tutaj nie obaczy żadnej;

Prócz praw, które Bóg z siebie — sobie głosi,
Nie ma tu innej siły samowładnej.

46 W tym świecie nie dżdży, nie śnieży, nie rosi;

Szron ni grad na te nie upada stoki
Wyżej, niż trójca stopni się podnosi.

49 Ni chmury gęste, ni rzadkie obłoki,

Ni grom, ni wstęga córy Taumantowej,
o wam tak często odmienia widoki.

52 Suchy tu wyziew nie dosięga głowy,

Jak powiedziałem, ostatniego schodu,
Gdzie oparł stopy starosta Piotrowy.

55 Może drży więcej albo mniej od spodu,

Lecz wiatr jej nie tknie, co się w ziemi kryje,
Dlaczego? Nie wiem ni znajdę powodu.

58 Drży za to, gdy duch, który grzechy zmyje,

W sobie poczuwszy się, wstanie i leci;
W on czas to w niebo taki okrzyk bije.

61 O tym obmyciu sama chęć oświeci,

Która więc zdolnej byt odmienić duszy
Podbija skrzydła i ochotę nieci.

64 Nim to nastąpi, lubą chęć w niej głuszy

Sprawiedliwości bożej wyglądanie:
Jak wprzód do grzechu, bieży do katuszy.

67 I jam przeleżał w tym bolesnym stanie

Lat przeszło pięćset; dziś we mnie doścignął
Pochop wylotu na lepsze mieszkanie.

70 Oto dlaczego stóg góry się wzdrygnął;

W tych kręgach Boga sławiące narody
Prosiły Pana, ażeby je dźwignął".

73 Tak rzekł, a jeśli rozkosz z kubka wody

Niecierpliwością pragnienia się mierzy,
Zrozumieć łacno, czym doznał ochłody.

76 Tu Mistrz mój rzecze: „Dojrzałem więcierzy,

Które was łowią; wiem, jako je rwiecie,
Czemu radości dreszcz po stokach bieży.

79 Lecz powiedz, proszę: kim byłeś na świecie

I niech mi będzie prawda ukazana,
Czemuś tu leżał przez to pięćsetlecie?"

82 „W czasie gdy Tytus, mocą wsparty Pana,

Mścił się ran, z których śmiertelnymi tętny
Krew trysła, w zdradzie Judasza sprzedana,

85 Sławą rozgłośny, nazwiskiem pamiętny —

Takimi do nas duch przemówił słowy —
Żyłem, lecz jeszcze wierze obojętny.

88 W mym śpiewie tyle kryło się wymowy,

Że mię z Tuluzy wezwał Rzym, gdzie pieniem
Wysługiwałem dyjadem mirtowy.

91 W świecie mię zwano Stacjusza imieniem;

Pieśń ma o Tebach głosi i Achillu:
Śmierć przy ostatnim mię zaszła... Nasieniem

94 Dzielnym dla ognia były mego stylu

Iskry przez bożą wyrzucone świecę,
Co zapaliła już poetów tylu.

97 Rozumiem tutaj Eneidę, rodzicę,

Piastunkę moich niemowlęcych pieśni;
Bez niej by zeszła cześć ma na marnicę.

100 I bogdajbyśmy żyli równocześni,

Rada by dzisiaj przydać moja dusza
Rok więcej, niż jej liczono, tej cieśni".

103 Zwrócą się ku mnie oczy Wergiliusza:

Zda się, chciał: „Zamilcz", wyrzec gestem twarzy,
Ale nie zawsze wolę się przymusza.

106 Bowiem śmiech i płacz z uczuciem się parzy,

Co je wywoła, a to tak najściślej,
Że im kto szczerszy, tym mniej wolą waży.

109 Skinąłem jak człek, który się domyśli,

Więc duch, zmilknąwszy, spojrzał mi w źrenice,
Gdzie wyraz duszy najjaśniej się kreśli.

112 „Bodaj twa praca nie poszła na nice —

Rzekł — ale powiedz, czemu w twej zamkniętej
Twarzy ujrzałem śmiechu błyskawicę?"

115 W dwa ognie uczuć byłem teraz wzięty:

To milczeć każe, a to mówić błaga,
Westchnąłem jeno — i byłem pojęty.

118 „Przemów — Mistrz rzecze — niech cię strach nie zmaga,

Odpowiedz na to duchowi prawdziwie,
Czego się z taką żywością domaga".

121 Więc ja powiadam: „Widzę, iż w podziwie

Pytasz przyczyny, co mój uśmiech budzi;
Lecz się zdumiejesz bardziej niewątpliwie.

124 Ten, za kim wzrok mój ku górze się trudzi,

Jest ów Wergiliusz, co twą pieśnią rządził,
Kiedyś opiewał i bogów, i ludzi.

127 Jeśliś uśmiechu mojego przesądził

Inną przyczynę, pozbądźże wątpienia;
To ci powiadam, ażebyś nie błądził".

130 On się do kolan chylił dla uczczenia

Mojego Mistrza, lecz ten przerwał: „Bracie,
Niechaj! Cień jesteś i mówisz do cienia".

133 A on, powstając: „Widzisz, w jakiej zna cię

Powadze miłość, jak mię prze ku tobie,
Kiedy nie pomnąc, w jakiej idziesz szacie,

136 Duchowi kłaniam jak żywej osobie".



PIEŚŃ XXII

Idąc z Wergilim i Dantem w kierunku szóstego tarasu, Stacjusz opowiada poetom o swojej winie i nawróceniu. Wergili wymienia Stacjuszowi dusze przebywające w przedpieklu. Na szóstym tarasie poeci widzą Jabłonkę okrytą wonnymi jabłkami.


1 W tyle została osoba Anioła,

Co nas na szóstym tarasie zostawił,
Skoro znów jedno znamię starł mi z czoła,

4 I zapałowi dusz pobłogosławił

„Sprawiedliwości pragnących". Na słowie
„Pragnących" uciął i dłużej nie bawił.

7 A mnie jak gdyby z nóg spadły ołowie;

Znów lżejszy, niźli w poprzednim wyłomie,
Szedłem, gdzie szybcy wiedli mię duchowie.

10 Wergili zaczął: „Szlachetności płomię

Roznieca miłość; ta wzajem zapala
Miłość, lecz musi rozgorzeć widomie.

13 Mnie dobroć twoja wiąże i zniewala

Od chwili, kiedy, w sień piekielnej kaźni
Wszedłszy, oznajmił mi duch Juwenala

16 Twą czułość; za to tyle znam przyjaźni,

Ile znać można dla obcego ducha:
Toż mi po stopniach kroczyć teraz raźniej.

19 Przez przyjaźń proszę: nie odwracaj ucha,

Daruj, że puszczam śmiałości wędzidła,
I przemów do mnie tak, jak druh do druha.

22 Skąd mogła potrwać w łonie twym obrzydła

Skąpstwa przywara? Przecz widząc, że grzeszy,
Rozum nie chwytał namiętności w sidła?"

25 Jego zdziwieniem Stacjusz się rozśmieszy,

Lecz zaraz rzecze: „Wszystka twoja mowa
Jako znak szczerej miłości mię cieszy.

28 Nieraz się w świecie rzecz zdarza takowa,

Która człowieka i myli, i łudzi,
Gdyż w niej z istotą kłóci się osnowa.

31 Widzę, iż się w was przypuszczenie budzi,

Może po kręgu, gdzie mię znajdujecie —
Żem skąpstwem grzeszył, mieszkając śród ludzi.

34 Wiedzcie, że skąpstwem przewiniłem w świecie

Do zbytku mało i ten właśnie zbytek
Tu mię uwięził na tak długie lecie.

37 Gdyby nie z ksiąg twych czerpany pożytek,

Gdzieś to powiadał, słusznym gniewem zdjęty
I strofujący ludzki rodzaj wszytek:

40 »Dokąd nie wiedziesz, o złota przeklęty

Głodzie, śmiertelnych swym niemądrym szałem?«,
Ot, dziś bym toczył głaz przez piekieł skręty.

43 Pojąłem wtedy, że skrzydłem zbyt śmiałem

Dłoń pchnąć się może na rozrzutne czyny.
Więc tej i innej wady żałowałem.

46 Iluż w dzień Sądu wyświeci łysiny

Z niewiedzy, że się grzech ten skruchą zbawia
Za życia albo ostatniej godziny!

49 A wiedz, że wina, która tu przedstawia

Modłę przeciwną z innym grzechem jakim,
Jedną z nich karą grzeszny miąższ wytrawia.

52 Jeżelim mieszkał więc pod skąpstwa znakiem

Śród tego ludu, by blask przybrać nowy,
To, żem przeciwnym w świecie grzeszył brakiem".

55 „Poeto, któryś bój śpiewał surowy

I Jokaścinej przyczynę boleści —
Przemówił śpiewak pieśni sielankowej —

58 Wezwanie Klio na czele powieści

Świadczy, żeś jeszcze nie czerpał w krynice
Wiary, bez której czyn jest marny w treści.

61 Więc jakie słońca i jarzące świece

Objaśniły cię tak wielkimi blaski,
Żeś za Rybakiem płynąć — wzwiódł kotwicę?"

64 A on: „Tyś pierwszy na szczyt mię parnaski

Poniósł, bym w pięknym poił się potoku;
Tyś też do Bożej pierwszy przywiódł Łaski.

67 Tyś był jak człowiek, który, idąc w mroku,

Za sobą światło trzyma; nie dogodzi
Sobie, lecz innym przyczynia widoku,

70 Kiedyś powiadał: »Na nowo się rodzi

Świat; sprawiedliwość wraca z nowym ranem
Ludzkości; z nieba nowe plemię schodzi«.

73 Przez cię poetą, przez cię chrześcijanem

Stałem się, a jak, to ci mową żywą
Niby w obrazie podam malowanem:

76 Już był świat cały brzemienny prawdziwą

Wiarą, którą to posłanniki boże
Pozasiewały na obfite żniwo,

79 A wywróżone w twoich pieśniach zorze

Tak z ich nauką schodziły się w treści,
Żem ciekaw począł przebywać w ich zborze.

82 Wydali mi się święci, godni cześci,

Więc w prześladowań czas Domicyjanów
Nie bywał płacz ich bez mej współboleści.

85 Pókim przebywał żywy śród ziemianów,

Pomoc im niosłem; ich cne obyczaje
Obrzydziły mi pogańskich bałwanów.

88 Nim pod tebańskie przywiodłem ruczaje

Greków mej pieśni, święty chrzest przyjąłem.
Ze strachu długo nową wiarę taję

91 I z poganami jak wprzód żyję społem;

Za to w okręgu czwartym cztery wieki
Skazał mię Boży Sąd obiegać kołem.

94 A ty, coś moje rozchylił powieki

Na piękność, której wspomnienie mię wzrusza,
Powiedz, nim mety dojdziemy dalekiej:

97 Czyli spotkałeś kędy Terencjusza?

Spotkałeś Plauta, Cecyla, Varrona?
Sąli przeklęci? Gdzie żywie ich dusza?"

100 „Ci — rzekł — Persyjusz i ja pośród grona

Wielu mieszkamy z Greczynem, przyjaźniej
Wyhołubionym, niż kto, u Muz łona,

103 W pierwszym okręgu bezsłonecznej kaźni.

Tam się o owej bawimy rozmową
Górze, siedzibie stróżek wyobraźni;

106 Tam się Eurypid, Anakreon chowa,

Tam Symonidy, Agatona cienie,
Których zdobiła korona laurowa.

109 Z niewiast przez twoje rozsławionych pienie

Są: Antygona, Dejfile, Argija,
Przy smętnej jako za życia Ismenie.

112 Jest Izyfile, co Argiwom sprzyja,

I dusza Dafhy, Tyrezjasza córy,
I z siostrzycami swymi Dejdamija".

115 Zamilkł; szli dalej i po stoku góry

Wokół swobodne toczyli źrenice,
Za korytarza dostawszy się mury.

118 A już też cztery dzienne służebnice

Zostały w tyle, zaś piąta szła z przodu,
Kierując w górę płonącą głowicę,

121 Gdy Wódz rzekł: „Droga naszego pochodu

Tak się powinna odbywać, by prawa
Ręka zwrócona była do obwodu".

124 Już się nam nawyk drogoskazem stawa;

Zatem my poszli po rozwadze krótkiej,
Jak poradziła owa dusza prawa.

127 Oni dwaj przodem poszli; ja samiutki

Ich rozhoworu, w trop idąc za niemi,
Słucham, do pieśni biorę zeń pobudki.

130 A wtem ich w miłej gawędzie oniemi

Widok Jabłonki, co wzrosła z pośrodka
Drogi, jabłkami pełna pachnącemi.

133 Lecz jeśli jodła szersza jest od spodka,

To ta przeciwnie: gałęźmi spadziście
Od góry szersza, dołem była wiotka.

136 Tam, gdzie się drogi zamykało wniście,

Spojrzę, a skała strużkę wody roni,
Która wycieka na korony liście.

139 Obaj poeci doszli do Jabłoni,

A wtem głos od niej wionący powiada:
„Z tego owocu pożywać się broni".

142 I znów: „Maryja bardziej była rada,

By gościom w smak się potrawy udały
Niż własnym ustom, w których się zakłada

145 Człecza nadzieja; Rzymianki czerpały

Za napój wodę, a Daniel, honory
Kuchni wzgardziwszy, wiedzą nabył chwały.

148 Piękny zaiste był wiek złotowzory:

Głód wtedy bywał żołędzi przyprawą,
Napój z ponika smaczny jak likwory.

151 Miód i szarańcza były przecież strawą,

Którą Janowi przynosiła puszcza;
Przeto się okrył świętością i sławą,

154 Jak Ewangelii opowieść wyłuszcza".



PIEŚŃ XXIII

Pur 23

Na szóstym tarasie poeci spotykają żarłoków o wychudzonych ciałach, a wśród nich Foresego Donati, który mówi o swoich towarzyszach pokuty i wygłasza gwałtowną inwektywę przeciwko zepsuciu mieszkanek Florencji.


1 Kiedym oczyma po gałęziach wodził

Na kształt myśliwca, który pośród liści
Poziera ptaszka, aby weń ugodził,

4 Ten, co mi więcej był niż ojcem: „Iść ci

Należy prędzej — rzekł — niedługie chwile
Ku niezbędniejszej obrócić korzyści".

7 Więc krok przynaglę i twarzy nachylę

Ku Mistrzom, co szli, prawiąc tak uczenie,
Że stąpać było i łatwo, i mile.

10 Wtem zabrzmi płaczem przerywane pienie:

„Wargi me otwórz!" — w tak dziwnej muzyce,
Że budzi razem żal i upojenie.

13 „Ojcze mój — rzekłem — czym to słuch mój sycę?"

A on mi na to: „Lud jest, co wywleka
Swej powinności splątaną pętlicę".

16 Jak pielgrzymiego widzimy człowieka,

Gdy spotka obcych, w zadumie od ziemi
Oczy podniesie i przejdzie z daleka,

19 Tak przeszły szybko i niewidzącemi

Oczyma na nas spojrzały widziadła
Ludzkie, duchowie nabożni i niemi.

22 Jama ich oczu ciemna i zapadła,

Twarz blada, postać była wycieńczona
Tak, że się skóra wprost na kościach kładła.

25 Nie sądzę, aby u Eryzychtona

Tak było wyschło ciało na szkielecie
W chwili, kiedy czuł, że go głód dokona.

28 „Chyba — myślałem — ci w bożym dekrecie

Z Jerozolimy uszli oblężenia,
Gdzie matka z głodu jadła własne dziecię".

31 Jako popsuty pierścień bez kamienia

Były ich oczy; kto chce czytać „OMO",
W twarzy poznawał tu „M" bez wątpienia.

34 Jest nie do wiary rzeczą ni wiadomą,

Aby mógł człowiek wyschnąć aż do kości
Pragnieniem wody i jabłka oskomą.

37 Jeszczem dociekał, mocą jakiej czczości

Mogły dojść owe szkieletów obrazki
Takiej wysuszy i bezcielesności,

40 Gdy wtem duch jeden oczy z głębi czaszki

Na mnie obrócił, wpatrzył się i zdumiał,
I krzyknął głośno: „Skąd mi tyle Łaski?"

43 Kto był zacz, z twarzy poznać bym nie umiał,

Ale dźwięk głosu odkrył niespodzianie
To, czego wzrok mój ciemny nie rozumiał.

46 W tym mi więc błysku rozświtło poznanie

Lic odmienionych, tak że na ostatek
Forese żywy w pamięci mej stanie.

49 „Niech cię — rzekł — suchość mych cielesnych szatek

Ani nie razi to ich odbarwienie,
Ni ten istoty mojej niedostatek.

52 Mów mi, kto jesteś, kto są oba cienie

Idące z tobą tym kamiennym wałem?
Stój, bodaj słówko niech z tobą zamienię".

55 „Lica twe martwe niegdyś opłakałem,

A teraz znowu na płacz mi się zbiera,
Widząc zmienione tak — odpowiedziałem. —

58 Mów ty, przez Boga, kto z ciał was obdziera,

A mnie nie pytaj: póki dziw na oku,
Próżno się język mówienia napiera".

61 On na to: „W wodę, co płynie ze stoku,

I w drzewo siła odcieleśniająca
Przesiąka z niebios wiecznego wyroku.

64 Wszystka ta rzesza, co śpiewa łkająca,

Niewstrzemięźliwość w jadle i napoju
Głodem i dusznym pragnieniem odmąca.

67 A zaś podnietą tego nieukoju

Są: zapach jabłek i ta jasna woda
Na zieleń drzewa kanąca ze zdroju.

70 Nie raz jedyny śród tego ogroda

Męki się naszej odnawia zgryzota;
Mówię: zgryzota, zamiast rzec: osłoda.

73 Ku drzewu prze nas ta sama ochota,

Która Chrystusa wiodła, by opłatą
Swej krwi serdecznej kupił nam żywota".

76 „O mój Forese — odpowiadam na to —

Od dnia gdyś stanął za wybrańszym progiem,
Nie upłynęło jeszcze piąte lato!

79 Jeżeli w tobie leżącej odłogiem

Skruchy dopiero zbudziła się władza
W dniu dobrej męki, co nas żeni z Bogiem,

82 Co cię tak prędko tutaj przyprowadza?

Owszem, liczyłem, że między niższemi
Bywasz, gdzie czasem czas się wynagradza".

85 A on: „Przywiodła mię, gdym zeszedł z ziemi,

Aby pić słodki piołun oczyszczenia,
Ta moja Nella łzami rzęsistemi.

88 Przez korne modły, gorące westchnienia

Wydobyła mię z czekania ostoi
I uwolniła od reszty cierpienia.

91 Bóg tyle bardziej rad wdoweńce mojej,

Którą kochałem tak czule i tkliwie,
Ile że w cnocie sama jedna stoi.

94 Bowiem Barbagia sardyńska prawdziwie

Skromniejsza w niewiast życiu i ubierze
Niż ta Barbagia, gdzie dziś ona żywie.

97 Bracie, cóż więcej powiem ci w tej mierze?

Lepsze oglądam czasy w jasnowidzie,
I niedalekie dzisiejszym, tak wierzę,

100 Gdy ku niewiastek florenckich ohydzie

Z ambon wyklinać będą księże ręce
Taką, co piersi odsłania w bezwstydzie.

103 Jakiejż Germance, jakiej Saracence

Trzeba duchownej lub innej przestrogi,
Aby chodziła w przystojnej sukience?

106 Gdyby wiedziały, bezwstydne, jak w srogiej

Pomście Bóg na nie gotuje pociski,
Już by otwarły usta wyciem trwogi.

109 Jeżeli termin mych przeczuć jest bliski,

Zbledną, nim temu puch lica ustroi,
Co go dziś tuli śpiewka do kołyski.

112 Więc nie kryj, bracie, celu drogi swojej;

Nie ja, tłum cały już się twej osobie
Dziwi, która mu w polu słońca stoi".

115 Na to ja rzekłem: „Gdy przypomnisz sobie,

Jakeśmy oba źle żyli, niestety,
Smutek w tej jeszcze owładnie cię dobie.

118 On, by mi pomóc do szczęśliwej mety,

Wyrwał z obłędu w chwili, gdy foremną
Tarczę jawiła siostrzyca płanety —

121 Tum wskazał słońce. — Przez krainę ciemną

Prawdziwie zmarłych, skroś jej głębokości
Przewiódł mię w ciele, co tu weszło ze mną.

124 Z nim się po przykrej piąłem pochyłości

I po okólnej ścieżce w szczyt się ważę
Góry, co ziemskie skrzywienia w was prości.

127 A tak nam długo postępować w parze,

Aż dojdę, kędy Beatryks zasiada;
Tam mi samemu pozostać rozkaże.

130 Oto Wergili, w którym się zakłada

Moja nadzieja, drugi jest tym, gwoli
Któremu właśnie zadrżała posada

133 Waszego państwa, w znak, że go wyzwoli".



PIEŚŃ XXIV

Pur 24

Forese wskazuje poetom pokutujących na szóstym tarasie; jednym z nich jest Buonagiunta Orbicciani z Lukki. Po zniknięciu Foresego poeci podchodzą do drzewa, z którego dochodzi ich głos wspominający przykłady ukaranego obżarstwa.


1 Ni mowa krokom, ni krok szkodził mowie,

Więc równo czyniąc stopami i garły,
Szliśmy jak z wiatrem pomyślnym majtkowie.

4 Widma tak chude, jakby dwakroć zmarły,

Kiedy spostrzegły, że cień ścielę dołem,
Jamami oczu podziw ze mnie żarły.

7 Zatem ja, ciągnąc dalej, jak zacząłem,

Mówię: „Ten trzeci umyślnie nie śpieszy,
Aby z osobą Mistrza kroczyć społem.

10 Lecz powiedz: jakim Piccarda się cieszy

Bytem? I jestli kto pamięci godny
Pośród tej, we mnie zapatrzonej, rzeszy?"

13 „Siostrze mej — odrzekł — dobrej i dorodnej:

Co bardziej, nie wiem, w szczycie olimpijskiem
Już dano wieniec i żywot pogodny.

16 Wolno każdego zwać tu swym nazwiskiem,

Bo w czczości tak się odmieniły twarze,
Iż ziemskich twarzy są urągowiskiem.

19 Ot, Buonagiunta z Lukki — i ukaże

Palcem — a tamten idący nieskorzej,
W którym się bardziej ziemskość rysów maże,

22 W ramionach niegdyś trzymał Kościół Boży,

Z Torso pochodził, a tu zbytki gładzi
W winie warzonych bolseńskich węgorzy".

25 Tak mię od jednych do drugich prowadzi;

Anim nie widział w nich z tego powodu
Niechęci; ród swój słyszeć byli radzi.

28 Widziałem: szczęką siekł powietrze z głodu

Ubaldin z Pila; przy nim duch prałata,
Co pastorałem pasł rzesze narodu.

31 Za nimi markiz, co, bywszy śród świata,

W Forli mógł pijać przy mniejszym pragnieniu,
Choć nigdy nie dość pijał w owe lata.

34 Jak gdy kto patrzy, ale w zapatrzeniu

Myśl indziej zsyła, tak ja ducha z Lukki
Zważam, chęć ku mnie widząc w zacnym cieniu.

37 Zamruczał cicho, a między pomruki

Wyszłe z ust, co je Sąd Boski tak warzy,
Jakby się imię wymknęło „Gentuki".

40 „Maro — powiadam — zgaduję z twej twarzy,

Iż chcesz przemówić; mów, coś mówić rada,
I niech obojgu stąd się dobrze darzy".

43 „Żyje dzieweczka — odrzekł — nie nakłada

Jeszcze namitki; ta ci gród umili,
O którym taki dzisiaj źle powiada.

46 Z tą przepowiednią idź; w niedługiej chwili

Zagadkę przyszłość spełniona rozplecie,
Jeśli cię dzisiaj moja mowa myli.

49 Lecz powiedz: widzę-ż ja w tym naszym świecie

Tego, co stylu znalazł sposób nowy,
Pisząc: Wy, które miłość pojmujecie?"

52 Więc ja mu na to: „Człek jestem takowy,

Że gdy tchnie miłość, śpiewam i w tej mierze,
Jak mi dyktuje, wypowiadam słowy".

55 „Bracie mój — westchnął — widzę ja obierzę,

Co Notariusza i mnie, i Gwittona
Ku nowej, słodkiej nie puszcza manierze.

58 Widzę, piór waszych tęgość wyprężona

Za wnętrznym twórcą prosto leci strzałą;
Nasza tej drogi pewno nie dokona.

61 Kto się dziś wdzięczyć chce nutą przebrzmiałą,

Wyższości waszej chyba nie dostrzega..."
Zmilkł; że mię poznał, snadź go radowało.

64 Jak ptaki, które zimują wzdłuż brzega

Nilu, ze stada czasem klucz narządzą
I cała rzesza lotem szybkim zbiega,

67 Tak owe duchy, co po dróżce błądzą,

Odwróciły się i pobiegły rącej,
Lekkie chudością i pośpiechu żądzą.

70 A jak przystaje człek szybko idący

I czeka, naprzód puściwszy przywódcę,
Póki nie schłódnie mu oddech gorący,

73 Tak zbiec pozwolił naprzód świętej trzódce

Forese, sam zaś stąpał ze mną w parze
I pytał: „Czyliż obaczym się wkrótce?"

76 „Nie wiem — odrzekłem —jak długo żyć każe

Bóg, lecz choć wcześnie bym umarł, już wcześniej
Tęsknotą z wami duszę mą skojarzę.

79 Bo w owej, gdzie mi żyć kazano, cieśni

Cnota codziennie chyli się i ginie,
Zapadła w smutek pustoszy i pleśni".

82 „Idź — odrzekł — zbrodzień winien tej ruinie,

Widzę: w strzemieniu po ziemi wleczony
Gna w przepaść, kędy nie ma łaski winie.

85 Coraz to szybciej pędzi zwierz szalony,

Aż z wiszącego dech wytrząsa zgoła
I trup odrzuca strasznie poraniony.

88 Niewiele drogi ubiegą te koła —

Tu spojrzał w niebo — a los ci ukaże
To, czemu mowa moja nie wydoła.

91 Teraz pozostań sam; czas w tym obszarze

Jest dla nas cenny, a ja zbyt go trwonię,
Kiedy tak z tobą, postępując, gwarzę".

94 Jako się wyrwie z hufców na wygonie

Rycerz i pędzi cwałem przed innemi,
Ażeby chwałę zdobyć w pierwszym gonie,

97 Tak ten poskoczył krokami prętszemi,

A na ścieżynie pozostali ze mną
Ci dwaj, tak wielcy niegdyś Mistrze ziemi.

100 Skoro zaś odbiegł tyle, że daremno

Chciały go spatrzeć oczy wytężone,
Jak myśl za mową wytężona ciemną,

103 Ujrzałem drugie drzewo, obwieszone

Owocem w liści zielonych osłonce;
Dotąd za kopcem góry miało schronę.

106 Widma gromadą całą ku jabłonce

Wznosiły dłonie i błagalne oczy,
Jak pacholęta chciwe i łaknące,

109 Kiedy się z nimi kto przekornie droczy

I by powiększyć oskomy i głodu,
Ponętnym jabłkiem, w górę dzierżąc, toczy.

112 Odeszły, jak człek, co dozna zawodu,

A my staniemy u dziwnej jabłoni,
Pur 24 dore

Gardzącej jękiem błagalnym narodu.

115 „Kto idzie, niech się nie zbliża, niech stroni!

Wyżej jest jabłoń, z której jadła Ewa;
To jest latorośl pozostała po niej".

118 Ten głos zaszumiał śród gałęzi drzewa;

Więc ja, Wergili i Stacjusz we troje
Skręcim, gdzie ściana wysterczała lewa.

121 „Znane wam — wołał — nieszczęśliwe znoje

Obłokotworów, gdzie lud winem syty
Dwoistą piersią wiódł z Tezejem boje.

124 Znani Żydowie, z Gedeona świty

Powykluczani i boju niewarci,
Który gotował na Madyjanity".

127 Kroczymy prawie do ściany przyparci,

Przysłuchując się, jakimi dopusty
Pan Bóg łakome i opiłe karci.

130 Więcej tysiąca kroków tak po pustej,

Stąpając luzem, uszliśmy drożynie,
Skupieni w sobie, z zamkniętymi usty.
133 „O czym dumacie wy trzej?" — taki spłynie
Pur 24 stazio

Głos ku nam. Zatem drgnę całą istotą,
Podobien płochej, przelękłej zwierzynie.

136 Podniosłem głowę, chcąc obaczyć, kto to?

Zaprawdę bledszą kruszec w ogniu tygli
Jarzy się barwą purpurowozłotą

139 Niż on, gdy mówił:, Abyście się dźwigli,

Trzeba wam po tej obrócić się zboczy;
Tędy szli, którzy pokoju dościgli".

142 Widzenie jego porwało mi oczy,

Więc ku mym Mędrcom nachylałem głowy,
Jak człowiek ślepy, co za słuchem kroczy.

145 A jako zwiastun jutrzenki, majowy

Wietrzyk nabrzmiały zapachami wionie,
Ssanymi z kwiecia łąki i dąbrowy,

148 Taki dech — czułem — omuskał mi skronie

Archanielskimi — czułem — zbudzon pióry,
I dał mi poczuć ambrozyjskie wonie.

151 Głos wtem powiadał: „Błogosławion, który

Tyle ma Łaski Bożej, że mu dusze
Nie mącą chuci ponad mus natury.

154 Że jeno tyle pożąda, co słusze".



PIEŚŃ XXV

Pur 25

Podczas wędrówki na siódmy taras Stacjusz rozprawia o poczęciu i kształtowaniu sie ciała i duszy ludzkiej. Na siódmym tarasie, wypełnionym przez ogień, ludzie zmysłowi sławią przykłady skromności.


1 Czas było wyżej piąć się ku ostatku,

Gdyż słonecznego okręg południka
Stał już na Byku, a noc na Niedźwiadku.

4 Więc jako człowiek, co się nie umyka,

Lecz dąży prosto, gdzie mu zamiar każe,
Mimo że w drodze szkopuły spotyka,

7 Myśmy wstąpili w nowe korytarze

Jeden za drugim i na wąskie schody,
Co nie pozwolą postępować w parze.

10 Jak się poderwać chce bocianek młody

Z gniazda i nie śmie, i sam sobą trwoży,
I skrzydła zwija w obawie przygody,

13 Tak ja, gdy pełgła i zgasła tym skorzej

Chęć odezwania się w głos, bywszy w geście
Człowieka, który już usta otworzy.

16 Nie przestał gwarzyć, mimo żwawe przejście,

Mój słodki Ojciec i rzekł: „Wypuść strzałę
Mowy, napiętą po same żeleźce".

19 Więc rzekłem, wargi rozchylając śmiałe:

„Jak się to może dziać, iż widma chudną
W bycie, gdzie winny być na głód wytrwałe?"

22 „Jeśli przypomnisz — odrzekł — powieść cudną

O Meleagrze Jako z ogniem drewna
Wraz gorzał, pojąć będzie ci nietrudno.

25 Spójrz, jak w zwierciedle kształtów twych odzewna

Postać z twym ruchem jednako się śliźnie,
A rzecz oporna stanie ci się pewna.

28 Lecz byś wybadał tych spraw głębie niźnie,

Masz tu Stacjusza; jego proszę grzecznie,
Aby lekarzem zechciał być twej bliźnie".

31 Ów na to: „Prawa działające wiecznie

Wykładać, gdzie ty stoisz, mistrz nad mistrze?...
Ale posłucham, gdy każesz koniecznie —

34 I zaczął: — Jeśli myśl zrozumiesz bystrze,

Którą ci tutaj mój wykład podawa,
Światło twym mrokom wybłyśnie ognistsze:

37 Krew najwybrańsza, która się ostawa

Z soków, skoro miąższ ciała wykarmiły,
Jako zebrana ze stołu potrawa,

40 W sercu, nie indziej, czerpie twórcze siły

Na kształtowanie członków; a te składa
W ten sposób, co krew, która ciecze w żyły.

43 Coraz się czystsza klaruje, aż spada,

Gdzie przystojniejsza milczeć, i tam z inną
Krwią w przyrodzonym naczyniu się zsiada,

46 Obie się łączą skłonnością powinną

Źródłu, skąd biorą szlachetne poczęcie:
Jedna z naturą bierną, druga z czynną —

49 I zaczynają działać w tym momencie,

Naprzód formując, a potem tchnąc życie
W płód utworzony przez dwu krwi zajęcie.

52 Moc czynna duszą zwie się w nowym bycie

Jak w zielu, jeno że tam otrzymuje
Od razu, tu zaś urabia swe życie.

55 W dalszym istnieniu już rusza się, czuje

Na sposób morskich głębin zwierzokrzewa
I zmysły ze swych pierwocin kształtuje.

58 To rozprzestrzenia się, to w jedno zlewa

Moc, co się z serca płodzącego bierze,
Kędy natura członki przyodziewa.

61 Lecz jak w człowieka przemienia się zwierzę,

Jeszcze nie widzisz: niech ci wstyd nie będzie,
Bo większy mędrzec zmylił się w tej mierze.

64 Uczy on — i tu widocznie tkwi w błędzie —

Że jest od umu dusza oddzielona,
Skoro nam umu niewidne narzędzie.

67 Ty prawdę z ust mych zdjętą przyjm do łona:

Ledwie się w płodzie materia ustroi,
Tyle iż mózgu budowy dokona,

70 Pierworuch Boży, z czynu ręki swojej

Zadowolony, tchnie weń pełen mocy
Duch i pierwotnym oddechem go poi.

73 Ten władze czynne w swej treści jednoczy,

Z których się tworzy jedna i jedyna
Dusza, co żyje, czuje, sobą toczy.

76 Byś lepiej pojął, jak się to poczyna,

Patrz na żar słońca, gdy w płynnej kąpieli
Jagód przemienia się na tęgość wina.

79 Aż kiedy Parce zabraknie kądzieli,

Dusza, zabrawszy tak ludzkie, jak Boże
Mocy, z cielesnej wyrywa się celi.

82 Władze zmysłowe osłabną w tej porze,

Za to pamięci, rozumu i woli
Moc wówczas w niej się powiększy i wzmoże.

85 Gdy sama przez się z ciała się wyzwoli,

Cudem przypada na jedno z wybrzeży
I tam poznaje swoją nową kolej.

88 Gdy ją ogarnie wiew krainy świeżej,

Moc promienieje twórcza z jej istoty,
Jak tam, gdy żyła śród ziemskich rubieży.

91 A jak powietrze wilgotne w czas słoty

Pod wpływem słońca, co się w nim przeziera,
Siedmią barw krasi tęczy kołowroty,

94 Podobnie cała wokół duszy sfera

Powietrzna swoje kształtuje osnowy
Wedle form, które duch na nią wywiera.

97 Jak za płomieniem języczek ogniowy

Polata w górę śladem jego tchnienia,
Tak i za duchem kształt podąża nowy.

100 Z niego swój pozór biorąc, nazwę cienia

Nosi i daje właściwych narzędzi
Moc zmysłom, nawet zmysłowi widzenia.

103 Tu się więc śmieje i tu się gawędzi,

Tutaj się wzdycha i płacze, i smuci,
Jako to słyszysz na każdej krawędzi.

106 W miarę jak które budzą się w nas chuci

Albo niechęci, swój cień zmienia dusza;
I to jest, z czym się twój rozsądek kłóci".

109 Już tylko jedna została katusza,

W prawo ostatnie zbiegamy koleje;
Tu inny widok do baczności zmusza.

112 Cały bok góry płomieniami zieje,

A zaś od brzeżka pęd silnej wichury
Na powrót spędza ognistą zawieję.

115 Wąziuchnym przejściem Mistrz i Stacjusz wtóry,

Ja trzeci kroczym; groza mię opadnie:
To drżę, że spłonę, to, że runę z góry.

118 „Wędzidło wzroku niech tu sobą władnie —

Mistrz mi powiada; — miej się ku obronie,
Bo na tej ścieżce chybić można snadnie".
121 Boże wielkiego miłosierdzia! — w łonie
Pur 25 dore

Czerwonych żarów śpiewali pieśniarze,
Zmuszając oczy spojrzeć ku ich stronie.

124 Ujrzałem widma chodzące w pożarze;

Więc to na stopy swe patrząc, to na nie,
Na dwoje spojrzeń mych dzieliłem straże.

127 Zaledwie rozjęk żałosny ustanie,

Gdy: „Męża nie znam" — brzmią głosy ogniste,
A po nich ciszej poprzednie śpiewanie.

130 Inny głos wołał: „Dyjana Kalistę

Wygnała z gaju, bo nimfie sromota
Splamiła duszę przez żądze nieczyste".

133 Potem niewiasty zacnego żywota

Były sławione i mężowie czyści,
Jak ich mieć życzy małżeństwo i cnota.

136 Tak to zawodzą, podczas gdy się iści

Ich odkupienie w ogniowej ostoi;
Takim to trudem ich wina się czyści

139 I taką maścią ich rana się goi.



PIEŚŃ XXVI

Na siódmym tarsie poeci obserwują spotkanie dwóch grup duchów, wśród których Dante rozpoznaje Guido Guinizellego i Arnaut Daniela.


1 Kiedy idziemy jeden w ślad drugiego,

Coraz to do mnie rzecze Mistrz łaskawy:
„Baczność, gdy usta moje cię ostrzegą".

4 Słońce raziło mię w obojczyk prawy,

A na zachodzie całym już lazury
Szły w białość, z wolna gubiąc odcień bławy.

7 Ogień brał barwę ciemniejszej purpury

Od mego cienia; wędrowcy pożarni
Jęli poglądać na ten cud natury

10 I być zaczęło między nimi gwarniej:

„Snadź jego ciało — tak mówić poczęli —
Nie jest pozorne" — i z ogniowej parni

13 Niektórzy prosto ku mnie się pomknęli,

Zawsze stąpając uważnie i dbale,
Ażeby nie wyjść z płomiennej kąpieli.

16 „O ty, co z tyłu kroczysz opieszale,

Może z szacunku dla tych, co cię wiodą,
Mnie, co się w ogniu i pragnieniu palę,

19 Odpowiedz; wszystkim będzie nam osłodą:

Bardziej się wieścią radujem w tym świecie
Niż Etiopczyk lub Ind chłodną wodą.

22 Skąd mogłeś murem stanąć wprzek płanecie?

To-ć go cielesną przysłaniasz okrywą,
Jakbyś w śmiertelne jeszcze nie wpadł siecie!"

25 W te słowa ozwał się duch; ja co żywo

Chciałem mu odkryć siebie i swe miano,
Kiedy wtem inne zjawiło się dziwo.

28 Bo skróś płomieni buchających ścianą

Śpieszył lud jakiś naprzeciw tej trzódki,
Com jej źrenicą śledził zawahaną.

31 I poskoczyły z serdecznej pobudki

Objęcia siebie wzajemnym uściskiem,
I rade były uciesze, choć krótkiej.

34 Jak między jednym a drugim mrowiskiem

Mrówka, spotkawszy mrówkę — pyszczkiem tyka,
Niby pytając: „Skąd idziesz? Czy z zyskiem?",

37 Tak one; potem każda się umyka

I śpieszy w drogę skwapliwa i skora,
I na odchodnym każda w głos wykrzyka.

40 Jedne wołają: „Sodoma, Gomorra!",

Drugie śpiewają, jak w bezecnej sprawie
Chuć Pazyfay płodziła potwora.

43 A jako kluczem podwójnym żurawie,

To kraje zimne lubiąc, to upalne,
Lecą ku mroźnej lub ciepłej dzierżawie,

46 Tak te dwie rzesze: przez płomienie skalne

Jedna się zbliża, druga precz ucieka,
Ciągle zawodząc swe pienie pożalne.

49 Z pośrodka ognia, który ich przypieka,

Podeszli owi, poprzód dziwem zdjęci,
I stali z gestem tłumu, który czeka.

52 Więc ja, com dwakroć był świadkiem ich chęci,

Zacząłem: „O wy, którzy już wnet gośćmi
Wiecznego miru będziecie przyjęci,

55 Nie pozostało między świata włośćmi

Mężem pomarłe lub dzieckiem w kolebce
Ciało me; jest tu z krwią swoją i kośćmi.

58 W górę ja dążę, porzucając ślepce;

Łaskawa dla mnie Pani mieszka w szczycie;
Dla niej śmiertelną stopą kraj ten depcę.

61 Oby chęć wasza znalazła w dosycie

Najwyższą Łaskę na tych niebios dworze,
Które najszczersze tworzą rozpowicie.

64 Powiedzcie, niechaj w moje księgi włożę,

Kto wy jesteście i kto jest ta rzesza,
Co się cofnęła od nas w ognia morze?"

67 Jak się góralczyk zdumiewa i miesza,

Kiedy, rzuciwszy skaliska i hale,
W mieście swe oczy po pałacach wiesza,

70 Tak osłupiały w pożarnym upale,

Lecz się ocknęły zaraz jasne mary,
Bo w mądrym podziw trwa niedługo wcale.

73 „Szczęsny ty, który ostatecznej kary

Zwiedzasz krainę — duch do mnie powieda —
Ładunek wiedzy bierzesz na galary.

76 Zgrzeszyła owa wędrowna czereda,

Czym zgrzeszył Cezar po zwycięstwie doma,
Gdy go poddanym zwano Nikomeda,

79 Przeto odchodząc wołała: »Sodoma!«

Sama się karci takowymi słowy,
A skruchę iści, gdy się w ogniu sroma.

82 To-ć powiem jeszcze: grzech nasz był dwupłciowy;

Skłóciliśmy się z natury zakonem,
Idąc za chucią jako zwierz surowy,

85 Więc wstyd budzimy w sobie pieśni dzwonem,

W której śpiewamy nazwisko tej wstrętnej,
Co się zbestwiła w drewnie ubestwionem.

88 Wiesz już, jakimi znaczeniśmy piętny;

Trudno by wszystkie ponazywać dusze:
Ni czas pozwoli, ni jam ich pamiętny.

91 Lecz sam się tobie przecież odkryć muszę:

Jam jest, masz wiedzieć, Gwido Guinizelli;
Tum wszedł, bo życia kres pędziłem w skrusze".

94 Jak w Likurgowym nieszczęściu bieżeli

Synowie matkę uściskać wbrew straży,
Tak jam się porwał biec przeciw zgorzeli,

97 Gdy mi się nazwał i przybliżył twarzy

Mój rodzic, rodzic najlepszych na ziemi,
Słodkich i lubych miłosnych pieśniarzy.

100 Tak mię zachwytem ujmie i oniemi,

Żem szedł i patrzał w postać lubej mary,
Jeno wstrzymywan żary ogniowemi.

103 A kiedy wzrok mój napasłem bez miary,

To mu oddałem służbę mą i chęci
W słowach zaklęcia, co zmusza do wiary.

106 On na to: „Tak się chowa w mej pamięci

Cudowność łaski, którą idziesz silny,
Że mi jej woda Letejska nie zmęci.

109 Lecz mamli ufać przysiędze niemylnej,

Nie taj mi, proszę: z jakiej to przyczyny
Wzrokiem i mową mnie jesteś przychylny?"

112 Na to ja: „Póki śród włoskiej dziedziny

Pieśń będzie żyła, twój wiersz miodopłynny
Cennymi czynić będzie pergaminy".

115 „O bracie — odrzekł —jest tutaj kto inny —

I wskazał palcem — bardziej godzien cześci,
Bieglejszy kowacz swej mowy rodzinnej,

118 W pieśniach miłosnych, w rycerskiej powieści

Przewyższył wszystkich; głupim zwać należy
Tego, kto wyżej Limuzyńca mieści.

121 Taki rozgłosem, nie wartością mierzy

Sztukę i nim go biegły sąd przekona,
Swemu błędowi nazbyt długo wierzy.

124 Ojcowie nasi wielbili Gwittona.

Aż sława jego, rozgłośna przed światem,
Została gwoli większych uszczuplona.

127 Jeśliś na górę tę wstąpił bogatem

W szczytny przywilej, a będziesz w klasztorze,
Gdzie jest sam Chrystus zakonu opatem,

130 Zmów z Ojczenaszu tyle w Imię Boże,

Ile brak jeszcze ku wiecznej pogodzie
Duszy, która być kuszona nie może".

133 Potem usunął się, bywszy na przodzie,

By puścić innych, i wraz śród ogniska
Zapadł i zginął niby ryba w wodzie.

136 Jam jeszcze podszedł i stanąwszy z bliska

Nieznajomego, rzekłem mu, że zrobię
W sercu mym miejsce dla jego nazwiska.

139 A duch rozpoczął grzecznie w tym sposobie:

„Taką ponętę w prośbie twojej baczę,
Że się nie mogę ni chcę taić tobie.

142 Ja jestem Arnold, co śpiewam i płaczę,

Przypominając swój miniony szał,
Rad szczęścia dniowi, że go wnet obaczę.

145 Teraz przez Boga, co ci władzę dał

Wejścia w te światy i na szczyt prowadzi,
Proszę, byś w porę o mnie pomnieć chciał".

148 Tu przepadł w ogniu, którym winy gładzi.



PIEŚŃ XXVII

Pur 27

Poeci przechodzą wśród płomieni siódmego tarasu, po czym Dante, znużony wędrówką, zasypia; we śnie ukazuje mu się Lia zbierająca kwiaty na łące. O świcie poeci podejmują drogę do raju ziemskiego.


1 Słońce tak stało, jak kiedy się świtem

Swych pierwszych blasków na Golgocie jarzy,
Gdy Ebro stoi pod Wagi zenitem,

4 A nurt Gangesu południe rozparzy.

Dzień już uchodził; prawie w tejże chwili
Zjawił się szczęsny Anioł z bożej straży.

7 Stanął u ognia, tam gdzie stok się chyli:

„Błogosławiony — mówił — sercem czysty —
Głosem dźwięczącym od naszego milej. —

10 Wprzód was ukąsać musi żar ognisty,

Duszyczki święte, chcące do tej bramy;
Słuchajcie głosu Anioła-psalmisty".

13 Tak śpiewa do nas, którzy się zbliżamy;

Więc ja się cały w pomieszaniu słonię,
Jak człowiek żywcem rzucany do jamy.

16 Twarz pochyliwszy na splecione dłonie,

Poglądam w ogień i w mej wyobraźni
Widzę skazańca, jak na stosie płonie.

19 Aż towarzysze, świadki mej bojaźni,

Zwrócą się do mnie: „Synu, próżna trwoga!
Nie śmierci tutaj czekaj, jeno kaźni —

22 Rzecze Wergili. — Wszak z Otchłani proga

Na Gerionie przewiozłem cię snadnie,
Cóż tu dopiero, gdzieśmy bliżej Boga?

25 Choćbyś lat tysiąc w tych płomieniach na dnie

Gorzał i płonął jako wiór paździerzy,
Wiedz, że włos jeden z głowy twej nie spadnie.

28 Jeśli dowodów żąda, nim uwierzy

Twój ludzki rozum, to pozbądź wątpienia,
Włożywszy w ogień rąbek swej odzieży.

31 Obacz się w trwodze, ocknij z przerażenia

I przejdź bezpieczny skróś ognia powodzi..."
A jam stał ciągle wbrew głosów sumienia.

34 Kiedy się spostrzegł, że próżno podwodzi,

Nieco zmieszany rzekł: „Uważ, mój synu,
Od Beatryczy ta ściana cię grodzi".

37 Jak po spełnieniu rozpacznego czynu

Na imię Tysby Pyram wzniósł powieki,
Gdzie morwa brała kolory karminu,

40 Tak jam zmiękł nagle i do mej opieki

Obróciłem się, słysząc to w pamięci
Chowane imię, drogie mi na wieki.

43 Mistrz się uśmiechnie i głową pokręci,

Mówiąc mi: „Jakże? Długoż będziem stali?"
Jak matka dziecku, gdy jabłuszkiem nęci.

46 Potem wszedł pierwszy w głąb ogniowej fali.

„Idź ty ostatni!" — Stacyjusza wzywa.
A tak mię w środek wziąwszy, wstępowali.

49 Gdym się tam znalazł, do płynnego szkliwa

Byłbym rad skoczył, tusząc, że ochłódnę,
Tak mię owiała gorącość straszliwa.

52 On, umilając wędrowanie trudne,

O Beatryczy mówił mi natchniony:
„Widzę — powiadał — te jej oczy cudne".

55 Głos jakiś wabił nas od tamtej strony;

Wyszliśmy, w dźwiękach jego zatopieni,
Gdzie szlak prowadził w wyższe regijony.

58 „Pójdźcie tu do mnie, ubłogosławieni! —

Nucił z pośrodka blasku, co jaśnieje
Tak, że lśnią oczy od jego promieni. —

61 Słońce zapada, barwa dzienna mdleje;

Nie przystawajcie, lecz krok pilcie chyży,
Dopóki zachód na skroś nie sczernieje".

64 Na wschód szła droga w granitowej nyży:

Ja nieprzezroczą osobą chłonąłem
Promienie słońca, które biły z niży.

67 Ledwie po schodach z nimi iść zacząłem,

Gdy wszyscy troje, widząc, jak cień pierzchnie,
Że zajść musiało, pojęliśmy społem.

70 Więc zanim nieba rozległe powierzchnie

Ujednostajnią się w ciemnym kolorze
I nim dokoła widnokręgu zmierzchnie,

73 Z kamiennych schodów czynim sobie łoże;

Chęć w nas jest żywa, lecz sobą nie włada:
Takie w tym świecie rządzi prawo Boże.

76 Jak to kóz trzódka, szczęśliwa i rada

Dniowi, po skałach żeruje i hasa,
A potem, żując, cicho się pokłada

79 W cieniu, gdzie słońca gorącość przygasa,

Pozostawiona śród tego wywczasu
W straż opartego na lasce juhasa;

82 Albo jak owczarz, co wewnątrz szałasu

Czuwa patrzący na owieczki swoje,
By nie rozprószył ich zwierz dziki lasu,

85 Takeśmy byli naówczas my troje:

Ja niby owca, oni moi stróże,
W wysokiej niszy mając swe pokoje.

88 Wąziutki skrawek nieba świtał w górze,

Gwiazd było tędy widać migotanie:
Lśniły niezwykle iskrzące i duże.

91 A kiedy dumam i poglądam na nie,

Sen mię ogarnął; sen przed wschodem słońca
Świadom częstokroć rzeczy, nim się stanie.

94 W chwili gdy dniowi wysłana za gońca

Cytera, gwiazda miłości, poranka
Pierwszym promieniem szczyt góry potrąca,

97 Przyśniła mi się nadobna młodzianka:

Chodzi po łące i kędy kwiat mija,
Tam się nachyla i bierze do wianka,

100 Nucąc: „Kto spyta, wiedz, że jestem Lija;

Tu się krzątają palce moje skore,
W mych pięknych rękach wianuszek się zwija.

103 Przed zwierciadełkiem w kwiaty się ubiorę;

Siostrzyczka Rachel stroi się a stroi
I u zwierciadła siedzi w każdą porę.

106 Ona się wdziękiem pięknych oczu poi,

Ja się zaś rąk mych zakrzątaniem cieszę;
Jak ją patrzenie, tak mnie czyn pokoi".

109 Już też na wschodzie pierwszy świt się krzesze,

Świt pielgrzymowi tym milszy śród drogi,
Im bliżej zdąża ku rodzinnej strzesze.

112 Już też pierzchają cienie na rozłogi,

A mój sen z nimi; zerwę się czym skorzej,
Widząc, że Mistrze powstali na nogi.

115 „Ród ludzki trudy niepomierne łoży

W poszukiwaniu, gdzie jest jabłoń słodka:
Ona dziś twoją oskomę umorzy".

118 Takimi słowy Wergili mię potka;

A były dla mnie tak lube i świeże,
Iż żadna z nimi nie zrówna łakotka.

121 Zatem ochotę z ochotą sprzymierzę

Iścia ku szczytom i wyruszam śmielej,
Jakby u ramion wyrosło mi pierze.

124 Gdyśmy za sobą wszystkie schody mieli

I przestąpili stopień ostateczny,
Ku oczom moim Mistrz oczyma strzeli

127 I rzecze: „Ogień doczesny i wieczny

Poznałeś, synu; wstąp na ziemię jasną,
Gdzie hart mych źrenic jest niedostateczny.

130 Wolny, świadomy prawd, patrzący jasno;

Myśl niechaj teraz sama cię prowadzi
I niech wyleci poza przestrzeń ciasną.

133 Widzisz to słońce, co przed tobą wschodzi?

Widzisz te krzewy i kwiaty, i zioła,
Które ta gleba sama z siebie rodzi?

136 Nim przyjdzie ona, w oczach znów wesoła,

Co, płacząc ciebie, zeszła w padół cienia,
Usieść tu możesz lub chodzić dokoła.

139 Nie czekaj głosu mego ni skinienia:

Sąd twój dziś wolny, pewny, niezmącony;
Głupstwem by było nie iść w trop sumienia.

142 Ja ci udzielam mitry i korony".



PIEŚŃ XXVIII

Pur 28

Po wejściu do raju ziemskiego Dante zatrzymuje się nad rzeką Lete i rozmawia z Matyldą stojącą na drugim brzegu o raju i prawach w nim rządzących.


1 Pragnąc czym prędzej dostać się do lasku,

Co swoim gęstym, żywym liściem chroni
Oczy od słońca zbytecznego blasku,

4 Brzeg porzuciwszy, poszedłem po błoni

I zapatrzony w tę rajską dąbrowę
Z wolna stąpałem śród światła i woni.

7 Wianie łagodne, słodkie i miarowe

W skroń mię trącało, chodzące po sadzie
Tak delikatnie jak tchnienie majowe.

10 Zatem gałązki w pokorze i ładzie

Wszystkie tą stroną gięły swe badyle,
Gdzie święta góra pierwszy cień swój kładzie.

13 Lecz ich wiatr przecież nie odgarniał tyle,

Aby ptaszęcy rój na każdym drzewie
Przestawał pieśni swoich pod tę chwilę.

16 Owszem, kąpiąc się w porannym powiewie,

Z pośrodka liści nuciły radośnie,
A szelest wiatru był jak wtór w ich śpiewie.

19 Podobnie szumi w podraweńskiej sośnie,

W Chiassi na morskim brzegu, gdy sirokkiem
Południe nagle powieje ku wiośnie.

22 Już się zaszyłem, wolnym idąc krokiem,

W starożytnego głębokości gaju
Tyle, żem wstępu nie dopatrzył wzrokiem,

25 Gdy mię wstrzymała przeszkoda ruczaju;

W lewo garnęły jego drobne fale
Zioła i kwiaty rosnące po kraju.

28 Wody w padolnej urodzone skale,

Choćby najczystsze, jakiś pył zamąca;
Ale w tej było czysto jak w krysztale,

31 Jeno że ciemną zdała się, płynąca

Pod ciemną gęstwą, która jako żywo
Nie puści słońca blasku ni miesiąca.

34 Stopami stałem, lecz źrenicą chciwą

Biegłem oglądać za rzeczułki tonie
Różnego kwiecia świeżość osobliwą.

37 Nagle zjawiła się po tamtej stronie —

Jako się zjawia rzecz niespodziewana,
Że swą dziwnością wszystek zmysł pochłonie —

40 Niewiasta; sama szła i rozśpiewana,

I zbierająca spośród kwiatów kwiecie,
Którym jej dróżka była malowana.

43 „O piękna pani, w miłosnej poświecie

Snadź wypieszczona, jak świadczy twe lice,
Które jest serca zwierciadłem w kobiecie:

46 Proszę cię, podejdź pod moją granicę —

Powiadam do niej — nad te czyste zdroje;
Niech pieśni twojej osnowę pochwycę.

49 Patrząc na ciebie, w wyobraźni roję,

Że być musiała taką Prozerpina,
Kiedy żegnała dom i wiosnę swoję".

52 Jak w tańcu młoda i smukła dziewczyna

Jedną przed drugą z lekka stawia nóżki
I ledwie naprzód sunąc, się przegina,

55 Tak więc sunęła ku mnie wzdłuż swej dróżki,

Skromnie w dół patrząc i jak wiotkie puchy
Depcąc czerwone i żółte kwiatuszki.

58 Aż prośbie mojej dodała otuchy,

Podszedłszy do mnie tyle, że jej pienia
Tak się wyraźne stały jak jej ruchy.

61 Skoro stanęła, gdzie w fali strumienia

Z brzegu rosnące ziele się kąpało,
Uraczyła mię podarkiem spojrzenia.

64 Nie wiem, czy równe światło zajaśniało

W oczach Wenery, gdy ją płoche dziecię
Nieuświadczoną ugodziło strzałą.

67 Potem, z uśmiechem, rękoma obficie

Garnęła barwny kwiat, co na tej glebie
Świętej niesiany wyrasta i kwicie.

70 Trzy kroki tylko dzielą nas od siebie,

Lecz fala Pontu, pyszałków wędzidła,
Brama Kserksesa w ostatniej potrzebie,

73 W oczach Leandra pewnie tak nie zbrzydła

Tam pod Abydos, jak mnie owa woda,
Że nie rozwarła się jak wrótne skrzydła.

76 „Gośćmi jesteście — rzekła pani młoda —

Na tej wybranej i czarownej niwie,
Gdzie miała gniazdo człowiecza przyroda.

79 Może mój uśmiech trzyma was w podziwie,

Lecz psalm: Cieszyłeś mię w stworzeniu, Panie!,
Światłem ćmy waszej będzie niewątpliwie.

82 A ty, jeżeli masz jakie pytanie

Na ustach swoich, mów; mój obowiązek,
Ku nasyceniu odpowiedzieć na nie".

85 „Ta woda — rzekłem — i ten szum gałązek

Rozum mi mącą, sprawiając, że niszczę
Dotychczasowych wierzeń moich związek".

88 A ona na to: „Pragnienie twe ziszczę;

Wskażę przyczynę, co dziw budzi w tobie,
Twoja zamglona myśl swój świt odzyszcze:

91 Najwyższe Dobro, co się lubi w sobie,

Stworzyło człeka dobrym, te dziedziny
Na zakład miru dając w twórczej dobie.

94 Krótko bawiwszy tutaj z własnej winy,

Słodką uciechę, radość pełną ciszy
Zmienił na trudy padolnej krainy.

97 Aby wyziewy, którymi to dyszy

Woda i ziemię dokoła obleka
I których opar ciepłu towarzyszy,

100 Nie utrudzały pierwszego człowieka,

Strzelistej góry, tej od świętych dźwierzy
Począwszy, nie tknie burza, deszcz ni spieka.

103 A że powietrzna sfera wokół bieży

Za pierworuchem swym wspólnie krążąca,
Póki o krawędź jaką nie uderzy,

106 W tej wysoczyźnie, której nic nie zmąca,

W żywym powietrzu ruch okólny wieje
I dzwoni, kiedy w gęstwę lasu trąca.

109 A kiedy się las tym ruchem rozchwieje,

Powietrzu wokół moc nadaje płodną,
Ono nasiona po przestworach sieje.

112 Za czym na ziemi, gdzie znajdzie dogodną

Glebę lub sferę, rodzi i rozplenia
Drzew rozmaitych własność różnorodną.

115 Pozbądźcie zatem dziwu i zdumienia,

Jeśli najdziecie śród ziemskiego płodu
Roślinę obcą z nazwy i siemienia.

118 Masz wiedzieć: gleba świętego ogrodu

Wydaje bujnie kwiaty i owoce,
Jakich nie uszczknął nikt z waszego rodu.

121 Woda, co widzisz, nie tryska w opoce,

Gdzie ją nasyca para oziębiona,
Jak strugę, co schnie albo wzrasta w moce;

124 Płynie z pełnego wciąż krynicy łona,

Tyle wzrastając, ile jej odpływa
W nurcie dzielącym się na dwa ramiona.

127 Jeden ma taką właściwość, że zmywa

Pamięć wszystkiego, co człowiek nabroi,
W drugim zaś pamięć cnych czynów odżywa.

130 Z tej strony Lety, a z drugiej Eunoi

Nosi nazwisko, ale nie skutkuje,
Aż się duch z obu strumieni napoi.

133 Nad wszystkie wody ta woda smakuje,

A choć już dusza twa musi być syta
I dalszych wieści mych nie potrzebuje,

136 Z łaski ci jedno dodam; ni poczyta

Za złe, ani też z tego dozna straty
Twój duch, jeśli mu na domiar zaświta.

139 Pieśniarze, co to śpiewali przed laty

O wieku złotym i szczęśliwym bycie,
W snach wieszczych może te widzieli światy.

142 Tu wiódł człowieczy szczep niewinne życie;

Tu był maj wieczny, owoc wiecznie źrzały:
To jest ów nektar, o którym gwarzycie".

145 Więc ja się na to obróciłem cały

Ku Wieszczom, którzy stali zasłuchani
W dźwięk słów, a oczy, widzę, im się śmiały.

148 Potem spojrzałem znów ku pięknej pani.



PIEŚŃ XXIX

Pur 29

Poeci obserwują mistyczną procesję, w której postępują: Siedem błyszczących Świeczników, Dwudziestu Czterech Starców z liliami, tryumfalny Wóz ciągniony przez Gryfa w otoczeniu Czterech Zwierząt, Siedmiu Kobiet, z których trzy po prawej, cztery po lewej stronie, oraz Siedmiu Mężczyzn przybranych czerwonymi kwiatami.


1 Śpiewała ciągle niby rozkochana

Niewiasta, wreszcie skończyła w te słowa:
„Szczęśliwi, których wina jest zmazana".

4 Jak nimfy, kędy cienista dąbrowa

Splata gałęzie, snują się po gaju,
Ta szuka słońca, ta się przed nim chowa,

7 Tak przeszła w górę prądu; ja na skraju

Fali, co moje hamowała chęci,
Równym z nią krokiem szedłem wzdłuż ruczaju.

10 Jeszczem nie zrobił kroków pięćdziesięci,

Kiedy się rzeka w łuk odginać zacznie
I równo swoje oba brzegi skręci.

13 Za skrętem dalej uszliśmy nieznacznie,

Gdy ona ku mnie swe podała lice;
„Mój bracie — rzekła — patrz i słuchaj bacznie".

16 A wtem od jednej po drugą granicę

Ogromna jasność zaświeciła w lesie,
Przypominając sobą błyskawicę.

19 Ale gdy piorun, jak wypadł, tak rwie się,

Tu zaś blask ciągle wzrastał między drzewy,
Myślałem w sobie: „Co też dziw przyniesie?"

22 I oto słodkie rozebrzmiały śpiewy

W jasnym powietrzu; zatem rozżalony
Przypominałem przeniewierstwo Ewy,

25 Bo gdzie słuchała ziemia i regiony

Niebios, tam jedna, zaledwie z rąk Pana
Wyszła podwika, nie zniosła zasłony.

28 Gdyby ścierpiała ją, skromnie poddana,

Dawniej i dłużej byłaby udziałem
Moim ta rozkosz niewypowiedziana.

31 Gdy tak pośrodku pierwocin stąpałem

Wiecznej uciechy, prężąc zmysłów straże,
I jeszcze większych cudów wyglądałem,

34 Nagle przed nami zabłysło w pożarze

Wszystko powietrze pod gałęzi majem
I rozróżniłem pieśń w tonów pogwarze.

37 „O święte Panny, jeśli ja zwyczajem

Dla was niewczasy i chłody, i głody
Cierpiałem, wy mię dziś nagródźcie wzajem.

40 Niech mi Helikon sączy swoje wody,

Aż się me myśli trudne w rym ubiorą;
Niech mię Uranii wesprą korowody".

43 Ujrzałem niby Drzew Złotych Siedmioro,

Które sunęły k'nam od świętych włości,
Niedobadane w swym kształcie; aż skoro

46 Tak blisko owe podeszły jasności,

Że ich zewnętrzna postać nie trwoniła
Żadnej ze swoich widzialnych własności,

49 Człowieczej duszy rozpoznawcza siła

Drzewa świecami, a pieśń z dźwięków mętu
Nagle wyraźnie „Hosanną" wykryła.

52 Łuna szła górą od pięknego sprzętu,

A oto światła świec jaskrawiej płoną
Niż księżyc w pełni pośród firmamentu.

55 Ja wzrok niepewny posyłałem stroną

Do Wergiliusza, ale on odprawi
Moje zdumienie źrenicą zdumioną.

58 Więc ku widziadłu wzrok podam ciekawiej,

Które się niosło krokiem tak niesporem,
Że panny młode nie stąpają żwawiej.

61 Widząc, że oczy wodzę za splendorem,

Rzekła: „Przecz wzrok twój w żywym świetle tonie,
A nie dba o to, co mknie jego torem?"

64 Lud obaczyłem idący przez błonie

Jak za wodzami, ustrojony biało;
Równej białości nie ma w ziemskiej stronie.

67 Zwierciadło wodne światłem migotało,

U stóp mych leżąc od lewego boku,
I lewą moję stronę odbijało.

70 Kiedym postąpił na sam brzeg potoku,

Co odgraniczał owe święte szyki,
By lepiej widzieć, zatrzymałem kroku.

73 Naprzód się niosły ogniste płomyki

I smug za każdym snuł się malowany,
I wyglądały niby proporczyki,

76 Z których w powietrzu sklepił się świetlany

Łuk barwy, kładąc tak jedną po drugiej,
Jak tęcza słońca lub obręcz Dyjany.

79 W tył się ciągnęły kolorowe smugi

Dalej, niż wzrok je zgonił po przestrzeni;
Cały ten szyk był dziesięć kroków długi.

82 Pod baldachimem tęczowych płomieni

Dwudziestu Czterech Starców szło parami,
Wszyscy w liliowe wieńce ustrojeni.

85 „Błogosławionaś między niewiastami —

Śpiewali wszyscy — błogosławione
Niech będzie cudo twych wdzięków nad nami!"

88 Tak szli przez kwiaty i ziółka zielone,

Tuż naprzeciwko, nad samym ruczajem,
Czyniąc za sobą wolne i przestrone

91 Pole. Jak gwiazdy po zachodzie, skrajem

Wody kolejno Zwierząt wzeszło Czworo,
Wszystkie gałązek uwieńczone majem.

94 Na każdym było po skrzydeł sześcioro,

Wszystko oczastych; w tysiąc oczu zbrojny
Argus taką miał postać wielozorą.

97 Czasu nie staje ten ich wygląd strojny

Opisać w pełni; w rzecz ważniejszą godzę,
Więc tutaj w słowa nie mogę być hojny.

100 Ezechijela widzeniem nagrodzę

W jego wspaniałej księdze opisanem:
Jako z północy w wichrze i pożodze

103 Widział niesione ognistym rydwanem.

Z nim zgodny skrzydeł kształt i ornamenty,
Lecz liczbę zgodną mam ze świętym Janem.

106 Pośrodku, między Czterema Zwierzęty,

Wóz tryumfalny dwukólny pomykał,
Do szyi Gryfa misternie przypięty.

109 Gryf po trzy smugi skrzydłami przenikał,

Sam zaś pod nimi brał miejsce środkowe:
Do nieba sięgał, ale barw nie tykał.

112 Cudny twór złotą miał szyję i głowę,

A reszta ciała była barwy mlecznej,
Z którą się zlały barwy purpurowe.

115 Na takim wozie ni Scypion waleczny,

Ni August zacny wjeżdżał do stolicy;
Równego nie miał Faeton słoneczny,

118 Co z zodiakowej wyrwał się granicy,

Aż zaklęciami ziemi ubłagany
Jowisz go spalił w sądu tajemnicy.

121 Po prawej stronie wiodły skoczne tany

Trzy Młódki; jednej barwa purpurowa,
W której nie było od ognia odmiany;

124 Drugiej tancerki cielesna osnowa

Jakby szmaragdu urobiona wzorem;
Trzeciej tak biała jak śnieżna ponowa.

127 Raz biała wiodła rej, to znów kolorem

Szkarłatnym znaczna; w takt jej Tanecznice
Pląsały krokiem to wolnym, to sporem.

130 Z lewej tańczyły Cztery przy muzyce

Pieśni, w najżywszym gorejąc szkarłacie;
Te trójoczastą miały przodownicę.

133 Za tym orszakiem, jak go tu czytacie,

Szli Dwaj Starcowie różnego ubioru,
Lecz równi sobie w ruchów majestacie.

136 Jeden się uczniem wydawał ze zboru

Hipokratesa, co był od natury
Zesłany dla jej najmilszego tworu.

139 Odmiennej trosce świadczył starzec wtóry,

Dzierżąc miecz ostry, blaskami pogromny:
Sam jego widok sprawiał mi tortury.

142 Za nimi Czterech szło postawy skromnej;

Na końcu Starzec pochylony laty,
Śpiący, wpatrzony w jakiś wid ogromny.

145 Wszyscy siedmioro mieli równe szaty

Z pierwszą gromadką, a skronie ubrali
Nie jako tamci, w lilijowe kwiaty,

148 Lecz w kwiecie barwą róży i korali;

Kto by poglądał z nieco dalszej mety,
Rzekłby, że ogniem ich czoło się pali.

151 Gdy rydwan wreszcie przybył na brzeg Lety,

Grom usłyszałem i wraz piękne mary,
Jakby komendą zatrzymane czety,

154 Z przodowniczymi stanęły sztandary.



PIEŚŃ XXX

Pur 30 beatrie

Gdy procesja zatrzymuje się, Dante spostrzega na Wozie Beatrycze; w tym momencie znika Wergili. Beatrycze surowo wypomina poecie winy, jakie popełnił od chwili jej śmierci.


1 Już ten siedmiogwiazd pierwszej nieb dziedziny,

Co nie zna Wschodu ni Zachodu, ani
Innych mgieł nie zna oprócz mgławic winy,

4 Tam zaś naucza, co czynią poddani

Swej powinności: jak ster Niedźwiedzicy
Uczy żeglarza, gdzie szlak do przystani,

7 Stanął; Dwadzieścia Czterej Przodownicy,

Co w ślad Świecznika szli za świętym Ptakiem,
Do Wozu przyszli, do miru stolicy.

10 Jeden z nich, jakby niebios był śpiewakiem:

„Pójdź, oblubiona z Libanu, pójdź" — woła.
Reszta wtór pieniem zawodzi jednakiem.

13 Jak w dzień ostatni na głos Archanioła

Błogosławiona gromadka powstanie
Z odzyskanego jestestwa wesoła,

16 Tak w stu powstali na świętym Rydwanie,

Posłuszni hasłu, które ich przyzywa,
Anieli, wróżbę śląc na zmartwychwstanie.

19 „Błogosławiony ten, który przybywa —

Śpiewali, kwiaty rzucając obficie: —
Kwieciem liliji niech się pookrywa!"

22 Jak wyglądają niebiosa o świcie,

Że wschodnia strona płonie barwą róży,
A reszta stoi w bladawym błękicie,

25 Tarcz słońca w parach porannych się mruży

I we mgle swego nie broni widoku,
Tak że jej oczy mogą zdzierżeć dłużej —

28 Podobnie tutaj w kwiatowym obłoku,

Którym okryły Wóz anielskie dłonie,
Sypiąc dokoła i z góry, i z boku;

31 Z wieńcem oliwnym na białej zasłonie

Stała Niewiasta w płaszczu barwy ziela,
Pod którym szata jak żar żywy płonie.

34 Stęsknił się duch mój, że od lat tak wiela

Cudem jej wdzięków nie był czarowany:
Cudem, co wabi i co onieśmiela.

37 Więc gdy mi błysnął kształt jej ukochany,

Przez moc tajemną, która od niej biła,
Dawnej miłości poczułem kajdany.

40 A gdy ujęła mię ta można siła,

Co po raz pierwszy, kiedym był młodziutki
Chłopczyna, zmogła mię i zniewoliła,

43 W lewo się zwracam, z tej samej pobudki,

Co dziecko, kiedy pod matczyne ramię
Ucieka koić wszelki strach i smutki,

46 Chcę Wergilemu rzec: „W serdecznej jamie

Krwi kropli nie mam, ażeby nie drżała;
Dawnych płomieni rozpoznaję znamię".

49 Ale Wergili zniknął: moja cała

Radość, Wergili, co mi stał na straży,
Wergili, piastun duszy mej i ciała!

52 Nawet te cuda rajskich wiry darzy

Pomóc nie mogły, by zmyte od rosy
Znów nie sczerniały kolory mej twarzy.

55 A ona rzekła: „Dante, chciały losy,

Byś sam pozostał; nie płacz żalem zdjęty:
Płakać cię zmusząjeszcze inne ciosy".

58 Jak na pomostku stojąc, swe okręty

Admirał z góry kieruje i pędzi
Słowem rozkazu i gestem zachęty,

61 Tak na Rydwanie, po lewej krawędzi

Widzę — gdym swego dosłyszał imienia,
Którego z musu tu wam się nie szczędzi —

64 Stała, wróżbami anielskiego pienia

Już przedtem sercu memu objawiona,
Śląc oczy ku mnie poprzez nurt strumienia.

67 Chociaż na twarz jej spadała zasłona

Z uzielenionej oliwami głowy,
Tak że mym oczom była utajona,

70 Jednak słyszałem, gdy z gestem królowej

Zaczęła mówić, patrząc mi w oblicze,
Jak człek, co wyrzut gotuje surowy:

73 „Przypatrz się! Jam jest, jam jest Beatrycze.

A więc raczyłeś wspiąć się na te schody?
Wiedziałeś, jakie w tym świecie słodycze?"

76 Oczy me padły na zwierciadło wody,

Lecz gdym się przejrzał, powiodłem po łanie
Kwiecia, bo wstyd mi ubarwił jagody.

79 Jak serce w dziecku na matki łajanie,

Tak się na głos jej we mnie onieśmieli,
Bo gorzkie w smaku jest politowanie.

82 Zamilkła; po niej śpiewali anieli:

W Tobiem, o Panie, położył nadzieję...
Nie dokończyli zwrotki i stanęli.

85 Jako na grzbiecie italskim topnieje

Śnieg i śród borów zrazu w lód się zmienia,
Gdy od słowiańskiej strony wiatr powieje,

88 Kiedy zaś z lądów, gdzie brak czasem cienia,

Zadmie, wnet taje z gorącym podmuchem,
Jako gromnica taje od płomienia —

91 Tak jam bez westchnień stał i z okiem suchem,

Zanim poczęli śpiew święci duchowie,
Nucący zgodnie ze sfer wiecznym ruchem.

94 Lecz skorom czułość wysłyszał w ich mowie,

Z której dźwięczała nuta bardziej tkliwa,
Niż gdyby rzekli: „Czemu tak surowie?...",

97 Lodowa serca mojego pokrywa,

Tchem się i wodą stawszy niespodzianie,
Westchnienie i łzy ze mnie wydobywa.

100 Ona wciąż stojąc na swoim Rydwanie

Wyprostowana, niemieszkając dłużej,
Tak rzekła na ich litośne wołanie:

103 „W ciągłym czuwaniu wam się wzrok nie mruży

Ani krok jeden wam w ciemnościach ginie
Z tych, które czyni świat w ciągłej podróży.

106 Więc odgadniecie, do kogo tu czynię

Przymówkę i słów zwracam ostre groty;
Chcę, aby skrucha była równa winie.

109 Nie tylko przez sfer niebieskich obroty,

Z których się pierwszy siew po ziemi sieje
Tam, gdzie każdego ziarna chcą przymioty,

112 Ale przez Łaski Bożej przywileje,

Co deszcz swój czerpie z tak wysokiej chmury,
Że na jej drodze ziemskie oko mdleje,

115 On w wieku młodym otrzymał z natury

Tak wiele darów, że w rozumnej szkole
Byłby wypiękniał jak nie lada który.

118 Lecz im obficiej mieści w sobie pole

Soków żywotnych, bywszy bez uprawy,
Tym bujniej rodzi chwasty i kąkole.

121 Długo mój widok strzegł go od niesławy

I obrócony nań mój wzrok dziewiczy
Nie dał mu z drogi występować prawej.

124 Lecz gdy na średniej lat moich granicy

Śmierć dla drugiego życia mię zabrała,
Pokochał inną, a mnie znać nie życzy.

127 Ledwie na duszny byt wybiegłam z ciała,

Gdzie, owszem, wzrosły ma moc i uroda,
Tom się mniej lubą i ponętną zdała.

130 Na krzywą drogę zaraz krok swój poda;

Dóbr go doczesnych wabią złudne cienie
I obietnice, którym wierzyć szkoda.

133 Nic nie pomogło zsyłać nań natchnienie,

W snach go ostrzegać i przez inne próby
Wołać do siebie; w małej miał je cenie.

136 Tak nisko upadł, że wszystkie rachuby

Zbawienia spełzły na nic i zawiodły;
Zostało wieść go przez naród zaguby.

139 Przebyłam bramę z piekielnymi godły;

Do Przewodnika jego ze łzą w oku
W słowach błagalnych zanosiłam modły.

142 Lecz szczerba w Bożym byłaby wyroku,

Gdyby mu wolno w zaletejskie kraje
Przejść i kosztować wody z tego stoku,

145 Nie płacąc skruchą, co przez łzy się kaje".



PIEŚŃ XXXI

Pur 31

Beatrycze skłania Dantego do wyznania win, aby w ten sposób zostały mu odpuszczone. Matylda zanurza poetę w Lecie, rzece zapomnienia grzechów popełnionych. Otoczony przez Cztery Kobiety z mistycznej procesji Dante podchodzi do Wozu; wtedy Beatrycze, dotychczas spowita w welon, ukazuje mu się w pełnym blasku swej urody.


1 „Hej, ty zza wody — ciągnąc dalej, rzecze

I zwraca ku mnie ostrze swej nagany,
Której sam brzeszczot dość boleśnie siecze; —

4 Prawdaż to? Prawda? — nastawa, bez zmiany

W surowym głosie. — Mów, niech się dokona
Własnym wyznaniem lek tej twojej rany".

7 Moc życia we mnie była tak stropiona,

Żem czuł, jak głos mój, zerwawszy się, mdleje,
Niezdolny wyniść z przywartego łona.

10 Czekawszy chwilę: „Co się w tobie dzieje? —

Spytała. — Wyznaj; wszak jeszcze w potoku
Niezmyta pamięć zna win swoich dzieje".

13 Więc tedy w uczuć przeciwnych natłoku

Ciche „Tak" jękiem z mych ust się wyrywa;
Żeby je pojąć, trzeba było wzroku.

16 Jak kusza pęka, gdy pod nią cięciwa

Zbyt się przeciągnie, więc puszczony z łęku
Pocisk mniej wartko powietrze przeszywa,

19 Tak jam się złamał pod ciężarem lęku

I pomieszania; głos się w łonie dławił
I wydobywał pośród łez i jęku.

22 A ona: „W zacnym porywie, co sprawił,

Żeś na kochanie dobra nie był głuchy,
Nad które świętszych nikt ci nie objawił,

25 Jakie to fosy i jakie łańcuchy

Wzbraniały tobie, byś w tej żądzy świętej
Tak wytrwałości pozbył i otuchy?

28 Jakie powaby znów, jakie ponęty

Na czyich licach tobie zaświeciły,
Żeś został wszystek ku nim pociągnięty?"

31 Gorzkie westchnienie zerwało me siły,

Głosowi z piersi wyniść było trudno,
Wargi przemocą w słowa go złożyły.

34 Płacząc, odrzekłem: „Ponętą ułudną

Doczesność moje przykłoniła chęci,
Zaledwie w grobie skryłaś twarz swą cudną".

37 „Czybyś był przeczył, czy chciał w niepamięci

Utaić — rzekła — wyjdzie na jaw wina,
Przed wielkim sędzią prawda się wyświęci.

40 Lecz gdy ją spowiedź własna wypomina,

Wtedy, jak Boże chce postanowienie,
Na własnym brusie jej ostrze się ścina.

43 By się ocknęło zgnębione sumienie,

By po raz wtóry w takie niepokoje
Nie wprawiły cię ponęty syrenie,

46 Zatamowawszy te żałosne zdroje,

Posłuchaj, dokąd winne raczej były
Zaprowadzić cię martwe szczątki moje.

49 Nigdy z naturą sztuka nie stworzyły

Rzeczy tak pięknej, jak ziemska osłona
Moja, co dzisiaj jest prochem mogiły.

52 A jeśli komu taka rozkosz skona,

Jaka śmiertelna piękność zdolna potem
Nową ponętą zakraść się do łona?

55 Ledwie-ś był pierwszym zadraśnięty grotem,

Do mnie, której już marne szaty prysły,
Potrzeba było uciekać z powrotem,

58 Ani pozwolić, aby pióra zwisły,

Pocisków czekać z oczu małolatki
Lub z innej rzeczy, która łudzi zmysły.

61 Młody ptak nieraz da się zwieść do klatki,

Ale na tego, co już porósł w pierze,
Darmo zastawiać potrzaski i siatki".

64 Jako się dziecko zawstydzi macierze

I słucha, oczy spuściwszy z pokorą,
I błąd uznawa, i żal czuje szczerze,

67 Tak stałem, ona zaś mówiła: „Skoro

Słuchać cię boli, podnieś twarz brodatą:
Zgryzota twoja wzrośnie w dziesięcioro".

70 Łatwiej dębinę wyrwie rosochatą

Wicher wiejący z ziem, gdzie wieczne lody,
Lub z ziemi Jarby, gdzie znów wieczne lato,

73 Niż ja na rozkaz jej wzniosłem jagody:

Wyrozumiałem jad w jej słowach skryty,
Skorom przymówkę słyszał do mej brody.

76 I wzrok podniosłem dotąd w ziemię wbity,

I obaczyłem, jak swój deszcz kwiecisty
Zahamowały owe pierwobyty.

79 A Beatrycze moja w mgle złocistej,

Z twarzą do Zwierza dziwnego zwróconą,
Gdzie jest byt jeden w naturze dwoistej,

82 W zasłonie białej nad wodą zieloną,

Tak Beatryczę ziemiankę zaćmiewa,
Jak tam ziemianek zaćmiewała grono.

85 Zatem mię żalu przypiekła pokrzywa,

Że którą serce moje ulubiło,
Tak mi się bardzo stała nieżyczliwa.

88 Ostrze zgryzoty tak się we mnie wpiło,

Żem padł w omdleniu, nikt mi nie uwierzy
Prędzej niż ona, której dziełem było.

91 Kiedy nabrałem z serca mocy świeżej,

Widzę nad sobą piękną panią gaju:
„Dzierż się — woła — dzierż się mej odzieży!"

94 I zanurzywszy po szyję w ruczaju,

Wlokła za sobą, a sama po toni
Jak czółnko tkackie szła. Kiedym do skraju

97 Już się przybliżał czarodziejskiej błoni,

Pokrop mię, Panie — zabrzmią słodkie tony,
Jakich ni pióro, ni zmysł mój nie zgoni.

100 A piękna pani, objąwszy ramiony

Głowę mą, w wodę wcisnęła całego,
Tak żem się musiał napić, zanurzony.

103 I wyciągnąwszy tak umoczonego,

W Czworga Tanecznic postawiła chórze;
Wszystkie ramiona ich na mnie się zbiegą.

106 „Tuśmy nimfami, a gwiazdami w górze;

Nim na wasz padół zeszła Beatrycze,
Nam czterem była oddana pod stróżę.

109 Zaprowadzimy cię przed jej oblicze;

Wzrok ci wystalą te nasze Trzy Drużki,
Co patrzą głębiej w rzeczy tajemnicze".

112 Tak wyśpiewują do mnie boże służki;

Do piersi Gryfa pod ręce mię wiodą,
Gdzie stała pani ma nad brzegiem strużki.

115 „Teraz ócz nie szczędź; paś się jej urodą,

W blaskach szmaragdu napój się łakomie,
Skąd Amor strzały ciskał w pierś twą młodą".

118 Tysiąc pożądań gorących jak płomię

Do jej błyszczących oczu biegło lotem,
Które utkwiły w Gryfie nieruchomie.

121 Jako w zwierciedle słońce skier migotem,

Tak się w jej wzroku Zwierz, co wraz był Ptakiem,
Odbijał to tym, to owym przymiotem.

124 Pomyśl, czym zdumiał się nad cudem takiem:

Oto w mych oczach przedmiot stał nietknięty,
A obraz kształtem mienił się dwojakiem!...

127 Gdy tak rozkoszą i dziwem przejęty

Duch mój kosztował tej rajskiej łakotki,
Co sycąc, razem wzmaga swej ponęty,

130 Owe spod znaków najwyższych Trzy Młódki,

Szczytną godnością strojne w każdym geście,
Podbiegły, tańcząc w rytmie świętej zwrotki:

133 „O Beatrycze, zlituj się nareszcie,

Zjaw święte oczy swemu kochankowi!
On tyle schodził, by stanąć w twym mieście.

136 Ukaż mu usta, niech łaska odpowie

Tej prośbie naszej, a on niech z tej łaski
Wtórą twą piękność pojmie i pozdrowi".

139 Tak nucą. O wy słońc wieczystych blaski,

Choćby kto pracą wychudził swe lice,
Choćby się poił w krynicy Parnaskiej,

142 Tu by przekroczył możności granice,

Chcąc skreślić, jak się zjawiłaś dla oczu —
W kwiatów obłoku, w sferowej muzyce,

145 Zrozpowijana w powietrznym przezroczu!



PIEŚŃ XXXII

Pur 32

Dante obserwuje, jak oddalający się na wschód Wóz zbliża się do Drzewa, które przy zetknięciu z nim zakwita; jest także świadkiem mistycznych przemian Wozu.


1 Tak chciwie na niej oczy me zawisły,

Dziesięcioletnie chcąc gasić pragnienie,
Że zapomniały mi się inne zmysły.

4 A nieowładne owo zapatrzenie,

Stanąwszy między światem a jej świętem
Obliczem, w dawne niewody mię żenie.

7 Kiedy tak pasę wzrok, jednym momentem

W lewo go wciągną trzy Niewiasty boże,
Wołając do mnie: „Olśnie ci ze szczętem!"

10 Wtem moc widzenia moja zaniemoże,

Jako to mdleją oczy oślepione
I znieczulone w słonecznym splendorze.

13 Aż kiedy w mniejszych jasnościach ochłonę,

Powiadam: mniejszych przeciw jej urodzie,
Od której głos mię odwiódł w inną stronę,

16 Ujrzę: dostojne wojsko w swym pochodzie

Skręca na prawo, ukąpane w złotem
Słońcu i Świecach sunących na przodzie.

19 Jak rota bronna puklerzy namiotem

Skręca się, koło sztandaru zebrana,
Aż front odmieni zupełnym obrotem,

22 Tak te zastępy Niebieskiego Pana

W mych oczach łukiem gięły się na szlaku,
Zanim zawrócił kierownik rydwana.

25 Przy Wozie poszły Niewiasty orszaku;

Gryf ciągnął ciężar swój, tak lekki w chodzie,
Że jedno piórko nie drgnęło na ptaku.

28 A piękna pani, co mię zmyła w wodzie,

I Stacjusz, i ja szliśmy w trop za kołem,
Które łuk mniejszy kreśliło w obwodzie.

31 Tak snuł się pochód po gaju wesołem,

Pustym z win Ewy, co węża uznała;
W rytmach anielskich stąpaliśmy społem.

34 Bliżej, niż trzykroć wypuszczona strzała

Przeleci — stanął pochód ze sztandary:
Tam Beatrycze z Wozu zstępowała.

37 „Adamie!" — smutne rozebrzmiały gwary

Wokół rośliny, co ogołocona
Z liści nagimi sterczała konary.

40 Modłą przedziwną była jej korona

Szersza ku górze; rośliny tak sporej
Nie rodzą nawet indyjskie nasiona.

43 „Błogosławiony, Ty Gryfie, żeś kory

Z Drzewa nie uszczknął, choć w smaku miodowa;
Ktoś inny od niej wił się z bólu chory".

46 Pod krzepkim Drzewem taka brzmiała mowa,

A Zwierz dwukształtny wołał, gdy je zoczył:
„Sprawiedliwości siemię tak się chowa".

49 Tedy do Wozu zwrócił się i toczył,

Aż go przyciągnął do wdowiego Drzewa,
I to, co z niego, do gałęzi troczył.

52 Jak w porze, kiedy słońce jasność zlewa

Z innąjasnością, która to w koronie
Zodiaku poza Rybą rozelśniewa,

55 Pęcznieją zioła, aż każde zapłonie

Barwą z bożego daną mu dekretu,
Nim w innym znaku słońce sprzęże konie,

58 Podobnie, mniej niż barwą fijoletu,

Więcej niż róży, ów pień się odnowi,
Stojący na kształt nagiego szkieletu.

61 Nie znam i nie wiem, czy gdzie słuch ułowi

Pieśń taką słodką jak ta, co tam biła;
Zmysł mój nie zdołał zdzierżeć jej czarowi.

64 Gdybym mógł pędzlem oddać, jak uśpiła

Okrutne oczy powieść o najadzie:
Oczy, dla których czujność zgubą była,

67 To sztuką, co się w żywych barwach kładzie,

Wyobraziłbym, jak wpadałem w ciszę;
Niestety, niemoc stoi mi na zdradzie.

70 Zatem od razu ocknienie opiszę:

Pękła zasłona snu; blask poszedł po niej;
„Wstawaj! Co czynisz?" — takie słowa słyszę.

73 Jak mając ujrzeć kwiateczki Jabłoni,

Której owocu anieli łakomi
I która Niebo upaja w swej woni,

76 Piotr, Jan i Jakub padli niewidomi

I znów powiekę podnieśli zemdloną
Na głos, co większe sny, bywało, skromi,

79 I zobaczyli uszczuplone grono —

Eliasz z Mojżeszem zniknęli w obłoku —
A szatę Mistrza swego przemienioną,

82 Tak jam się ocknął i podniósł z widoku

Tej rozżalonej nad zbłąkaniem moim,
Która mię przedtem wiodła wzdłuż potoku.

85 „Gdzie Beatrycze?" — pytam z niepokojem.

„Patrz — rzekła — siedzi na Drzewa korzeniu
Umajonego nowych liści strojem.

88 Przypatrz się, w jakim błyszczy otoczeniu;

Reszta za Gryfem już jest wniebowzięta,
Wzlatuje w słodszym i wznioślejszym pieniu".

91 Czy jeszcze więcej mówiła ta święta,

Nie wiem, bo w oczach mych już tylko gości
Ona i wszystkie moje zmysły pęta.

94 Sama siedziała na ziemi szczerości,

W straż tej Kolaski pięknej zostawiona,
Którą Zwierz przywiózł jeden w dwuistości.

97 Wokół się plotła z Siedmiu Nimf korona:

Każda z nich w ręce jasny Lichtarz dzierży,
Nietrwożny Austru ani Akwilona.

100 „Krótko zabawisz; ze mną ci należy

Obywatelstwo wieczne w onym Rzymie,
Gdzie to sam Chrystus był pierwszym z rycerzy.

103 By świat poprawić, który zła się imie,

Na Rydwan patrzaj; co tutaj się stanie,
Wróciwszy na dół, opiszesz w swym rymie".

106 Tak Beatrycze; ja zawsze poddanie

Wypełniający, cokolwiek poleci,
Wzrok i uwagę wieszam na Rydwanie.

109 Nigdy tak pędem gwałtownym nie leci

Piorun zza gęstej obłoków osnowy,
Skoro się w sferze płomienia roznieci,

112 Jak tutaj runął z góry Jowiszowy

Ptak i obszarpał na Jabłoni korę,
I omuskał z niej kwiaty i liść nowy.

115 Wtem całą mocą uderzył w komorę

Wozu; tak w okręt tłuką wodne masy,
Rozkołysane w nawałniczą porę.

118 Do tryumfalnej następnie Kolasy

Wkradł się Lis, cały wychudzony czczością
I na potrawę niezaznaną łasy.

121 Ale skarcony w swej brzydkiej chytrości

Od pani mojej naganą surową,
Pierzchł, ile znieść go mogły chude kości.

124 Po chwili Orzeł, skąd spadł, stąd na nowo

Rzucił się pędem na Wozu rynsztunek
I zasłał pierza białością puchową.

127 Jak z łona, w którym tłucze się frasunek,

Tak z nieba ozwał się głos i żałował:
„O Łódko moja, smutny twój ładunek".

130 Między kołami grunt się rozstępował;

Z głębi Smok wyszedł i, kolcem oczosa
Spod spodu wiercąc dno, Kolaskę psował.

133 A jak swe żądło w siebie ściąga osa,

Tak je ściągała poczwara zjadliwa:
Część dna wyrwała i uszła z ukosa.

136 Jak pulchna ziemia runią się okrywa,

Tak Rydwan puchem bożego Sokoła,
Co go chęć może przyniosła życzliwa.

139 Szczęt zatem Wozu i dyszel, i koła

Otuliły się w te puszyste stroje
Szybciej, niżeli człowiek westchnąć zdoła.

142 Gdy tak Sprzęt boży zmienił kształty swoje,

Nagle mu z wnętrza Siedem Głów wynika:
Czworo po krańcach, a na dyszlu troje.

145 Na trzech po parze Rogów jak u byka,

Na czterech jeden w czele; tak bajecznej
Stwory śród ziemi nikt nie napotyka.

148 Jako na góry szczycie głaz bezpieczny,

Siedziała na niej, chyżymi oczyma
Strzelając, postać Niewiasty Wszetecznej.

151 A jako strażnik straż nad skarbem trzyma,

Stał nad nią Olbrzym z ohydnym obliczem
I całował ją, a ona Olbrzyma.

154 Widząc, że ku mnie swym okiem zwodniczem

Strzelała, srogi ów gach nielitośnie
Od stóp do głowy siekł ją ostrym biczem.

157 Potem od razu gniewnie i zazdrośnie

Odwiązał potwór i powlókł do boru,
Który tam jak tarcz dzieląca mię rośnie

160 Od Nierządnicy i dziwnego Stworu.



PIEŚŃ XXXIII

Pur 33

Beatrycze przepowiada Dantemu nadejście Bożego Mściciela i rozprawia na temat mistycznego Drzewa. Matylda zanurza poetę w Eunoe, rzece pamięci dobrych uczynków, skąd poeta wychodzi czysty i "zdolny wylecieć na gwiazdy".


1 Boże, w dziedzictwo Twe weszły pogany! —

Ten chórem raz trzy, raz cztery Dziewice
Psalm zawodziły, nucąc na przemiany.

4 Pani ma słucha, zapłakawszy lice,

A mnie się zdaje, gdy tak głowę kłoni,
Że widzę Bożą pod krzyżem Rodzicę.

7 Kiedy skończyły, wstaje spod Jabłoni,

Aby przemówić, i cała w rozświcie
Miłości, barwą ognia się zapłoni.

10 „Maluczko — rzecze — a nie obaczycie

Mię; zaś maluczko przeminie, a ono,
Siostrzyczki lube, znów mię obaczycie".

13 Przodem posłała Drużek śpiewne grono,

A ruchem dłoni stawiła w odwodzie
Mnie i Stacjusza, i niewiastę oną

16 Litośną; tak szła po rajskim ogrodzie.

Nie uczyniła dziesiątego kroku,
Kiedy oczyma w oczy me ubodzie

19 I tak łagodnie rzecze: „Na widoku

Bądź mi, ażebyś słuchał, gdy ci wskażę;
Pośpieszaj prędzej i chodź przy mym boku".

22 Tedy podbiegłem i stanąłem w parze,

A ona: „Bracie, skąd te lęki zbytnie?
Czemu nie wyznasz, co chowasz w zamiarze?"

25 Jak się podwładny zbliża czołobitnie

I ledwie bąka słowa przed zwierzchnikiem,
Bo mu się w ustach głos zalękły przytnie,

28 Tak ja niepewnym bąkałem językiem:

„Ty wiesz, co na mój pożytek wypada,
Bo, tak jak ze mną, nie współczujesz z nikiem".

31 „Niechże cię — rzekła — trwoga nie owłada;

Zbądź zawstydzenia; chcę, byś w tej krainie
Nie szedł jak człowiek, który we śnie gada.

34 Wiedz, że od smoka zepsute Naczynie

Było, lecz nie jest; niech się z pomstą liczy
Olbrzym, która go pewno nie ominie.

37 Zrodzi się Orlik i rząd odziedziczy

Po Orle, co Wóz obsypał swym puchem:
Wóz potwór Drzewu zabrany w zdobyczy.

40 To wam oznajmiam, co oglądam duchem:

Oto się w gwiazdach lepsza dola święci,
Niepowstrzymana przeciwieństw łańcuchem,

43 Gdy od Pięciuset Pięci i Dziesięci

Na śmierć zdławiona będzie Rozbójnica
I Olbrzym, co z nią w sprośnej grzeszył chęci.

46 Może cię mięsza słów mych tajemnica,

Jak Temidzinej lub Sfinksa zagadki,
I dla twych oczu zakryte ma lica.

49 Lecz Lajadami wnet będą wypadki

Wypełniające to, co słowa wróżą,
Ani się tutaj użalą ich świadki.

52 Widzenie moje niech wiernie powtórzą

Twe usta ludziom, co żyją żywotem
Będącym ciągłą w kraj śmierci podróżą.

55 A kiedy pisać będziesz, pomnij o tem,

Żeś widział Drzewo, ku którego zgubie
Zamierzano się podwójnym nawrotem.

58 Kto zeń ukradnie lub kto go uskubie,

Ten bluźni czynem przeciwko Osobie
Boga, co święcił je ku swojej chlubie.

61 Lat pięć tysięcy miał czekać w żałobie

Duch utęskliwy waszego pradziada,
By Zbawca winę jego mścił na sobie.

64 Śpi chyba rozum twój, że nie dobada,

Czemu roślina tak wzwyż wystrzeliła
I swe konary tak wokół rozkłada.

67 Gdyby ci duszy nie zaskorupiła,

Na kształt wód Elskich, płochość korą z głazu
Ni jej, jak Pyram morwę, poplamiła,

70 Po tych znamionach poznałbyś od razu

W sensie moralnym, jakie prawo boże
Tkwi w treści tego o Drzewie zakazu.

73 Lecz skoro umysł twój w kamiennej korze

Jest przyciemniony, jak owoc morwowy,
Tak że jasności słów mych znieść nie może,

76 Chcę, byś obrazem, jeżeli nie słowy,

Tę prawdę na swej zawiesił pamięci,
Jak na pielgrzymiej lasce liść palmowy".

79 Na to powiadam jej: „Na kształt pieczęci,

Która się w wosku powtarza odbita,
Mowę twą w duszy wyryły me chęci.

82 Lecz czemu wiedza twoja smakowita

Tak nad mój rozum wylatuje zgoła,
Że im ją bliżej goni, tym mniej chwyta?"

85 „Przeto, byś wiedział, jaka twoja szkoła

I jak daleko jej bystrość domierzy,
I jak mych wyżyn doścignąć nie zdoła —

88 Od bożej drogi tak daleko leży

Wasza, jaka jest odległość obręczy,
Po której niebo najszczytniejsze bieży".

91 „Nie pomnę — rzekłem — bym w dobie młodzieńczej

Zaniechał wiedzy, co mię dziś zachwyca,
Ani mię o to me sumienie dręczy".

94 A na to ona, śmiechem krasząc lica:

„Ale ci przecież pamięć przypomina,
Że cię poiła Letejska krynica?...

97 Jak w dymie widna jest ognia przyczyna,

Tak tu ze skutku ten wniosek się snowa,
Że była zdrada i że była wina.

100 Odtąd już naga będzie moja mowa:

Widzę, że muszę wyświecić ją z cienia,
By jej dostrzegła źrenica surowa".

103 Już też jaskrawiej i wolniej w płomienia

Kręgu szło słońce torem południka,
Co dla każdego miejsca się odmienia.

106 Siedm Nimf stanęło na kształt przewodnika,

Który na czele kompaniji bieży
I nagle przedmiot nieznany spotyka.

109 Tam, gdzie cień konał na lasu rubieży,

Ciemny, jak owy, co pod rosochatem
Drzewem nad chłodną wodą w Alpach leży,

112 Ujrzałem — niby Tygrys z Eufratem

Płynące; jedne wydały je zdroje:
Rozstawały się z wolna, jak brat z bratem.

115 „Chwało ludzkiego rodu, światło moje —

Pytam — jak zwie się woda, co wypływa
Z jednego źródła, a nurt dzieli w dwoje?"

118 Na to odrzecze mi ta dobrotliwa:

„Spytaj Matyldy". Więc ta przemówiła
Jak człowiek, co się z zarzutu obmywa:

121 „Te tajemnice, oraz innych siła

Już mu przeze mnie były wyjawione:
Chybaż ich woda Letejska nie zmyła".

124 A Beatrycze: „Może w inną stronę

Podana baczność, w której pamięć ginie,
Na oczy duszy rzuca mu zasłonę...

127 Lecz spojrzyj: oto Eunoe płynie;

Jako z innymi czynisz, wiedź go do niej:
Niechaj się w swojej niemocy ochynie".

130 Jako się dusza uprzejma nie broni,

Lecz cudzej woli swą czyni obrazem,
Skoro się w znaku widocznym odsłoni,

133 Tak ona dłoń mą z uprzejmym wyrazem

Wzięła i poszła naprzód, do Stacjusza,
Z pańskim skinieniem mówiąc: „Chodź ty razem".

136 Gdybym mógł spisać, ile mię porusza

Tych chwil wspomnienie, śpiewałbym napoje,
Z których by wiecznie rada czerpać dusza.

139 Lecz oto pełne są już karty moje

Materią na śpiew o czyśćcowym kraju,
Więc cugiem sztuki ten zapęd pokoję.

142 Na brzeg wróciłem, w przeświętym ruczaju

Tak odrodzony jak rośliny nowe,
Okryte szatą zielonego maju —

145 Czysty i gotów wylecieć na gwiazdy.





Niebo

PIEŚŃ I

Dante Gabriel Rossetti - Beata Beatrix, 1864-1870

Beatrycze

Wznosząc się z Dantem ze szczytu góry czyśćcowej do raju, Beatrycze rozprawia o harmonii i świetle planet, a także o porządku wszechświata.


1 Majestat wszystkich rzeczy Wzruszyciela

W przestwory wnika i na światów skronie
Ustopniowaną jasnością odstrzela.

4 W niebie, co sporzej bożych iskier chłonie,

Byłem; widziałem, czego nie wyświęci
Słowami człowiek, choć był w tamtej stronie.

7 Bo, przybliżony do celu swej chęci,

Rozum nasz tak w nim przepaściście ginie,
Że nie pociągnie za sobą pamięci.

10 Ile z widzianych w przeświętej krainie

Cudów zaskarbić zdołał umysł gruby,
Obecnie treścią mych pieśni uczynię.

13 Dobry Apollo, u kresowej próby

Zrób mię naczyniem swej mocy i łaski,
Abym wysłużył wawrzyn tobie luby!

16 Dotąd wystarczał jeden szczyt Parnaski,

Teraz, gdy w szranki mam wstąpić takowe,
Z obydwu na mnie muszą spłynąć blaski.

19 Wnijdź w moje piersi, daj taką wymowę,

Jak gdyś wyniszczał w zwycięskiej zabawie
Z pochwy swych członków ciało Marsjaszowe!

22 O Boska Mocy, gdy przez ciebie sprawię,

Że ów kraj święty, widny wyobraźni,
Bodaj słów cieniem odbity wyjawię,

25 Pod twój pieszczony krzew podejdę raźniej,

Wieńczyć skroń liściem, którym wyposaża
Dostojność treści i dank twej przyjaźni.

28 Tak rzadko, Ojcze, uszczknąć go się zdarza —

O wstyd, przez winę błędnej ludzkiej chuci! —
Na tryumf wieszcza lub tryumf mocarza,

31 Iż, pewnie tuszę, w radość się obróci

Bogowi z Delfu ta myśl, że krzewina
Penejska jeszcze w kimś pragnienie cuci.

34 Z małej się iskry wielki pożar wszczyna:

Po mnie skuteczniej ktoś w późniejsze lata
Będzie o łaskę prosił Apollina.

37 Przez rozmaite bramy lampa świata

Wschodzi śmiertelnym, lecz onym zaworem,
Co cztery kręgi w troje krzyżów splata,

40 Pod lepszą gwiazdą, ruchem bardziej skorem

Krok swój posuwa; w naszej ziemskiej glinie
Umiarkowańszym odbija się wzorem.

43 Tu więc był ranek, a wieczór w nizinie:

Czarność zapadła w ziemskiej półkulicy,
A świt wybielił przestworne pustynie.

46 Na Beatryczę spojrzę: ku lewicy

Zwrócona, oczy ze słońcem potyka
Bystrzej, niżeli zdoła wzrok orlicy.

49 Jak jeden promień z drugiego wynika,

Gdy załamany powrotnie ku górze
Odstrzela na wzór tęsknego pątnika,

52 Tak ja gestowi Beatryczy wtórzę,

Który się odbił w moich źrenic szybie,
I w słońce patrzę wbrew ludzkiej naturze.

55 Snadź tam mi wolno, czego tu pochybię,

Dzięki przedziwnej mocy, rozesnutej
W rodu ludzkiego właściwej siedzibie.

58 I wytrzymałem słońce wzrokiem póty,

Aż mi się nagle iskrami zaroił
Jak od żelaza dobytego z huty.

61 Wtem zajaśniało, jakby się podwoił

Dzień i jak gdyby Ten, co pięknem darzy,
Niebiosa w słońce podwójne przystroił.

64 Zapamiętała w kół wieczystych zarzy

Stała Beatryks, ja zaś wzrok odjęty
Od kręgu słońca utkwiłem w jej twarzy.

67 Tedym się począł od tej twarzy świętej

Mienić jak Glaukus, gdy zjadł pewne zioła
I między bogi — bóg skoczył w odmęty.

70 Przeczłowieczenie wyrazić się zgoła

Słowami nie da; przykładem bądź syty,
Nim Pan do takich przemian cię powoła.

73 Czym tam był w ciele, czyli duch dobyty

Z powłok sam bieżał — ty wiesz, niebem włodne
Kochanie, światłem rwące mię w błękity.

76 Wtem z koła, co się znieśmiertelnia głodne

Uścisków Bożych, w mym słuchu się zbiorą
Dźwięki miarowe i harmonią zgodne.

79 Za czym niebiosa łunami rozgorą

Od blasku słońca; potoki ni deszcze
Nigdy się w większe nie zlały jezioro.

82 Więc pieśni nowe i blask takie dreszcze

Ciekawej żądzy obudziły we mnie,
Że większych dotąd nie zaznałem jeszcze.

85 A ona, widząc, com myślał tajemnie,

Aby pragnienie me ukoić raźniej,
Nim się ozwałem, rzekła: „Nadaremnie

88 Zabawiasz myśli fałszem wyobraźni;

Gdybyś otrząsnął z duszy widma mgliste,
Czego nie dojrzysz, widziałbyś wyraźniej.

91 Nie jesteś więcej na ziemi — zaiste!

A grom mniej wartko ze swej sfery leci
Niż ty, wracając w dziedziny ojczyste".

94 Jak wprzódy czułem, że w mym mózgu nieci

Jej uśmiechnięta mowa pierwsze świty,
Tak teraz nowe osnuły mię sieci.

97 „Jeden cud — rzekę — już mi jest odkryty,

Obecnie rozum odgadnąć się biedzi,
Jak mogę wzlatać ponad lekkie byty".

100 Ona westchnęła w czułej odpowiedzi

I rozrzewniła swoje oczy hoże,
Jak nad dziecięciem, co w gorączce bredzi,

103 Potem zaczęła: „Rzeczy na przestworze

Są we wzajemnym ładzie; to jest modła
Dająca światu podobieństwo Boże.

106 W tym twory wyższe dopatrują godła

Mocy, co ma cel we własnym rozsądku,
Gwoli któremu prawo swe wywiodła.

109 Słuchają tego wiecznego porządku

Wszystkie istoty, wedle przeznaczenia
Bliższe lub dalsze swojego początku.

112 Po oceanie bytu bez wytchnienia

Do swej przystani gna ich ta potęga,
A każde z musu swego przyrodzenia.

115 Nią party, sfery księżycowej sięga

Płomień; zwierzęta ona ruchem darzy,
Ona miąższ ziemi jednoczy i sprzęga.

118 Nie tylko w twory niestojące w straży

Rozumu owy łuk swą strzałą godzi,
Lecz te, gdzie miłość z umem się kojarzy.

121 Opatrzność, która takie sprawy godzi,

Blaskiem pokoi do nieruchomości
Niebo, pod którym z nieb najrętsze chodzi.

124 Do ukazanej dekretami włości

Niesie nas siłą własną ta cięciwa,
Co w szczęsne sedno swoje strzały prości.

127 Prawda, że często forma nie pokrywa

Umyślonego od artysty wzoru,
Bowiem materia jest nieposkromliwa.

130 Częstokroć także od prawego toru

Stworzenie samo odegnie swe chęci,
A to za wiedzą wolnego wyboru —

133 Tak się i piorun z chmury na dół skręci,

Jeżeli duszę w przyrodzonym pędzie
Rozkosz fałszywa ku ziemi przynęci.

136 Niechże ci zatem w podziwie nie będzie

To, że się wznosisz, jak że popędliwy
Strumień w dół bieży przez skalne krawędzie.

139 To by dopiero były istne dziwy,

Gdybyś ty, wolen przeszkód, został w dole,
Gdyby na ziemi usiadł ogień żywy".

142 Rzekła i wzniosła swe oczy sokole.



PIEŚŃ II

Po przebyciu sfery ognia Beatrycze i Dante wznoszą się do pierwszego nieba, na księżyc; tutaj Beatrycze wyjaśnia poecie pochodzenie plam księżycowych.


1 Wy, co spragnieni słuchać, w wiotkim drewnie

Prujecie fale, poganiając biegu,
W ślad barki mojej płynącej tak śpiewnie,

4 Wracajcie sobie do waszego brzegu,

Ani puszczajcie się na wielkie morze,
Bo zginie, który nie dotrwa w szeregu.

7 Nikt nie biegł nurtem, kędy ja się wożę;

W żagl dmie Minerwa, Feb drogę odkryje,
Muzy poznaczą gwiazdami bezdroże.

10 O wy nieliczni, co prężycie szyje

Po chleb anielski, którym tu żywione,
Lecz syte usta nie były niczyje —

13 Popchnijcie za mną na te nurty słone

Łódź waszą, nim się zamknie srebrna smuga
I wyrównają wody rozdwojone.

16 Rzecz obaczycie, jakiej równa druga

Dziwiła chyba owe bohatery
W Kolchis, gdy naszli Jazona u pługa.

19 Wrodzona człeku, bogokształtnej sfery

Oskoma wieczna jazdą taką żywą,
Jak ruch niebiosów, niosła nas w etery.

22 Beatryks w niebo, a ja w urodziwą

Twarz jej patrzałem. Jako grot pocisku
Tkwi w sednie, ledwo że pchnięty cięciwą,

25 Jam nagle w dziwnym zawisnął zjawisku:

Wzrok mi porwało; więc ona, co do dna
Przegląda dusze w jednym myśli błysku,

28 Spojrzała na mnie piękna i pogodna.

„Podziękuj — rzekła — Dobroci Przedwiecznej,
Oto płaneta pierwszym niebem włodna".

31 Wtem mię ogarnął jakby obłok mleczny:

Tuman błyszczącej, gęstej, zbitej bieli,
Skrzącej jak klejnot w poświacie słonecznej.

34 W tę wiekuistą perłę my wpłynęli:

Tak woda promień słoneczny połyka,
Ale pod ostrzem jego się nie dzieli.

37 Jeślim tam żywy wszedł — choć się wymyka

Spod zmysłów ten wlot w księżyca struktury,
Bo wszak materia w materię nie wnika —

40 Zważ, czyśmy winni żarliwymi pióry

Dążyć do bytu, na którym dostrzeżem,
Jak się jednoczą w Chryście dwie natury.

43 Tam rozpoznamy, w co dziś tylko wierzem,

Bez argumentów, lecz z samoprześwitu,
Jak pierwsze prawdy, z których wiedzę bierzem.

46 „O pani — rzekłem — do niebiosów szczytu

Ślę korne modły i Panu dziękczynię,
Który mię wyniósł z padolnego bytu.

49 Odpowiedz, proszę: co za mgła to płynie

Po owym ciele? Na ziemi z niej klecą
Powieść o ciernie noszącym Kainie".

52 Ona się na to uśmiechnęła nieco:

„Gdzie klucze zmysłów tępe, tam istoty
Śmiertelne, widzisz, prosto w obłęd lecą.

55 Niech cię nie rażą zadziwienia groty,

Bo gdzie za wodze wybieramy zmysły,
Tam rozum musi mieć podcięte loty.

58 Lecz ty jak sądzisz? Od czego zawisły

Te rzekome plamy?" — „Sądzę, że je może
Miąższ wywołuje mniej lub więcej ścisły".

61 A ona: „Zaraz ten błąd twój umorzę,

Jeżeli zechcesz pójść prostymi szlaki
Tych argumentów, które ci wyłożę.

64 Tam w sferze ósmej liczne gwiazd orszaki

Okólnym ruchem po przestworach płyną,
Rozmiarów oraz jaśni niejednakiej.

67 Gdyby gęstości stopień był przyczyną

Odmian, byłaby gwiazd na świecie władza
Różna nie treścią, lecz wielkością ino.

70 Ale wpływ różny gwiazd się wyprowadza

Z podstaw formalnych, którym, oprócz samej
Racji gęstości, twój wywód przeszkadza.

73 Jeśliby nadto tworzyła te plamy

Rzadkość materii, to albo by w zwartej
Masie płaneta posiadała jamy,

76 Lub jak śród mięsa jest tłuszcz rozpostarty,

Tak by i tutaj księżycowe ciało
Cieniem i światłem przeplatało karty.

79 W pierwszym wypadku to by się wydało

Podczas zaćmienia słońca, bo przez rzadszy
Miąższ by natenczas światło przeświecało.

82 Teraz się drugi wypadek rozpatrzy:

Gdy i ten zbiję w rozumnym wywodzie,
Tedy błąd uznasz. Jeżeli, wypadłszy

85 Ze słońca, promień na skróś nie przebodzie

Tego, co masą księżycową zowiem,
To, że grunt jakiś staje na przeszkodzie.

88 Od tego gruntu odbija się bowiem,

Jak się odbija przedmiotu widziadło
Od szyby szklanej, podbitej ołowiem.

91 Odpowiesz może, iż światło zapadło

Bardzo głęboko w księżycowe luki
I że dlatego w tych miejscach przybladło.

94 Otóż w tym względzie zamiast mej nauki

Pospolitemu zawierz doświadczeniu:
Ono jest źródłem dla dzieł waszej sztuki.

97 Ustaw dwa lustra w równym oddaleniu,

A między nimi trzecie, dalej nieco;
Z tyłu za sobą, a na podniesieniu,

100 Umieścisz lichtarz z zapaloną świecą;

Niech blask wprost pada na zwierciadła owe
I wszystkie razem niech ci w oczy świecą.

103 Choć stoi dalej zwierciadło środkowe,

Ujrzysz, i o to nie stoczymy sporu,
Odbicie wszystkich świateł jednakowe.

106 Jak płatek śniegu od słońca wigoru

Staje się nagim, bez postaci bytem,
Bo pozbawiony chłodu i koloru,

109 Tak się z umysłem twym stało, obmytem

Z błędu; więc teraz blask z mądrości zdroju
Fałsz tobie światłem zastąpi sowitem:

112 Pod niebiosami wiecznego pokoju

Toczy się sfera pewna; w możnym wpływie
Na rzeczy mieści się treść jej ustroju.

115 W następnej, co tak błyszczy migotliwie,

Ta treść na liczne byty jest dzielona,
Różne, lecz mknące we wspólnym porywie.

118 Poniższe kręgi nadają znamiona

Rzeczom odmienne, a tocząc się kołem,
Ku stałym celom sieją swe siemiona.

121 Owe narządy świata, wszystkie społem

Działają, widzisz, ze stopni na stopnie:
Przyjmują z góry, a oddają dołem.

124 Uważaj jeno, jak wiodę roztropnie

Myśl twą ku mecie pragnionej ponęty,
A już beze mnie reszty celu dopnie.

127 Ten obrót i wpływ kręgów rzeszy świętej,

Jak dzieło młota ze sztuki kowala,
Z błogosławionych bodźców jest poczęty.

130 Niebo, co tylą świateł się zapala,

Kształty swe bierze w krążącym Aniele
I w innych bytach jak pieczęć utrwala.

133 A jako dusza w waszym ludzkim ciele,

We wnętrze całej przenikłszy postaci,
Po wszystkich członkach swoje władze ściele,

136 Tak owa Inteligencja bogaci

Dobrocią swoją gwiazdy we wszechbycie:
Dzieli się, jednak całości nie traci.

139 Moc różna — toż się wiąże rozmaicie

Z mnogością cennych ciał, na które wpływa;
Łączy się z nimi tak, jak z ciałem życie.

142 Dzięki pogodzie miejsca, skąd przybywa,

Ta moc anielska skroś gwiazdy prześwieca:
Tak się uciechą skrzy źrenica żywa.

145 Oto przyczyna, czemu tarcz księżyca

Niejednostajna; i nie rozrzedzenie
Sprawia, lecz podstaw formalnych różnica,

148 To, co wygląda jak światła i cienie".



PIEŚŃ III

Par 03, Gustave Doré, piccarda

Na księżycu przebywają dusze tych, którzy nie wypełnili ślubów, a między nimi Piccarda Donati; opowiada ona o sobie i swej towarzyszce, cesarzowej Konstancji.


1 Słońce, co pierwszy żar w mej piersi młodej

Zatliło, oto znowu mi odsłania
Słodką twarz prawdy mądrymi wywody.

4 Więc z jego łaski pełen rozeznania,

A niepewności wolen, wzniosłem głowy,
Ile się godzi dla potakiwania.

7 Wtem mi się nagle dziw ukazał nowy,

Który na oczy parł się z tak widoczną
Chęcią, że w ustach zapomniałem mowy.

10 Jako przez szybę gładką i przezroczną

Lub niegłębokie strumienie topieli,
Kiedy jej fale od wiatru wypoczną,

13 Ku patrzącemu własna twarz odstrzeli,

Lecz tak niepewna, że na czole białem
Perła się plamą wyraźniejszą bieli —

16 Taki tłum liców człowieczych ujrzałem:

Za czym popadłem w odwrotne złudzenie
Narcyza, co go cień ogarnął szałem.

19 Zaledwiem spostrzegł te rzekome cienie,

Aby rozpoznać, skąd-li są i czyje,
Szybko za siebie rzuciłem spojrzenie.

22 Ale nie widząc nic, wykręcam szyję,

Ku mojej pani ślę wzroku narzędzie
I uśmiech tlący w świętych oczach piję.

25 „Niech ci mój uśmiech w podziwie nie będzie

Rzekła — nim prawdę słaby sąd odróżni,
Stopa twa jeszcze waży się w obłędzie

28 I zmysły twoje zawiesza na próżni.

Prawdziwie tutaj dusze ci się jawią
Ludzi, co ślubem swym zostali dłużni.

31 Mów z nimi, słuchaj, wierz w to, co ci prawią,

Bo zapatrzone w światło, które żywi,
Wbrew jego blaskom kroku nie postawią".

34 Za czym jam w ducha, który utęskliwiej

Pragnął przemówić, oczy moje wszczepił,
Jak ludzie chęcią przemożną lękliwi.

37 „O duchu błogi, coś się już pokrzepił

Słodyczą blasków wiecznego żywota,
Której nie pojmie ten, co sam z nich nie pił,

40 Niechaj pozwoli łaska i ochota

Poznać twe własne i innych koleje..."
Z uśmiechem rajska odrzekła istota:

43 „Przychylność nasza otwiera wierzeje

Słusznym życzeniom i tak jest im skłonna
Jak boża: boży dwór myśl pańską sieje.

46 Jam była w świecie siostrzyczka zakonna;

Jeśli się swojej poradzisz pamięci,
Nie zakryje mię uroda pozgonna.

49 Jestem Piccarda; tu, gdzie inni święci,

W błogosławieństwie siedzę, sama święta,
W sferze, która się najpowolniej kręci.

52 Władzę uczucia jedyna nam pęta

Miłość Świętego Ducha; w naszym bycie
W taką rozkoszy normę jest ujęta.

55 Los nasz pozornie uboższym widzicie,

A jest nam dany, bośmy zaniedbali
Lub nie spełnili ślubów należycie".

58 A ja: „W tych waszych postaciach się pali

Jakiś blask boski i twarz waszą cudną
Od ziemskich stawia w nieskończonej dali.

61 Więc zrazu pamięć była mi obłudną;

Ze słów twych dzieje zdołałem odtworzyć
I rysy teraz przypomnieć nietrudno.

64 Lecz powiedz: szczęśni, którym dano zbożeć,

Czy pożądacie wyższego mieszkania,
By widok albo użycie pomnożyć?"

67 Na to uśmiechnie się duchów kompania,

A zaś Piccarda, szczęsna anielica,
Jakby w zapale pierwszego kochania:

70 „Bracie — powiada — chęć naszą nasyca

Zupełnie miłość, która chcieć nam radzi,
Co posiadamy: i to jest granica

73 Żądz naszych. Byśmy wyżej byli radzi,

Znalazłaby się wola nasza w sporze
Z wolą Onego, który los nasz ładzi.

76 Nieradość w sferach nieba być nie może;

W kochaniu Boga żywie, kto tu gości,
A miłość stąpa po zgodliwym torze.

79 Raczej jest formą naszej szczęśliwości

Trwać, kędy boża każe nam potęga,
Z wolą się bożą skupiać do jedności.

82 Ilu nas tu jest, od kręga do kręga,

Duch żaden na chęć inną się nie poda,
A Pan je wszystkie w swoją wolę wprzęga.

85 Bo wola Pana to nasza pogoda:

Ona jest morzem, dokąd spływa życie,
Które on tworzy lub przezeń przyroda".

88 Teraz mi nagle wybłysło odkrycie,

Że w całym niebie — raj, lecz Łaska rosi
Tutaj obficiej, a tam mniej obficie.

91 A jak gdy służba potrawy obnosi,

Kto syty jednej, drugiej patrzy chutnie:
Tutaj dziękuje, a o tamtą prosi,

94 Tak ja spragniony i ciekaw okrutnie

Proszę słowami i gestami przy tem —
Pleść nici na tym niedotkanym płótnie.

97 „Większą nagrodą, doskonalszym bytem

Jest obdarzona ta, co w swym klasztorze
Mniszki welonem stroi i habitem,

100 Aby gotowe były w każdej porze

Dla Oblubieńca, co jest ślubom chętny,
Byle składanym w miłosnej pokorze.

103 Dzieweczce już świat wydał mi się wstrętny,

I poszłam za nią, jej przybrałam stroje,
Przyrzekłam żywot z jej świętymi piętny,

106 Ale przywiedli na mnie niepokoje

Źli ludzie; z cichych murów mię wyrwali —
Bóg wie, czym odtąd było życie moje...

109 Ta wtóra jasność, co w świetlanej fali

Obok mnie błyszczy i wszystkimi blaski
Tej naszej sfery płomiennej się pali,

112 Od losu równej doznała niełaski:

Mniszeczką była; jej też ludzie śmieli
Zedrzeć ze skroni cień świętej przepaski.

115 Lecz chociaż na świat wywlekli ją z celi

I wbrew jej ślubom welon zdarli z twarzy,
Z serca jej zasłon raz wziętych nie zdjęli.

118 To Konstancyji wielkiej duch się jarzy,

Co z Szwabii wichru wtórego na tronie
Wydała trzeci — kres rzymskich cesarzy".

121 Tak rzekła. Potem, słucham, z ust jej wionie

Ave Marija, i nucąc, przepadnie,
Niby rzecz ważka rzucona na tonie.

124 Wzrok mój, dopóki mógł ją ścigać snadnie,

Biegł za nią; skoro kształty jej się zwiały,
Na celu pragnień swoich znów się kładnie,

127 Ku Beatryczy obrócony cały.

Lecz grom piękności jej mię spiorunował
Tak, że źrenice zrazu nie zdzierżały,

130 I usta moje pytające skował.



PIEŚŃ IV

Beatrycze wyjaśnia Dantemu przyczynę przebywania dusz na księżycu, przeciwną Platońskiej teorii powrotu dusz na gwiazdy, i rozprawia na temat współwiny dusz, które zostały zmuszone do zerwania ślubów.


1 Prędzej człek wolny głodem się zamorzy,

Nim z dwojga potraw, równo podniebienie
Nęcących, jedną na zębie położy.

4 Śród pary wilków równe zalęknienie

Uczuwa jagnię; z takimże namysłem
Staje pies czwany między dwa jelenie.

7 Jeślim więc milczał i w źródle wytrysłem

Wiedzy nie czerpał, ni wstyd, ni się szczycę,
Bo między dwiema chęciami zawisłem.

10 Milczałem, ale wydawało lice

Jaśniej, niż gdybym chciał użyć słów wiela,
Moje pragnienia i moje tęsknice.

13 A Beatrycze na sposób Daniela,

Co gniew ugłaskał Nebukadnezora
I pohamował wróżków karciciela,

16 Odgadłszy, rzekła: „Widzę, jak się pora

W tobie podwójna chęć i jak się stawa
Hamulcem myśli odmiennych przekora.

19 Wszak rozumujesz: jeśli wola prawa

Trwa w człeku, przecz-że gwałt, co ją pokona,
Ma jej ujmować do zasługi prawa?

22 Po wtóre: myśl twa jest zastanowiona

Dusz powracaniem do gwiazd, skąd ród wiodą
Wedle pewnego twierdzenia Platona.

25 Te dwie zagadki równo ciebie bodą,

Lecz przede wszystkim tobie się wyłoży
Mniemanie, które większą grozi szkodą.

28 Serafin, choć się najwewnętrzniej wboży,

Mojżesz, Samuel i święci Janowie,
Nawet majestat Marii, Matki Bożej,

31 Nie wyższe dzierżą krzesła w tej budowie

Raju ni dłuższą mierzą szczęście dobą
Niż ci, w tej chwili zjawieni duchowie.

34 Wszyscy pierwszego kręgu są ozdobą;

Większej lub mniejszej zaznają słodyczy,
W miarę jak na nich tchnie Bóg swą Osobą.

37 W niebie, które się niniejszym graniczy

Kręgiem, jawią się, by wskazać tym znakiem,
Że się ich szczęście do mniej szczytnych liczy.

40 Do was potrzeba gadać słowem takiem,

Bo wasza wiedza przez zmysły się wszczyna,
Rozum zmysłowym jeno kroczy szlakiem.

43 Do pojęć waszych pismo się nagina,

Gdy Panu Bogu daje kształt człowieczy,
Choć, czym naprawdę jest, nie zapomina.

46 To samo Kościół Święty ma na pieczy,

Gdy Gabryjela lub Michała kreśli,
Albo Anioła, co Tobiasza leczy.

49 Co o człowieczych duszach Platon myśli,

Nie jest symbolem, jak w tutejszym bycie,
Gdyż co powiada, to rozumie ściślej.

52 Mówi, że dusza na gwiazdę w błękicie

Wraca, skąd była odjęta, jak wierzy,
By stać się formą na cielesne życie.

55 Może też inna w jego słowach leży

Myśl i rzekoma sprzeczność nią się godzi,
Wtedy powagę jej uznać należy.

58 Jeśli rozumie, że od gwiazd pochodzi

Wpływ zły i dobry, z naganą i chwałą,
Może łuk jego w cząstkę prawdy godzi.

61 Fałszywy wykład sprawił zła niemało:

Przezeń Jowisza, Marsa, Merkurego
Imiony gwiazdy się ponazywało.

64 Wtóre wątpienie, skroś którego biegą

Twe myśli, słabszy jad wysącza z czary,
Niezdolen odwieść cię od boku mego.

67 Kiedy-ć się krzywdą wydadzą zamiary

Sprawiedliwości Bożej na padole,
To nie kacerstwa się imaj, lecz wiary.

70 Ponieważ jednak rozsądek wasz zdole

Wniknąć w tej prawdy głębiny przejrzyste,
Jako pożądasz, tak cię zadowolę:

73 Jeśli przemocą zwać się ma zaiste

Ten gwałt, co wolę przeciw woli zmaga,
To nie ze wszystkim te dusze są czyste.

76 Wola prawdziwa wytrwa, gdy się wzdraga;

Tak płomień ognia swego nie uroni,
Choć wiatr tysiąckroć kręci go i smaga.

79 Jeśli się wola choć cokolwiek skłoni,

Już służy sile; ich w tym wina głównie,
Że nie wróciły do świętej ustroni.

82 Gdyby w swej woli trwały tak hartownie

Jako Wawrzyniec brany na katusze
Lub Mucjusz, gdy kładł dłoń w płonącą głownię,

85 Wyrwałyby się światu i w otusze

Poszły po dawno przedsięwziętej drodze:
Ale są rzadkie takie silne dusze.

88 Jeśli wykładem moim trafnie godzę

W twoją pojętność, błąd ci się umyka,
Co by ci nieraz jeszcze dojadł srodze.

91 Teraz innego obłęd matecznika

Zagraża tobie: z jego kotłowiska
Nigdy nie wyszedłbyś bez przewodnika.

94 Już ci mówiłam, że duch, gdy pozyska

Raz świętość, kłamstwem brzydzi się koniecznie,
Jako że pierwszą Prawdę ujrzał z bliska.

97 Zaś od Piccardy wiesz, jak to statecznie

Welon w czci miała Konstancja pobożna,
Stąd możesz mniemać, że myślimy sprzecznie.

100 Padnieli, iż się inaczej nie można

Większej uchronić szkody, człowiek zatem
Wbrew chęci czyni rzecz, która jest zdrożna.

103 Alkmeon, ojca mszcząc, matki szkarłatem

Splamił się, ale z powinności syna:
Miłość synowska zrobiła go katem.

106 Kiedy więc wola sama się nagina,

Dopomagając sile, wtedy snadnie
Usprawiedliwić już się nie da wina.

109 Wola bezwzględna zawsze sobą władnie,

Ulega jednak, kiedy strach zagraża,
Iż przez oporność w złe większe popadnie.

112 Piccarda w swojej powieści wyraża

Tę wolę czynną, gdy ja opór bierny;
Najdzie w tym zgodę, kto dobrze uważa".

115 Tak to płynęła z przeświętej cysterny

Prawd wszelkich struga pięknego ponika,
Mir niosąc mojej tęsknocie niezmiernej.

118 „O ty, pierwszego ze wszech Miłośnika

Oblubienico — tak rzekłem — w poświatę
Słów hojna, co mię do głębi przenika,

121 Jestestwo moje jest nie dość bogate,

By opłaciło Łaskę należycie:
Ten, który może i wie, da zapłatę.

124 Nigdy nasz rozum nie będzie w dosycie,

Jeśli go Prawda Boża nie ucieszy,
Nad którą nie ma prawdy we wszechbycie.

127 W niej kwapi spocząć, jako zwierz w pieleszy,

Ledwie tam wróci; a powrócić zdoła,
Boć przyrodzona chęć ku wiedzy śpieszy.

130 W krąg prawd wątpienia rosną, jak dokoła

Pnia młode pędy, a natura święta
Ze szczytu na szczyt wstępować nas woła.

133 W tym ma otucha leży i zachęta,

O pani, pytać chcę pokornie dalej
O inną prawdę, co mi zasłonięta.

136 Chcę wiedzieć: śluby chybione ażali

Można zastąpić czym, co równo waży,
I czyli można takie kłaść na szali?"

139 Spojrzałem na nią, a jej wzrok się żarzy

Skrami miłości tak wielce boskiemi,
Że nie zdzierżyłem, odwróciłem twarzy

142 I stałem błędny, z oczyma ku ziemi.



PIEŚŃ V

Par 05

Beatrycze rozprawia na temat powagi ślubów, obowiązku wypełniania ich i możliwości zamiany ich przedmiotu w pewnych wypadkach. W niebie Merkurego Dante obserwuje dusze ludzi, którzy dobro czynili na ziemi, a między nimi cesarza Justyniana.


1 „Jeśli jaw ogniu miłości jarząca

Tak gaszę ziemski blask, iż władza wzroku
W nadmiarze moich żarów się zamącą,

4 Nie dziw, albowiem moc mego uroku

Bierze początek z pełni rozeznania
Prawd jasnych, których używam widoku.

7 Widno mi, jak już tobie się odsłania

Wieczyste źródło, co gdy raz uświęci
Duszę, wiecznie ją do miłości skłania.

10 Jeśli was kiedy inny powab nęci,

To że skroś niego odbłysk nierozwiany
Pierwszego piękna tkwi w waszej pamięci.

13 Pytasz, czy można sposobem zamiany

Odkupić i ślub zastąpić jałowy
Tak, aby duszę zbawić od nagany?"

16 Tym Beatrycze zaczęła śpiew nowy

I jako człowiek, co go prze natchnienie,
Wiodła rozprawę świętą tymi słowy:

19 „Największe dobro, którym Bóg stworzenie

Darzy, litości Jego odpowiedne,
I które stawia sam w najwyższej cenie,

22 Jest wolność woli, którą samowiedne

Istoty były i są na przestworze
Obdarowane tylko one jedne.

25 Samo to już ci zrozumieć pomoże,

Jak wielce waży ślub, gdzie do twej chęci
Przyłączyło się pozwolenie Boże.

28 Człowiek umowę z Panem Bogiem święci,

Ofiarę składa przed najwyższym tronem,
Znak dobrej woli kładąc miast pieczęci.

31 W zamian — cóż można? I jest równie płonem

Chcieć dobrze użyć raz oddanej rzeczy,
Jak dobrze czynić nabytkiem kradzionem.

34 Oto się błąd twój najważniejszy leczy:

Ale bywało, Kościół ślub odwoła,
A to powyższej prawdzie rzkomo przeczy.

37 Więc trzeba tobie jeszcze trwać u stoła,

Bo karmi ciężkiej, którąś teraz spożył,
Umysł twój strawić od razu nie zdoła.

40 Trzeba, byś słowom mym posłuch otworzył

I przejął w siebie, bo źle wiedzę chowa
Ten, który słyszał, a w rozum nie wdrożył.

43 Dwie rzeczy w sobie zawiera osnowa

Ofiary, która ślubu nosi miano:
Jedną jest przedmiot, a drugą umowa.

46 Druga nie może nigdy być zmazaną,

Lecz się wypełnić musi; o dekrecie
Owym dokładnie wyżej powiedziano.

49 Żydom kazano w ustawnej obiecie

Dziękczynić Bogu, lecz Stare Przymierze
Ofiar zastępczych dozwalało przecie.

52 Przedmiot zastępczy można w pewnej mierze

Podstawić, jeśli tym się nie ukróci
Wartości ślubu danego w ofierze.

55 Lecz samowolnie jarzma nikt nie zrzuci;

Czekać potrzeba, aż ręka kapłana
Srebrny i złoty klucz w zamku obróci.

58 Jeśli nie będzie ustosunkowana

Wartość dwu danin jak cztery do sześci,
Nieważna będzie wszelaka zamiana.

61 Więc gdy ślub tyle ceny w sobie mieści,

Że każdy ciężar na szali przeważa,
Nie lza zastąpić niczym jego treści.

64 Nie czyńcie ślubów płocho, jak się zdarza;

Trwajcie w przysiędze, lecz nie bądźcie ślepi
Jak Jefte, gdy wiódł córkę do ołtarza.

67 Omyłkę wyznać było jemu lepiej,

Niż być jak Greczyn u Aulidzkiej fali,
Gdy na uczciwym ślubie głupstwo szczepi.

70 Stąd Ifigenia młodości się żali

I wszyscy się jej użalą urody,
Co o szalonym obrzędzie czytali.

73 Ważkiej wy bądźcie, chrześćjanie, przyrody,

A nie jak wiotkie na wiatr każdy pierze:
Was nie opłuczą lada jakie wody.

76 Toć macie Stare i Nowe Przymierze,

Wodza, który wam prawo przypomina;
To was wybawi i zguby ustrzeże.

79 Gdy się zła żądza w sercu waszym wszczyna,

Nie zwierzę w sobie czujcie, lecz człowieka:
Niech was nie potka pośmiech Żydowina.

82 To-ć tylko jagnię, poniechawszy mleka

Macierzy, głupie uskoczy w komysze,
Gdzie się, igrając, nieszczęścia doczeka".

85 Tak więc mówiła do mnie, jak tu piszę;

Potem, ku stronie jutrzenkowych świtań
Tęsknie zwrócona, podała się w ciszę.

88 Jej oniemienie, brzask nowych rozkwitań

Z liców bijących nadziemską naturą —
Zahamowały żądze moich pytań.

91 Jak grot, z cięciwy poderwawszy pióro,

W cel wpadł, nim jeszcze struna się ułoży,
Tak myśmy w sferę wystrzelili wtórą.

94 W twarz mojej pani wpłynął taki hoży

Blask, ledwie w sferę oną przeleciała,
Że sam płaneta rozpogodniał w zorzy.

97 A jeśli taka gwiazda się zaśmiała,

Jakże jam musiał rozpogodzić oczy,
Zdolen odmiany i z duszy, i z ciała!

100 Jako w sadzawce cichej i przezroczej,

Śród potworzonych od żeru pierścieni,
Tysiące rybek ściąga się i tłoczy,

103 Taką ujrzałem rzeszę jasnocieni;

A głos dolatał z każdego zjawiska:
„Oto, który w nas miłość rozpłomieni".

106 W każdej jasności, gdym się przyjrzał z bliska,

Tkwił cień; ja przedtem rzeczy nieświadomy
Poznałem, że to z niego radość tryska.

109 Pomyśl, jakbyś sam wiedzieć był łakomy,

Gdybym ja, co cię tą powieścią dziwię,
Nie zaspokoił twej słusznej oskomy,

112 A zgadniesz łacno, czylim czekał chciwie

Zrozumieć duchów ten stan niepojęty,
Gdym okiem spoczął na jarzącym dziwie.

115 „O ty, któremu mocą Łaski Świętej

Wiecznych tryumfów trony są odkryte,
Nim, żołnierz, ziemskie-ś rzucił regimenty,

118 Blaskami, co, w tym niebie rozpowite,

My zapaleni; więc naszymi żary
Paś się, aż oczy twoje będą syte".

121 Taki mi wionął głos od jasnej mary,

A Beatrycze: „Powiedz, powiedz śmiele
I daj tym boskim posłuch pełen wiary".

124 „Widzę, jak postać twa w gnieździe się ściele

Własnego światła, co-ć się z ócz dobywa:
Snadź nimi twoje wybłyska wesele.

127 Lecz nie wiem, kto ty, duszo urodziwa,

Czemu w tej gwiazdy mieszkasz kołowrocie,
Co nam ją światłość słoneczna zakrywa.

130 Tak się ozwałem przejasnej istocie,

Co pierwsza do mnie obróciła słowa:
Zabłysła, świadcząc wewnętrznej ochocie.

133 A jak na niebie żarkość południowa,

Gdy łagodzącym niekryte oparem
W białości własnej oczom słońce chowa,

136 Tak znikła, skryta radości nadmiarem,

Święta istota w jarzącej oponie
I niewidoma poiła mię czarem

139 Słów, które w pieśni następnej wydzwonię.



PIEŚŃ VI

Justynian opowiada poecie swoje dzieje, a następnie kreśli w ogólnych zarysach historię państwa rzymskiego od czasów Eneasza aż do Karola Wielkiego. Wyjaśnia także, jakie dusze przebywają na Merkurym, i mówi o swoim towarzyszu, Romieu de Villaneuve.


1 „Odkąd Konstantyn na wstecz słońca biegu

Eneaszowej zwrócił lot Orlicy,
Co przyleciała od wschodniego brzegu,

4 Lat przeszło dwieście na lądów granicy

Ptak boski skrzydła roztoczyste ważył
W rodzinnych swoich szczytów okolicy.

7 W cieniu piór świętych światu gospodarzył,

Coraz oddając władzę w ręce nowe,
Aż mnie na koniec berłem wyposażył.

10 Tam cezar, tutaj Justynian się zowę;

Ja to z praw księgi, Pramiłością tknięty,
Powypleniałem zbytnie i jałowe.

13 Zanim ten zamiar we mnie był poczęty,

W Chryście naturę jedną uznawałem,
Pokojącymi złudzon argumenty.

16 Kiedym był takim ogarnięty szałem,

Papież Agapit prawdę mi do sedna
Odkrył i moim uczynił udziałem.

19 Jam w to uwierzył, co mi dobył ze dna

Tajni tak pewnie, jak jest pewnym zgoła,
Że śród dwu sprzecznych prawda tylko jedna.

22 Gdym stopy zrównał z krokami Kościoła,

Bóg owej księgi plan mi kreślił w łonie;
Oddałem mu się, ile duch podoła.

25 Belizarowi odstąpiłem bronie,

A tryumf jego był Bożym wskazaniem,
Że mi już pora odpocząć na tronie.

28 Tak więc skończyłem z tym pierwszym pytaniem,

Ale natura jego mię pozywa
Kilką głos jeszcze poszlakować za niem.

31 A to, byś wiedział, jak jest obelżywa

Rzecz, którą czyni Orłu ku zniewadze
Ten, co go zwalcza i co nadużywa.

34 Patrz, jaki szereg cnót jego powadze

Stawał podporą od tej pierwszej chwili,
Gdy Pallant konał, aby zdać mu władzę.

37 Przeszło trzy wieki w Albańskiej bastyli

Miał swoje gniazdo aż do dnia rozprawy,
Gdzie to trzej bracia przeciw trzem walczyli.

40 Od łez Sabinek aż po krzywdę prawej

Lukrecji, wiesz to, co pod siedmią panów
Zdziałał, sąsiednie zgarniając dzierżawy.

43 Wiesz, czego dopiął w ręku kapitanów,

Przeciwko hufcom niesion przed Rzymiany:
Brena, Pyrrhusa, królów, partyzanów.

46 Stąd Torkwat, Kwincjusz, »Czupurnym« przezwany,

I Decyjuszów, i Fabiuszów zbroje,
Godnych, by mirrą owiać im kurhany.

49 On to arabskie zdeptał pyszne woje,

Co z Hannibalem zdobyły przełęcze
Alp, gdzie ty, Padzie, masz krynice swoje.

52 Pod nim święcili tryumf dwaj młodzieńce:

Scypion i Pompej; on miasto na stoku,
Pod którym wzrosłeś, wydał gorzkiej męce.

55 A potem blisko szczęśliwego roku,

Gdy świat miał zakwiść w niebieską pogodę,
Po woli Rzymu Cezar niósł go w toku.

58 Od Varu po Ren jak wiódł orły młode,

Wiadomo Sonie, Sekwanie, Izarze
I rzekom, kędy Rodan czerpie wodę.

61 Co po Rawennie, co po Rubikonie

Działał, przybrało tak wysokie loty,
Że tego piórem ni słowem nie zgonię.

64 To do Hiszpanii powiódł rzymskie roty,

To na Durazzo i Farsalę runął,
Aż Nil gorący stąd zaznał zgryzoty.

67 Antandros, Simois zwiedził, skąd wyfrunął

Pisklęciem; z grobu Hektora na zgubę
Ptolemeusza dalej się posunął;

70 Stamtąd piorunem uderzył na Jubę

I znowu nagle nad Zachodem krąży,
Kędy usłyszał Pompejańską tubę.

73 Nad tym, co zdziałał następny chorąży,

Brutus z Kassjuszem z żalu w piekle wyje,
W smętek Modena z Perugią się grąży,

76 A Kleopatra łzami lica myje —

Uciekająca przed jego legiony
I śmierć biorąca od okropnej żmije.

79 Z nim-że poleciał aż na brzeg czerwony;

Wtedy świat zaznał takiej spokojności,
Że Janusowy chram został zamkniony.

82 Ile wprzód zdziałał i jeszcze w przyszłości

Miał zdziałać znak ten, co mówić mi każe,
Pośród podległych jemu ziemskich włości,

85 Małym i ciemnym w jawie się okaże,

Gdy serce czyste i wzrok odsłonięty
Zatrzymają się na trzecim cezarze.

88 Bo Sprawiedliwość, którą wniebowzięty

Jestem, zleciła jemu w misji szczytnej,
By się narzędziem zdziałał zemsty świętej.

91 Słuchaj i niżej kłoń się, czołobitny:

Orzeł z Tytusem leciał mścić się Męki,
Co była pomstą za grzech starożytny.

94 A gdy się w Kościół lombardzkie paszczęki

Wgryzły, Karloman w orlich skrzydeł cieniu
Wsparł go pomocą swej zwycięskiej ręki.

97 Patrz, czy mam słuszność w jednym oskarżeniu

Łączyć tych wszystkich, na których grzech cięży,
Iż są przyczyną waszemu strapieniu?

100 Ten przeciw godłu wszechcesarstwa pręży

Złote lilije, ów dla własnej chuci
Używa; nie wiem, kto z nich grzeszy ciężej.

103 Niech się gibellin pod inny znak rzuci,

Czyniąc swe sztuki, bo złej to natury
Służba, co z Orłem sprawiedliwość kłóci.

106 Niech nań z gwelfami swymi Karol wtóry

Nie godzi, a lew siłę Orła ceni:
Tęższe on grzywy bierał pod pazury.

109 Wielekroć byli synowie karceni

Za winy ojców; nie myśli on przecie,
Że Pan Bóg herb swój na lilie odmieni.

112 Ta drobna gwiazda pąsowi się w kwiecie

Duchów szlachetnych, co czyniły pilnie,
By po nich trwały cześć i sława w świecie...

115 Że chęci nasze dążyły omylnie,

Słabiej z nas Boże utęsknienie bieży
I promieniuje ku szczytom mniej silnie.

118 Lecz że tu każdy z nas nagrodę mierzy

Zasługą, a z jej wymiarem się godzi,
W zadowoleniu nasza rozkosz leży.

121 Tu sprawiedliwość tęsknotę łagodzi

I tak do pełna zaspokaja wolę,
Że jej myśl żadna zdrożna nie odwodzi.

124 Śpiew słodki w dźwięków powstaje zespole:

Tak byty nasze rozmaitej skali
Wdzięczną harmonię tworzą w niebios kole.

127 A oto w pierwszej tej perle się pali

Blask z Romeowych złożony promieni:
Złem jemu niegdyś za dobre oddali.

130 Płaczą dziś przeciw niemu sprzysiężeni

Prowensalowie, bo w złe wpada tonie,
Kto cudzą cnotę swoją krzywdą mieni.

133 Cztery miał córki — a wszystkie na tronie,

Rajmond Berlinghier: w takie ornamenty
Skromny mu pielgrzym przyozdobił skronie.

136 Potem z poszeptów, nieufnością tknięty,

Cnego włódarza pozywał o zyski:
On mu wykazał dwudzieste procenty.

139 Sam zaś ubogi, zgrzybiałości bliski,

Dwór pański żegnał; a gdyby wiedziano,
Jak mężnym sercem jadł z żebraczej miski,

142 To by go bardziej jeszcze uwielbiano".



PIEŚŃ VII

Po odejściu Justyniana Beatrycze rozprawia o śmierci Chrystusa, o odkupieniu człowieka i o niezniszczalności rzeczy stworzonych bezpośrednio przez Boga.


1 „Hosanna, święty Pan Bóg wojowników!

On wśród tych królestw na aniołów czole
Zapala sobą skry szczęsnych płomyków".

4 Tak, nie ustając krążyć w swoim kole,

Zaczęła niebios bogomyślne pienie
Dusza w podwójną strojna aureolę.

7 W tan poszły razem wszystkie jasnocienie,

Mignęły niby iskier pobłysk rączy
I nagle skryło mi je oddalenie.

10 A ja mówiłem do się wahający:

„Powiedz — mówiłem — powiedz twojej świętej,
Która ci w duszę słodki napój sączy".

13 Ale szacunkiem wszystek owładnięty,

Co sprawia, że drżę, słysząc „B" lub „ice" —
Schyliłem głowę jak człek snem ujęty.

16 Ulitowała się mnie Beatrycze,

W krasie uśmiechu taka urodziwa,
Że osłodziłaby katusz gorycze,

19 Rzekła: „Głąb duszy twej mi się odkrywa:

Myślisz, jakim to prawem spadać może
Za słuszną pomstę kara sprawiedliwa.

22 Ja ci wątpliwość tę rychło wyłożę,

Jeno uważaj pilnie: to są rzeczy
Zawierające wielkie prawdy Boże.

25 Zrywając uzdę, która ma na pieczy

Prawy bieg woli, człek nienarodzony,
Gubiąc się, zgubił cały ród człowieczy.

28 Odtąd lud ziemi niemocą złożony

Przez liczne wieki w obłędzie się mroczył,
Aż zeszło Słowo na ziemskie zagony.

31 A byt cielesny, który był odskoczył

Od swego Stwórcy, w jedynej Osobie
Aktem miłości z Bóstwem się zjednoczył.

34 Teraz bacz na to, co odkrywam tobie:

Ów byt złączony ze swoim Podmiotem
Dobry i szczery był w stworzenia dobie.

37 Lecz własnowolnie był wygnany potem

Z raju, stawszy się Bogu nieposłuszny,
Który jest drogą, prawdą i żywotem.

40 Zatem na krzyżu skon Chrysta katuszny,

Jeśli się zważy naturę przybraną,
Był ponad wszystkie godziwy i słuszny.

43 Ale też większej krzywdy nie widziano,

Zważywszy godność cierpiącej Osoby,
Która człowiecze wzięła na się miano.

46 Skutek podwójny wynikł z tej żałoby,

Bóg i Żydowie sąd przyjęli radzi;
Niebo radością drgnęło, smutkiem groby.

49 Teraz cię pojąć rozum doprowadzi,

Jak się to stało, że słusznie przyjęta
Kara słuszną się znowu pomstą gładzi.

52 Lecz widzę: myśl twa, jeszcze zaprzątnięta

Tokiem wywodu, w klubę weszła ciasną
I czeka, rychło węzeł się rozpęta.

55 Myślisz: »Com słyszał, to pojmuję jasno;

Nie pojmę, czemu dobroć Boża chciała
Zbawienie nasze krwią okupić własną?«

58 Ten dekret, bracie, przed oczyma ciała

Skryty jest temu, czyja mroczna dusza
W ogniu miłości jeszcze nie dojrzała.

61 Tej tajemnicy wielu się pokusza,

Nie każdy pojmie, czemu odkupienia
Środkiem wybrana została katusza.

64 Wiedz: Łaska Boża, w której nie masz cienia,

Pała i błyszczy, a kędy zaświeci,
Tam wieczne piękno z siebie wypromienia.

67 Wszystko, co się z niej bezpośrednio nieci,

Jest nieśmiertelne; żadna moc nie zmywa
Cechy, która się raz na nim wykwieci.

70 Wszelaka istność, która z niej wypływa,

Jest na wszem wolna, bo jej nie uciska
Swą doczesnością żadna rzecz pierzchliwa.

73 Bardziej jej luba dlatego, że bliska;

Bo ogień święty, co nad światem dnieje,
W podobnym sobie jaskrawiej wybłyska.

76 To są natury ludzkiej przywileje;

Jeśli jej tylko jednego zabraknie,
Już dostojeństwo jej karłowacieje.

79 W grzech wpadłszy, rychło wolności ułaknie,

Toż grzech w niej Boże podobieństwo skłóci;
Nie rozjaśnione bożym światłem — blaknie

82 I do godności swej póty nie wróci,

Póki przez skruchę nie odzyska maju
Łask, uwiędłego w gorącościach chuci.

85 Natura wasza we wszystkim rodzaju

Swoim zgrzeszyła i z tego powodu
Straciła prawa swe i rozkosz raju.

88 Zważ teraz pilnie: pomimo zachodu

Nie odzyskałaby straconych włości,
Wprzód nie przeszedłszy dwojakiego brodu:

91 Albo że Pan Bóg w swej wielkiej litości

Odpuściłby jej słuszne pokaranie,
Lub by sam człowiek odkupił swe złości.

94 Teraz-że zapuść źrenice w otchłanie

Tajników, ile zdołasz, człek padolny,
I daj mym słowom baczne posłuchanie:

97 W granicach władz swych nigdy nie był zdolny

Człowiek win zmazać ni zniżyć się póty
W upokorzeniu, Niebiosom powolny,

100 Ile wprzód w górę piął się, pełen buty;

I to jest powód, czemu płód człowieczy
Z mocy zgładzenia grzechu był wyzuty.

103 Więc sam Bóg musiał śpieszyć pełen pieczy,

By człeku pełnię przywrócić żywota,
Z jednym lub dwojgiem tych środków k'odsieczy.

106 A że tym milsza jest mistrza robota,

Im się w niej żywiej jego duszy tętna
I jego uczuć odbija szczodrota,

109 Więc dobroć Boża, która swoje piętna

Nadaje światu, obiema sposoby
Ludzkość z upadku dźwigać była chętna.

112 Od pierwoświtu po noc kreśnej doby

Nie było sprawy tak nad wszelką miarę
Szczytnej. Bo oto Bóg z własnej Osoby

115 Człeku hojniejszą uczynił ofiarę,

Aby go dźwignął i znowu wanielił,
Niż gdyby z łaski odpuścił mu karę.

118 A darmo innym sposobem by celił

Wyrokom zadość uczynić do syta,
Gdyby sam w ludzką postać się nie wcielił.

121 Teraz chcę jeszcze, by-ć była odkryta

Zasłona jednej tajemnicy świętej:
Niech w niej twe oko równo z moim czyta.

124 Powiadasz w sobie: »Cztery elementy

I elementów rozliczne złożenia
Są skazitelne, a byt ich ujęty

127 W granice czasu; jednakże istnienia

Są tworem ręki Bożej; dla tej cnoty
Być by powinny wolne od zniszczenia«.

130 Anioły, bracie, i te kołowroty,

W których szybujesz, czyste i świetlane,
Były stworzone z pełnią swej istoty.

133 Ale pierwiastki żywiołami zwane

I wszystkie rzeczy, które z nich się biorą,
Z mocy pochodnych są uformowane.

136 Stworzone ciało, które jest ich korą,

Stworzona jest moc, w kształtowaniu czynna,
A tkwiąca w gwiazdach, które tutaj gorą.

139 Dusza zwierzęca i dusza roślinna,

Która jest z miazgi zrodzona pośledniej,
Błyskom i ruchom gwiazd swą istność winna.

142 Lecz życie wasze w sposób bezpośredni

Tchnie Łaska Boża i rozmiłowywa
Tak, że już do niej tęsknicie po wsze dni.

145 Z tego się dla was argument dobywa

O zmartwychwstaniu, jeżeliś rozważał,
Z czego się wzięła cielesna pokrywa,

148 Gdy Pan Bóg waszych prarodziców stwarzał".



PIEŚŃ VIII

Par 08

Beatrycze i Dante wznoszą się do trzeciego nieba, na planetę Wenus, gdzie przebywają duchy miłujące; tutaj Karol Martel opowiada o sobie i swoim bracie Robercie, a także wyjaśnia przyczynę rozmaitości ludzkich zamiłowań i charakterów.


1 Mniemał świat, w zgubnej obłąkany wierze,

Iż piękna Kiprys miłością skalaną
Włada, po trzeciej rozpędzona sferze.

4 Zatem nie tylko jej samej składano

Korne modlitwy i ofiarne wonie
W owe obłędne człowieczeństwa rano;

7 Kupidynowi także i Dijonie;

Czczono jej matkę i czczono łucznika,
Co na kolanach siadywał Dydonie.

10 Po niej, która pieśń niniejszą odmyka,

Nazwano gwiazdę, co się słońcu wdzięczy,
Pląsa-li przed nim czy za nim pomyka.

13 Jak w nią wpłynąłem, nie wiem, lecz mi ręczy

Za prawdę cudu to, iż się na twarzy
Mej pani wybił blask piękniejszej tęczy.

16 A jak w płomyku iskierka się żarzy

Lub ton wibruje wśród akordu brzmienia
I na harmonii strun niby się waży,

19 Tak ja ujrzałem iskry wśród płomienia

Żwawsze, wolniejsze, to bliżej, to dalej,
W miarę pełności ich jasnowidzenia.

22 Wiatr, co się z zimnych obłoków przewali,

Niosąc chłód albo pyły piasku wzdęte,
Pewnie wygląda w locie opieszalej

25 Temu, kto patrzał na płomyki święte,

Jak swe taneczne porzuciły roty
U Serafinów wysokich poczęte.

28 W trop tych, co niosły najbliżej swe loty,

Brzmiało: „Hosanna", tak słodkiej kapeli,
Żem po niej nigdy nie pozbył tęsknoty.

31 Wtem jeden płomień szybciej ku nam strzeli

I pocznie: „Na twą zdajemy się wolę;
Patrz w nas i niech cię nasz widok weseli.

34 Z Księstwami nieba w jednym lecim kole,

Zjednani ruchem, celem, pożądaniem.
O nich śpiewałeś niegdyś na padole,

37 Że pędzą trzecie niebo pojmowaniem:

A tak cię lubim ja i me siostrzyce,
Że będziem szczęśni, gdy chwilę postaniem".

40 Ku pani korne podniosłem źrenice,

A gdy ucieszę je i gdy posilę,
Do światła, co mi taką obietnicę

43 Z siebie czyniło, cały się wychylę:

„Kto jesteś — pytam — duszyczko ogniowa?"
A głos swój wielką czułością umilę.

46 O, jakie świetne blaski radość nowa

Słońc aureolą kładła zolbrzymiałą
Na duchu, gdy te wymawiałem słowa!

49 „Śród ziemi waszej — odrzekł — żyłem mało;

Bogdajbym dłużej tam pomieszkał żywo,
Wiele by złego pewnie się nie stało.

52 Uciecha duszna osłania pokrywą

Promieniejącą kształty mej postaci,
Jak jedwabnicę kokonu przędziwo.

55 Tę miłość, jaką za miłość się płaci,

Dałeś mi; gdybym trwał między ziemiany,
Byłbyś z niej ujrzał coś więcej prócz naci.

58 Owy brzeg lewy, falami oblany

Rodanu, gdzie się z Sorgi nurtem godzą,
Miał niegdyś berłu memu być poddany.

61 Z nim róg Auzonii, który wokół grodzą

Zamki Gaety, Bari i Catony,
Gdzie Tronto z Verdem do morza uchodzą.

64 Jużem na czoło przymierzył korony

Z tej ziemi, co ją swym strumieniem płucze
Dunaj, niemieckie porzuciwszy strony.

67 Piękna Trynakria — nad którą mgły krucze

Nie Tyfej wzdyma, lecz siarka pod korą
Gruntu zatoki, gdzie się Eurus tłucze,

70 Między Paquino wiejąc i Peloro —

Raczej by prawych Rudolfa i Karła
Następców na tron czekała. Cóż, skoro

73 Tyrania, która tylekroć otwarła

Wrota niesnaskom, w sykulskiej stolicy
Okrzykiem: »Smierć! Śmierć!«, rozjuszyła garła.

76 Gdyby brat przejrzał, że mu namiestnicy,

Ta katalońska łapczywa hołota,
Lud krzywdzą, byłby zapobiegł krwawicy.

79 Kto państwem rządzi, niechaj się kłopota

O jego dobro: gdy z ładunkiem płynie
Zbyt ciężkim, zbędzie mienia i żywota.

82 Szczodrość rodzica zwyrodniała w synie:

Winien by takich wybierać włodarzy,
Co nie zgarniają pieniędzy do skrzynie".

85 „Miło mi wierzyć, że ty, twarzą w Twarzy

Pogrążon Bożej, oddychasz weselem,
Co dzięki tobie i na mnie się żarzy

88 I co dóbr wszelkich jest źródłem i celem;

Milej, że słów mych szczere znasz oblicze,
Boś jasnowidny duch przed Stworzycielem.

91 Ucieszyłeś mię, teraz przeto życzę,

Abyś oświecił, bo mię podziw ima,
Jak miód się może wyrodzić w gorycze".

94 Tak rzekłem, a on: „Niech się myśl zatrzyma

Na tym, co powiem, a ku prawd powadze
Będziesz stał twarzą, tak jak dziś plecyma.

97 Dobro sycące i dzierżące w wadze

Światy, po których wstępujesz do szczytu,
Opatrzność swoją zmienia w nich na władze.

100 A dba nie tylko o naturę bytu

Wszego Przezorność Boża doskonała,
Lecz o ład jego i pełnię dosytu.

103 Rzecz, która z tego łuku wybieżała,

Tak niezawodnie do swej mety chynie,
Jako do celu przejrzanego strzała.

106 Inaczej nieba, po których drabinie

Stąpasz, zmieniłyby ten świat ogromny
W twór nie cudowi rówien, lecz ruinie.

109 Co niepodobna, chyba że ułomny

Duch mają Wiedy, tych gwiazd wzruszyciele,
I ów Pierwowied, mocą w nich przytomny.

112 Chceszli, tę prawdę jaśniej ci wybielę".

A ja: „Nie trzeba, wierzę bez dowodu:
Natura chybić nie może w swym dziele".

115 „Byłożby — dodał — dla ludzkiego rodu

Gorzej, gdyby żył w niespołecznym stanie?..."
„Tak — rzekłem — ani nie pytam powodu".

118 „A istniałby ten stan, gdyby ziemianie

Za rozmaitym powołaniem nie szli?"
„Nie i w tym jasne stoi Mistrza zdanie".

121 Te racje podał i dołożył: „Jeśli

Tak jest, to przeto, że na przeznaczonem
Są miejscu, jak je na świat z sobą wnieśli.

124 Ten się Kserksesem rodzi, ten Solonem,

Melchizedechem lub tym, czyj junaczy
Syn chciał się w chmury wzbić lotem szalonem.

127 Siła okrężna niebios własnym znaczy

Piętnem wosk ziemski z odwiecznego prawa,
Lecz na stan ani krewieństwo nie baczy.

130 Jakub się rdzennie różni od Ezawa,

Romulus idzie z tak ciemnego rodu,
Że mu się Marsa za ojca podawa.

133 Nie byłby różny płodzący od płodu

I twórca zawsze odbiłby się w tworze,
Gdyby nie czujność Bożego zachodu.

136 Na prawowitym stoisz teraz torze;

Aby zaś dowieść, żem ci jest po woli,
Na domiar jeszcze jednego dołożę:

139 Jeśli z przyrodą los się nie zespoli,

Płód wyda lichy dobrocią i trwaniem,
Jak ziarno siane w niewłaściwej roli.

142 Gdyby świat chodził w parze z przykazaniem

Natury ową przejrzaną koleją,
Sami by dobrzy rodzili się na niem.

145 Lecz tam przyrody słuchać nie umieją,

Czyniąc kapłanem, kto stworzon do miecza,
A królem, kto miał zostać kaznodzieją.

148 Na błędnych ścieżkach jest stopa człowiecza".



PIEŚŃ IX

Cunizza da Romano opowiada poecie o sobie i o Marchii Trewirskiej, Folquet z Marsylii mówi o swoim życiu i o biblijnej Raab, a następnie wygłasza inwektywę przeciw skąpstwu duchowieństwa.


1 Tak mię pouczał twój Karol zwycięski,

Piękna Klemencjo, a potem przed oczy
Przesunął przyszłe domu swego klęski,

4 Lecz ostrzegł: „Zmilcz je, niech się dola toczy".

Więc milczę, tyle jednakże odsłonię:
Za krzywdy wasze słuszna zemsta kroczy.

7 Już też istota mieszkająca w łonie

Świętego blasku zapadła wesoła
W słońce dobroci, co dla wszystkich płonie.

10 O wy, stworzenia bezbożne i zgoła

Omylne, które tym dobrem gardzicie
I ku próżności podajecie czoła!

13 A oto wtóra z tych dusz w błogim bycie,

Na okazanie, że jestem jej miły,
Błyśnieniem ognia przebiła spowicie.

16 Oczy mej pani, które we mnie tkwiły,

Uśmiechnęły się jak wprzód; po nich zgadłem,
Że każe ustom, aby przemówiły.

19 „O szczęsny duchu, skoro twą posiadłem

Łaskę, wynagródź moję chęć i dowiedź,
Że mych pożądań raczysz być zwierciadłem!"

22 Tak rzekę. A duch ze swych jasnych powić,

Śród których nucił, jak człek w dobrem żwawy,
Tę na wezwanie moje dał odpowiedź:

25 „W owym zakącie nierządnej dzierżawy

Italskiej, która Rialtem jest zawarta,
A wraz źródłami Brenty i Pijawy,

28 Stanęła góry niewysokiej warta,

Gdzie to zatliła się głownia, w pożodze
Rychło na cały kraj ów rozpostarta.

31 Z jednej z nią iskry, masz wiedzieć, pochodzę:

Cunizza zwałam się; tu w blaskach żywię,
Bom za tą gwiazdą stąpała w swej drodze.

34 Radośnie patrzę dziś i pobłażliwie

Na przeszłość moją; iż mię to nie dręczy,
Żem w niższym niebie, będzie wam w podziwie.

37 Ów cenny klejnot, który na obręczy

Naszego nieba blisko mnie się złoci,
Wielką się sławą na padole wieńczy

40 I będzie, zanim wiek się spięciokroci.

Patrzże: by pamięć swą przekazać wiekom,
Do jakiej trzeba podnieść się dobroci!

43 Od tak poważnych myśli jest daleko

Rzesza sieczona katorżnymi chrusty
Nad Tagliamentu i Adygi rzeką.

46 Rychło znów Padwa otworzy upusty,

Aby Vicenzę grześć w wodnej mogile,
Bo jest niekarny lud i twardousty.

49 Tam gdzie z Cagnanem jednoczy się Sile,

Włada i głową niebiosów domierza
Ktoś, komu pętlę plotą pod tę chwilę.

52 Feltro powtórnie na złego pasterza

Zdradę zapłacze; będzie tak mizerna,
Że nie widziała lichszych Malty wieża.

55 Być by musiała pojemną cysterna,

Co by zmieściła wszystką krew Ferrary —
Na uncje mierzyć, praca niepomierna —

58 Którą wytoczy ten grzeszny wikary,

Gwoli stronnictwu swemu umilony;
Snadź są w zwyczaju ówdzie takie dary.

61 Wyżej są Źrzadła, wy mówicie: Trony,

W których sądzący Pan Bóg nam odsłania
Przyszłość; uwierz więc wróżbie przerzeczonej".

64 Zmilkła i żeby dać mi do poznania,

Że w innych myślach chce utonąć ninie,
Wpłynęła w sferę krążącą kochania.

67 A duch radosny, co tak w świecie słynie,

Nagle mi błysnął w zachwycone oczy;
Właśnie jak słońce jarzące w rubinie.

70 W niebiosach radość z blaskiem się jednoczy

Jak tu z uśmiechem; za to tam w Gehennie
Im duch smutniejszy, tym się bardziej mroczy.

73 „Widzi Bóg — mówię — i tobie promiennie

Wid swój odsyła, duchu rajem syty;
Więc znasz pragnienia moje nieodmiennie.

76 Dlaczegoż głos twój, cieszący błękity

Wraz z pobożnymi ogniami na niebie,
Co z sześci skrzydeł wkładają habity,

79 Tak jest niełaskaw mej dusznej potrzebie?

Ja bym nie czekał twojego proszenia,
Gdybym tak samo umiał wnikać w ciebie".

82 A na to były słowa jasnocienia:

„Największa z dolin, wody schłaniąjąca
Po oceanie, co świat opierścienia,

85 Śród wrogich brzegów, przeciw biegu słońca

Tak się wydłuża, iż u wschodniej ściany
Południk czyni z widnokręgu końca.

88 Na tym wybrzeżu byłem ja chowany,

Wpół między Ebru a Makry strumykiem,
Który Genuę dzieli od Toskany.

91 Prawie pod jednym leżą południkiem

Buggia i gród mój, co nurt swej przystani
Widział krwawiący pod Rzymianów szykiem.

94 Folco mię zwali ziomkowie wsłuchani

W me pieśni; dziś mię sfera trzecia chowa:
Czym ona dla mnie wprzód, jam dziś jest dla niej.

97 Mniej rozgorzała córa Belusowa,

Z duchem Sycheja i Kreuzy zwaśniona,
Niż ja, póki mi nie zsiwiała głowa;

100 Ni Rodopeja, niegdyś uwiedziona

Od Demofonta, ni Alcyd, gdy Joli
Obraz kochany zamknął w głębi łona.

103 Tutaj się cieszym, nie że nas nie boli

Wina, bo ta nam już się nie odzywa,
Ale że żyjem tak po Bożej Woli.

106 Tutaj nam jawią się najwyższe dziwa

Stworzone sztuką; poznajem ustroje,
Przez które wyższy świat na niższy wpływa.

109 Lecz by poczęte tu pragnienia twoje

Uciszyć pełną wiedzą doskonalej,
Dalszym cię jeszcze słowem zaspokoję.

112 Chcesz wiedzieć, kto się w tym światełku pali,

Które tu blisko swój płomień kołysze
Jak smuga światła w przezroczystej fali?

115 Oto wiedz, że w nim przyucza się w ciszę

Raab pośród nas, a gwiazda Wenera
Najwyższe piętno na jej bycie pisze.

118 Do tego nieba, gdzie się cień opiera

Ziemią rzucany, pierwsza przed innemi
W chwale Boskiego weszła Bohatera.

121 Bo należało dźwignąć ją z podziemi

Na jedną z tych sfer, ją, zwycięstwa znamię
Wywalczonego dłońmi złożonemi.

124 Ona to wsparła Jozuego ramię,

Kiedy dobywał sławnie Ziemi Świętej,
Nad którą papież dzisiaj rąk nie łamie.

127 Twój gród, od ducha pysznego poczęty,

Co pierwszy stanął przeciw Majestatu
I niekarnością wszczął świata lamenty,

130 Jest rozsadnikiem nieszczęsnego kwiatu,

Który obłąkał trzodę śród bezdroży,
Z pasterza wilka czyniąc na złe światu.

133 Więc Ewangelia i wielcy Doktorzy

W pogardzie; górą za to dekretały,
Na których pismak swoje glosy mnoży.

136 Nimi się para papież, kardynały;

Do Nazaretu ich myśl nie popłynie,
Gdzie archanielskie skrzydła powiewały.

139 Toteż Watykan i inne świątynie

Rzymu, które się zmieniły w cmentarną
Sadybę Piotra Świętego drużynie,

142 Rychło się z tego nierządu wygarną".



PIEŚŃ X

Dante Pd10 BL Yates Thompson 36 f147

Beatrycze i Dante wznoszą się do czwartego nieba, słońca, gdzie przebywają dusze uczonych. Św. Tomasz z Akwinu wymienia nazwiska swych towarzyszy tworzących razem z nim pierwszy krąg uczonych.


1 Niewysłowiona Moc, patrząc na Syna

Oczyma tego świętego Kochania,
Które się z obu od początku wszczyna,

4 Wszystko, na co wzrok albo myśl się skłania,

Wprawia w ład taki, że rozkosz bez liku
Płynie z samego tych praw oglądania.

7 Więc czoło teraz podnieś, czytelniku,

I wzrok twój niech się w tym miejscu zatrzyma,
Kędy przechodzi zodiak po równiku.

10 I niechaj pierś twa zachwytem się wzdyma

Nad sztuką Mistrza, co tak swego tworu
Strzeże, iż tkwi w nim ustawnie oczyma.

13 Patrz, jak się odgiął od prostego toru,

Przeto, że ziemia jego władz przyzywa,
Owy zwierzyniec niebieskiego dworu.

16 Gdyby nie była droga jego krzywa,

Wiele sił nieba zeszłoby na nice
I moc by żadna nie została żywa.

19 Gdyby choć nieco zboczyła z granice

W prawo lub lewo, ład by znikł w dzierżawie
Świata, sczezłyby ziemskie półkulice.

22 Siedźże, słuchaczu, teraz na swej ławie,

Rozpamiętywaj nad uczty przedsmakiem:
Ja zanim znużę, wprzódy cię zabawię.

25 Pchnąłem cię naprzód; idź wskazanym szlakiem,

Bo oto chłonie wszystkie me zachody
Materia, której zostałem śpiewakiem.

28 Owy najwyższy namiestnik przyrody,

Który odstrzela światu boże raje
I blaskiem swoim znaczy godzin chody,

31 Przyszedłszy na te dwu kręgów rozstaje,

Zaczął posuwać się spiralnym kołem,
Po którym chodząc, co dzień raniej wstaje.

34 Już byłem w słońcu, lecz jak w nie wpłynąłem,

Tegom nie dostrzegł; tak człowiek nie zbieży
Wybłysku myśli, jeno z myślą społem.

37 O, w jaki blask się ustroiła świeży

Ona — po stopniach piękności wodząca
Szybciej, niż miarą czasu się wymierzy —

40 I jaka była cała jaśniejąca!

A już mi sztuki i dowcipu braknie,
By rzecz opisać, widną wewnątrz słońca

43 W blasku, nie barwie; pod piórem mi blaknie

Obraz i słowa stają się nieskładne;
Lecz ten uwierzy, kto oglądać łaknie.

46 Nie dziw, że w takich wyżynach nie władnę

Pamięcią, by z niej mieć wiernego świadka:
Wzwyż słońca oko nie wybiegło żadne.

49 Tam mi jawiła się czwarta czeladka

Boża, którą już wieczyście nasyca:

Odkryta Trójcy najświętsza zagadka.
52 Więc Beatrycze: „Wznieś dziękczynne lica,

Słońce aniołów chwal, że szczęsnej pory:

Tym dotykalnym cudem cię zaszczyca".
55 Nigdy człek w sercu nie był taki skory

Do uwielbienia Boga ni tak chętny
Dank mu wdzięczności składać i pokory,

58 Jak ja, kiedy mię w jakiś żar namiętny

Bożej miłości pchnęła jej zachęta:
I trwałem, pani mojej niepamiętny.

61 Nie zadąsała się, lecz uśmiechnięta

Spojrzała; od jej uśmiechów uroku
Znów się skupiona moja myśl rozpęta.

64 Rój świateł widny w słonecznym otoku

Ogniskiem czynił nas swojego kręga,
Słodszy dla ucha niż widny dla wzroku.

67 Czasem wygląda tak Dyjany wstęga,

Gdy z pary wodnej splecioną obrożę
Wokoło tarczy księżycowej sprzęga.

70 Tam, skąd wróciłem, na niebieskim dworze

Jaśnieją piękne i drogie klejnoty:
Nie lza ich wywieść za Królestwo Boże.

73 Tak wyglądały te śpiewacze roty:

Ten chce w niemowie mieć nowin zwiastuna,
Kto ku nim nie wzbił się własnymi loty.

76 Słońc gorejących rozśpiewana łuna

Trzykroć nas brała w swoje błyskawice,
Krążąc jak gwiazdy wokoło bieguna.

79 Tak rozbiegane w pląsach tanecznice

Razem przystaną i, pełne skupienia,
Uchem chwytają nowy rytm w muzyce.

82 A z wewnątrz ten-ci brzmiał głos jasnocienia:

„Gdy promień Łaski, który miłość płodzi,
Co się w kochaniu jeszcze rozpłomienia,

85 Do takich granic swą czułość przywodzi,

Że ci pozwala stąpać po drabinie,
Po której nikt bezpowrotnie nie schodzi,

88 Kto by ci bronił zmaczać usta w winie

Zbawienia, byłby tak wolności próżny,
Jak woda, która do morza nie płynie.

91 Życzysz usłyszeć, jaki kwiat przeróżny

Składa girlandę, rozwitą w urodzie
Pani, co krzepi w tobie trud podróżny?

94 Wiedzże: owieczką byłem w świętej trzodzie

Dominikowej, co jeżeli czynu
Nie zaniedbywa, nie sypia o głodzie.

97 Ów z prawej strony duch jasny, o synu,

Bratem i mistrzem mi był; to z Kolonii
Albertus Wielki; jam Tomasz z Akwinu.

100 Jeżeli pragniesz, że ci się odsłoni

Inne w tym wieńcu nieśmiertelne miana,
Obracaj oczy za wodzą mej dłoni.

103 Ów blask pochodzi z uśmiechu Gracjana,

Co tak skutecznie praw pogodził dwoje,
Że stąd uciecha była w raju Pana.

106 Czwarty zdobiący te święte pokoje

Jest ów Piotr, który jak wdowa uboga
Zdał Kościołowi wszystko mienie swoje.

109 Ta piąta jasność, nad wszystkie tu droga,

Z takiej miłości tchnie, że w ziemskiej stronie
Każdy rad wiedzieć, jak żywie u Boga.

112 Taka w niej mądrość przepaścista płonie,

Że póki prawda prawdą, równej sławy
Mąż się nie rodził na ziemskim wygonie.

115 Poza nią widzisz tu blask, co pojawy

Wziąwszy cielesne, śród ludzi najręczej
Poznał naturę anielską i sprawy.

118 A w tym maleńkim światełku się wdzięczy

Owy obrońca chrześćjańskich ołtarzy,
Którym się, było, Augustyn wyręczy.

121 Jeśli po blaskach innych luminarzy

Myśl twoja tropem mych pochwał śladuje,
Zapragniesz poznać, co się w ósmym żarzy.

124 W nim oglądaniem Boga się raduje

Duch mędrca, który sercu, co go słyszy,
Marności świata tego ukazuje.

127 Ciało, skąd został wygnany, tam w niszy

Leży Cieldauru; z wygnania, z mozołu
Tutaj się dostał do miru i ciszy.

130 W ognistym wieńcu krążyli pospołu

Izydor, Beda i ów Ryszard z nimi,
Który był więcej niż człekiem padołu.

133 Ostatni z duchów jasnych tak szczytnemi

Zadumaniami miał zajętą głowę,
Że mu dłużyło się ulecieć z ziemi.

136 To jest wieczyste światło Sigierowe,

Co nauczając w Słomianej ulicy,
Głosił budzące zawiść prawdy nowe".

139 Wtem, jak o świcie, gdy Oblubienicy

Boskiej, spragnionej świętego kochania,
Śpiew budzi Męża miłego w łożnicy,

142 A zegar kółka toczący wydzwania:

„Dzień, dzień", tonami pieszczoty tak słodkiej,
Że się w niej sam duch od lubości słania,

145 Tak krążąc w świateł wirownicy wiotkiej,

Grali pieśń swoją przesławni lutniści,
W której nikt jeszcze nie pochwycił zwrotki,

148 Jeno tam, gdzie się rozkosz wiekuiści.



PIEŚŃ XI

Św. Tomasz wspomina dwóch wielkich świętych: św. Franciszka z Asyżu i św. Dominika. Opowiedziawszy szczegółowo o życiu biedaczyny z Asyżu, św. Tomasz opłakuje zepsucie zakonu dominikanów.


1 O bezrozumne zabiegi człowiecze,

Jakaż tkwi w waszych sylogizmach wada,
Że się wam skrzydło tak poziomo wlecze!

4 Ten księgi prawne, ów lekarskie bada,

Ten chce w kapłańskiej pysznieć świętej krasie,
Ten sztuką rządzi, a ów siłą włada.

7 Ten się rozbojem, ów urzędem pasie,

Znów inny zmysły rozkoszą mozoli,
Inny w gnuśności żyje i wywczasie.

10 A ja wyrwany z tej wszystkiej niewoli

Otom był w raju, gdzie mię Beatrycze
Wyniosła z sobą w gwiezdnej aureoli.

13 Już też duchowie, na swoje stanice

Po kręgach blasku wróciwszy, stanęli
W miejscu, jak w swoich lichtarzach gromnice.

16 Potem z pośrodka ogniowej topieli

Głos mi się ozwie, już słyszany skorzej,
I w znak radości światłem jaśniej strzeli:

19 „Wszystko ja — mówił — widzę w Łunie Bożej.

Toż zapatrzony w to wieczyste płomię
Wiem, jaki teraz niepokój cię trwoży.

22 Wątpisz i czekasz, że ci uświadomię

I nieomylnym wywodem rozjaśnię
Tak, że w nim przejrzysz, wątpliwości kromie,

25 Znaczenie słów tych, że »głodnym nie zaśnie«

I o tym, co był »niezrównany wiedzą«:
Oto rozróżnić tutaj trzeba właśnie.

28 Opatrzność, która nad tą ziemską miedzą

Czuwa rozumem takim, że źrenicy
Moce się zwichną, zanim dna dośledzą,

31 Chcąc oto miłość wzmóc Oblubienicy

Ku Małżonkowi, który z nią wesele
Odprawiał w jęku i świętej krwawicy,

34 Pragnąc, by szła doń i ufnie, i śmiele,

Dwu książąt wybrał w ziemskich mężów gronie
Na przewodników jej w podwójnym dziele.

37 Jeden miał ogień seraficki w łonie,

A w drugim taka mądrość się zebrała,
Że od niej blaskiem cherubina płonie.

40 O jednym powiem, bo jednego chwała

Obu dotyczy, a ich powołanie
W jednym kierunku i znaczy, i działa.

43 Między Tupinem a wodą, co kanie

Ze wzgórz, gdzie pamięć Ubalda jaśnieje,
Stok żyzny kłoni się po górskiej ścianie.

46 On to Perugię raz ziębi, raz grzeje

Od strony Porta Sole; w tyłach wzgórza
Gualdo z Nocerą pod uciskiem mdleje.

49 W miejscu, gdzie stromość z lekka się wydłuża,

Słońce tam wzeszło człowieczego rodu,
Jak owo, co się z Gangesu wynurza.

52 Kto więc wspominać chce owego grodu,

Nie mówże: »Asyż«, bo rzekłbyś za mało,
Lecz: »Wschód«, bo słuszna zwać go mianem Wschodu.

55 Na niebie jeszcze niewysoko stało,

Gdy plemię ludzkie z zasług jego cnoty
Już pierwszych błogich skutków doznawało.

58 Bo on chłopięciem, wbrew ojcu, w zaloty

Biegł do tej pani, co nie wszystkich nęci,
Podobnie jak śmierć, dla swojej brzydoty.

61 Przed trybunałem duchownym swe chęci

Zgłosił et coram patre dał jej słowo,
A potem co dnia kochał ją goręciej.

64 Po pierwszym mężu swoim była wdową

Tysiąc więcej stu i kilkoma laty,
Aż ją ten oto poślubił na nowo.

67 Bo nie pomogło, aby zwabić swaty,

To, że w rybaka chacie nie zadrżała
Na głos Cezara straszącego światy.

70 A taka była wierna i wytrwała,

Że razem z Chrystem zawisła na krzyżu,
Gdy nawet Matka u stóp pozostała.

73 Lecz byś nie błądził, będąc już w pobliżu

Prawdy, odkryję myśli osłonięte:
To z panią Biedą Franciszek z Asyżu.

76 Zgoda małżonków, lica uśmiechnięte,

Miłość przedziwna, wzrok pełen pogody
Budziły wkoło zadumania święte.

79 Pierwszy się rozzuł bieżący na gody

Bernard czcigodny i jeszcze się wstydzi,
Że śpieszy mało... O dobro bez szkody,

82 O skarbie wieczny! Więc rozzuł się Idzi,

Rozzuł Sylwester za pierwszym małżonkiem,
Taka im luba małżonka się widzi.

85 Tak poszedł ojciec i mistrz ze swym gronkiem

Dobranym: z panią i czeladką chętną,
Już opasaną pokornym postronkiem.

88 Ni mu chmurzyło czoła wstydu piętno,

Choć się urodził synem Bernardona
I miał urodę oczom nieponętną.

91 Lecz po królewsku zamiarów dokona,

Odkrywszy trudny plan przed Innocentem,
I bierze pierwszą pieczęć i znamiona.

94 Gdy trzódka rosła, w trop za mistrzem świętem

Krocząc, którego żywot nad pojęcie
Godniej chwalono by nad firmamentem,

97 Papież Honoriusz, na Ducha zaklęcie,

Ozdobił chwałą powtórnej korony
Arcypasterza szczytne przedsięwzięcie.

100 A że był palmy męczeńskiej spragniony,

Chrystusa głosić jął i Apostołów
Przed sułtańskimi, nie zadrżawszy, trony.

103 Lecz widząc próżne owoce mozołów,

A lud ów twardym i wierze niezdarnem,
Wrócił brać żniwo z italskich padołów.

106 Pośród skał, które Tybr okrąża z Arnem,

Ostatnią pieczęć, od Chrystusa wziętą,
Dwa lata nosił na ciele ofiarnem.

109 Gdy Bóg, który mu taką pracę świętą

Wyznaczył, po tej ziemskiej poniewierce
Przygotowywał dlań wieczyste święto,

112 Na brać swą, mienia słuszne spadkobierce,

Zdał opiekuństwo swej małżonki miłej,
Każąc, by wierne jej chowali serce.

115 Z jej łona zstąpił potem do mogiły;

Gdy dusza do swej wzlatała dzierżawy,
Zwłoki mar innych sobie nie życzyły.

118 Pomyśl, jakim był drugi sternik nawy

Piotrowej, którą z nim razem prowadzi
Przez dzikie morza do przystani prawej.

121 To patriarcha nasz; o kim on radzi

I kogo służba, i trud nie przestrasza,
Dobry ładunek na swą barkę ładzi.

124 Lecz trzodę nowa ponęciła pasza,

Więc tak łakoma stała się bez miary,
Że po manowcach dla niej się rozprasza.

127 A gdy odbiegnie w gąszcze i czahary

Precz od pasterza, co tak o nią stoi,
Z pustym wymieniem wraca do koszary.

130 Niejedna przy nim trwa; szkody się boi:

Lecz tak ich mało, że się wszystkim łacnie
Ze sztuki sukna kaptury wykroi.

133 Jeśliś za myślą mą nie szedł omacnie,

Jeżeli słowa moje masz w pamięci,
Jeśli słuchając, roztrząsałeś bacznie,

136 Już nieco swojej dopełniłeś chęci:

Widzisz, z jakiego drzewa strugam wióry
I co się w słowach rzemiennika święci,

139 Gdy mówi: »Syty, kto do dzieła skory«".



PIEŚŃ XII

Par 12

Po odejściu Justyniana Beatrycze rozprawia o śmierci Chrystusa, o odkupieniu człowieka i o niezniszczalności rzeczy stworzonych bezpośrednio przez Boga.


1 Zaledwie przerzekł swe ostatnie słowo

Błogosławionej ognik aureoli,
Święty krąg począł wirować na nowo.

4 Lecz zanim jeszcze pełną odbył kolej,

Już się krąg drugi w pierwszą tęczę wplata,
Słowo ze słowem, dźwięk z dźwiękiem zespoli.

7 Dźwięk, do którego w tych nadniebnych świata

Organach tak się mają ziemskie tony,
Jak do pierwosłońc ich ziemska poświata.

10 Taki jest właśnie na rozkaz Junony

Z barw równoległych wity łuk dwutęczny
Na wiotką chmurę w powietrze rzucony.

13 Ze środkowego wystrzela zewnętrzny,

Jak głos tej nimfy, co niby opary
W słońcu, zmarniała w miłości niewdzięcznej.

16 Weń poglądając, ludzie są tej wiary,

Że to znak boży pisany na chmurze,
Jako nie spuści więcej równej kary.

19 Tak więc naokół nas wieczyste róże

W girlandzie toczą swoje korowody,
Zewnętrzna średniej wtórując w tym chórze.

22 Aż gdy te wielkie i radosne gody,

Owe migoty i owa muzyka
Świateł, lubości pełna i pogody,

25 Za zgodną wolą, która w ruch przenika,

Zmilkły tak razem, jak obie połowy
Powiek się razem zwiera i odmyka,

28 Znienacka łono jednej jaśni nowej

Sprawiło, pieśnią nagle się rozpększy,
Żem się k'niej na kształt igły magnesowej

31 Zwrócił. Śpiewała: „Miłość, co mię piększy,

O drugim wodzu powiadać mi każe:
Przez niego pierwszy w czci zajaśniał większej.

34 Słuszna, by z jednym drugi chodził w parze,

Bo jak walczyli pod sztandarem wspólnie,
Niech się i sława ich razem pokaże.

37 Wojsko Chrystusa, zebrane mozolnie

Po pierwszych klęskach, formowało cugi
Chwiejne, nieliczne, ciężko i powolnie.

40 Więc Władca wieczny opatrzył swe sługi

I podparł słabe Kościoła obrońce
Według swej Łaski, nie zaś ich zasługi.

43 I jak już rzekłem, posłał swej Małżonce

Z odsieczą tych dwu przedziwnych szermierzy,
Aby skupili wojska błąkające.

46 W tej ziemi, kędy wstaje Zefir świeży

Rozwijać zioła na poczęciu roku,
Z których Europa ma ruń swej odzieży,

49 W pobliżu Oceanowego skoku,

Za którym słońce, zszedłszy w dal od proga
Lądów, z ostatnich ziem ginie widoku,

52 Błogosławiona leży Callaroga

Pod czułą strażą tej tarczy potężnej,
Gdzie się na wieże lwia wspina załoga.

55 Tam się urodził ten nowo zaciężny

Miłośnik wiary, ten zapaśnik święty,
Dla swoich słodki, na wrogów orężny.

58 A w duszy taką mocą był zaklęty,

Że matka ogniem proroczym owiana
Sny o nim śniła, ledwie był poczęty.

61 Gdy wziął ślub z Wiarą i tytułem wiana

Obojej stronie u świętej krynice
Nierozwiązalność była warowana,

64 Niewiasta, co zań składa obietnicę,

We śnie ogląda owoc ów dostały,
Co miał wzróść z niego i przejść na dziedzice.

67 Aby w imieniu samym się streszczały

Duszy znamiona, Anioł go w swej zjawie
Kazał zwać »pańskim«, bo w Panu był cały.

70 Zwał się Dominik, a ja o nim prawię

Jak o rataju wezwanym od Chrysta,
By mu pomagał w ogrodu uprawie.

73 I widno, że był praciwnikiem Chrysta,

Bo pierwszą miłość i pierwszą swą wolę
Zwrócił ku myśli zesłanej od Chrysta.

76 Nocą piastunka trafiała pacholę

Na ziemi, pełne niemego skupienia,
Jakby mówiło: »Na tę-m skazan dolę«.

79 Rodzicu jego, »Szczęsny« bez wątpienia,

O matko jego, w istocie »Joanno«,
Jeżeli los wasz wykładać z imienia.

82 Nie żądzą ziemskiej mądrości naganną

Wiedzion za głośnych kanonistów wzorem,
Lecz by prawdziwą nasycić się manną,

85 Rychło zasłynął przedziwnym doktorem

I począł chodzić około winnicy
Pod złym hodowcą nawiedzanej morem.

88 Nie o to prosić szedł świętej stolicy,

Która spełniała miłosierdzia cnotę,
Gdy szafarzyli w niej lepsi skarbnicy —

91 By pozwalała brać z sześci trzy złote

Albo zagarniać kościelne prebendy,
Albo z dziesięcin obdzierać biedotę;

94 Lecz by posłała go karczować błędy,

Ratować ziarno, skąd na naszej roli
Dwudziestu czterech drzew wyrosły pędy.

97 Potem jak strumień, nim się z gór wyzwoli,

Z swą apostolską misją czekał do pór,
Kiedy się poczuł i w wiedzy, i w woli.

100 Do heretyckich krzów przykłada topór,

A usilnością tam żywiej nastaje,
Kędy zaciętszy napotyka opór.

103 Z niego rozliczne wytrysły ruczaje:

Tak katolicka zagroda skrapiana
Drzewka swe stroi w zawsze jasne maje.

106 Gdy tak ci kreślę jedno z kół rydwana,

Z którego Kościół w domowej rozprawie
Bronił się i skąd gromił wrogów Pana,

109 To ci tym samym przed oczyma stawię,

Czym był ów drugi niebieski najmita,
O którym Tomasz mówił tak łaskawie.

112 Lecz kolej przezeń w szczycie kół tych ryta

Przemieniła się na manowce kręte,
A gdzie był winny osad, pleśń zakwita.

115 Rodzina jego, porzuciwszy święte

Tropy, już dzisiaj tak opacznie czyni,
Że stawia palce, gdzie on stawia piętę.

118 Sama się lichej uprawy obwini

W dniu owym, gdy to zapłacze wydarty
Kąkol, że się go nie daje do skrzyni.

121 Prawda, że waszych ksiąg przejrzawszy karty,

Znajdę takiego, którego pochwalę,
Że dziś jest tyle co i dawniej warty.

124 Nie z Acquasparta jednak, nie z Casale,

Bo tam spaczona reguły istota:
Ten ją zaostrza, ów pełni niedbale.

127 Ja z Bagnoreggio jestem: duch żywota

Bonawentury, dostojnik w kościele;
Przed ziemską wrzawą zamykałem wrota.

130 Z Illuminatem swoje szczęście dzielę

I z Augustynem; to pierwsi w pokorę
Żebraczą strojni Boga przyjaciele.

133 Hugo z San Victor i Piotr Mangiadore,

Piotra Hiszpana duch cię tutaj wita:
W dwunastu księgach jego słowo gore.

136 I Natan prorok, i Metropolita

Chryzostom, Anzelm, Donat blaski toczy,
Z którego dzieł wam pierwsza sztuka świta.

139 Rabanus tu jest, a obok rwie oczy

Duch Joachima, Kalabrii opata,
Co mowę pełną miał mocy proroczej.

142 Wysławiać tylu paladynów świata

Oto żarliwa uprzejmość mię skłania
Oraz wymowność przeroztropna brata

145 Tomasza, a z nim ta święta kompania".



PIEŚŃ XIII

Św. Tomasz z Akwinu rozprawia o mądrości Adama, Chrystusa i Salomona, a także o niebezpieczeństwie wydawania pochopnych sądów.


1 Kto chce oglądać własnymi oczyma,

Com teraz ujrzał, niech w myśli posplata
I jak kształt ryty w pamięci zatrzyma

4 Te piętnaścioro gwiazd najżywszych świata,

Tak gorejących, że śród mgławic mętu
Mrok się najgęstszy przed nimi odmiata.

7 Niech wyobrazi wóz, który zakrętu

Pełnego w jednej dokonywa dobie,
Nie schodząc nigdy za skraj firmamentu.

10 Niech uście rogu wyobrazi sobie,

Które w pobliżu tego punktu płonie,
Kędy tkwi biegun w lazurowym globie.

13 Niech je pomyśli w podwójnej koronie,

Tak ułożone między gwiazd kurzawą,
Jak się złożyły po Ariadny skonie.

16 Niechaj przedstawi sobie taką sprawą

Ześrodkowane te niebios ozdoby,
Że jedna w lewo, druga bieży w prawo —

19 A ujrzy duszy oczyma jakoby

W widmie obrazu te pląsy i tany,
Co się toczyły wokół mej osoby.

22 Widok z ziemskimi tak nieporównany,

Jak Pierworuchu szalone wichury
Z powolnym chodem naszej swojskiej Chiany.

25 Tam nie Apollem, nie Baccchem brzmią chóry:

Sławi się Osób Trzech przyrodę bożą,
Sławi w Osobie jednej dwie natury.

28 A wtem się tańce i śpiewy ułożą;

Duchy skłonione z kolistego szlaku
Ku nowej trosce myśl zwracają hożą.

31 Potem milczenie zgodnego orszaku

Przerwie ów płomień świętego ogniska,
Co mi powiadał o bożym żebraku.

34 „Gdy jedna słoma sprzątniona z boiska

I do śpichlerza ziarno już zesute,
Miłość mi drugi snop pod cepy ciska.

37 Myślisz tak: w łonie, skąd było wyprute

Żebro na zaczyn owej gładkiej twarzy,
Co świat na taką przywiodła pokutę,

40 I w owym pchniętym włócznią dzikiej straży,

Które, ściągając na się pomsty ramię,
Przeszłą i przyszłą winę równoważy —

43 W nich obu, to jest w Chryście i w Adamie,

Tyle wmieściła wiedzy twórcza władza,
Ile dopuszcza człowieczeństwa znamię.

46 Przeto też dziwno tobie, jak się zgadza

Z tą prawdą moje rzeczenie poprzednie,
Że nie ma równia światło, które chadza

49 W piątym płomieniu. Utkwijże wzrok w sednie

Mej myśli; tak z nią twoją wiarę złożę,
Iż będą jako dwa koła spółśrednie:

52 To, co umiera i umrzeć nie może,

Jest jeno ziemskie idei odbicie,
Którą kochaniem rodzi tchnienie Boże.

55 Bo światłe Słowo, które bierze życie

Od swej Prajaśni, a zawsze się jedna
Z nią i z Miłością, złączone w Trójbycie,

58 Promienie rzuca z dobroci bezedna

Na dziewięciorga sfer wiry okolne,
Ustawnie trwając jako istność jedna.

61 Potem zstępuje w tworzywa padolne

Stopień po stopniu — aż na byty schodzi
Krótkotrwałego jeno życia zdolne.

64 Przez byty owe rozumieć się godzi

Te, co je wirem Pierworuchu sfera
Z nasienia albo i bez niego płodzi.

67 Lecz miazga bytów i moc, co ją zbiera

W kształt, są nierówne, toż spod ich osnowy
Typ idealny nierówno przeziera.

70 Stąd też pochodzi, że niejednakowy

Owoc, gdzie drzewa gatunek jednaki,
I że są tępsze i bystrzejsze głowy.

73 Gdyby ta miazga była bez poszlaki

I pełnia wpływów szła z niebiosów toni,
W bytach by żadne nie istniały braki.

76 Ale natura dużo blasku roni,

Tworząc swe dzieło, właśnie jak artysta,
Który zna kunszt swój, lecz jest słabej dłoni.

79 Za to jeżeli Miłość płomienista

W dzieło jasnością Pierwomocy tchnęła,
To się w nim jawi doskonałość czysta.

82 Tak w owej glinie stworzonej do dzieła,

W które spłynęły wszystkiej krasy zdroje;
Tak w Płodzie Panny, co z Ducha poczęła,

85 Słuszne jest zatem powiedzenie moje,

Że nigdy dotąd nie było śród ziemi
Tak doskonałych tworów, jak ci dwoje.

88 Gdybym nic nie rzekł więcej, słuszna, że mi

Zadasz pytanie, co znaczyło ono:
Iż nie ma równia między żyjącymi.

91 By ci odsłonić, co jest pod zasłoną,

Uważ, kim on był i czego to w darze
Żądał, kiedy mu żądać dozwolono.

94 Mniemałem, że ci w mych słowach ukażę,

Iż on był królem i mądrości życzył
Od Boga, by był władcą nad mocarze,

97 Nie zaś, by niebios ruchadła policzył

Lub dwu przesłanek, co są sobie sprzeczne:
Musu z przypadkiem następstwo wytyczył,

100 Zgadł, są-li dźwignie ruchu ostateczne,

Wkreślił w półkole trójkąt, gdzie by wcięcie
Kąta prostego nie było konieczne.

103 Zebrawszy wszystko, wiesz, żem w tym momencie

Mądrość królewską przez ową wspaniałą
Wiedzę rozumiał, godząc w twe pojęcie.

106 Jeśli cię słowo »wzniósł się« pomieszało,

Wiesz, że na celu miałem ukazanie,
Iż królów wielu jest, lecz dobrych mało.

109 Z tym objaśnieniem przyjmij i patrz na nie.

I niech w pamięci twojej tak ostaną
Nasz pierwszy rodzic i nasze Kochanie.

112 A miej u nogi kulę ołowianą

I stąpaj z wolna, jak człowiek znużony,
Zanim osądzisz rzecz nieoglądaną.

115 Bo gorzej głupca będzie poniżony,

Kto zbyt dorywczo rozstrzyga i sądzi,
Nie odróżniwszy wprzódy lepszej strony.

118 Taki się zmiesza zwykle i pobłądzi:

Nazbyt pochopnie bieży ku fałszowi,
Przy czym uczucie już rozumem rządzi.

121 Kto, swej nie znając sztuki, prawdę łowi,

Próżno zarzuca na głębinach wędy,
Bo wynik jego chęciom nie odpowie.

124 W takie to właśnie popadli obłędy

Parmenid, Melis, Brissos, inny taki,
Którzy kwapili się, nie wiedząc kędy,

127 Sabeliusz, Ariusz i owe pismaki,

Którzy dla Pisma byli jak te miecze
Czyniące z twarzy dorodnych — pokraki.

130 Nie bądź więc w sądach zbyt rączy, człowiecze,

Ani nie szacuj zboża na rozłogu,
Zanim się ziarno na słońcu wypiecze.

133 Widziałem nieraz wiosną badyl głogu,

Który wyglądał suchy i chropawy,
A potem kwieciem róż wdzięczył się Bogu.

136 A znów widziałem szkut piękny i żwawy,

Jako po fali szedł w wielkiej paradzie,
A potem tonął przy końcu wyprawy.

139 Niech więc nie sądzi lada kto w gromadzie,

Mówiąc: »Ten darzy Kościół, ów okrada«,
Iż już do wnętrza zajrzał bożej radzie,

142 Gdyż ów się może podnieść, gdy ten pada".



PIEŚŃ XIV

Par 14 dore

Jedna z dusz wyjaśnia Dantemu wątpliwość, w jaki sposób po zmartwychwstaniu oczy człowieka zbawionego wytrzymują blask duszy, a następnie Beatrycze i poeta wznoszą się do piątego nieba, na planetę Marsa, gdzie ukazują się im dusze bojowników za wiarę tworzące płomienny krzyż.


1 W krągłym naczyniu dwojgiem fal się mąci

Płyn, które na się zachodzą wzajemnie,
Gdy się go z zewnątrz i z wewnątrz potrąci.

4 Podobny obraz ujawnił się we mnie,

Gdy duch żywota niegdyś Tomaszowy
Zapadł w milczenie; bo się tak foremnie

7 Układał teraz pogłos jego mowy,

Ku nam falując, z głosem Beatryczy,
Która więc tymi ozwała się słowy:

10 „Choć on nie wyrzekł jeszcze, czego życzy,

Ani chęć nawet w głowie mu nie świta,
Potrzeba jemu nowych prawd zdobyczy:

13 Blask, którym wasza substancja zakwita,

Wiecznie-li będzie trwał, czy też docześnie,
Póty aż się wiek wypełni do syta?

16 A jeśli przetrwa dzień, gdy człowiek wskrześnie,

Jakim sposobem, w ciele cierpiętliwem
Płonąc, nie będzie ócz raził boleśnie?"

19 Jak uniesiony radosnym porywem,

Pląsając w kole, cały chór taneczny
Objawia afekt swój gestem i śpiewem,

22 Tak po tej prośbie naglącej i grzecznej

Zawirowały z radosnymi głosy
Dwa święte kręgi obręczy słonecznej.

25 Kto z was się skarży na śmiertelne ciosy,

Które raj dają po ziemskiej rozłące,
Nie wie, jak luby chłód niebieskiej rosy.

28 Jedność i z Dwójcą Trójca, wiecznie tchnące

A władne w Trójcy, w Dwojgu i w Jedności,
Nieogarnięte, wszechogarniające,

31 Trzykroć śpiewane były pośród włości

Niebios tak słodko, że najlepszy zgoła
Do większych nagród prawa nie urości.

34 I usłyszałem wśród mniejszego koła

W zbożniejszym świetle pełen umilenia
Głos, jak ów Marii zwiastuna — anioła:

37 „Dopóki w raju te pląsy i pienia

Trwać będą, póty miłość, co w nas tleje,
Wyiskrzać będzie te szaty z płomienia.

40 W miarę zapału blask nasz potężnieje,

A zapał w miarę patrzenia tym silniej,
Im więcej Łaska na nas mocy zleje.

43 Gdy dawne ciała mieszkańce mogilni

Przywdziejem, wtedy w tej chwalebnej korze
Bóg będzie na nas poglądał przychylniej.

46 Przez to się równie nasza jasność wzmoże,

Co ją wysiewa niebieska skarbnica
I dzięki której patrzym w lica Boże.

49 Widzeń się naszych rozrośnie granica,

Rozrośnie ten żar, który z nich się nieci,
Rozrośnie promień, co się w nich nasyca.

52 Jak węgiel, kiedy płomień go ukwieci,

Swoją łupinę ogniową przebija
I pośród światła czerwonością świeci,

55 Tak przez tę jasność, która nas spowija,

Kształt nasz cielesny lśnić będzie z pożaru,
Dziś jeszcze skryty w grobie, co przemija.

58 Ani nie będziem zmęczeni od skwaru:

Organ cielesny będzie dosyć silny,
Aby nie zemdleć z rozkoszy nadmiaru".

61 Tedy słyszałem, jak bardzo był pilny

Zawołać: „Amen", każdy ognia płatek,
Spragnion dostania swej szaty mogilnej,

64 Nie tyle dla się, ile dla swych matek,

Ojców i wszystkich, których w tamtym bycie
Kochali, zanim zbyli ziemskich szatek.

67 A oto mi się zjawiły w rozkwicie

Nowe jasności nad tęcz pierwszą parą,
Niby na rąbku niebiosów o świcie.

70 Jak na sklepieniu nieb godziną szarą

Zamajaczeją coraz błyski nowe,
Widniejąc w oczach ni jawą, ni marą,

73 Podobne błysły przez mgielną osnowę

Światła i jęły toczyć swe obroty
Ponad dwie inne obręcze tęczowe.

76 O szczere Ducha Świętego błyskoty,

Utkwiony w waszej ognistej koronie
Wzrok mój lśnął, rażon gwałtownymi groty.

79 Wtem Beatryczy piękność mi rozpłonie

Uśmiechem między światłości ruczaje,
Tak że mej wizji opisem nie zgonię.

82 Czułem, że wzrok mój nowych sił dostaje

I że jak gdyby potężnymi pióry
Jestem z mą panią rwany w wyższe raje.

85 Czułem to, żeśmy lecieli do góry,

Po roześmianiu gwiazdy purpurowym,
Czerwieńszym niż ton jej zwykłej purpury.

88 Modlitwą serca, tym spólnym duchowym

Językiem, Bogu składałem ofiary
Po Jego łaski objawieniu nowym.

91 A nie ostygły jeszcze we mnie żary

Całopalenia, gdym miał niewątpliwy
Dowód, że przyjął Bóg me korne dary.

94 Bo tak szkarłatny, światły nad podziwy

Zalśnił kształt w głębi tęczowego kręga,
Żem wołał: „Helios, jakżeś urodziwy!"

97 Jak owa, która dwa bieguny sprzęga,

Gwiazdami siły różnej świecąc światu,
Niewybadana wiedzą mleczna wstęga,

100 Tak pośród Marsa pełen majestatu

Znak mi się jawił, złożony w te linie,
Co razem tworzą przekątnie kwadratu.

103 Tutaj ma sztuka z pamięcią się zminie,

Bo w krzyżu raz w raz wybłyskał znak Chrysta:
Wszelka wybłysków modła wobec ginie.

106 Lecz kto krzyż bierze, naśladując Chrysta,

Przebaczy mowie mojej niedojrzałej,
Gdy kiedyś ujrzy sam łyskanie Chrysta.

109 W ramionach krzyża, tam gdzie się mijały

Lub gdzie schodziły święte błyskawice,
Zaraz się skrzyło żywszymi zapały.

112 Jako przez nie dość szczelne okiennice

Wciska się iskier gromada drgająca
Pasem świetlanym w komnaty ciemnicę

115 I cząsteczkami ognia cień roztrąca,

Co go człek sobie sztucznie dla osłony
Uczynił, chroniąc się nadmiaru słońca;

118 Lub jako w gęśli albo wielostronej

Harfie ze zgodnych uderzeń wykwitną
Miłe, choć w słowa nieubrane tony,

121 Tak ja w me zmysły przejmowałem szczytną

Muzykę świateł, która się zbierała
W ramionach krzyża melodią niechwytną.

124 Śpiewana była snadź najwyższa chwała:

„Powstań", „Zwyciężaj" — jeno mię doleci
Z pieśni, która się w swoim wątku rwała.

127 Zatem się we mnie taka miłość nieci,

Że owładnęła całą duszą moją —
Nigdy nie byłem brany w słodsze sieci.

130 Może te słowa nieopatrznie roją,

Mając przepiękne oczy w niepamięci,
Co były dotąd mych tęsknot ostoją.

133 Ale kto zważy, iż żywe pieczęci

Piękna, im wyżej, tym działają żywiej
I że w tej chwili do nich wszystkie chęci

136 Miałem zwrócone, ten usprawiedliwi,

W czym uchybiłem, albowiem dowiodę,
Iż się jednemu drugie nie przeciwi:

139 Wszak ona wzrosła tymczasem w urodę.



PIEŚŃ XV

Pośród bojowników za wiarę Dante spotyka swego pradziada Cacciaguidę, który opisuje poecie Florencję swoich czasów, mówi o przodkach i żonie, a także o swojej śmierci podczas drugiej krucjaty.


1 Ta dobra wola, w której się wykrywa

Miłość będąca z wolą boską w mirze,
Jak jest w rozterce wola niegodziwa,

4 Milczenie słodkiej nakazała lirze,

Pokojąc struny w szczytnym instrumencie,
Na których sam Bóg swoje nuty niże.

7 Mogłybyż modłom moim stać na wstręcie

Istoty, które zgłuszyły swe pienia,
Ażeby moje usłyszeć zaklęcie?

10 Taki doczeka duszy potępienia,

Kto się pozbywa sam miłości czystej
Dla rzeczy marnej, dla rozkoszy cienia.

13 Jako przez lazur cichy i przejrzysty,

Ciągnąc za sobą zadumane oczy,
Nagle przebieży lotem smug ognisty

16 I zda się gwiazdą, która z drogi zboczy,

Tylko że tamta, w miarę jak się zniża,
Gaśnie, a ta trwa ani się nie mroczy —

19 Tak porzuciwszy prawe ramię krzyża,

Od konstelacji, gdzie mieszka, jak strzała
Do stóp krzyżowych zbiegła iskra chyża.

22 Ni się od wstęgi perła odrywała;

Z bieli jarzącej swój ognik wyłoni
I jak za płytą alabastru pała.

25 Potem się ku mnie jak Anchiz przykłoni,

Wedle powieści poety, tą chwilą,
Gdy syna ujrzał na Elizjum błoni.

28 „O ty, krwi moja, obsypana tylą

Łask Bożych, komuż tak szczęśnie jak tobie
Po dwakroć wrota niebios się odchylą?"

31 Tak rzekła światłość. Więc w jasnej osobie

Wzrok utkwię i znów pani mojej lice
Podziwiam; dwojgiem kras swój zachwyt zdobię.

34 Takim uśmiechem grały jej źrenice,

Żem się swoimi zdał zapadać do dna
Po łask i rajów ostatnie granice.

37 W słuchaniu słodka, w widzeniu pogodna

Postać zaczęła mówić dziwne rzeczy:
Ich sensu moja myśl była niewłodna.

40 Nie przeto, by duch tajność miał na pieczy,

Ale że nabył przez swe wniebowzięcie
Znamion szczytniej szych nad umysł człowieczy.

43 Lecz gdy gorącej miłości napięcie

Tak odtężało, że tajników zjawa
Zdołała w moje utrafić pojęcie,

46 Pierwsze, co mi się wyrozumieć dawa,

Było: „Sławię cię, Trójjedną Istotę,
Żeś była dla mej krwi taka łaskawa".

49 A dalej: „Słodką i dawną tęsknotę,

Wyrosłą z wróżby zapisanej w księdze,
Kędy konieczność nie chybia na jotę,

52 Koisz, przechodząc za jasne wrzeciędze

Bytów niebiańskich, dzięki tej, co z twego
Świata wyniosła cię nad ludzką nędzę.

55 Ty wiesz, że ku mnie myśli twoje biegą

Odbite z Boga i obraz zeń wstaje
Twych chęci, jako cyfr szereg z jednego.

58 Nie pytasz zatem, ktom ja, przecz się zdaję

Płonąć jasnością czerwieńszych korali
Niż inne duchy zdobiące te raje.

61 I wiesz prawdziwie, bo wielcy i mali

Tych nieb sąjedno odbiciem zwierciadła,
Gdzie ledwie błyśnie ich myśl, już się pali.

64 Lecz aby miłość, która mną owładła

I ma wnet moją tęsknotę uzdrowić
Za twą osobą, w pełni cię posiadła,

67 Szczerze, wesoło, umie śpiesz wysłowić,

Jaka się w tobie myśl i chęć poczęła;
Wiedz, że gotowa już im jest odpowiedź".

70 Na Beatryczę spojrzałem; pojęła,

Nim rzekłem słowo; uśmiechu wymowa
Wraz prędkie skrzydła mym chęciom przypięła.

73 Potem zacząłem: „Odkąd Pierwsza owa

Równość wam błyska, wszak się w was kochania
I wiedzy zdolność stała jednakowa?

76 Bowiem je Słońce grzeje i rozstania

Ciepłem i światłem w takiej równej mierze,
Iż między nimi nie ma stopniowania.

79 Za to chęć, a moc w naszej ziemskiej sferze,

Z powodów, które poznali niebianie,
Mają w swych skrzydłach różnej mocy pierze.

82 W tym ja śmiertelny znajduję się stanie,

Przeto jedynie sercem niosę do cię
Za twój ojcowski afekt dziękowanie.

85 Topazie żywy, który w tym klejnocie

Niezrównanymi blaskami wykwitasz,
Mów mi, jak zwałeś się w ziemskim żywocie?"

88 „Szczepie mój miły, że tu wnet zawitasz,

Czekałem. Jam jest twego rodu korzeń —
Tak począł mówić niebieski dygnitarz. —

91 Ten, który żyjąc śród padolnych stworzeń,

Dał ci nazwisko i sto lat z okładem
Już błądzi w pierwszym kręgu upokorzeń,

94 Był synem moim, a twoim pradziadem;

Słuszna, żebyś mu w tej ciężkiej przygodzie
Modłami rajski wypraszał dyjadem.

97 Florencja w starym mieszcząca się grodzie,

Skąd jej jak dzisiaj wydzwaniały wieże,
Podówczas żyła w skromności i zgodzie.

100 Nie były modne kosztowne odzieże,

Manele, wieńce, trzewiczki i pasy:
Jeszcze je liczka zaćmiewały świeże.

103 Córka, rodząc się, rodzica nie straszy,

Że wyjdzie za mąż, nim doczeka pory;
Zamiast posagu wystarczało krasy.

106 Nie stały pustką pałace i dwory

Ani był znany kunszt Sardanapala,
Który znieprawia małżeńskie komory.

109 I nie prześcigał jeszcze Montemala

Uccellatoio, a nie tak upadła
Roma, jak on się upadkiem pokala.

112 Szlachta, jak Berti, pas rzemienny kładła

Z kościaną sprzączką; niewiasty wstawały
Z nieubieloną twarzą od zwierciadła.

115 Nerli, Vecchietti w proste samodziały

Chodzili strojni; żony, u wrzeciona
Siedząc, z kądzieli nitki wysnuwały.

118 Szczęsna z nich każda, że w ojczyźnie skona

Lub że od męża, samotna w izdebce,
Dla dziewek z Francji nie będzie rzucona.

121 Inna, bywało, ślęczy przy kolebce

I ową gwarą właściwą dziecinie,
Kołysząc, słowa pieszczotliwe szepce.

124 Ta u przęślicy długą nitkę winie,

Snując powieści, tak wieczór ulata,
O Troi, Rzymie, fiezolskiej dziedzinie.

127 Tak trudno było spotkać w owe lata

Cianghellę albo Lapa Saltarella,
Jak dziś Kornelę albo Cyncynata.

130 Do tej siedziby miru i wesela,

Do tego cnego, wiernego narodu
Powołała mię na obywatela

133 Maria, od matki mej w bólach porodu

Wzywana; imię i chrztu szatę nową
Brałem w kościele chrzcielnym twego grodu.

136 Bracia się moi Elizeusz zową

I Moront; żony ojczyzna nad Padem;
Po niej wywodzisz swą nazwę rodową.

139 Potem chadzałem z cesarzem Konradem;

On mię pasować raczył na rycerza,
Tak za mą prawą służbę był mi raden.

142 Lud wojowałem, co święte wybrzeża

Fałszywą wiarą plugawi, w zdobyczy
Zabrane z winy niecnego pasterza.

145 A potem byłem od szkaradnej dziczy

Zbawion żywota, który w mętnym zdroju
Da czerpać duszom ułudnej zdobyczy,

148 I z męki wszedłem do niebios pokoju".



PIEŚŃ XVI

Par 16 cacciaguida

Na prośbę Dantego Cacciaguida opowiada w dalszym ciągu o swoich czasach, przodkach i ludności Florencji, opłakuje napływ nowych mieszkańców do miasta, a na koniec wymienia stare rody florenckie.


1 O krwi człowieczej dostojeństwo liche!

Pytam ja, czyli dziwić się wypada,
Że tu na ziemi wzbijasz człeka w pychę,

4 Gdy porywami swych uczuć nie włada,

Skoro tam, gdzie mu prosto dano latać,
Jam zaczął pysznieć świetnością pradziada!

7 Jesteś jak ten płaszcz, co go ciągle łatać

Potrzeba, bowiem czasu go nożyce,
Krążąc wokoło, nie przestają płatać.

10 „Was - tym wyrazem tok mowy pochwycę,

Który był czczony w twym mieście, o Tewrze!
Lecz zaniechali go Rzymian dziedzice,

13 Tu Beatrycze uśmiechem odewrze

Usta, znak dając na porozumienie,
Jak niegdyś owa służebna Ginewrze. –

16 Was - tak powiadam - swoim ojcem mienię;

Przez was mi wzrasta mówienia otucha,
Przez was podnoszę się nad przyrodzenie.

19 Radość mi pełnią strug napełnia ducha;

I znów się cieszę, że pod tak bogatem
Plonem nie pęka ta skorupa krucha.

22 Szczycie dostojny, powiedzcie mi zatem,

Kto dziady wasze; do winnicy pańskiej
Duch wasz z prabytu którym zstąpił latem?

25 Mówcie mi, ile trzody świętojańskiej

Było podówczas. Jacy luminarze
Przyozdabiali w chwałę gród mieszczański?"

28 Podczas kiedy ja tak pochlebnie gwarzę,

Coraz się jasność jego rozrumienia
I jak od wiatru węgiel, staje w żarze.

31 A jak w mych oczach piękniej się przemienia,

Tak mi łacińską mową ucho pieści,
Pełną słodszego i milszego brzmienia:

34 „Od dnia, gdy Marii anioł przyniósł wieści,

Do dnia, gdy matce mojej, dzisiaj świętej,
Przyszło mię rodzić w lęku i boleści,

37 W obiegu po raz pięćset pięćdziesiąty

Trzydziesty gwiazda, co przed tobą płonie,
Głowicą swoją Lwiej dotknęła pięty.

40 Dom nasz stał w miejscu, gdzie w dorocznym gonie

Na ostateczną trafiają dzielnicę
Do swojej mety rozpędzone konie.

43 Kto byli moich rodziców rodzice,

O tym zamilczeć tutaj skromność każe,
Tym, com rzekł dotąd, niech cię już nasycę.

46 Od chrzcielnic po most, gdzie Mars trzyma straże,

Mieszkańców zdatnych do walnego szyku
Pięćkroć mniej niż dziś było na obszarze.

49 Lecz krew ludności, co dziś jest na zniku

Zlana z krwią Campi, Certalda, Fegghiny,
Czysta w najlichszym była rzemieślniku.

52 Bogdaj nie były wcielone do gminy!

Galuzzo albo Trespiańska przykopa
Bogdajby nasze kończyły dziedziny!

55 Nie trzeba by wam znosić odór chłopa

Z Aguglion albo rodzonego w Signie,
Co rad brać cudze do swojego snopa.

58 Gdyby ten, co dziś ku przepaści chynie,

Nie był dla swego Cezara macoszy,
Lecz się w nim kochał jako matka w synie,

61 Taki florentczyk, co się dziś panoszy

Handlem, powracałby do Simifonti,
Gdzie to dziad żebrał do torby trzech groszy.

64 Trzymaliby się w Montemurlo Conti,

Cerchi by żyli w prowincji Acone,
A w Valdigreve może Buondelmonti.

67 Stadła małżeńskie źle postanowione -

To zło, skąd czyha na państwo zagłada,
Jak z potraw, gdy są w żołądku skłócone.

70 Ślepy byk prędzej, potknąwszy się, pada

Niż ślepe jagnię; byle z dobrej stali,
Lepiej niż pięć szpad siecze jedna szpada.

73 Przyjrzyj się Lunie, przyjrzyj Urbisaglii,

Jako zginęły; patrz, śmierci zarody
Nie od dziś w Chiusi tkwią i Sinigaglii.

76 Że z biegiem czasu upadają grody,

Niechaj ci dziwne nie będzie odkrycie;
Mają swój koniec państwa i narody.

79 Wszystko ma swą śmierć, lecz ta czasem skrycie

Przychodzi i kres przed oczyma chowa,
Gdy jest leniwsza niźli ludzkie życie.

82 A jak, wirując, sfera księżycowa

Raz wraz to zniża, to podnosi fale,
Tak się Florencji dola różnie snowa.

85 Przeto nie będzie tobie dziwno wcale,

Że się tu mężów florenckich przypomni,
Pokłoni skrytej w łonie czasu chwale.

88 Catellinowie, Ughi mi przytomni,

Filippi, Greci, Ormanni, Albrichi:
Już wyrodzeni, a jeszcze ogromni.

91 Wielcy dziadowie, rodów naczelniki:

Owi z Sannella oraz owi z Arki,
Toż Soldanieri, Ardinghi, Bostichi.

94 Nad bramą, która obciążyła barki,

Dźwigając takiej podłości brzemiona,
Że wróżą zgubę przepełnionej barki,

97 Ród Ravignanów siadł, skąd rozpleniona

Familia Guida i liczni dziedzice
Stawnego niegdyś mianem Bellinciona.

100 Pan z Pressy znał już wtedy tajemnicę

Rządów pomyślnych; już dom Galigajo
Ozłocił miecza gardę i głowicę.

103 W górę wyrosła już kolumna z Vajo,

Sacchetti, Giuochi, Fifanti, Baruci,
Galii i ci, co korca się sromają.

106 Ów szczep, z którego wyrośli Calfucci,

Strzelił wysoko; do krzeseł się wspięły
Kurulnych: Sizich ród i Arrigucci.

109 Niejedne własną dumą się zwichnęły,

Podczas gdy w złotych kulach było ładnie
Florencji strojnej przezacnymi dzieły.

112 Takimi czyny doszli chwały snadnie

Przodkowie onych, co dzisiaj w kościele
Sierocym, spadłszy, pasą się gromadnie.

115 Zgraja zuchwała, co się smoczy śmiele

Na pierzchających, lecz gdy jej kto kłami
Lub kieską błyśnie, jak owca się ściele,

118 Już się wznosili - drobni ludzie sami:

Na teścia dąsał się Ubert Donato,
Że mu ród lichą parentelą plami.

121 Już Caponsacco osiadł się bogato,

Zszedłszy z Fiesole; już wzmogła uczciwa
Praca ród Giudi i ród Infangato.

124 Rzecz to zaiste dziwna, lecz prawdziwa:

Do miasta wrota ubożuchne wiodły,
Co je od rodu Pera lud nazywa.

127 Kto tylko zdobił tarcz pięknymi godły

Cnego barona, któremu brzmi sława
Włączona w święto - Tomaszowe modły,

130 Szlachectwo razem brał i wszystkie prawa

Choć dziś się z ludem brata ktoś, co złotej
Frędzli do belek na herbie dodawa.

133 Już Importuni kwitli, Gualterotti;

Już wreszcie Borgo żyłoby spokojnie,
Gdyby przybysze zostali za wroty.

136 Dom, co początek dał zabójczej wojnie

Przez pomstę słuszną za niecne zachody,
A was przymusił czuwać ciągle zbrojnie,

139 Cny był sam i cne związane z nim rody;

O Buondelmonte, czemuż cię widzieli
Na inne stamtąd śpieszącego gody!

142 Ci, co dziś smutni, byliby weseli,

Gdybyś, do miasta jadąc, spoczął w Emie
Przez dopust boży na wodnej pościeli.

145 Lecz było trzeba, by florenckie plemię

Poświęciło cię w miru dni ostatnie
Głazowi, który u stóp mostu drzemie...

148 Widziałem zatem w jedno plemię bratnie

Czule spojoną Florencję w tej porze,
Zanim się nad nią pomsta Boża zatnie.

151 Z onymi rody w jednym sławnym zborze

Lud sprawiedliwy tak, że lilii kwiaty
Na drzewcu lancy zawsze były w górze

154 Ni odmieniały bieli na szkarłaty".



PIEŚŃ XVII

Cacciaguida przepowiada Dantemu wygnanie i niedole, prorokując mu równocześnie wielką sławę i zachęcając do opisania wszystkiego co widział w zaświatach.


1 Jak ten, co bieżał, dawszy słuch obmowie,

Badać Klimenę o swe pochodzenie —
Odtąd są skąpsi dla synów ojcowie —

4 Tak jam się kwapił i tak me pragnienie

Pojęli ona i duch świętej chęci,
Co ku mnie zstąpił po krzyżowej ścienie.

7 Więc Beatrycze rzekła: „Tchnij goręcej

Pożądań twoich wewnętrznymi żary,
Znacząc je cechą serdecznej pieczęci.

10 Bo choć nam nie są tajne twe zamiary,

Chcę, byś się uczył, sam będąc niesytem,
Prosić, aby ci dopełniono czary".

13 „O pniu ojczysty, coś nieb dosiągł szczytem

I rzeczy przyszłe leżące w bezkresie
Oglądasz, jaźnią złączony z prabytem;

16 Któremu każdy dzień dzisiejszym zwie się

Tak nieomylnie, jako jest niemylne
To, że rozwartych dwóch trójkąt nie zniesie;

19 W czas, gdy mię ramię Wergilego silne

Wiodło ku górze, co lekuje skazy,
I gdym zstępował w ciemnie zamogilne,

22 O losach swoich słyszałem wyrazy

Srogie, choć dusza, jak skała ciosana
W sześcian, nie baczy na fortuny razy.

25 Oto chcę wiedzieć od samego rana,

Jaka się dola stanie mym udziałem,
Bo mniej dokucza strzała przewidziana".

28 Tak się do iskry świętej odezwałem

I jak mi jasna moja pani każe,
Pragnienia duszne otwarcie wyznałem.

31 Nie w tej dwuznacznej dawnych wieszczków gwarze,

Jak nią wróżyli, zanim był zabity
Baranek, który grzechy świata maże,

34 Lecz w mowie prostej, jasnej i niekrytej

Dziad mój najmilszy ozwał się łaskawie,
Widny mi, chociaż w uśmiechu spowity.

37 „Wszelkie zdarzenie, co w świata ustawie

Za pojęć waszych materyją leży,
W oczach się Boskich kreśli jak na jawie.

40 Lecz się z przedwiedzą Boską nie przymierzy

Zdarzeń konieczność; tak wzroku narzędzie
Przez się nie sprawia, że łódź z falą bieży.

43 Jak ucho słyszy organ, który gędzie

Słodką harmonię, tak i wzrok mój chwyta
Na toni czasów to, co z tobą będzie.

46 Więc jak wygnały niegdyś Hipolita

Z Aten macochy niecne obyczaje,
Tak i ty wyjdziesz z Florencji banita.

49 Już tego pragnie ktoś i już nastaje

Na cię, i wnet się twą krzywdą nasyci
Pan ziem, gdzie co dzień Chrysta się sprzedaje.

52 Winę, jak zwykle, poniosą pobici,

Lecz pomsta, która za zbrodnią ugania,
Wyda, po której stronie prawowici.

55 Naprzód porzucisz najsłodsze kochania:

To pierwsza będzie z twych losów przygody
Strzała puszczona po łuku wygnania.

58 Poznasz następnie, jakie gorzkie gody

Spożywać cudzy chleb; jak uciążliwa
Droga wstępować na nie swoje schody.

61 Lecz co ci bardziej dopiecze do żywa,

Będzie kompania, którą zły los wnęci
W twe obcowanie, dzika i złośliwa,

64 Niewdzięczna, głupia, bez czci i pamięci

Nieprzyjacielsko stanie przeciw tobie,
Ale też nie ty, lecz ona kark skręci.

67 Jej zbydlęcenie poznasz po sposobie,

Jakim ci będzie czynić swoje wstręty:
Chwała-ć, bo stworzysz stronnictwo sam sobie.

70 Pierwsza gościna, gdzie będziesz przyjęty,

W czesnej wielkiego Lombarda ostoi:
Ponad schodami u niego ptak święty.

73 Taka go hojność i uprzejmość stroi,

Taka łaskawość w dobrodziejstwie skrzętna,
Że nim poprosisz, już prośbę ukoi.

76 Z nim ujrzysz chłopię, które wzięło piętna

Od szczęsnej gwiazdy w urodzin godzinie,
Iż wiekom będzie jego cześć pamiętna.

79 Nie wiedzą jeszcze dzisiaj o chłopczynie,

Bowiem zaledwie lat dziewięć, nie dłużej,
Jak wokół niego słońca krąg się winie.

82 Gaskon wielkiego Henryka nim zdurzy,

Blask cnót młodzieńca światu się objawi;
Złota niechciwy, przed trudem nie stchórzy,

85 A dobroć jego tak się rozesławi

Przez usta wielu po świata połaci,
Że jej wróg nawet milczeniem nie zdławi.

88 On cię też kiedyś wesprze i wzbogaci:

To zdziała jego nad ludem opieka,
Że stan zamienią biedni i bogaci.

91 Słuchaj, co niesie przyszłość niedaleka,

Lecz nie głoś... — rzeczy dodał niesłychane;
Cudem się zdadzą temu, co doczeka.

94 Oto są — mówił — glosy przypisane

Do wróżb o tobie; oto niekorzyści,
Których masz doznać przez losów odmianę.

97 Nie przeto oszczędź bliźnim nienawiści,

Trwalsze po tobie wieńce wawrzynowe
Niż pomsta, co się na twych wrogach ziści".

100 Gdy dusza święta zakończyła mowę

I tak ucięła nić w onym przędziwie,
Skąd snuła wątek na moją osnowę,

103 Zacząłem jak ktoś, co wygląda chciwie

Jakowejś rady od osoby drogiej,
Która wie i chce, i kochaniem żywie.

106 „Ojcze mój, widzę, czas w pełne ostrogi

Pędzi przeciw mnie, a cios tym boleśniej
Uderza, im kto jest pełniejszy trwogi.

109 Toż muszę tarczą osłonić się wcześniej,

Bym skoro los mi ojczyzny nie życzy,
Reszty nie stracił z winy moich pieśni.

112 Tam, w owym świecie bezmiernej goryczy

I na jej góry pięknej krętym szlaku,
Skąd mię porwały oczy Beatryczy,

115 I tutaj w niebie z gwiezdnego orszaku

Szły mi w słuch rzeczy, które gdy powtórzę,
To niejednemu będą przykre w smaku.

118 Gdy zaś przed prawdy oznajmieniem stchórzę,

Lękam się stradać przyszłego żywota
Śród tych, dla których zmiany losu wróżę".

121 Tedy klejnotu mojego jasnota

Uśmiechem w snopy wybłyśnie ogniste,
Jako od słońca tarcz zwierciadła złota.

124 I doda: „Tylko sumienie nieczyste,

Z własnych lub cudzych win, twoich orędzi
Surowość przykro poczuje — zaiste!

127 Ty jednak z prawdy dróg nie schodź ni piędzi:

Opowiedz w pieśniach wszystką twoją zjawę,
A niech się taki skrobie, kogo swędzi.

130 Chociaż użali się na cierpką strawę,

Posmakowawszy, potem z jej dosytu
Soki wynikną na zdrowia poprawę.

133 Wołanie twoje będzie wiatr u szczytu

Gór, co najwyższe potrząsa konary,
A to ci doda nie lada zaszczytu.

136 K'temu to w niebie i w wieczystej kary

Dolinie, i tam na górze umorzeń
Ukazano ci sławne w świecie mary.

139 Bo nie buduje się duch ludzkich stworzeń

Ani przykładom wierzyć nie jest zwykły,
Co mają skryty i nieznany korzeń.

142 I nie znęci ich żaden dowód nikły".



PIEŚŃ XVIII

Par 18

Cacciaguida wskazuje poecie dusze Jozuego, Machabeusza, Karola Wielkiego i innych swoich towarzyszy, a następnie Beatrycze i Dante wznoszą się do szóstego nieba, na planetę Jowisza, gdzie przebywają dusze ludzi sprawiedliwych.


1 Już zadumaniem własnym się ukoił

Błogosławiony wid, a jam, radości
Ze smutkiem plotąc, swe marzenia roił,

4 Gdy pani, co mię wiodła ku boskości,

Rzekła: „Myśl odmień; bacz, jak niedalece
Siedzę tej mocy, która krzywdy prości".

7 Na głos ten spojrzę ku mojej opiece:

Jaką miłością wzrok jej święty gore,
Niecham rzec, bowiem mową nie dolecę.

10 Nie tylko przeto, że słów nie dobiorę,

Lecz że nie zdołam odwołać w pamięci,
Jeżeli ktoś mię nie podeprze w porę.

13 Tyle rzec jeno wspomnienie mię nęci,

Że gdym poglądał na nią, w tym zachwycie
Roztopiły się wszystkie inne chęci.

16 Aż z jej lic piękna wiecznego odbicie,

Pośrednio ku mnie odstrzelone, daje
Mym zachwyconym zmysłom nowe życie.

19 Gdy tak od światła jej uśmiechu taję,

Rzekła mi: „Obróć się i spójrz po stronie:
Nie tylko w moich oczach błyszczą raje".

22 Gdy duszę wszystką jakaś myśl pochłonie,

To sie ją łacno odgaduje z twarzy,
W której jak gdyby jasnym ogniem płonie.

25 Toż widząc, jak się płomyk święty żarzy

I tym zarzewiem w uśmiech przyodziewa,
Znak w tym poznałem, że ze mną pogwarzy.

28 Płomień rzekł: „Na tym piątym piętrze drzewa,

Co z góry czerpie sok, nie traci liści,
A owoc na nim ustawnie dojrzewa,

31 Siedzibę mają duchowie ogniści,

Co zasłużyli, nim doszli podwyża
Tych sfer, by już ich sławili lutniści.

34 Lecz spojrzyj teraz na ramiona krzyża:

Kogo zawołam, zleci taki ruchem,
Jak po obłoku spada iskra chyża".

37 Gdy patrzę, ognia wyrwie się okruchem

Na wzew: „Jozue!", jedna jasna dusza;
Par 18 dore

Prędzej ją okiem pojąłem niż uchem.

40 Potem na wtóry wzew Machabeusza

Druga zaczęła w lot okrążać polem:
Jako bicz frygę, radość ją porusza.

43 Więc za Rolandem i Wielkim Karolem

Biegła mi w tropy źrenica rozwarta,
Jak po powietrzu za lotem sokołem.

46 Potem widziałem Wilhelma, Renwarta;

Goffreda dusza mknęła świętym szlakiem
I Gwiskardzina, od krzyża oddarta.

49 Zjednany z duchów krążących orszakiem

Ów wid mówiący pokazał nareszcie,
Jak dzielnym w chórze niebian był śpiewakiem.

52 Obróciłem się ku świętej niewieście

Po mej prawicy, tusząc, że pochwycę
Rozkaz zjawiony w słowie albo geście.

55 Ujrzałem wtedy jej czyste źrenice:

Nigdy nie była strojniejsza w pieszczotę
Ani weselej jaśniały jej lice.

58 Jak, dobrze czyniąc, wzmaga się ochotę

I rozkosz dobra, a śród tego społem
Człowiek spostrzega, że urasta w cnotę,

61 Tak zapatrzony w piękny cud pojąłem,

Że ja i ze mną wszystka niebios chwała
Coraz to szerszym toczymy się kołem.

64 Jak w jednej chwili rumieńcem zapała

I znowu, skoro ze wstydu ochłonie,
Szkarłaty zwiewa niewieścia twarz biała,

67 Tak ją ujrzałem, obróciwszy skronie;

Nagle w jasności złagodzonej zbladła,
Gdy szósta gwiazda wzięła nas w swe tonie.

70 W tej Jowiszowej żagwi się układła

Miłość błyszcząca płomiennymi znaki
W kształcie łacińskiej mowy abecadła.

73 A jak siedzące po wybrzeżu ptaki,

Ciesząc się swojej wygrzebanej strawie,
Zlatują w chmary lub w długie orszaki,

76 Tak pośród świateł migocą jaskrawie

Duchy, pieśń nucąc, aż sobą wypiszą
D. I. L. na mgieł jarzącej kurzawie.

79 Naprzód w takt śpiewu chwilę się kołyszą,

A potem w każdej literze zatknionej
Na niebie cicho, nieruchomie wiszą.

82 O boska Muzo, która bijesz w dzwony:
Geniuszom, długi wiek im niosąc w darze,

Gdy oni darzą nim Państwa i Trony —

85 Pokrzep me siły, niechaj się odważę

Skreślić tę ogniów mowę jasnowzorą:
Niech w szczupłych wierszach twa moc się ukaże.

88 Ujrzałem tedy pięć razy siedmioro

Głosek wiązanych ognistym zaplotem:
Rozpalają się kolejno i górą.

91 „Diligite justitiam" — z swym przedmiotem

Słowo wybłysło w tej pierwszej kwaterze;
„Qui judicatis terram " — stało potem.

94 Gdy wiersz dopełnił kresu na literze

M, wtedy Jowisz zdał się srebrny cały,
A tylko złotem tkane miał obrzeże.

97 Na szczyt owego M pozlatywały

Iskry i pieśnią zaczęły wymownie
Sławić Moc, co je wiodła do swej chwały.

100 Jak gdy potrącisz zapaloną głownię,

Tysiąc się iskier zaraz z niej rozleci,
Z których gmin ciemny wróży — tak ponownie

103 Trysła kurzawa ognistej zamieci;

Tutaj opada, tam się w górę wzbije,
W miarę jak skinie słońce, co ją nieci.

106 A gdy iskrami całe tło wyszyje,

Tedy patrz: gwiazda utkana przy gwieździe
Złożyły głowę orlicy i szyję.

109 Ten, kto tam jeździ, wodza swojej jeździe

Nie zna; sam wozi, wydzielając onę
Moc, co się formą czyni w każdym gnieździe.

112 Chór, co skwapliwie układał koronę

Z lilij ponad M, kilkoma obroty
Spłynął w orlicy kształty spłomienione.

115 O słodka gwiazdo, ilomaż klejnoty

Świadczysz, że prawo ziemskie się wywodzi
Z nieba zdobnego twoimi błyskoty.

118 Więc błagam kornie Myśl, z której się rodzi

Twój ruch i władza, niech odpędza chmurę
Złości, bo cień jej twoim łunom szkodzi.

121 Niechaj zapłonie gniewem po raz wtóry

Na tych, co hańbią kupczeniem Dom Boży,
Z męczeństw i cudów mający swe mury.

124 Wojska niebieskie, przed wami się korzy

Duch mój: módlcie się za ten ród człowieczy,
Co pod złym wodzem błądzi śród bezdroży.

127 Dawniej się w wojnie używało mieczy;

Dziś się odkrada od ust Chleb Prawdziwy,
Którego ojciec nikomu nie przeczy.

130 Ty klątw miotaczu, które-ś mazać chciwy,

Wiedz: żywie Paweł — i Piotr za winnicę,
Którą pustoszysz, umęczon — też żywy.

133 Odpowiesz: „Ja się wizerunkiem sycę

Świętego, który zamieszkał pustkowie
I na śmierć wydan był przez tanecznicę,

136 A jacyś Paweł i Piotr mi nie w głowie!...



PIEŚŃ XIX

Par 19 aquila

Orzeł utworzony z duchów ludzi sprawiedliwych poucza Dantego o niezbadanych wyrokach sprawiedliwości bożej, o konieczności potwierdzania wiary dobrymi uczynkami i wygłasza inwektywę przeciwko złym władcom.


1 Lśniło przede mną z rozwartymi pióry

Piękne zjawisko; zgodą słodkich pieni
Radowały się w nim związane chóry.

4 Każda duszyczka, rubinek w czerwieni,

Słońcem odbitym tak gorzeć poczęła,
Że miałem pełne źrenice płomieni.

7 Co tutaj wejdzie do mojego dzieła,

Nie było z pisma znane ni ze słuchu,
Ani go ludzka fantazja powzięła.

10 Orzeł przemawiał; w powietrznym podmuchu:

„Ja", „Moje" — brzmiało powiadane głośno,
Gdy „My" i „Nasze" brzmiało w jego duchu.

13 „Żem sprawiedliwą czynił i litośną,

Ku wielkiej jestem podniesiony cześci,
Dokąd pragnienia żadne nie dorosną.

16 Pozostawiłem czyny takiej treści,

Że je człek lichy bliźniemu zachwala,
Choć w ślad nie kroczy tych o mnie powieści".

19 Jak z mnóstwa głowni jeden się rozpala

Żar, tak z miłości wielu w tym płanecie
Jedna się z głosów dobywała fala.

22 Więc się ozwałem: „Nieśmiertelne kwiecie

Wiecznej radości, wy, co wszystkie wonie
W jedno zebrane wdychać mi dajecie,

25 Tchnieniem ukójcie głód, co w moim łonie

Wciąż się odzywa od młodości rana,
Bo dlań pokarmu nie ma w ziemskiej stronie.

28 A gdy tu w niebie sprawiedliwość Pana

Inne królestwa czyni swym zwierciadłem,
O ileż jaśniej wam jest ukazana.

31 Wiecie, jak chciwie tu słuchać przypadłem,

Co mi rozjaśnić raczycie, i która
To strawa, co jej tak dawno nie jadłem".

34 Jak sokół, kiedy pozbywszy kaptura,

Wykręca głowę i krasą się chwali,
I okazuje wigor, bijąc w pióra,

37 Tak wstrząsnął sobą znak, w którym się pali

Łask Bożych chwała, i zabrzmiał w muzyce,
Której klucz owi tylko święci znali.

40 „On, co przyłożył cyrkiel swój w granice

Świata — tak brzmiało — i na jego scenie
Rozmieścił wszystkie jawy i tajnice,

43 Nie mógł swej mocy znamion na stworzenie

Przenieść do tyla, aby jego słowo
Nie było zawsze wyższe nieskończenie.

46 Dlatego duch ten, co był stworzeń głową,

Upadł przez pychę, jak owoc zielony,
Bo nie chciał czekać na chwilę wschodową.

49 Więc tymże bardziej twór niedokształcony

Nigdy wielkiego Skarbu nie doceni,
Co sam jest miarą sobie — niezmierzony.

52 Wzrok nasz, jakkolwiek jest jednym z promieni

Tej Myśli, która wypełnia krawędzie
Wszelakich bytów na świata przestrzeni,

55 Z natury własnej tych sił nie dobędzie,

By się mu jawił w pełni Bóg przestworza:
Zawsze dlań mniejszy niż istotnie będzie.

58 Tym bardziej waszym sprawiedliwość boża

Tak płytko właśnie odsłaniana bywa,
Jak płytko sięga w głębokości morza.

61 Dno widzi z brzegu, tam gdzie fala spływa.

Lecz go nie widzi na morzu szerokiem:
A przecież dno jest, lecz je głąb zakrywa.

64 Nie jest światłością, co nie płynie tokiem

Nie zamąconej jaśni; jest ciemnością
I jadem ciała albo jego mrokiem.

67 Oto — że tobie nad sprawiedliwością

Prawdziwą sklepień zasłona odkryta,
Coś jej dociekał z taką usilnością,

70 Mówiąc: »Mieszkaniec znad Indu koryta,

Z nie uznającej Chrystusa dziedziny,
Kędy nikt o nim ni pisze, ni czyta:

73 Sądząc rozumem pobudki i czyny,

Przypuśćmy, że jest bez wszelkiej przywary,
Żywot i mowa jego są bez winy —

76 Jakiż sąd słusznej nań dopuści kary,

Jeżeli umrze w pogańskim obłędzie?
Gdzie wina, skoro nie był naszej wiary?...«

79 A któż ty jesteś, co siadasz za sędzię

I badasz tysiąc mil odległe sprawy
Sądem mierzącym zaledwie na piędzie?

82 Gdyby nie Pisma świętego ustawy,

Zaiste, miałby powód do wątpienia,
Kto by się ze mną w takie wdał rozprawy.

85 O twory ziemskie, o mózgi z kamienia!

Najwyższa Wola, Dobroć pierworodna,
W swym dobru trwając, dróg swych nie odmienia.

88 Ta rzecz jest słuszna, która z nią jest zgodna;

Promieniowaniem ziemskie byty płodzi,
Jej zaś nie ciągnie żadna rzecz przygodna".

91 Jak tuż nad gniazdem krążący się wodzi

Bocian, gdy swoje wykarmił pisklęta,
A ród bocianków za nim wzrokiem chodzi,

94 Tak poruszała się figura święta,

Mymi tęsknymi oczyma ścigana,
Na tylu chęciach zjednanych rozpięta.

97 Krążąc, nuciła: „Jak jest nieprzejrzana

Pieśń nasza, której nie zgadniesz tajników,
Tak dla śmiertelnych sprawiedliwość Pana".

100 Gdy się uciszył rój światłych płomyków

Ducha Świętego, nie burząc figury,
Co świat pod stopy kładła rzymskich szyków,

103 Głos mówił: „Nie siadł między orła pióry

Nigdy człek ziemi nie wierzący w Chrysta,
Przed czy po wzięciu człowieczej natury.

106 Lecz patrz: niejeden wykrzykuje Chrysta,

Co go w dzień sądu będzie tak daleki,
Jak bliskim inny, chociaż nie znał Chrysta.

109 Chrześćjan zawstydzi syn Nilowej rzeki,

Kiedy się obie rozdzielą drużyny:
Tu bogacz wieczny, tam nędzarz na wieki.

112 Co królom waszym wytkną Tatarzyny,

Kiedy się zjawi w księdze prawda naga,
Gdzie wypisane będą ich złe czyny?

115 Tam z rąk Alberta zadana zniewaga:
Wnet piórem bożym będzie zapisana:

Przez nią boleje spustoszona Praga.

118 Tam fałsz, na który żali się Sekwana

Cierpiąca, że jej znieprawia pieniądze
Ktoś, kogo czeka śmierć kłami zadana.

121 Tam się obaczy tę wyniosłą żądzę

Nadymającą Anglika i Szkota,
Która ich kusi za swych bram wrzeciądze.

124 Tam też ropusta i gnuśność żywota

Królów hiszpańskiej i czeskiej dzierżawy,
Którym nieznana i niemiła cnota.

127 Jeruzalemu monarcha kulawy

M-tą mieć będzie znaczone swe złości,
A tylko Jotą swoje zacne sprawy.

130 Tam znajdzie wyrok chciwstwa i podłości

Ten, co ognistą wyspę ma pod stróżą,
Gdzie leżą w ziemi Anchizowe kości.

133 Jego przepychy nikogo nie zdurzą:

Będzie miał żywot kreślony tytlami,
Które na małym wypisują dużo.

136 Wuj jego i brat żyw stanie przed wami,

Których nieczyste dzieło antenaty
Zacne i piękne dwie korony plami.

139 Król Portugalu w niecnotę bogaty

I król Norwegii, i ten król Dalmata,
Co źle fałszował weneckie dukaty.

142 O szczęsne Węgry, gdyby z ręku kata

Wydrzeć się mogły; szczęsny kraj Nawarry,
By jej ustrzegła Pirenejów czata!

145 W zapowiedź tego, co tamtej na bary

Spadnie, Nikozja łka i Famagosta,
Uciemiężona od własnej poczwary,

148 Której złość innych okrucieństwu sprosta".



PIEŚŃ XX

Par 20

Oko orła tworzy sześciu sprawiedliwych władców: Dawid, Trajan, Ezechiasz, Konstantyn Wielki, król Sycylii i Apulii Wilhelm II i mityczny Ryfeusz. Orzeł wyjaśnia zdumionemu poecie, w jaki sposób znaleźli się w raju dwaj poganie, Trajan i Ryfeusz, i że tajemnica przeznaczenia jest nie do zgłębienia dla rozumu ludzkiego.


1 Kiedy ta gwiazda, co jest lampą świata,

Za widnokręgu zasunie się ścianę
Tak, że brzask za nią ostatni ulata,

4 Wprzód jednym jasny, przez taką odmianę

Strop tysiącznymi błyska ornamenty,
Które są wszystkie słońcem malowane.

7 Tom miał widzenie, gdy zamilkł dziób święty

W godle, które się rozpostarło chwałą
Nad niskim światem i jego książęty.

10 Bo nagle mrowie ogników zadrżało

I zabłysnąwszy, wzniosło antyfonę,
Już dzisiaj w mojej pamięci zwątlałą.

13 Kochanie słodkie, w uśmiechu oponę

Zasnute, jakie rzucałoś płomienie
Skroś pieśni duchów tchnących w Bożą stronę!

16 Skoro już drogie, jarzące kamienie,

Którymi iskrzy się płaneta szósty,
Na rajskich nutach pokładły milczenie,

19 W słuch mi uderzą niby wód upusty,

Które ze skalnych, nabrzmiałych garłuszy
Wyrzucają się kamiennymi usty.

22 A jak gitary dźwięk nabiera duszy

U rękojeści lub wiatr wydmuchnięty
Staje się tonem w otworach pastuszej

25 Fletni, tak rozgwar tej orlicy świętej

Natychmiast szumem dziwnym zaszeleścił
Przez gardziel szyi jak gdyby wydętej.

28 W głębi się począł i głosem obwieścił

Przez dziób i słowy przemówił takiemi,
Jak pożądało serce, gdziem je mieścił:

31 „Na ten mój narząd, którym orły ziemi

Wzierają w słońce — głos do mnie powiada —
Ile potrafisz bystro, patrzajże mi.

34 Śród iskier, z których mój kształt się układa,

Owy rój duchów, co nim w oku świecę,
Stopień i godność najwyższe posiada.

37 Ognik, co moją stanowi źrenicę,

Był niegdyś Ducha Świętego lutnista:
Ze świętą skrzynią obchodził stolicę.

40 Teraz wie, skoro z zasługi korzysta,

Jaka jest wartość w jego pieśni czynie,
W tej części, co jest jego osobista.

43 Z piątki, która brwią nad okiem się winie,

Duch, co nad samym mym dzióbem się żarzy,
Jest ten, co cieszył wdoweńkę po synie.

46 Teraz wie, kiedy wspomnieniem kojarzy

Z dolą dawniejszą to dziś słodkie życie,
Jak ciężko Chrysta niepoznanie waży.

49 Ta iskra, co się sadowi na szczycie

Brwi, umierając, dopraszała zwłoki,
Aby pokutę odbyć należycie.

52 Teraz wie, jak są niezłomne wyroki

Boskie, choć z łaski szczerego pacierza
Od dziś do jutra zatrzymują kroki.

55 Ów trzeci, pewny, iż dobre zamierza,

Zabrawszy z sobą znak mój i statuty,
Zgreczył się, miejsce czyniąc dla pasterza.

58 Teraz wie, jako zły skutek, wysnuty

Z dobrych zamiarów, nieba mu nie wzbroni,
Choć przezeń świata mir został popsuty.

61 Ów, co po łuku brwi schodzi ku skroni —

Wilhelm; ten sam kraj płacze nad nieżywym,
Co przez dwu innych żyjących łzy roni.

64 Teraz wie, jak się w królu sprawiedliwym

Kochają nieba, bo swą czułą wolę
Rozpłomienieniem wskazują żarliwym.

67 Któż by chciał wierzyć na błędnym padole,

Że tu Ryfeusz trojański się złoży
Piątym ognikiem w owym duchów kole?

70 Teraz wie, że się w głębiach Łaski Bożej

Tak niezbadana tajemnica mieści,
Że jej, choć święty, przecież nie otworzy".

73 Jako skowronek naprzód się obwieści,

Pieśnią na skrzydłach drgając — i, od razu
Ścichnąwszy, dźwiękiem ginącym się pieści,

76 Takie więc miałem widzenie obrazu

Wieczystej woli, która wszelkie ciało
Wedle swojego formuje przykazu.

79 A choć wątpienie moje przezierało

Przez mą istotę jak barwa przez szkliwo,
Na pouczenie milczkiem nie czekało,

82 Lecz z ust słowami: „A co to za dziwo?" —

Wypadło mocą własnego ciężaru
I zaraz iskry jęły błyszczeć żywo.

85 A potem, w oczach swoich pełne żaru,

Tak przemówiło znamię orła święte,
By mię wyzwolić z osłupienia czaru:

88 „Widzę, twej wierze daje to zachętę,

Że ja powiadam: wewnętrzne znamiona,
Chociaż i wierzysz, są ci niepojęte.

91 Czynisz jak człowiek, co poznał imiona

Rzeczy, lecz nie treść; gdy kto nie pokaże,
Znana mu tylko ich zewnętrzna strona.

94 Królestwa niebios hart w miłości żarze

I w tej otusze żywej się odpręża,
Co samej woli bożej giąć się każe.

97 Nie tak jako mąż w bitwie zgina męża,

Ale poddaje się z własnej ochoty
I, zwyciężona, przez dobroć zwycięża.

100 Podziw sprawiły tobie dwa żywoty:

Pierwszy i piąty, które w naszej sferze
Malują sobą anielskie namioty.

103 Z ciał swych nie wyszły, jak mniemasz, w niewierze;

Chrześcijanami grzebła ich mogiła:
Ten ufał w przyszłej, ów przeszłej ofierze.

106 Bo jeden z piekieł, skąd nie wiodła siła

Własna nikogo, wrócił do swych kości,
A to mu żywa ufność wyprosiła;

109 Ufność, pacierzom która drogę mości

Ku Panu; a On folgi mu udziela,
By mógł akt spełnić wiary i miłości.

112 Więc się w swój zewłok sławna dusza wciela:

Tak długo bawi między ziemskie rzesze,
Aż uwierzyła w swego Cieszyciela.

115 A wiara taki ogień z niej wykrzesze

Miłości szczerej, że po wtórym skonie
Okazała się godna tej uciesze.

118 Wtóry duch z Łaski tryskającej w łonie

Krynic tak tajnych, że żadne stworzenie
Nie zajrzy głębiej niż po zwierzchnie tonie,

121 W sprawiedliwości skupił wszystko chcenie;

Więc z Łaski w Łaskę Bóg go tak nawidził,
Iż mu ukazał przyszłe odkupienie.

124 On w nie uwierzył i zaraz obrzydził

Zaduch pogaństwa, a ludziom ujętym
W niewolę błędu — jego fałsz zohydził.

127 Z trzech niewiast brał moc przy swoim chrzcie świętym;

Widziałeś wszystkie na prawo Rydwana:
Istniały tysiąc lat przed sakramentem.

130 O przeznaczenie, głębia nieprzebrana

Dzieli twój korzeń od wzroku mieszkańców
Globu, któremu pierwsza jaźń nieznana!

133 Nie sądźcież rączo — wy do ziemie krańców

Przykuci, gdy my, oglądacze Boga,
Zliczyć niezdolni ćmy jego wybrańców.

136 Ale niewiedza bytom naszym błoga,

A dobro nasze w tym dobru ma zdroje,
Że z wolą bożą jest nam wspólna droga".

139 Oto jak, lecząc słabe oczy moje,

Owy uroczy wizerunek Pana
Pić mi podawał miodowe napoje.

142 A jak trącając struny teorbana,

Dobrym śpiewakom dobre grajki wtórzą,
Skąd pieśń pięknieje zharmonizowana,

145 Tak podczas mowy orła iskier różą

Rozogniały się dwie święte pochodnie —
I jako razem powieki się mrużą,

148 Iskry i słowa falowały zgodnie.



PIEŚŃ XXI

Par 21

Beatrycze i Dante wznoszą się do siódmego nieba, na planetę Saturna, gdzie przebywają duchy kontemplatywne tworząc mistyczną drabinę, po której wstępują wzwyż. Jeden z duchów, Pier Damiano, poucza Dantego o tajemnicy przeznaczenia, mówi o swoim życiu i wygłasza inwektywę przeciwko kosztownym strojom duchowieństwa.


1 Ja tedy, oczy znów wiążąc z obliczem

Mej pani, ducha mego za nią wodzę —
W zachwycie myśleć nie mogę o niczem.

4 Zahamowała swego śmiechu wodze

I mówi do mnie: „Jeśli się zaśmieję,
Zginąłeś, jako Semele w pożodze,

7 Bo piękność moja, krocząc przez wierzeje

Pałaców wiecznych, wciąż rośnie widomie
I jak oglądasz, coraz potężnieje.

10 Jeśli bijących z niej skier nie uskromię,

To moc twa ziemska w ostrzu jej promieni
Pęknie jak gałąź w piorunowym gromie.

13 Do siódmej gwiazdy jużeśmy wzniesieni,

Co pod piersiami Lwa gorejącego
Swoim i jego żarem się płomieni.

16 Zatem w trop oczu niechaj myśli biegaj

Źrenice uczyń tych widzeń zwierciadłem,
Co się w zwierciadle planety zażegą".

19 Gdy kto pomyśli, jakim słodkim jadłem

Karmiłem zmysły, tonąc w cudnej twarzy,
Kiedy to duszą gdzie indziej przypadłem,

22 Pojmie, skoro te dwie rozkosze zważy:

Wzroku i słuchu, jak chętnie i szczerze
Oddawałem się mej niebiańskiej straży.

25 Wewnątrz kryształu, który w świata wirze

Krąży, a zwie się jak król Pierwobytu,
Co pod nim człowiek odpoczywał w mirze,

28 Z barw złota pełnych słonecznego świtu

Wysnuta, biegła ku górze Drabina
Taka, że wzrok mój nie dobiegał szczytu.

31 Patrzę, po szczeblach zstępuje drużyna

Świetlana; rzekłbyś, że w swe kształty bierze
Wszelaką jasność, co się w niebie wszczyna.

34 Jak kawki, nocne porzuciwszy leże,

Swoim zwyczajem kupiąc się u sioła,
Aby się rozgrzać, potrząsają pierze;

37 Te odlatują, by nie wrócić zgoła,

Te, skąd wzleciały, ściągają z powrotem,
Inne na miejscu zataczają koła —
40 Takim przede mną wzlatywały lotem
Par 21 dore

Gromadnie owe migotliwe roje,
Aż na swych szczeblach przystanęły potem.

43 Wtem duch najbliższy mnie w cudowne stroje

Przejasnych blasków ubrał się od razu:
Snadź chciał okazać mi kochanie swoje.

46 Lecz ta, od której czekałem rozkazu

Słów czy milczenia, ścichła nieruchoma,
Więc ja wbrew chęci stałem bez wyrazu.

49 Potem snadź życzeń mych dusznych wiadoma,

Widnych w Nim, co mu widne tajń i jawa,
Rzekła: „Mów śmiało, jaka twa oskoma".

52 A ja: „Zasługą nie zdobyłem prawa

Prosić, byś do mnie obrócił orędzie;
Lecz przez tę, co chce, by mię rajska strawa

55 Karmiła, duchu, żyjący w oprzędzie

Własnej uciechy, co się blaskiem wieńczy,
Mów: schodząc ku mnie, co miałeś na względzie

58 I czemu w światów tych jasnej obręczy

Niechają śpiewu rajskie służebnice,
Gdy indziej pieśń ich tak nabożnie dźwięczy?"

61 On na to: „Ziemski twój słuch i źrenice;

Śpiew zmilkł przed tobą z tej samej przyczyny,
Dla której uśmiech wściąga Beatrycze.

64 Ja sam po szczeblach tej świętej Drabiny

Witać cię blaskiem i słowem łaskawszym
Zstąpiłem spośród uciesznej drużyny.

67 Nie większa miłość czyniła mię żwawszym;

Równa lub większa tam górą się żarzy,
Strojąc duszyczki płomieniem jaskrawszym.

70 Lecz szczytna Miłość, co nas ma we straży

Posłami woli, która światem włodnie,
Tym oto do cię poselstwem mię darzy".

73 Na to ja: „Wiem już, w twą świętą pochodnię

Patrząc, iż wolna wola na tym dworze
Z boskim rozkazem może stąpać zgodnie.

76 Lecz jeszcze rozum mój pojąć nie może,

Czemu na tego radosnego gońca
Ciebie wybrało przeznaczenie boże?"

79 Jeszczem nie dobiegł mowy mojej końca,

Gdy zatoczyła krąg świetlny opona
Duszy, jak młyński kamień wirująca.

82 A głos miłosny wyleciał z jej łona:

„Upadłszy na mnie, promień Łaski Bożej
Przez szaty we mnie wnika; a gdy ona

85 Potęga światła z mym wzrokiem się złoży,

Dotąd mię wznosi, aż mi się ukaże
Ów Byt najwyższy, który światło tworzy.

88 Z niego radosny blask, co się nim żarzę,

Bowiem z jasnością mojego widzenia
Jasność ogniowej szaty staje w parze.

91 Lecz najświatlejszy nawet duch płomienia,

Najzapatrzeńszy w Bogu seraf święty
Pytaniu twemu nie da rozstrzygnienia.

94 Bo tajemnica ta w takie odmęty

Zapada wiecznych niebieskich wyroków,
Że wzrok stworzenia jest od niej odcięty.

97 Skoro znów staniesz pośród ziemskich mroków,

Powiedz swej braci: niechaj po próżnicy
Ku takiej mecie nie ruszają kroków.

100 Myśl, co tu świeci, tam jest we mgławicy.

Więc uważ: który śmiertelnik odpowie,
Gdy tu nie mogą boży namiestnicy?"

103 Tak skoro tamę naznaczył mej mowie,

Musiałem zmilknąć, pokarmu niesyty;
Jednak pytałem kornie, jak się zowie.

106 „Wpośród Italii ciągną się granity

Gór stromych grzbietem, twej ojczyzny blisko;
Grom bije niżej, niż sterczą ich szczyty.

109 Przełącz tam leży, Katrii ma nazwisko;

Pod nią święcona pustelnicza grota,
Jedynobożnych wyznawców siedlisko —

112 W ten sens poczęła raz trzeci istota

Święta i wiodła dalej: — Tak żarliwie
Czyniłem Bogu ofiarę z żywota,

115 Że na potrawach przyprawnych w oliwie,

Było, przeżywam upały i chłody
I zapatrzeniem bożym jeno żywię.

118 Plon wydawały nabożne ogrody

Niebu obficie; dziś są pustym mianem,
Ich marność prędko poznają narody.

121 Na świecie byłem Piotrem Damijanem —

Zaś Piotr Pokutnik w domu Bożej Matki
Mieszkał, nad falą Adrii zbudowanem —

124 Gdym już przeżywał żywota ostatki,

Powołano mię do tego honoru,
Co wiedzie w coraz groźniejsze upadki.

127 Wszak Cefas, a z nim Naczynie Wyboru

Ducha Świętego szli, bosi i chudzi,
Żebrzący strawy od dworu do dworu.

130 Dzisiejszy pasterz tak się nie utrudzi:

Ma po pachołku z tyłu i na przedzie,
Z prawej i lewej wspiera go dwóch ludzi.

133 Pod jednym płaszczem koń i jeździec jedzie,

Tak że dwie bestie chodzą w jednej skórze:
O cierpliwości, gdzie nas to zawiedzie!"

136 Gdy mówił, światła wyiskrzone w górze

Schodziły, krążąc, i przez szybkie ruchy
W coraz jaśniejsze zmieniały się róże.

139 Otoczywszy go, przystanęły duchy:

Wraz runął okrzyk w wyższe regijony,
Jakich człowiecze nie słyszały słuchy...

142 Nie pojąłem go, hukiem zwyciężony.



PIEŚŃ XXII

Św. Benedykt opowiada Dantemu o sobie i swoich towarzyszach: św. Romualdzie i św. Makarym, i opłakuje zepsucie zakonu benedyktynów. Beatrycze i Dante wznoszą się do ósmego nieba, nieba gwiazd stałych, skąd poeta obserwuje znajdujące się poniżej planety.


1 Nachyliłem się przerażony wielce

Ku mojej pani; tak dziecię się wiesza
U ramion swojej czułej rodzicielce.

4 Ona jak matka, gdy pomóc pośpiesza

Swojej pobladłej, przelękłej dziecinie
I pieszczotliwym głosem ją pociesza,

7 Rzekła: „Czy nie wiesz, żeś w rajskiej krainie,

I czyli nie wiesz, że raj wszystek święty
I że tu wszystko z żarliwości płynie?

10 W co by cię mego uśmiechu ponęty,

W co by cię śpiewy szczytne obróciły,
Gdy cię krzyk jeden w te wprawia zamęty?

13 Gdyby modlitwy ich odkryte były,

Poznałbyś, że już pomsta niedaleka:
Ujrzysz ją, zanim zstąpisz do mogiły.

16 Miecz boży bowiem ni śpieszy, ni zwleka:

Temu się żmudny wydaje lub żwawy,
Który go chutnie albo trwożnie czeka.

19 Teraz uwagę zwróć na inne zjawy:

Duchów dostojnych tu obaczysz roje,
Gdy za mym gestem wzrok podasz ciekawy".

22 Gdzie chciała, oczy obróciłem swoje;

Ujrzałem krążków sto, co na się wzajem
Rzucały świateł promieniste stroje.

25 Stałem, jak kiedy zawahani stajem,

Tłumiąc pragnienie duszne, i w obawie
Natręctwa, z siebie wyniść mu nie dajem.

28 A wtem największy z błyszczących jaskrawie

Rajskich klejnotów ku mnie się przywionie,
Aby mię sobą nacieszyć łaskawie.

31 „Gdybyś to widział — mówi — jaki płonie

Ogień w mieszkańcach naszego płanety,
Już byś chęć wydał, którą nosisz w łonie.

34 Lecz byś, zwlekając, do wysokiej mety

Nie spóźnił lotu, ja twej niewyznanej
Chęci oznajmię mych losów sekrety:

37 Wierzchołek wzgórza, gdzie u stromej ściany

Przylgnęło drobne murami Cassino,
Lud zamieszkiwał krnąbrny a zbłąkany.

40 Jam pierwszy dobrą darzył go nowiną

O nim, co światu głosił prawdy dziwo,
Za którym dusze dziś w górę się winą.

43 Bóg mi dozwolił widzieć trudu żniwo,

Bom ponawracał grody okoliczne
Spętane wiarą zwodną i fałszywą.

46 Owe ogniki to są duchy liczne

Kontemplatywne; pod świętymi żary
Wydały kwiaty i owoce śliczne.

49 To jest Romuald, a tamten Makary;

Bracia to moi, co trwali w klasztorze,
Stopą tam wrośli i duchem ofiary".

52 A ja do niego: „Czułość, co w ferworze

Słów twoich tętni, i ochota szczera,
Którą tu płoną na niebieskim dworze,

55 Serce me taką ufnością otwiera;

Jak słońce różę, aż się całkowitą
Koroną w blaskach jego porozpiera.

58 Więc proszę, ojcze, i pytam cię, czy to

Doznam tej łaski, aby lice w lice
Oglądać istność twoją niezakrytą?"

61 On na to: „Bracie, niebiańskie tęsknice

Ukoi w tobie sfera ostateczna,
Gdzie wszechstworzenie i gdzie ja się sycę.

64 W niej pełna, źrzała, całości bezpieczna

Wszelaka żądza; ona nie odmienia
Miejsca, w niej każda cząstka jest stateczna.

67 Biegunów nie zna ni rozprzestrzenienia;

Nasza Drabina tonie w jej bezmiarze
Za granicami twojego widzenia.

70 Już patriarcha Jakub w sennej marze

Widział wierzchołek tej samej Drabiny:
Stąpały po niej uskrzydlone straże.

73 Dzisiaj brać moja piąć się na wyżyny

Nie śpieszy, jeno, regułę z ferworem
Kopiując, psowa drogie pergaminy.

76 Mury, co niegdyś miały być klasztorem,

Są dziś jaskinią, a kaptury mnisze
Stały się mąki zapleśniałej worem.

79 W obliczu Boga lichwa się zapisze

Mniej ciężko niźli kościelne bogactwa,
Do których serce zakonników dysze.

82 Bo ten depozyt to własność biedactwa,

Ilekroć żebrać w Imię Boże będzie;
Nie krewnych ani różnego plugactwa.

85 Mdłe ludzkie ciało: choć w zacnym zapędzie

Poczyna, prędzej mija mu ochota,
Nim młody dąbek urodzi żołędzie.

88 Piotr rozpoczynał bez srebra i złota,

Jam stawiał zakon modlitwą i postem,
Franciszek swoje pokorą żywota.

91 Ty, coś znał prątek, widzisz, jak ze wzrostem

Karłowacieje konar na krzewinie
I wykrzywia się to, co było prostem.

94 Lecz Jordan, kiedy cofnął się w pustynię,

Morze, gdy pierzchło z bożego wyroku,
To był cud większy — więc i tu nie minie"

.97 Rzekł i spłynął się na Drabiny stoku

Ze swą drużyną; zbite w jasną chmurę
Frunęły w szczyty i znikły z widoku.

100 A słodka pani popchnęła mię w górę

Po szczeblach owych za świateł orszakiem;
Moc jej przemogła mą ziemską naturę.

103 Nie wstępowały wstępowaniem takiem

Na żaden ziemski schód stopy niczyje,
Jak moje, com się stał nadziemskim ptakiem.

106 Że prawdę mówię, niechaj tak zażyję

Rajskich tryumfów, dla których bezliku
Łzami się zlewam i w piersi się biję.

109 Bo oto palec sparzony w płomyku

Mniej prędko zemknie, niżli ja wleciałem
W znak konstelacji świecący po Byku.

112 Gwiazd świetna paro, o blasku nabrzmiałym

Potężną mocą; z was był formowany
Geniusz, który się moim stał udziałem.

115 Z wami wstępował i schodził w rumianej

Zorzy rodziciel śmiertelnego bytu
W dniu, gdym tchnąć zaczął powietrzem Toskany.

118 Potem, gdym zaznał łaski i zaszczytu,

Przejęty w sferę, która z wami krąży,
Los mi was zdarzył na drodze do szczytu.

121 Ku wam nabożnie dusza moja ciąży

I mocy swoje posila, i wzwyża,
Zanim się w wielkim zachwycie pogrąży.

124 „Pora ostatnich wyzwoleń się zbliża —

Rzekła Beatryks. — Czujna w przyszłym dziele,
Źrenica twoja niech tu leci chyża.

127 Zanim cię przecież w ten świat nowy wcielę,

Przypatrz się, oczy potoczywszy dołem,
Jakie to światy pod twe stopy ścielę,

130 Abyś pogodnym sercem i wesołem

Witał wspaniałą rzeszę planetarną,
Co tu radosnym polatuje kołem".

133 Za czym sfer siedem oczy me ogarną

I glob tak nikły w swojej ziemskiej zjawie,
Żem śmiechem cisnął w jego bryłę marną.

136 Tym ci ją wyżej człowieka postawię,

Im mniej go ceni; lecz kto w wyższe strony
Patrzy, takiego iście zbożnym sławię.

139 Spostrzegam córę płonącą Latony,

Lecz bez plam ciemnych, co była przyczyna,
Żem dopatrywał tam miazgi zgęszczonej.

142 Na twego patrzę, Hiperionie, syna,

Nie mrużąc oczu; i jak się świetlany
Maj i i Diany krąg w niebie rozpina.

145 Tam mi się jawi Jowisz miarkowany

Pomiędzy ojcem a synem; tam widzę
Ich położenia kolejne odmiany.

148 Za czym oglądam siedem płanet w lidze,

Jak która wielka, jakim torem biega,
W jakiej oddali. Ta, której się wstydzę,

151 Bryłka, co ziemską dzikość w nas zażega,

Kiedym tak krążył z wiecznymi Bliźnięty,
Była mi widna od brzega do brzega.

154 A potem w oczy spojrzałem mej świętej.



PIEŚŃ XXIII

W niebie ósmym Dante kontempluje tryumf Chrystusa, który ukazuje mu się pod postacią Słońca w otoczeniu niezliczonej ilości iskier, czyli dusz odkupionych jego męką. Po odejściu Chrystusa do Empireum zbawieni sławią tryumf Matki Boskiej, a następnie idą w ślad za Chrystusem.


1 Jak ptak w osłonie lubionych gałęzi

Siedzi na gnieździe pośród miłych dziatek,
Kiedy noc jeszcze ziemię w cieniach więzi,

4 I żeby zebrać pokarmu dostatek —

Słodkim trud wszelki dla takiej korzyści —
Pragnieniem z głębi zielonych komnatek

7 Czas wyprzedzając, który światło ziści,

Patrzy, czy zorza wschodu nie roztrąca,
I czeka świtu przez gęstwinę liści —

10 Tak moja pani stała czekająca,

Utkwiwszy oczy w niebios okolicę,
Gdzie najmniej chyżym zdaje się bieg słońca.

13 Widząc, że się jej zapalało lice,

Byłem jak człowiek, który się wysila,
Aby nadzieją uciszać tęsknice.

16 Niedługo jeszcze trwała owa chwila

Czekania, kiedym ujrzał, że pożarną
Zorzy jasnością niebo się rozchyla.

19 A Beatrycze: „Oto już się garną

Rzesze z tryumfu Chrysta; oto w toku
Sfer wirujących wyłuskane ziarno".

22 Twarz swą ubrała w płomienie, a w oku

Zatliła takiej radości kagańce,
Że nie potrafię skreślić jej uroku.

25 Jak na księżyca pełni Diana tańce

Wyprawia z nimf swych nieśmiertelnym gronem,
Co rozpogadza wszystkie nieba krańce,

28 Tak obaczyłem nad iskier milionem

Słońce; tamtejsze światy tak nim płoną
Jak naszym gwiazdy w stropie wyiskrzonem.

31 Pod przezroczystą i jasną przeponą

Lśniła substancja światłości tak wielka,
Żem nie mógł oczu obrócić tą stroną.

34 O Beatrycze, luba wodzicielka!...

Oto mi rzekła: „Władze twe rozprzęga
Ta Moc, przed którą mdleje władza wszelka.

37 To owa Mądrość i owa Potęga,

Co szlak otwarła od ziemi ku górze,
Po którym niebios tęskna dusza sięga".

40 Jak ogień rwie się, uwięziony w chmurze,

Co go nie zdoła objąć, więc wypruty
W dół się przewala, wbrew swojej naturze,

43 Tak duch mój, pasion na biesiadzie sutej,

Zolbrzymiał w sobie i tak wybiegł z ciała,
Że już nie pomni zdarzeń tej minuty.

46 „Podnieś powieki, spójrz, jakam się stała;

Z wielkich widoków nabrałeś tej mocy,
Że zdzierżysz patrzeć, jak mój uśmiech pała".

49 Czekałem czegoś jak ten, co po nocy

Był nawiedzony cudną senną marą
I pragnie włudzić ją znowu na oczy,

52 Gdy ucieszyła mię piękną ofiarą,

Wartą wdzięczności tak wielkiej i trwałej,
Że jej nie zgubi pamięć żadną miarą.

55 Choćby języki wszystkie pomagały,

Które Polimnia z siostrami na mlecznym
Napoju w niebie swoim wychowały,

58 Trudno by pieniem tym wielojęzycznym

Rzec, czym był uśmiech kraszący jagody
Mej świętej i czar w tym uśmiechu ślicznym.

61 Więc opisując owe rajskie grody,

Święcone dzieło przeskokami biegnie,
Jak ktoś, co w drodze spotyka przeszkody.

64 A ty, zważywszy ciężar, który zegnie

Najtęższe siły w każdym ziemskim tworze,
Nie gań, że duch mój niekiedy przylegnie.

67 Nie dla maleńkich łódek jest to morze,

Gdzie płynie barka moja niespożyta;
Lękliwy żeglarz wiosłem go nie porze.

70 „Czemu twarz moja tak cię czarem chwyta?

Patrz indziej, gdyżeś u ogrodu proga,
Który w Chrystusa promieniach zakwita.

73 Tu rośnie Róża, w której Słowo Boga

Ciałem się stało; tu Lilije wonne
Zapachem wiodą, kędy prawa droga".

76 Tak Beatrycze; a myśli me, skłonne

K'jej woli, nowe widowisko chłoną;
Na żar obracam źrenice niebronne.

79 Jak pod obłoku spękaną zasłoną

W słońca kurzawie, która przez nią leci,
Z oddali widno łąkę umajoną,

82 Tak się przede mną mrowie iskier kwieci

Pooświecanych blaskiem gdzieś z wysoka;
A nie wiem, jakie ognisko je nieci.

85 O szczytna Mocy, co kształtem obłoka

Wzniosłaś się w górę, ażeby, zbyt nisko
Pałając, mego nie oślepić oka!

88 Słysząc to kwiecia pięknego nazwisko,

Którego wzywam zmierzchem i o świcie,
Spojrzę w największej iskry palenisko.

91 A ledwo że się w oczach mych odbicie

Żyjącej gwiazdy odmalować zdoła,
Co tam króluje tak jak w ziemskim bycie,

94 Gdy wtem Żagiewka gdzieś od niebios czoła

Zleci i w jasny wieniec się zaplata,
I w lot osnuwszy ją, krąży dokoła.

97 Nawet najsłodsza melodyja świata,

Co dusze więzi w zgodnych dźwięków mirze,
Zgrzytem się wyda, który z chmur wylata,

100 Przeciwstawiona tej niebiańskiej lirze,

Co tu klejnoty świetnymi jaśnieje
W najprzezroczystszym niebiosów szafirze.

103 „Ja jestem radość anielska, co sieje

Górną uciechę, a z żywota płynie,
Który gospodą był naszej Nadzieje.

106 I będę krążył, pókiś Ty przy Synie,

Pani Niebieska, i póki w obręczy
Najwyższej blask Twój ponad inne słynie".

109 W ten sens okrężna melodyja dźwięczy,

A inne światła imieniem: „Maryja",
W chórze śpiewały za tym, co ją wieńczy.

112 Ów płaszcz królewski, co sobą spowija

Wszechświata warstwy i żar w siebie bierze
Boski, i jego tchnień najwięcej spija,

115 Tak swoich ogni najniższe obrzeże

Kreślił wysoko ponad świata zwoje,
Żem poznał, iż go oczyma nie zbieżę

118 I że nie zdołam w niebieskie pokoje

Zdążyć dość szybko, gdzie się uwieńczona
Jasność podniosła, śledząc plemię swoje.

121 A jak dziecina, kiedy nakarmiona,

Gestem wskazując, co jej w duszy świta,
Do matki swojej wyciąga ramiona,

124 Tak owa duchów rozgorzałych świta

Prężyła w górę swych płomieni kiście,
Miłością Marii cała rozpowita.

127 Na oczach moich gorzała rzęsiście,

Regina caeli nucąc, trzódka gwarna:
Tak mi w pamięci została wieczyście.

130 O jakże dobrym plonem jest ciężarna

Każda z skrzyń owych, co na ziemskiej roli
Rozsuła niegdyś takie zdrowe ziarna!

133 Tutaj się żyje i czerpie do woli

Z układanego umartwieniem plonu,
Co w babilońskiej powschodził niewoli.

136 Tak u stóp Chrysta i u Marii tronu

Zwycięstwa swego używa bezpieczny,
Pospołu z Radą obojga zakonu,

139 Ten, co ma klucze od radości wiecznej.



PIEŚŃ XXIV

Św. Piotr egzaminuje Dantego na temat istoty, źródeł i przedmiotu jego wiary w Boga i aprobując otrzymane odpowiedzi, udziela poecie błogosławieństwa.


1 „Bractwo wezwane na wielką wieczerzę

Baranka, co tak waszych łaknień baczy,
Iż wam wydziela wszystko w pełnej mierze;

4 Skoro za Łaską Bożą on się raczy

Tym, co się z chleba waszego odkruszy
Wcześniej, niż się mu z Opatrzności znaczy,

7 Niech was niezmierny głód jego poruszy;

Otrzeźwijcie go rosą; wszak czerpiecie
Z krynic, skąd trysła istność jego duszy".

10 Tak Beatrycze. Wtem każdy w tym świecie

Uweselony duch stał się jak fryga
I skrą błysł żywszą, podobny komecie.

13 Jak się rząd kółek zrzeszonych prześciga

W zegarze: małe, zda się, w miejscu stoi,
Duże wiruje, że tylko się miga —

16 Podobnie duchy niebieskiej ostoi

Obracały się to wolno, to żwawiej,
Wedle wymiaru niebiańskości swojej.

19 Z wieńca, co mi się najpiękniejszy jawi,

Wytrysnął promień tak szczęsnej ekstazy,
Że żaden wokół nie błyszczał jaskrawiej.

22 W krąg Beatryczę owionął trzy razy,

A brzmiało z jego ust tak boskie pienie,
Że nie opiszę żadnymi wyrazy.

25 Ominę piórem rzecz nad przyrodzenie;

Nie głos, fantazję nawet zbyt mam ostrą,
By odmalować gry wiotkie odcienie.

28 „O ty nabożna, czuła, święta siostro!

Patrz, jak mię wabią za szczytne regiony
Prośby twe, gdy się przede mną rozpostrą".

31 Tak, przystanąwszy, wid błogosławiony

W twarz Beatryczy z ognia błyskawicy
Tchnął i takimi odezwał się tony.

34 A ona: „Wielki cieniu jasnolicy

Męża, co klucze pańskie w swe władanie
Przyjął, zniesione z tej uciech stolicy,

37 Zadaj mu łatwe lub trudne pytanie:

Dowiedz się, czyli w wierze nie szwankuje,
Z którą tyś stąpał przez morskie otchłanie,

40 Wprawdzie, wierzy-li, ufa-li, miłuje —

Nie skryte tobie, gdyż wzrok twój dostawa
Tam, gdzie się obraz wszechrzeczy maluje;

43 Ale że wielu nabyło tu prawa

Obywatelstwa czcią dla wiary świętej,
Przygodzi mu się o wierze rozprawa".

46 Jako się szkolarz zbroi w argumenty,

Słuchając mistrza słów, by jego wzorem
Sylogizować na temat podjęty,

49 Tak śród tej mowy jam się czynił skorem

Zacząć dysputę i wystąpić godnie
Przed tak dostojnym egzaminatorem.

52 „Chrześcijaninie, z przekonaniem zgodnie