FANDOM



Alfezyb • Wiersz • Franciszek Dionizy Kniaźnin
Alfezyb
Wiersz
Franciszek Dionizy Kniaźnin

Alfezyb dziki, z siekierką u pasa
A z drągiem w ręku, szedł sobie do lasa;
Ujrzał Fillidę krasną jak jagodę,
Pasła przy zdrojach sama jedna trzodę,
 
Wsparta na gładkiej nuciła jabłoni;
Leśny zalotnik przybliża się do niej,
Na widok nagły sprośnych oczu zbladła,
Chciała uciekać, skoczyła i padła.
 
Podobna sarnie, i razem tej róży,
Co ręce chciwej ostry kole nasroży,
A on: o Boże! srogość ta niezdolna,
Ponęta sile musi być powolna.
 
Fillida jemu: ty szalony człecze!
Cnota jest moja i Bóg ze mną, rzecze;
Nieba! widzicie wstyd mojego czoła,
Nie żal i hańba, ale rozpacz woła.
 
Szkarado! zadrżyj, ta czarna nawała!
Błysnęło... Fillis padła i zemdlała;
Święty zaś ogień, by cnotę ocalił,
Uderzył zbrodnia i na miejscu spalił.




Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.