FANDOM



Bezimienny a nieśmiertelny • Wiersz • Verner von Heidenstam • przeł. Zenon Przesmycki
Bezimienny a nieśmiertelny
Wiersz
Verner von Heidenstamprzeł. Zenon Przesmycki


Stał ukończony, w Paestum, róż ogrodzie,
Chram Neptunowy — i mistrz siadł, by śnić.
Wsparta oń żona, o kwiatu urodzie,
Z żółtej przęślicy błogo snuła nić.
Nasłuchiwała, jak z gór, gdzie się kręcą
Trzód szare pasma, brzmiał fletniowy sen,
I szeptała mu z radością dziecięcą,
Cienki a gładki kręcąc w palcach len:
„Po brzegi pełna czara szczęścia ninie!
Mąż, co do Naxos ma mię w dom swój wieść,
Morskiemu bogu stworzył cud-świątynię,
Nieśmiertelności bierze z sobą cześć!”
Z powagą w oku mąż przerwie marzenia:
„Mów lepiej: wkrótce uniesie nas czas,
A nieco później zwieje ślad imienia,
Gdy chram stać będzie, jako stanął raz!
Myślisz, że sztukmistrz w świętej tworzeń chwili
Już wsłuchan w tłumów klask i chwalczy krzyk?
On nad swem wnętrzem jedynie się chyli,
A cały świat mu wtedy z oczu znikł!
Krwią płacze pieśniarz. gdy mu głębin duszy,
Błysków wieczności nie dał wcielić traf:
Ale piorunnie każdy wiersz go wzruszy,
Gdzie całą istność swą dobył na jaw!
W tych złotych wierszach drga on, żyje trwale.
Nieśmiertelności? pragnie! ale zważ:
Dla swego tworu, nie dla siebie wcale, —
Sztukmistrza imię w d z i e l e jego masz!
Istniał - że Homer? Co najwyżej w mycie —
A po dziś żyje w burzy gniewów, zgód.
Żył w jego skroniach dotąd czuję bicie!
Imieniem jego grom iliadzkich ód.”

Powstał, by odejść; ale ona rączo
Za płaszcz go wstrzyma i z uśmiechem, gdzie
Sto psot, drwin, figlów w jedynym się łączą
Filucim błysku, zaczepnie go tnie:
„Patrz, na kolumnie, tu z boku, twe imię!
Jeśli jest szczerą pycha tamtych słów,
Wybierz z narzędzi ludzi swych olbrzymie
Młocisko jakie — i zmiażdż napis ów!”

Zwrócił się ku niej i spojrzał surowo;
Siedziała cicho, jakby nigdy nic,
Gładząc na palcu lnianą przędzę płową,
A okiem goniąc gon masztowych świéc.

Zgiął się porywczo, pochwycił ze strony
Młot co największy, a tak trzymał trzon
Kurczowo w dłoni, że przegub sprężony
Na wosk mu zbielał! I spadł młot jak dzwon.
Trysnęły iskry z podłoża kolumny,
Pod stopy mistrza druzgów ostrych złam
Na marmur stopni posypał się dumny —
Imienia jego już nie nosił chram.

Przęśl rzuci z krzykiem młoda jego żona,
Do nóg jak ścięty wali mu się słup,
Na szczętach sławy, co w druzgi zmiażdżona,
Namiętnie przylgnie do kolan i stóp:
„Teraz”, zawoła, „słów na szczęście niéma,
Jakie do Naxos powieźć z sobą mam —
Teraz mam w mężu po stokroć olbrzyma!
Imieniem jego odtąd: w P a e s t u mc h r a m !”

Zmierzch zapadł. Drobne, bez żagli, czółenko
Z flagą Naxosu odpłynęło w dal,
Powolne wiosła poniosły je miękko,
Gdzie z łuną słońca spływa przestwór fal.

Lat przeszło tysiąc zbiegł w czasów strumieniu,
Gdzie było Paestum, zieleń kwietnych łąk,
Ale chram stoi; pasterz w jego cieniu
Gędźbą przyrodę uwesela wkrąg.
Starego mistrza nie zna nikt nazwiska;
Lecz spójrz ku jasnym, smukłym blankom wzwyż:
Sam on tam w życiu i mocy wybłyska —
I radość twórcza lśni wiecznie śród cisz!

Dawny to, znany, ukochany brat,
Druh, co z młodzieńczych pozostał nam lat.




Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.