FANDOM



Biała godzina • Wiersz • Bronisława Ostrowska
Biała godzina
Wiersz
Bronisława Ostrowska


I
Zszarzały klombów płomienne rabaty,
Zgasł żar nasturcji i szkarletów krew -
I nagle widać tylko białe kwiaty
Pod ścianą mrocznych drzew.
Gwiazdy zabłysły w gałęziach topoli.
W białych tytoniach krążą szare ćmy -
Pamięć nie boli i życie nie boli...
Srebrne są kwiaty i gwiazdy, i łzy.

II
Zapaliły się okna we dworze,
W białym dworze, w ganku z winogradem,
Świerszcze strzygą tak mocno - mój Boże -
Gwiazdy świecą w niebie takim bladem.
Płynie woda, płynie srebrna woda
Pod księżycem z daleka - z daleka...
Czego szkoda ci? czego ci szkoda?
Że ta rzeka - ucieka?
A jeżeli ja ciebie, jedyny,
Pokocham, pokocham na nowo,
U nóg się twoich położę
Tą jesienią gobelinową.
Roześmieję się w orzechach łuskanych,
Zacałuję w miodowych plastrach,
Zapłaczę w jaśminowych perłach
I w białych astrach.
I rozważę w ciężkich słonecznikach,
I zakrwawię w jarzębinach na strzesze,
I ziarnem z cienistych spichlerzy
Odchodzącego - rozgrzeszę?




Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.