FANDOM



Balada
Homini
 • Wiersz • Adam Bederski
Balada
Homini

Wiersz
Adam Bederski


W pustynię poszła niemych garstka ludzi.

       Oczy, gorączką trawione, fosforem
       im błyszczały
       i były jako pochodni blask, co budzi
       jaśnie w ciężkich oplotach nocy.

       Piersi ich stały szkarłatnym otworem,
       było w nich zasię tyle ziemskiej mocy
       ile kindżały
       roznoszą, błyskiem przedarłszy powietrze.

A niemi byli oni.
Myśl im tylko
paliła się na czole — czcze wiary mamidła —
i wierzyli, że myśl ta kiedyś ciało zetrze
i duchowi da skrzydła — albatrosów skrzydła —
i poniesie ich w górę, choćby nawet chwilkę,
na szczyty, kędy bóg pono panował okrutny.
(Błąkał się wokół warg spopielonych uśmiech wonczas smutny,
     lecz dufny w siłę.)

Pustynia, szeroko rozwarłszy ramiona,
do piersi ich przycisła, wyblakłych i nędznych,
i pieściła ich oczy, płowa a wyśniona,
nieziemskich czar rozkoszy kryjąc w swojej szacie.

Wonczas ludzie ci niemi, usta ozwarłszy, śpiewali —
     (A śpiew ów niezwyczajny rozdarł pono żyłę
     im w piersiach — bo pieśń była krwawa.)

Poszli — wyjąc — w pustynię.

Wkrótce znikli — stali
się wspomnieniem tylko,
co jest wygasłe jak lawa.


     (Wrócił jeden, o którym szeptano jako o wariacie).



Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.